niedziela, 18 października 2020

Tytus, Romek i A'Tomek wśród złodziei marzeń (2002)


Jako dziecko poznałem swego czasu kilka starych i dobrych komiksów, które miały w sobie coś niesamowicie pięknego i porywającego, dlatego z wielką chęcią je czytałem. Od jednej nauczycielki dostałem plik starych komiksów z czasów jej dzieciństwa, które ona chciała wyrzucić, ale widząc, jak wielkim fanem dobrych komiksów jestem, dała mi je w prezencie, gdyż byłem jej ulubionym uczniem. W ten sposób poznałem kilka super komiksów jak np. „PRZYGODY JONKI, JONKA I KLEKSA”, „KAJKO I KOKOSZ” oraz „TYTUS, ROMEK I A’TOMEK”. To były komiksy z czasów PRL-u, z dzieciństwa moich rodziców i bardzo mnie ona zachwyciły. Potem zacząłem zbierać komiksy z tych serii oraz jeszcze kilku innych i do dzisiaj je mam. Jedne, które szczególnie mnie zachwyciły, wywołały wiele uśmiechu na twarzy i zapadły mi w pamięć, to właśnie komiksy Papcia Chmiela o przygodach Tytusa de Zoo i jego przyjaciół. Na ich podstawie potem powstał film animowany, o którym jest dzisiejsza recenzja.
Najpierw jednak trzeba powiedzieć to i owo o serii komiksów. Napisał ją, nieżyjący już niestety, Henryk Jerzy Chmielewski znany jako Papcio Chmiel, który przelał w nie całe swoje ogromne poczucie humoru i wielki talent artystyczny. Opowiadają one o przygodach powstałego z kleksa Tytusa de Zoo, uroczego i zwariowanego szympansa oraz dwóch harcerzy: zarozumiałego hipisa Romka oraz grubego i inteligentnego A’Tomka. Ci dwaj ostatni postanawiają uczłowieczyć Tytusa poprzez wpajanie mu ludzkiej wiedzy. Nie jest to proste, gdyż Tytus jak to małpa, wariuje, wygłupia się i woli to bardziej od nauki, ale mimo wszystko ma dobre serce, więc z czasem działania harcerzy zaczynają odnosić skutek. Prócz tego cała trójka przeżywa szereg zwariowanych przygód, często opierających się na żartach słownych i sytuacyjnych, a także niesamowicie zabawnych aluzji do czasów PRL-u, w których tworzył nasz Papcio Chmiel. W jednym komiksie bohaterowie przebierają świnię za dzika i namawiają turystów do karmienia jej, aby potem mogli sprzedać utoczonego „dzika” na kiełbasy, przy czym rzucają tekst, że przypomina im to jeden film xD Oczywiście jest to nawiązanie do kultowego wątku z równie kultowego filmu „NIE MA MOCNYCH”, ale ten żart oraz masę innych zrozumieją właściwie jedynie dorośli widzowie. Dzieciaki zaś będą mieli na tych komiksach ubaw z zabawnych perypetii Tytusa i jego dwóch przyjaciół: chudego Romka (który nie wierzy w to, że Tytusa można uczłowieczyć i ciągle czepia się naszego małpiszona i lubi mu dokuczać) oraz grubego A’Tomka, który lubi się wymądrzać i rządzić pozostałymi, ale przy okazji ma wielką wiedzę i spory talent przywódczy. W przygodach nieraz uczestniczy też profesor T. Alent (w innych komiksach Talent lub T’Alent), który namawia chłopców do korzystania ze swoich wynalazków i użycza im także swoich pojazdów zakrawających na niezłe sf. Warto zauważyć, że w jednym komiksie Tytus się ożenił z uroczą szympansicą, ale w kolejnych komiksach, napisanych już po latach, o ślubie nie ma ani słowa i Tytus wciąż jest kawalerem. Innym ciekawym faktem jest to, że mamy tu nieraz łamanie czwartej ściany i sam Papcio Chmiel rysował siebie samego na rysunkach komiksów i rozmawiał na nich ze swoimi bohaterami, którzy dodatkowo doskonale wiedzą o tym, że żyją w świecie komiksu :)
Papcio Chmiel w XXI wieku nie wydawał i nie tworzył nowych komiksów o przygodach naszej paczki, gdyż jak uważał, komunizm się skończył i żarty z niego byłyby niezrozumiałe dla młodych czytelników. Mimo to wydał jeszcze serię specjalną komiksów po części naukowych, w których Tytus, Romek i A’Tomek przenoszą się w czasie do znanych wydarzeń z historii Polski np. podbojów Bolesława III Krzywoustego, odsieczy wiedeńskiej, powstania Legionów Dąbrowskiego i naszego hymnu, odrodzenia Polski w 1918 roku, bitwy warszawskiej z 1920 roku oraz powstania warszawskiego. Komiksy nie mają za długiej fabuły, wiele tutaj opowiada nam narrator, wyjaśniający to i owo, a także to, jakie nawiązania do własnego życia i własnych przodków zawarł w komiksach Papcio Chmiel. Historyjki w nich zawarte są ciekawe i sympatyczne, a także nauczyły nawet mnie, obeznanego dobrze z polską historią tego i owego. Uważam, że powinny mieć one swoją ekranizację w postaci dobrego serialu.
A skoro o ekranizacji mowa, pora przejść do jedynego jak na razie filmu o przygodach naszych bohaterów, w którego produkcji wziął udział sam Papcio Chmiel. Film jest uroczy i sympatyczny, do tego posiada klimat komiksów i jest ich doskonałym uzupełnieniem, a poza tym, choć to urocza bajeczka, posiada w sobie ciekawe przesłanie. Ale zacznijmy od fabuły.
Tajemniczy książę Saligia żyjący na odległej planecie Transformatia, obserwuje za pomocą swojej aparatury mieszkańców Ziemi i ich marzenia. Szczególną jego uwagę przykuwa Tytus marzący o tym, aby zostać człowiekiem. To niebagatelne marzenie sprawia, że uznaje go za ciekawy okaz, który warto omotać i przesyła Tytusowi, który mieszka z Romkiem i A’Tomkiem w Polsce, wielki telewizor. Przyjaciela chwalą się nim swemu mentorowi, profesorowi T’Alentowi, który wkrótce odkrywa to, że telewizor jest maszyną służącą księciu do manipulowania ludźmi. Chce ostrzec przyjaciół, ale tych nie ma w domu, więc pędzi do nich. Ci tymczasem kontynuują „uczłowieczanie” Tytusa i pokazują mu pomnik Kopernika. Tytus włazi na niego i gdy zjawia się policja, to Romek i A’Tomek zostają aresztowani za dewastację. Tytus zdążył się schować i przepędza gołębie z pomnika naszego astronoma. Ten przemawia do niego i przepowiada mu przyszłość, zapowiadając niezwykłe przygody. Tytus wraca do domu i włącza nowy telewizor, w którym jednak zamiast ulubionej bajki widzi księcia, który wmawia mu, że potrzebuje on do bycia człowiekiem wielu sprzętów takich jak nowoczesny motocykl. Seans przerywa profesor T’Alent, który uwalnia Romka i A’Tomka z rąk policji, wykorzystując do tego swoją siłę perswazji i potem po przybyciu do domu, niszczy telewizor piłą łańcuchową. Chwilę później w domu zjawiają się całe masy ludzi, których wezwał przez telefon Tytus, aby dokonać z ich pomocą zakupów. Profesor uspokaja go za pomocą wielkiego strumienia zimnej wody i wyjaśnia, że biedak cierpi na chorobę „reklamicę”, która zmusza ludzi do kupowania bzdur niepotrzebnych im, a które kupują dlatego, że reklamy im to wmawiają. Potem zabiera ich do swego pojazdu (będącego połączenia tramwaju z fastfoodem), którym mogą dotrzeć na planetę Transformatię, gdzie rządzi Saligia. Tylko tam można znaleźć lek na chorobę Tytusa, ale uczony ostrzega, aby uważali na księcia, gdyż zechce on z pewnością i ich otumanić. Przyjaciele udają się tam, nie wiedząc, że Saligio obserwuje ich przez swoje sprzęty i nakazuje wysłać komitet powitalny dla naszych bohaterów. Mechaniczny nietoperz wysłany wpada gwałtownie na szybę pojazdu, przez co Tytus wypada z niego i ma niebezpieczne spotkanie z rekinami w rzece, do której wpada. Z trudem wydostaje się na brzeg i spotyka tam wiernego sługusa księcia Saligia, który kręci go kamerą. Tytus, widząc kamerę najnowszego sprzętu, ma nawrót choroby i zabiera mu ją i dziko ściska, ale widząc, że sługus o mało nie wpada do wody z rekinami, odzyskuje zdrowe zmysły i ratuje go. Ten wyjaśnia, że ma na imię Oliviero i dziwi się, że Tytus go ocalił. Chwilę później lądują Romek i A’Tomek, a potem zjawia się komitet powitalny, który odtańcuje przed nimi taniec powitalny. Pod jego wpływem Tytus znowu ma nawrót choroby i o mało w szale nie spada w przepaść, ale pomaga mu Oliviero. Tymczasem członkowie komitetu wykradają z głów Romka i A’Tomka ich marzeniami i dają im maszynki do produkcji pieniędzy. Przyjaciele pozbawieni marzeń przyjmują ten dar i bezmyślnie zaczynają produkować pieniądze. Olivier załamany wyjawia Tytusowi, że jeżeli on chce mieć taką samą, będzie musiał za nią zapłacić, a jego przyjaciele już to zrobili. Saligio obserwuje to i czuje, że nie może już ufać swojemu pomocnikowi, który czując wyrzuty sumienia podważa jego system działania.
Tymczasem trójka bohaterów trafia na wysypisko śmieci, gdzie Romek i A’Tomek zaczynają z pasją oglądać stare, ale jeszcze działające telewizory. Z kolei Tytus zostaje zabrany przez plemię żyjące na śmietniku do królowej zwanej Wielką Próchnicą. Widząc jego piękne, białe zęby chce mu je wszystkie wyrwać, ponieważ lubi tylko zęby nieumyte i spróchniałe, ale Tytus pokonuje ją, strasząc ją pastą do zębów i szczoteczką, dzięki czemu udaje mu się wrócić do przyjaciół, którzy znowu zaczynają drukować masę pieniędzy ze swoim maszyn i powoli tracą swoje kolory, przybierając szare barwy. W mieście, do którego potem trafiają, spotykają człowieka, który je pieniądze i chwilę potem Romek i A’Tomek robią to samo. Oliviero zaś zostaje aresztowany przez Saligia, któremu wyjawia, że nie mógł on dać maszynki do robienia pieniędzy Tytusowi i ukraść mu marzeń, ponieważ ten uratował mu życie i został jego przyjacielem. Przypomina księciu, że kiedyś oni też byli przyjaciółmi. Wściekły władca wtrąca go do więzienia. Jednocześnie Tytus z nie bardzo już świadomymi kompanami widzi, jak pewien bardzo już szary człowiek zmusza swoja córeczkę do tego, aby sprzedała swoje marzenie o posiadaniu pieska w zamian za maszynkę do robienia pieniędzy. Tytus nie pozwala na to, niszczy maszynę do kradzenia marzeń i przebrawszy się w zbroję strażnika obsługującego tę maszynę, wraz z Romkiem i A’Tomkiem ucieka rakietą, przy okazji oddając dziewczynce, którą ocalił jej pluszowego pieska. Dziewczyna jest wniebowzięta i prosi go, aby ją zabrał. Małpiszon się zgadza i w czwórkę nasi przyjaciele odlatują w głąb planety, z żalem obserwując, że Romek i A’Tomek coraz bardziej robią się szarzy. Dziewczynka informuje ich, iż pomóc im może tylko Gruba Książka z Królestwa Wielkiej Książki. Lecą tam i spotykają, ku swojemu zdumieniu, Gumową Kaczuszkę i Helikopterek, czyli postacie z bajek, które lubi Tytus. Postacie te rozpoznają zaś Tytusa jako bohatera swoich ulubionych komiksów. Z ich pomocą bohaterowie lądują w celu swojej podróży i poznają władczynię tejże krainy, sympatyczną starszą panią o imieniu Gruba Książka. Zamienia ona Puszka, pluszowego pieska dziewczynki w prawdziwego pieska, spełniając w ten sposób jej marzenie. Gruba Książka nie może jednak pomóc Romkowi i A’Tomkowi, informując Tytusa, że jeżeli do zachodu słońca nie odzyskają wspomnień, staną się całkowicie szary i nic im już nie pomoże. Saligio tymczasem zamienia powoli marzenia ludzi, które zdobył, w reklamy telewizyjne, na których zarabia miliony. Potem za pomocą swoich ludzi porywa Tytusa i chce mu ukraść marzenia, ale wcześniej chce wrzucić Oliviera do basenu z rekinami. Tytus jednak nie pozwala na to, ucieka i ratuje nowego przyjaciela, ale sam wpada do basenu. Tym razem ratuje go Oliviero, włączając reklamy Saligia, przez które Tytus ma nawrót choroby, ale zarazem też zyskuje wielką siłę i z jej pomocą udaje się mu pokonać rekiny oraz uciec z Oliverem oraz wykradziony marzeniami Romka i A’Tomka. Spotykają Kaczuszkę i Helikopterka, którzy mają siedmiomilowe buty i dzięki nim docierają do obozu. Słońce jednak zaszło, a chłopcy nie odzyskali swoich marzeń. Tytus jednak nie poddaje się i z pomocą siedmiomilowych butów skacze szybko do miejsca, gdzie zachodzące słońce dociera jeszcze swoimi promieniami. Gruba Książka odczytuje z księgi zaklęć formułkę: „Niech miłość i dobro uwolnią marzenia”, którą przekazuje przez nadajnik Helikopterkowi, a ten Tytusowi, który wypowiada ją i uwalnia marzenia swoich przyjaciół. Ci odzyskują je i wraz z nimi rozum. Sukces zostaje odniesiony, ale Saligio posyła swoich ludzi do ataku na Krainę Wielkiej Książki. Gruba Książka uwalnia jednak wszystkie postacie z książek dla dzieci, a Tytusa, Romka i A’Tomka mianuje Rycerzami Wielkiej Książki i dowódcami powstałej w ten sposób armii. Dzięki temu ludzie Saligia zostają pokonani, ale okrutny książę jeszcze nie powiedział ostatniego słowa. Chce zniszczyć on wszystkie skradzione przez siebie marzenia, aby nikt nie mógł ich odzyskać. Próbując dokonać ich destrukcji, zobaczył swoje własne marzenie z czasów dzieciństwa, a także wspomnienie z nim związane, ukazujące wydarzenie, jak został upokorzony przez nauczyciela w szkole, który wyśmiał jego marzenie o byciu dobrym i przynoszeniu dumy swojej mamie, jako zbyt krótkie i kiepsko napisane. Saligia płacze ze smutku nad tym wspomnieniem i odwiedza on archiwum z marzeniami. Załamany decyduje się ich nie niszczyć, ale rozpoczętego procesu destrukcji nie można zatrzymać. Na szczęście Tytus wchodzi wielką rurą do pałacu księcia wraz z Kaczuszką i Helikopterkiem. Książę słyszy go i prosi go o zaklęcie, którym uwolnił marzeniami Romka i A’Tomka. Szympans nie wie, czy mu może zaufać, ale zgadza się i podaje mu je. Książę jednak słyszy tylko ich echo i nie może je poprawnie wypowiedzieć. Tytus więc robi dziurę w rurze i przez nią wdziera się do archiwum, wypowiada zaklęcie i ratuje wszystkie marzenia. Marzenia wracają do swoich właścicieli, a Saligio odzyskuje znowu radość życia, jaką stracił wskutek tego feralnego wspomnienia ze szkoły. Wszyscy poddani księcia odzyskują swoje barwy naturalne i niszczą maszynki do robienia pieniędzy. Wszystko na planecie wraca do normy, a Gruba Książka zostaje wybrana Cienką Księżną, władczynią całej planety, Saligio zaś staje się jej wiernym pomocnikiem. Służący mu zaś złodzieje marzeń zostają łapaczami marzeń, którzy odtąd będą oprowadzać turystów po planecie, na której zostają zaprowadzone rządy wiedzy i mądrości. Tytus, Romek, A’Tomek i Saligio odlatują na Ziemię, żegnani czule przez nowo poznanych przyjaciół i w swoim ukochanym mieście Warszawie tańczą na ulicy dziki i wesoły taniec, śpiewając przy tym piosenkę o tym, że nie potrzebują do szczęścia wszystkiego, co oferują nam reklamy w telewizorze lub w radiu.
Film jest raczej przyjemną produkcją, dla młodych widzów i ewentualnie dla tych, którzy są dobrze obeznani ze światem komiksów Papcio Chmiela. Myślę nawet, że ci ostatni szczególnie będą bajką zachwyceni, zwłaszcza, że animacja, w której tworzeniu bezpośrednio brał udział Chmielewski, jest niemalże taka sama jak w komiksach. Oczywiście razić może nieco udział w bajce komputerowych wstawek, które nieco psują klimat. Ale poza tym animacja jest dobra. W tle lecą też piosenki rockowe, ale mnie osobiście podobała się jedna „OMAL NIE PĘKŁA MI ŁEPETYNA”, mająca fajny rytm i zabawne słowa. Pozostałe raczej nie bardzo zachwycają. Jednak nie piosenki są największym atutem filmu, a przesłanie. Bo w sumie o czym jest ta produkcja, ocierająca się chwilami o Stanisława Lema czy nawet George’a Lucasa? Otóż o tym, jak wielką potęgą są marzenia i jak warto do nich dążyć. Sam Saligia, główny czarny charakter, wydaje się być początkowo draniem bez serca, ale gdy odkrywamy jego przeszłość, smutne dzieciństwo, przez które stracił wiarę w marzenia i aby osiągnąć perfekcję porzucił je i skupił się na konsumpcjonizmie, budzi nasze współczucie. I cieszymy się, że jednak się nawrócił. Przy okazji mamy tutaj potępienie wyżej wspomnianego zjawiska wciąż powszechnego w naszym świecie, czyli konsumpcjonizmu, a także siły reklamy, która wmawia nam niekiedy, że potrzebujemy czegoś, bez czego doskonale sobie kiedyś radziliśmy. Jest to wyśmiane w sposób karykaturalny, który jednak zmusza nas do myślenia. Prócz tego warto zauważyć, co pokonuje złodziei marzeń z Saligią na czele. Otóż pokonuje je prostota, dobroć i radość życia. A także dzieci i niewielu starszych bohaterów, którzy jeszcze wierzą w marzenia. Prócz tego urocze było to, jak do walki ze złodziejami marzeń, posługującymi się komputerami i całą masą niezwykłych urządzeń, stają do walki postacie z bajek naszego dzieciństwa. Przypomina to nieco film „PAN KLEKS W KOSMOSIE”, gdzie świat bajek w osobie Pana Kleksa i jego przyjaciół staje do walki ze światem komputerów, reprezentowanym przez Wielkiego Elektronika i odnosi zwycięstwo, choć nie tak od razu. Tutaj jest podobnie. Przy okazji widać chyba pewne nawiązanie do powieści „MOMO” Michaela Ende. Bohaterowie ulegając konsumpcjonizmowi i złodziejom czasu stają się niewolnikami pieniędzy, których chcą mieć coraz więcej i przy okazji ich postacie tracą barwy i zyskują jedynie szare kolory. Przypomina to bardzo Szarych Panów, głównych wrogów z powieści „MOMO”, którzy byli złodziejami, co prawda czasu, a nie marzeń, ale ich cele były podobne i efekty w ich osiąganiu niewiele się różniły. Prócz tego w bajce widać pewną słabość twórców do dzieł sf, nie tylko w postaci podróży na inną planetę, ale także tego, że ludzie omamieni przez złodziei marzeń noszą na ciele jakieś mechaniczne zbroje i niekiedy nawet twarze częściowo zakrywają mechanicznymi maskami, które czynią ich podobnymi do robotów i utwierdzają widza w przekonaniu, że ma do czynienia z bezdusznymi istotami pozbawionymi wyższych uczuć. Podobnie jak komiksy, tutaj jest też zawarte kilka aluzji, które zrozumie tylko dorosły widz. Myślę, że samo przesłanie już jest wielką aluzją do tego, dokąd zmierza nasz świat. Ale dzieci mogą tego nie zrozumieć, choć na pewno docenią potęgę marzeń i zrozumieją, jak ludzie potrafią być podli, gdy ich nie mają. Ale krytyka takich rzeczy jak konsumpcjonizm i dyktatura może im umknąć. Dorosły widz jednak łatwo to wyłapie, mały z kolei ucieszy się widząc, jak bajki pokonują świat mechanizmów i komputerów. Prócz tego dorosły widz wyłapie w bajce aluzje do dzieł antyutopijnych takich jak „ROK 1984” George’a Orwella. Dlatego jestem zdania, że to bajka dla całej rodziny, bo każdy widz w każdym wieku wyłapie w niej coś dla siebie i coś, co mu sprawi większą przyjemność.
Warto też zwrócić uwagę na obsadę dubbingu do tej bajki, a ta robi wprost niesamowite wrażenie. Oto ona:
Marek Kondrat jako Tytus
Wojciech Malajkat jako Romek
Piotr Gąsowski jako A’Tomek
Andrzej Chyra jako książę Saligia
Gustaw Holoubek jako pomnik Kopernika
Dorota Stalińska jako Wielka Próchnica
Artur Barciś jako Oliviero
Paweł Szczesny jako profesor T’Alent
Jacek Czyż jako Nauczyciel
Jerzy Mazur jako Tatuś
Olga Bończyk jako Dziewczynka
Anna Apostolakis jako Kaczuszka
Jarosław Domin jako Helikopterek
Jan Aleksandrowicz jako Główny Złodziej
Jerzy Zadura jako Sługa Wielkiej Próchnicy
Ryszard Jabłoński jako Drugi Sługa Wielkiej Próchnicy
Aleksandra Koncewicz jako Gruba Książka
Brygida Turowska-Szymczak jako Komputer Saligi
Beata Kozikowska-Siudy jako Mysiuia

Pamiętam, jak ten film powstał i był wywiad z Markiem Kondratem, który powiedział, że rola w tej bajce sprawiła mu wielką przyjemność, zwłaszcza, że praca aktora jest czymś w rodzaju małpowania, dlatego rola małpy była czymś, co sprawiło mu ogromną przyjemność i zabawnie kojarzyło mu się z jego zawodem.
Czy zatem polecam ten film? Jak najbardziej! Nie jest to może jedna z moich ukochanych bajek, ale miło jest do niej wrócić, robi wrażenie i przy okazji też zmusza do myślenia, a do tego wzrusza i bawi, tak jak na przygody sympatycznego Tytusa de Zoo przystało. I choć na pewno bardziej ją polubią fani komiksów Papcio Chmiela niż ci, którzy ich nie znają, to jednak oni również mają szansę na pokochanej tej produkcji.

niedziela, 11 października 2020

Miki Mol i Straszne Płaszczydło (1996)


Dzisiaj pora poznać kolejną bardzo dobrą, polską bajkę, którą poznałem jako dziecko i która bardzo mnie zachwyciła, choć była chwilami dość groźna i jaka tako też była w telewizji zapowiadana, dlatego lepiej jej nie puszczać bardzo małym dzieciom z obawy, że się przestraszą. Ja też początkowo się nieco bałem, że bajka mnie przestraszy, jednak okazało się, iż nie ma tam za bardzo się czego bać, a przynajmniej takiemu starszemu widzowi, jakim byłem ja, gdy pierwszy raz udało mi się obejrzeć tę bajkę. Zatem nie specjalnie się przestraszyłem, za to cała opowieść bardzo mi się spodobała. Możliwe, że to dlatego, iż byłem już w takim wieku, gdzie dziecko nie przerazi się tak łatwo tego, co widzi na ekranie. A może po prostu byłem twardszy niż wielu moich rówieśników? Jakby jednak nie było, to bajka „MIKI MOL I STRASZNE PŁASZCZYDŁO” bardzo mi się spodobała i dlatego chcę o niej dzisiaj opowiedzieć.
Bajka to powstała na podstawie książki autorstwa Richarda A. Antoniusa, Polaka mieszkającego w Szwecji, pisarza, ilustratora i scenarzysty. Napisał on trzy książki ilustrowane o przygodach trzech dzielnych moli książkowych, którzy żyją w bibliotece, kochają książki i przeżywają szereg ciekawych przygód. Pierwsza z nich nosi tytuł „MIKI MOL”, choć wcześniej była wydawana jako „MIKI MOL I ZACZAROWANY KUFEREK CZASU” i opowiada o walce Mikiego Mola i jego dwóch przyjaciół: Świetlika i Mrówkolwa z dyrektorem cyrku Ambarasem i jego pomagierem, wilkiem Arcykąskiem, którzy uprowadzili grupę dzieci, w tym uroczą i słodką Grażynkę, bardzo zaprzyjaźnioną z molami i kochającą książki. W tej walce pomaga naszym bohaterom tytułowy Zaczarowany Kuferek Czasu. Druga z nich nosi tytuł „MIKI MOL I STRASZNE PŁASZCZYDŁO” i opowiada o walce Mikiego Mola i jego przyjaciół z tytułowym płaszczydłem, tajemniczym stworem, który próbuje przejąć władzę w sąsiedniej krainie i zaprowadzić rządy strachu i ponuractwa, w czym pomagają mu Ambaras i Arcykąsek. Trzecia z nich nosi tytuł „MIKI MOL I KOLCZAKI” i opowiada o walce Mikiego Mola i jego przyjaciół z kolejnym groźnym przeciwnikiem, szalonym inżynierem Bombolidem, który produkuje serię groźnych i agresywnych robotów, z którymi próbuje podbić kilka pobliskich krajów, w tym ojczyznę naszych bohaterów. Pomagają mu w tym zbiegli z więzienia Ambaras i Arcykąsek, czyli stali wrogowie naszych bohaterów. Książki te posiadam w swojej bibliotece i jestem nimi bardzo zachwycony. Teraz jednak skupimy się na filmie animowanym, który powstał na podstawie drugiej części tej sympatycznej oraz pełnej przygód trylogii. Co ciekawe, scenariusz do filmu napisał sam autor książki.
Akcja rozgrywa się w fikcyjnej krainie Filibiblonii, w której mieszkańcy wprost kochają książki, a ich czytanie jest największą przyjemnością dla ludzi. Z kolei najważniejszym budynkiem w mieście jest biblioteka. To w niej mieszkają trzej główni bohaterowie, mole książkowe: Miki Mol, Mrówkolew i Świetlik. Są to uroczy i sympatyczni osobnicy o miłym usposobieniu i pozytywnym nastawieniu do życia. Teraz spisują oni swoją ostatnią przygodę, której nadają tytuł: „MIKI MOL I STRASZNE PŁASZCZYDŁO”. Akcja filmu cofa się zatem o parę tygodni, kiedy to ta przygoda miała miejsce. Miki Mol wyjechał wtedy do sąsiedniej Kalamburgii, aby wziąć udział w konkursie rozśmieszania, gdzie trzeba bez śmiania się wytrzymać najlepsze dowcipy i powtarzać poważnie „Turkuć Podjadek”. Świetlik i Mrówkolew zostają w bibliotece i opiekują się nią. Tymczasem do Filibiblonii przybywają dyrektor Ambaras i jego pomagier, wilk Arcykąsek. Nie cierpią oni moli książkowych, mają do nich wielki żal i z chęcią by im dokuczyli. Dowiadują się z gazety, że w Kalamburgii za pomocą zamachu stanu przejął władzę tajemniczy magister Turkuć Podjadek,  który wygląda jak wielki, pusty i poruszający się płaszcz, stąd niektórzy nazywają go Strasznym Płaszczydłem. Przejął on władzę za pomocą tajemniczego rozpryskiwacza, którym rozpryskał gaz zasmucający, wywołujący ponuractwo. Dwaj dranie wpadają na pomysł, aby pożyczyć od Płaszczydła ten gaz i z jego pomocą ukarać mole. Ale żeby Płaszczydło pożyczyło im ów przedmiot, muszą dowieść swojej podłości. Dlatego Arcykąsek przebrany za staruszkę podchodzi Grażynkę, dziewczynkę zaprzyjaźnioną z molami i kradnie jej książkę, która ta miała oddać do biblioteki, poważnie ją uszkadza i odnosi molom twierdząc, że to Grażynka tak potraktowała książkę, co bardzo załamuje Mrówkolwa. Nieco później Ambaras porywa Grażynkę i więzi ją w wielkim słoju i chce ją zawieść Płaszczydłu dowodząc, jak podli i źli są on i jego pomagier. Arcykąsek wkrada się do biblioteki i podsłuchuję, o czym rozmawiają mole. Tymczasem Miki Mol wraca do domu, wysyłając tam siebie samego w paczce. Opowiada przyjaciołom o tym, że konkurs, w którym brał udział, wygrał Magister Turkuć Podjadek, czyli Straszne Płaszczydło. Wygrał rozpryskiwacz z gazem rozśmieszającym, który zastąpił jednak gazem wywołującym ponuractwo, smutek i strach, po czym rozpryskał go po całej krainie i przejął w niej władzę, więżąc także Wiceprezydenta w jego własnym domu, a jego limuzynę przerobił na swój własny, prywatny pojazd. Miki Mol ocalał wtedy przy mocy kapitana Dunderśwista, który pomógł mu uciec i razem ukryli się w wesołym miasteczku, gdzie kapitan z grupką wiernych żołnierzy zorganizował ruch oporu, a także on i Miki Mol rozsyłali po całym kraju ulotki propagandowe zawierające mnóstwo dowcipów, aby w ten sposób propagować śmiech i radość oraz walkę z Płaszczydłem. Miki Mol powrócił do biblioteki po to, aby przynieść stamtąd swoją najnowszą powieść „PRZEMINĘŁO Z MOLAMI”, którą napisał z przyjaciółmi i która jest niesamowicie śmieszna i może pomóc Wiceprezydentowi odzyskać radość życia i zwalczyć Płaszczydło. Arcykąsek próbuje ją ukraść, ale kradnie inną książkę i ucieka z biblioteki do szefa. Potem obaj ruszają z uprowadzoną przez siebie Grażynką do Płaszczydła. Mole ruszają za nimi w pościg. Złoczyńcy przy granicy z Kalamburgią natykają się na tajemniczy wielki kredens, z którym przebywają trzy słoiki z konfiturami. Potrafią się one poruszać i mówić. Widząc ich niezwykłe właściwości, Arcykąsek ucieka i dołącza do szefa, który ładuje słój z Grażynką na drezynę i na niej oba łotry odjeżdżają torami, nie wiedząc, że Arcykąsek ma przyczepiony do spodni rzep z podsłuchem, który mu doczepiły właśnie owe słoiki z konfiturami. Te słoiki spotykają potem nasze mole książkowe, które się z nimi zaprzyjaźnią. Słoje okazują się być kosmitami z planety Konfituria. Okazuje się, że jeden z ich ziomków, okrutny łotr, pouwalniał z więzienia różne uwięzione wcześniej grozy, takie jak wojna czy podłość. Wsparty ich mocą uciekł potem na Ziemię, aby przejąć w niej władzę. Trzy Konfiturki, które teraz poznają nasi bohaterowie, to wysłannicy z tej samej planety, którzy ruszyli za nim w pościg. Miki Mol i reszta podejrzewają, że to Płaszczydło jest owym zbiegłym Konfiturkiem. Kosmici odsłuchują z nimi nagranie z podsłuchu i odkrywają, że Ambaras i Arcykąsek porwali Grażynkę dla Płaszczydła, a także, że te łotry chcą podejść kapitana Dunderśwista przebrani za mole. Nasi bohaterowie postanawiają im przeszkodzić, dlatego ruszają za nimi, a Konfiturki próbują odnaleźć swego zbiega i ruszają w swoją stronę. Pościg zatem dalej trwa.
W Kalamburgii, gdzie zaczyna mieć miejsce dalszy ciąg akcji, Miki Mol i jego przyjaciele spotykają jednego z członków ruchu oporu przeciwko nowemu władcy, ministra Chichotka. Z jego pomocą odkrywają tajne przejście prowadzące do pałacu ich przyjaciela, Wiceprezydenta. Do pałacu docierają jednak wcześniej Ambaras i Arcykąsek, którzy przedstawiają swój łup Płaszczydłu. To jest zdziwione widokiem wielkiego słoja, które rozpoznaje jako swój skafander kosmiczny, ale łup w postaci Grażynki go zadowala i zachęca go do zatrudnienia obu łotrów. Nakazuje im zniszczenie ruchu oporu poprzez podstępne podejście kapitana Dunderśwista i schwytanie go w niewolę. Łotry ruszają do akcji, tymczasem do pałacu wdziera się Mrówkolew, który uwalnia Grażynkę i razem uciekają, przy okazji zostawiając w pokoju Wiceprezydenta książkę „PRZEMINĘŁO Z MOLAMI”. Oboje wracają do reszty, która postanawia uprzedzić kapitana o podstępie Płaszczydła i jego nowych sojuszników. Żeby to zrobić, naprawiają stare i wielkie pajace, które służyły kiedyś do przekazywania wiadomości - ruchy ich rąk i nóg stanowiły specjalny szyfru. Teraz szczątki pajaców walają się po całej okolicy, ale bohaterowie naprawiają je i postanawiają przesłać informacje. Udaje im się to zrobić, a w tym samym czasie Ambaras i Arcykąsek przybywają do siedziby kapitana Dunderśwista przebrani za Świetlika i Mrówkolwa. Kapitan początkowo przyjmuje ich gościnnie, ale gdy odbiera wiadomość od Miki Mola, sprawdza swoich gości i odkrywa, że to oszuści (nie umieli podać tytułu najnowszej książki moli, która miała ocalić Wiceprezydenta). Każe ich uwięzić. Płaszczydło tymczasem odkrywa, że ktoś pozbawił go zapasów gazu smutku i ponuractwa. Wściekły wie, że nie może już kontrolować miasta, dlatego rusza do pałacu i postanawia przeprowadzić plan awaryjny. W międzyczasie Wiceprezydent odzyskał już humor dzięki książce od moli książkowych i postanowił przywrócić porządek w kraju. Aby wyjść z domu, zakłada on płaszcz, którym się okazuje być... Płaszczydło, próbujące go teraz uprowadzić i zmusić do posłuszeństwa. Na szczęście do akcji wkraczają Mole i ich przyjaciele, udaje im się uwolnić Wiceprezydenta, ale samo Płaszczydło ucieka swoją limuzyną. Wtedy odkrywa, że w środku siedzą Konfiturkowie, którzy rozpoznają go jako zbiega ze swojej planety. To oni też ukradli łotrowi jego zapasy gazu ponuractwa i chcą go teraz aresztować. Płaszczydło i im się wymyka i chowa w jednej z armat na terenie kierowanym przez kapitana Dunderśwista. Miki Mol i jego przyjaciele odkrywają to jednak i każą dać salwę ze wszystkich dział. W wyniku tego Płaszczydło zostaje wystrzelone w powietrze i rozerwane na kawałki siłą wybuchu. W ten oto sposób łotr ten ginie, a jego tyrania dobiega końca. Konfiturkowie zabierają limuzynę Płaszczydła za zgodą Wiceprezydenta (jak wiemy, jej poprzedniego właściciela), dają w zamian różne dary swoim nowym przyjaciołom i wracają na swoją planetę. Miki Mol ze Świetlikiem, Mrówkolwem oraz Grażynką wracają zaś do domu, zabierając ze sobą aresztowanych Ambarasa i Arcykąska, którzy zanim trafią do więzienia, muszą naprawić wszystkie szkody, jakich narobili, a zwłaszcza te w bibliotece.
Film ten, co należy zauważyć, nie jest jedyną produkcją o Miki Molu. Nieco wcześniej powstały jeszcze trzy inne, krótkometrażówki o jego perypetiach. Pierwszy z nich to „MIKI MOL” z 1976 roku, mający 10 minut. Drugi to „KALEJDOSKOP MIKI MOLA” z 1978 roku, także mający 10 minut. Trzeci zaś to serial „BAJKI ZZA OKNA”, powstały w latach 1992-1998. Kilka odcinków, w których Miki Mol opowiada jakieś ciekawe historyjki. Nie są to jednak produkcje tak dobre, jak właśnie film, o którym sobie opowiadamy. Warto zauważyć, że film został też podzielony na serial 4-odcinkowy i w takiej wersji widziałem go jako dziecko w telewizji. Dopiero jako dorosły poznałem film pełnometrażowy, który nie różni się praktycznie niczym od serialu, poza tym, że serial posiada jeszcze piosenkę czołową, a także narratora krótko opowiadającego widzom to, co miało miejsce w poprzednich odcinkach.
Zarówno w filmie, jak i w serialu pojawiają się różne piosenki, ale w sumie nie są one jakieś porywające i zachwycające. Owszem, wpadają w ucho i mają w sobie to coś, ale zdecydowanie daleko im do piosenek z serii bajek o Wiklinowej Zatoce. Animacja jest bardzo bajkowa i dość karykaturalna chwilami, trudno się po niej nie domyślić, kto jest postacią pozytywną, a kto negatywną. Do tego mamy typowe dla bajek ułożenie ról, mianowicie postacie złe są złe aż do szpiku kości, jednym z łotrów jest wilk, a jedną z postaci pozytywnych jest słodka i urocza dziewczynka w sukience i kokardzie na głowie, grzeczna oraz bardzo dobrze wychowana, ale też odważna i szlachetna. Mamy również wątek panny w opresji, którą ratuje drużyna głównych bohaterów. Jeśli chodzi o wygląd postaci, to ten wygląd jest dość fantazyjny np. Miki Mol ma zakręcony nos jak trąba, z kolei Grażyna ma ciemno-zielonowe włosy, Ambaras jest przesadnie gruby, kapitan Dunderświst zaś nosi mundur podobny do żołnierzy z Legionów Dąbrowskiego. Również nazwy państw i miast, a nawet niektóre imiona nadają całej historii bajkowego charakteru. Jak więc widać, dopatrzono w tej opowieści najróżniejszych, drobnych szczególików, które sprawiają, że bajka jest bajką, że ma nieco taką baśniową otoczkę i w ten sposób przyciąga widzów spragnionych właśnie takiej historii.
Postacie są ciekawie ukazane, choć z góry wiemy, że źli będą źli bez żadnych zalet, a ci dobrzy, pomimo swoich wad, to osoby niezwykle sympatyczne. Można też dopatrzeć się w relacjach Mrówkolwa oraz Grażynki czegoś na kształt miłości. Ostatecznie Grażynka więziona w słoju na widok Mrówkolwa uśmiecha się do niego słodko i chucha od środka na ściankę słoja, ta zaparowała, po czym... rysuje na niej serce :) Prócz tego również kilka spojrzeń, jakie oboje sobie rzucają też mówią praktycznie wszystko. Co prawda nie wiemy, ile lat mają bohaterowie, ale być może to początek pięknego i wspaniałego uczucia :) A wracając do postaci, to zdecydowanie Płaszczydło kradnie dla siebie całe show, gdy tylko pojawi się na ekranie. Wielki i tajemniczy fioletowy płaszcz i kapelusz, pod którym nie widać ani twarzy, ani rąk i nóg, a mimo to się porusza swobodnie i do tego mówi takim groźnym głosem i często rzuca wściekle swoje ulubione powiedzonko „Farba Gadarba”... Zdecydowanie przepis na to, aby wiele dzieciaków zaczęło się bać szafy i szerokich płaszczy xD Dlatego chyba lepiej tej bajki nie puszczać małym dzieciom, za to tym nieco starszym i owszem.
Na sam koniec warto wspomnieć o obsadzie dubbingu do filmu. A ten jest bardzo dobry, sporo w niej znanych aktorów dubbingowych, których aż miło jest słuchać. A zatem w filmie wystąpili:

Krzysztof Tyniec jako Miki Mol
Jacek Bończyk jako Mrówkolew i kapitan Bryjek (kapitan Konfiturków)
Jan Prochyra jako Świetlik
Krzysztof Kumor jako Straszne Płaszczydło
Marta Kalamus jako Grażynka
Mieczysław Grąbka jako Ambaras
Ryszard Nawrocki jako Arcykąsek
Wiesław Michnikowski jako Wiceprezydent
Marek Lewandowski jako kapitan Dunderświst
Edyta Jungowska jako Marmoladka, nawigotorka Konfiturków
Jacek Jarosz jako Minister Chichotek i Kipol, pilot Konfiturków

Podsumowując zatem, czy jest to film, który można polecić widzom? Jak najbardziej, choć z zastrzeżeniem, że nie mogą to być widzowie zbyt mali, bo inaczej mogą się przestraszyć za bardzo Płaszczydła. Jeśli jednak będą dość duzi, z pewnością historia im się spodoba, ma bowiem ciekawe postacie, interesującą fabułę, dobry humor i świetną obsadę dubbingową. Zatem serdecznie polecam ten film każdemu, kto lubi stare, dobre i klasyczne animacje. Film bowiem jest tego wart, a przy okazji pochwala takie wartości jak dobroć, bezinteresowność, poczucie humoru, a szczególnie pochwala czytanie książek i zachęca do cieszenia się choćby z najmniejszych drobiazgów, dowodząc przy tym, jak bardzo dobrze wpływa to wszystko na nasze życie. Myślę, że dzięki temu filmowi wielu ludzi może znów z chęcią powrócić do czytania książek i odkryć, jakie to cudowne, a także nauczy się, jak bardzo ważne jest to, aby czerpać radość choćby z drobiazgów i jak negatywnie na nasze życie wpływają smutek, strach i ponuractwo.

niedziela, 4 października 2020

Porwanie w Tiutiurlistanie (1986)


Pamiętam, że gdy byłem dzieckiem, zawsze zachwycały mnie książki, w której zwierzęta mówią ludzkim głosem i zachowują się jak ludzie. Nie umiałem wyjaśnić tego fenomenu i prawdę mówiąc, nadal trudno mi go wyjaśnić. Do dziś jednak mam słabość do takich opowieści, dlatego jako dziecko uwielbiałem wręcz powieści takie jak „KSIĘGA DŻUNGLI” czy „O CZYM SZUMIĄ WIERZBY”. Dlatego też, kiedy jedna moja nauczycielka, widząc moją wielką fascynację takimi książkami, poleciła mi „PORWANIE W TIUTIURLISTANIE”, oczywiście musiałem tę książkę pożyczyć i przeczytać. Potem, ponieważ zawsze chciałem mieć w posiadaniu książki, które polubiłem, udało mi się tę książkę kupić po taniej cenie i do dziś lubię do niej wracać. W tej bowiem powieści jest naprawdę coś niezwykłego. Pozornie jest to bajka dla dzieci o gadających zwierzętach ubranych w ludzkie ubrania, chodzących na dwóch nogach, które pomagają pewnej księżniczce wrócić do domu i są prześladowani przez okrutnego porywacza, który nie tylko chce zgarnąć nagrodę za odwiezienie księżniczki jej ojcu, ale jeszcze zadbał o to, aby nasi bohaterowie zostali uznani za jej porywaczy i byli ścigani za to przez prawo. Mówię „pozornie”, ponieważ prócz tego w tle tego wszystkiego mamy dzieło antywojenne, gdzie wojna jest ukazana w sposób karykaturalny, a sprawiedliwość w tym świecie jest reprezentowana przez źle ustanowione prawo oraz skorumpowanych urzędników, a nie przez istoty dobre i szlachetne, które z własnej, nieprzymuszonej woli, pomagają innym w potrzebie. Oczywiście to wszystko jest ukazane jedynie w tle, gdyż głównym wątkiem tej historii jest wyżej wspomniana przygoda, a otoczka filozoficzna i polityczna jest ukryta pośród niej i tylko uważni, dorośli czytelnicy ją zauważą. Dzieciaki z kolei będą zachwyceni podróżą pełną przygód trzech przyjaciół i uroczej księżniczki. Przypomina mi to nieco jedną z moich ukochanych bajek, czyli „PRZYGODY BOSCO”, gdzie też przecież trzech bohaterów ratuje księżniczkę i chcą ją odwieźć do domu, ale są ścigani przez jej porywacza. Co jeszcze łączy ze sobą te historie, to fakt, iż są dość gorzko słodkie, ale o „PRZYGODACH BOSCO” opowiemy innym razem. Dzisiaj zaś skupimy się na naszej rodzimej produkcji.
Ponieważ nie jest to blog poświęcony książkom, a bajkom, to właśnie na bajce się skupimy, choć jeżeli ktoś widział tylko bajkę, a książki nie czytał, to raczej nie poniesie żadnej straty, bo animowana adaptacja powieści Wojciecha Żukrowskiego jest niezwykle wierna pierwowzorowi i pominięto z jego fabuły jedynie kilka niewielkich drobiazgów, które nie wpływają jednak na fabułę i można było je sobie darować. Oczywiście powieść, którą Żukrowski napisał w 1946 roku i która tak bardzo podbiła moje serce, gdy byłem dzieckiem, także warto znać. Dziś jednak skupimy się na filmie animowanym, który poznałem dopiero jako nastolatek, już prawie dorosły, zatem nie była to produkcja mojego dzieciństwa, ale ostatecznie, ponieważ powieść znałem jako dziecko, a cała historia wpłynęła w pewien sposób na moje dzieciństwo, to uważam, że bajce należy się miejsce na tym blogu.
A zatem do dzieła! Zacznijmy od fabuły, a jest ona niezwykle ciekawa. Wartka i trzymająca w napięciu do ostatniej chwili. Dużo się w niej dzieje i nie ma tu ani chwili na nudę.
Rzecz się dzieje w fikcyjnym królestwie Tiutiurlistanie oraz Blablacji. Córka króla Cynamona (władcy tego drugiego państwa), księżniczka Wiolinka, zostaje uprowadzona na terenie Tiutiurlistanu. Tymczasem trójka wędrowców, którymi są: kogut Marcin Pypeć, lisica Chytraska oraz kot Mysibrat Miauczura podróżują po obu królestwach w poszukiwaniu zajęcia. Pierwszy z nich to weteran wojenny i w czasie jednego z postojów opowiada on towarzyszom o swoich przygodach i o tym, jak brał udział w wojnie Tiutiurlistanu z Blablacją. A doszło do niej z powodu kłótni, jaka wynikła pomiędzy królem Cynamonem a królem Baryłką (władcą Tiutiurlistanu). Podczas ich spotkania obaj stoczyli ze sobą pojedynek warcabowy i papuga króla Baryłki zjadła swemu panu dwa pionki, a Baryłka nie wiedząc o tym, oskarżył o ten czyn swego przeciwnika. Obaj zaczęli się kłócić i choć prawda wyszła na jaw, obaj obrazili się tak, że musieli zmazać tę ujmę na honorze wojną. W wyniku tego doszło do wojny, podczas której pewien Koziołek zdradził i podstępnie wyeliminował z walki dowódcę wojsk króla Baryłki - hrabiego Majoneza. Zdrada wyszła jednak na jaw, a Koziołka skazali na obcięcie rogów i brody. Mimo braku głównodowodzącego wojska Tiutiurlistanu starły się na polu bitwy z wojskami Blablacji i wygrały dzięki podstępowi dwóch chłopców: Hipcia i Supełka, którzy wystrzelili w stronę wroga z armaty gniazdo os. W wyniku tego armia Blablacji została pokonana i wycofała się za mury stolicy, którą zdobyto znowu przy pomysłowości Hipcia i Supełka - na ich prośbę Marcin Pypeć wystrzelił ich z huśtawki poza mury miasta i ci zdołali otworzyć bramę i wpuścić swoich do środka. Wróg jednak zbudował na ulicy barykadę z jadła i wielkiej ilości alkoholu, które wojska Baryłki zaczęły konsumować i jedynie król z kilkoma ludźmi, w tym Marcinem Pypciem, kontynuowali zwycięski marsz. Ostatecznie uznano, że wojna zakończyła się remisem: Baryłka zdobył stolicę Blablacji, a Cynamon pokonał armię Tiutiurlistanu.
Po zakończeniu tej opowieści bohaterowie słyszą okrzyk posła, który ich informuje o tym, że porwano królewnę Wiolinkę i to na terenie Tiutiurlistanu. To oznacza, że może wybuchnąć kolejna wojna, jeszcze gorsza od poprzedniej. Aby do tego nie dopuścić, patriota Marcin postanawia wraz z towarzyszami odnaleźć zaginioną. Podczas poszukiwań trafiają na pchli cyrk o nazwie „Cyrk Merdano”, którym kieruje Cygan Nagniotek i jego dwójka dzieci. Drumla, nastoletnia córka Nagniotka, uwodzi Marcina i wróży mu ze skrzydła, gdy jej ojciec zachodzi go od tyłu z nożem i chce zabić w celach konsumpcyjnych. Koguta ostrzega jednak jakiś tajemniczy głos z beczki, dzięki czemu on ucieka. Gubi jednak w obozie trąbkę i wraca po nią z przyjaciółmi w nocy. Wtedy również odkrywają, że głos, który go ostrzegł, należy do więzionej w beczce z tajemniczą cieczą... księżniczki Wiolinki. Bohaterowie uwalniają ją i uciekają. Rano docierają do karczmy pana Śniadanko, gdzie jedzą suty posiłek zamówiony przez księżniczkę, która uważa, że jej ojciec pokryje z pewnością dług. Potem przyjeżdża rycerz poszukujący zaginionej, mający ze sobą dwadzieścia dziewczyn podających się za Wiolinkę. Gdy prawdziwa Wiolinka przed nim staje, on nie wierzy jej, gdyż czary Cygana odmieniły jej wygląd i charakter, dlatego nie zamierza płacić za nią rachunku. Bohaterowie muszą szybko salwować się ucieczką, zanim wściekły karczmarz ich nie pozabija. Tymczasem Nagniotek odkrywa ucieczkę Wiolinki i domyśla się, kto ją uprowadził i rusza w pościg. Gdy odkrywa, że za odnalezienie dziewczyny jest wyznaczona nagroda, natychmiast postanawia ją znaleźć, oddać ojcu i powiedzieć, że to kapral Pypeć z towarzyszami stali za porwaniem. W tym celu ożywa za pomocą czarów armię muchomorów, aby te penetrowały las i znalazły zaginioną. Nie udaje mu się to jednak, a sam o mało nie tonie w bagnie. Nie zaprzestaje jednak pościgu.
Tymczasem nasi bohaterowie uciekają i zatrzymują się w lesie na nocleg. Przed snem opowiadają sobie nawzajem dzieje swego życia. Mysibrat wyjawia, że jest wnukiem Kota w Butach i synem znakomitego łowcy myszy i żył we młynie do czasu, aż został ojcem chrzestnym jednej z myszek. Od tego czasu przestał łowić myszy, a nawet wynosił im ze spiżarni nieco jedzenia, a młynarz, gdy to odkrył, wypędził go. Chytraska z kolei była guwernantką dzieci pewnego indyka, ale ten wyrzucił ją z pracy za to, że podczas zabawy z dziećmi w Indian wyrwała mu pióra z ogona na pióropusze dla swoich podopiecznych. Wiolinki nie wzruszają te historie, jest kapryśna i nieprzyjemna dla swoich opiekunów. Rano Chytraska idzie do pobliskiego miasto, prosząc o jałmużnę. Zostaje jednak obrabowana z futra przez zbójów, ale ci, odkrywszy, że jest biedna, zwracają je jej i składają serdeczne przeprosiny. Wyjaśniają, że są bractwem Uczynnych Pszczelarzy, którzy rabują tylko bogaczy z pobliskiego miasta, aby oduczyć ich chciwości, a sami zabierają z łupów dla siebie jedynie tyle, żeby mieć za co żyć, a resztę oddają biednym. Obiecują też pomóc bohaterom w sprawie z Nagniotkiem. Przy okazji tego wszystkiego odkrywamy, że Pypeć ma w torbie jajko ze swoim synkiem, które o mało głodna Wolinka nie zjada, ale w porę dziecko zostaje uratowane.
Bohaterowie wędrują dalej i trafiają do miasta, gdzie jest „Cyrk Merdano”. Słusznie stwierdzają, że skoro Cygan rzucił czar na Wiolinkę (przez co jej skóra jest teraz brudna, włosy czarne, a charakter paskudny), to może też odczynić urok. Spotykają Koziołka, któremu Pypeć daje nieco pieniędzy i nakazuje wykupić od Nagniotka maść na wybielenie skóry. Zachłanny Koziołem kupuje od Drumli, córki Cygana maść, a prócz tego kupuję maść na porost rogów i pozłocenie brody. Ponieważ słoiki nie miały etykietek, myli je i daje Wiolince maść na... pozłocenie brody. Tymczasem Mysibrat z przyjaciółmi obserwuje popis pcheł Nagniotka, ale przez psotę Hipcia i Supełka cyrk się zawala, dochodzi do zamieszania i Cygan dostrzega w tłumie Mysibrata. Rozpoznaje go i każe go aresztować straży jako porywacza Wiolinki. Uważa też, że w mieście są na pewno jego towarzysze. Straż miejska zaczyna ich szukać i dość szybko znajduje, ale gdy widzą Wiolinkę ze złotą brodą (efekt pomyłki Koziołka), uznają, że się pomylili i odchodzą. Mysibrat nie ma jednak tyle szczęścia, staje przed sądem, który nie wierzy w ani jedno jego słowo i skazuje go na tortury w celu przyznania się do winy. Torturuje go osobiście Nagniotek przebrany za kata. Kot trzyma się dzielnie i nie zostaje zmuszony do kłamstw, jednak jego słowa sąd odbiera jako dowód przyznania się do winy i Mysibrat ma zostać stracony nazajutrz na szubienicy. Kapral próbuje ocalić przyjaciela, zabijając kata ze strzelby, ale proch mu zamókł z powodu łez i nie może tego dokonać. Jednak z jakiegoś powodu sznur pęka i wisielec żywy opada na szafot, co ludzie odbierają jako boską interwencję i nie pozwalają biedaka powiesić. Okazuje się, że to wszystko zasługa chrześniaka Mysibrata - mysi chłopczyk nie pozwolił powiesić swego ojca chrzestnego i z grupą przyjaciół przegryzł w mieście nie tylko sznury, ale wszystko, na czym można by kota powiesić. Kot wraca do towarzyszy i wraz z nimi opuszcza niegościnne miasto. Cygan jednak wciąż jest na ich tropie i próbuje ich schwytać z pomocą swego syna, który udaje Czerwonego Kapturka, ale dzięki czujności przyjaciół podstęp się nie udaje. Trafiają do siedziby Białoksiężnika, który za pomocą swoich leków pozbawia Wiolinki brody, nie umie jednak  całkowicie czarów Cygana, gdyż wyciąga zło z jej serca, ale cery nie zdołał jej przywrócić. Bohaterowie zadowalają się tym, co mają i ruszają dalej, nie wiedząc o tym, że Białoksiężnik niedługo po ich wyjściu, zobaczył w magicznej kuli śmierć Marcina.
Niedługo potem bohaterowie spotykają Czarnego Barana, któremu kapral sprzedaje swoją trąbkę w zamian za pantofelki dla Wiolinki. Ta z radością idzie obmyć nogi, aby je założyć. Gdy to robi, czar pryska i znów staje się księżniczką Wiolinką taką, jaką była dawniej. Wraca do przyjaciół i prosi, aby nazywali ją po imieniu, zamiast tytułować „księżniczką”. Gdy jednak idą w kierunku koncentracji wojsk króla Cynamona, spotykają Nagniotka. Kapral każe przyjaciołom uciekać, a staje do pojedynku, który niestety wygrywa Cygan, przebijając koguta nożem, po czym ucieka widząc pędzących w jego stronę Uczynnych Pszczelarzy. Przyjaciele kryją się przed nim w klasztorze wraz z księżniczką. Tam też dowiadują się o śmierci swego kompana. Tam również wykluwa się z jajka jego synek, Kirkor Epikurek, któremu Uczynni Pszczelarze oddają się w służbę i obiecują mu pomścić jego ojca. Potem Pszczelarze informują króla Cynamona o odnalezieniu jego córki i Wiolinka ze swoją świtą wiernych przyjaciół powraca do ojca. Do wojny nie dochodzi i wrogie sobie armie rozchodzą się w zgodzie, a pokój został ponownie zawarty. Na końcu zaś spotykamy Epikurka, który opowiada nam o dalszych losach bohaterów. Dowiadujemy się z nich, że: Mysibrat odziedziczył młyn, ale niezbyt dobrze mu szło z powodu przyjaźni z myszami; Chytraska zaczęła pracować w gospodzie w Tulebie, stolicy Tiutiurlistanu; Cygan Nagniotek został zamordowany w niejasnych okolicznościach, jego cyrk przejęli Hipcio i Supełek, Koziołek założył aptekę, w której fałszował pigułki, zaś Uczynni Pszczelarze założyli bank. Kapral Marcin Pypeć zaś został pochowany z należytymi honorami, a jego dusza trafiła do nieba, gdzie powitali ją z szacunkiem liczni bohaterowie świata bajek.
Tak oto wygląda fabuła całego filmu i zawiera ona praktycznie wszystkie wydarzenia z książki. Pominięto jedynie kilka drobnych szczegółów np. że Mysibrat sprzedał swój cień, aby kupić Wiolince porządne ubranie i musiał potem używać cienia myszy, co wielu uważało za powód do kpin, ale potem Białoksiężnik dał mu cień tygrysa. Pominięto też udział biedronki Trzykropki, która ocalona przez naszych przyjaciół, uratowała ich przed armią muchomorów, co jednak przypłaciła życiem. Nie ukazano również pogrzebu Marcina Pypcia, którego ciało złożono do balonu i wysłano w niebiosa, gdzie połączyło się z duszą. Prócz tego jeszcze w książce była ukazana śmierć Cygana Nagniotka, którego zabiła personifikacja siedmiu grzechów głównych, które go prześladowały od czasu, gdy zabił Marcina. W filmie zaś zachowali jedynie wzmiankę, że został zamordowany, ale nie wiadomo, przez kogo. Nie jest to jednak coś, co by mogło zmienić znacznie całą fabułę, która praktycznie w filmie jest taka sama, jak w książce. Należy zauważyć, że bardzo mało jest równie wiernych adaptacji filmowych i wielki plus należy się twórcom za to, iż zdołali taką stworzyć.
Animacja w filmie jest bardzo podobna do animacji, jaką mamy w serialach o przygodach Baltazara Gąbki, choć jest nieco poważniejsza i bardziej jest zbliżona do tej z pierwszej części serii o Wiklinowej Zatoce. Nie ma tutaj jednak piosenek przerywając nagle fabułę, nie ma również zbyt wielu zabawnych wstawek. Podobnie jak w powieści, mamy tu bardziej satyrę, wręcz karykaturę, niekiedy dość przerażającą, zwłaszcza w tym, jak wiele z tego, z czego bajka kpi, wciąż jest obecne w naszych czasach. Sama fabuła zaś jest ciekawie skonstruowana, choć to już raczej zasługa autora niż twórców bajki, którzy zrobili najlepsze, co mogli zrobić - zachowali wierność oryginałowi, nie wtrącając to w żadnych swoich głupich pomysłów, które miałyby ulepszyć książkę, a zamiast tego by tylko wszystko zniszczyły. Postacie są ciekawie skonstruowane, poznajemy dobrze ich charaktery, a niekiedy nawet i przeszłości, dzięki czemu możemy bardzo łatwo ustalić, z kim sympatyzujemy, a z kim nie. Ponieważ Żukrowski napisał swoje dzieło tak, aby to była powieść antywojenna i film zachował tego ducha. Warto przy tym dodać, że nieco swojskości dodali twórcy od siebie np. Marcin Pypeć nosi czapkę krakowską z pawimi piórami, co oczywiście od razu pokazuje widzom, że jest to swojak, nasz człowiek (znaczy kogut) i oczywiście jeszcze bardziej mu przez to kibicujemy. I dlatego tak bardzo cierpimy, gdy ginie pod koniec historii. Swoją drogą, bajka dla dzieci, w której jeden z głównych bohaterów ginie zabity przez czarny charakter? To dość nietypowy sposób prowadzenia opowieści, ale skoro to też historia antywojenna, a cała opowieść to wojna dobra ze złem, to autor nam pokazuje, że wojna wymaga ofiar i niestety giną w niej także ci dobrzy, a twórcy filmu pokazali nam to samo. Dlatego też jest to opowieść nieco słodko-gorzka, bo co prawda dobro ostatecznie wygrywa, ale cena, jaką za to wszyscy ponoszą, jest przerażająca i zadajemy sobie niekiedy pytanie, czy cała sprawa jest tego warta. Czy warto poświęcić wybitnego i dobrego osobnika dla księżniczki, która być może zapomni łatwo o swoich wybawcach, a jej kraj nigdy w pełni nie doceni ich starań? Bo przecież zakończenie historii pokazuje, że Blablacja łatwo o nich zapomniała. W normalnej bajce czy baśni Mysibrat i Chrytraska pławiliby się w dostatku do końca życia i już nigdy niczego by im nie zabrakło, tu się jednak tak nie dzieje. Co prawda bohaterowie nie kończą smutno, ale trudno to też nazwać jakimś całkowicie optymistycznym zakończeniem. Możliwe też, że Wiolinka na zawsze zapamiętała swoich wybawców, ale jej rodzice już niekoniecznie, a jej kraj tym bardziej.
Warto przy tym zauważyć, że ponieważ cała historia bazuje na zasadzie baśni, dlatego można w niej znaleźć baśniowe elementy, takie jak mówiące zwierzęta, czary, walkę dobra ze złem, a także również pewne stereotypy, czy może raczej schematy, jakie w baśniach zwykle mają miejsce. Zauważyliście zapewne, że w baśniach zwykle mamy różne schematy np. lew jest dumny i odważny, a nieraz i dziki, lis sprytny i niekiedy chytry, wilk zły, żaby są księżniczkami itd. Tutaj mamy różne nawiązania do tych motów np. Wiolinka uciekając z beczki Nagniotka nie wie, że jej miejsce tam zajmuje żaba (księżniczka zamieniona w żabę kłania się nam tutaj). Muchomory to w oczach ludzi grzyby złe i tutaj są łajdakami dążącymi do zabicia głównych bohaterów. A imiona bohaterów są mówiące i jedne mówią bardzo wiele o bohaterach np. król Baryłka, oberżysta Śniadanko albo Mysibrat Miauczura, a inne z kolei są prześmiewcze np. Nagniotek czy Cynamon.
Mamy tu też wyśmianie pewnych stereotypów np. kot nie jest wcale zabójcą myszy, tylko ich przyjacielem, lisica nie jest chytra, tylko dobroduszna, a kogut nie jest napuszony jak paw z powodu bycia wodzem wszystkich kur w kurniku, ale jest dobrym, skromnym i odważnym wojakiem w krakusce na głowie. Z kolei zaś koziołek jest tutaj osobą głupią i żałosną, chciwą i myślącą tylko o sobie, co już zgadza się ze schematami baśniowy, choć tylko częściowo. Jest jednak jeden schemat, który tutaj został aż nadto oddany. Mianowicie wątek złego Cygana. Nie jest to schemat typowo baśniowy, choć bywały baśnie, gdzie właśnie Cygan był tym złym. Jednak jest to stereotyp wciąż jeszcze obecny w świecie, choć mniej niż w dawnych czasach. Cyganie z powodu swojej odmiennej kultury, izolacji od społeczeństwa i wiecznych wędrówek, a także swoich własnych praw i niechęci do przestrzegania praw kraju, w którym przebywają, zwykle byli i są nadal traktowani jako ci gorsi. Byli zwykle pierwszymi podejrzanymi, których o coś podejrzewano, gdy działo się w pobliżu coś złego. Uważano, że każdy Cygan to pijus (każdy pijak to złodziej xD), oszust, naciągacz, magik, a przede wszystkim... złodziej dzieci. To wszystko, a już zwłaszcza to ostatnie, zostało ukazane w postaci Cygana Nagniotka, który jest właśnie stereotypowym wyobrażeniem Cygana: wysoki, silny, brodaty, podły naciągacz, okrutnik, złodziej i magik, a przede wszystkim porywacz dzieci. Nie wiadomo, czy przez Żukrowskiego przemawiał tutaj jakiś rasizm i niechęć do Cyganów, jednak z całą pewnością taki pomysł wpasował się idealnie w baśniowy świat, gdzie pełno różnych schematów, w tym i tego, że jak Cygan, to wiadomo, że coś z nim nie tak. Oczywiście nie można odbierać tej powieści jako atak na nację Cygańską, podobnie jak i filmu nie wolno w taki sposób traktować. Raczej należy to postrzegać jako stereotypowy obraz takiego złego Cygana, którego zawsze baliśmy się jako dzieci, gdy mamy nas straszyły, że Cygan nas porwie i zje, jeżeli nie będziemy grzeczni. Taki trochę męski odpowiednik Baby Jagi. Do świata baśniowego pasuje idealnie.
Warto tu jeszcze kilka słów rzecz o obsadzie dubbingu do tej bajki, a ta jest całkiem ciekawa i warta uwagi. Występują tu zatem:

Andrzej Gawroński jako kogut kapral Marcin Pypeć
Ewa Kania jako lisica Chytraska
Kazimierz Brusikiewicz jako kot Mysibrat Miauczura
Jolanta Żółkowska jako królewna Wiolinka
Jan Tesarz jako Cygan Nagniotek
Iga Cembrzyńska jako Drumla (córka Nagniotka)
Wiesław Michnikowski jako Białoksiężnik
Henryk Łapiński jako król Cynamon
Cezary Julski jako król Baryłko
Eugeniusz Robaczewski jako hrabia Majonez
Aleksander Gawroński jako Koziołek
Andrzej Stockinger jako Hulajnoga (jeden z Uczynnych Pszczelarzy)
Krzysztof Nowik jako Trybuszon (drugi z Uczynnych Pszczelarzy)
Mieczysław Gajda jako Węgiełek (trzeci z Uczynnych Pszczelarzy)

Obsada zatem nie byle jaka, a wręcz wyśmienita, gdyż stanowią ją sami znakomici aktorzy czasów PRL-u. Moim jednak zdaniem góruje w niej, nieżyjący już niestety, pan Andrzej Gawroński, znakomity aktor filmowy i dubbingowy (który notabene wystąpił tu też ze swoim bratem Aleksandrem, ojcem znakomitej aktorki Agaty Gawrońskiej-Bauman). Rola w tej bajce jest moim zdaniem jedną z najznamienitszych ról pana Andrzeja i już dla niego samego warto jest bajkę obejrzeć, a co dopiero dla reszty obsady i dla samej fabuły i jej przesłania. Choć przed seansem z góry należy uprzedzić dzieci, że nie jest to bajeczka słodka i urocza, a raczej groźna i dość niebezpieczna. A wręcz nie należy jej puszczać małym dzieciom, raczej już nieco starszym. Bajka bowiem, jak sami na pewno po fabule widzicie, to raczej poważniejsza produkcja. Mamy tu na ekranie groźne i niebezpieczne przygody, tortury jednego z głównych bohaterów, na które skazuje go sąd kapturowy (sędziowie są w kapturach z otworami na oczy i nie widzimy ich twarzy). Dodatkowo sędziowie, wchodzący w skład tego sądu to sadyści, którzy nie chcą wcale dociec prawdy, bo ta ich nie obchodzi, oni mają swoją prawdę i chcą tylko ją potwierdzić za wszelką cenę. Prócz tego główni bohaterowie co jakiś czas obrywają od życia za swoje dobre serce, a na koniec jeden z nich ginie. Nie jest to bajka, która zachwyci małe dzieci, ale starsze z całą pewnością zainteresuje, a może nawet i chwyci za serce, tak jak mnie kiedyś i w zasadzie dalej to robi.
Warto też na koniec dodać, że Żukrowski napisał jeszcze powieść „NA TRONIE W BLABONIE”, w której kontynuował losy bohaterów znanych nam z „PORWANIA W TIUTIURLISTANIE”. Autor zapowiedział ją już na zakończenie swej pierwszej książki, jednak na jej powstanie trzeba było czekać aż czterdzieści lat i gdy już przyszła, wielu było zawiedzionych. I nie bez powodu, w tej bowiem powieści sam Żukrowski, gdy próbuje pisać kontynuacje losów znanych nam bohaterów, nagle przenosi się do Blablacji, gdzie pod nieobecność króla przejął władzę Cygan Nagniotek (zanim jeszcze go zamordowali) i nasz bohater z pomocą Mysibrata, Chytraski i jeszcze paru innych osób musi zmierzyć się z nim oraz strasznym, chorym systemem, jaki on wprowadził. Widać tu wyraźnie aluzję do systemu w ZSRR i jego absurdów. Można zatem powiedzieć, że zamiast powieści dla dzieci wyszła mu powieść antysocjalistyczna i antypolityczna ogólnie, a sam autor chwilami gubi się w tym, co robi i sam chyba nie wie, czy pisze dla dzieci, czy dla dorosłych. Powieść nie jest zła, ale daleko jej do poprzednika, dlatego też może i dobrze, że nie została ona zekranizowana. Za to dobrze, że powstała ekranizacja jedynki, do której obejrzenia serdecznie wszystkim zachęcam, jak i do lektury książki. Jestem pewien, że każdy, kto lubi dobrą lekturę pełną przygód, przyjaźni, honoru, walki dobra ze złem i lubi choć trochę baśnie, to z przyjemnością ruszy w podróż z kapralem Marcinem Pypciem, lisicą Chytraską i kotem Mysibratem Miauczurą, weźmie udział w ratowaniu Wiolinki i walce z podłym Cyganem Nagniotkiem. I gdy raz w tym weźmie udział, zachwyci się tą opowieścią tak, że jeszcze nieraz powróci do Tiutiurlistanu, aby ponownie przeżyć te wszystkie przygody.                                                         

poniedziałek, 28 września 2020

Tajemnica szyfru Marabuta (1979)


Ponieważ ostatnio omawialiśmy polskie bajki, pozostańmy przez jakiś czas jeszcze w tym klimacie, gdyż jest jeszcze co nieco do opowiedzenia w tym temacie i jest kilka tytułów wartych polecenia. Oto jeden z nich. Adaptacja powieści kryminalnej dla dzieci Macieja Wojtyszko. Adaptacja, którą wyreżyserował sam autor, który dodatkowo jeszcze napisał do niej scenariusz. Zadbał też o to, aby animacja była tutaj niemalże taka sama, jak ilustracje do jego książki. W ten sposób klimat całej historii został całkowicie zachowany.
Wszystko zaczęło się od książki Macieja Wojtyszki „BROMBA I INNI”. Był to zbiór opowiadań o przygodach grupy stworzeń z różnych gatunków, które żyją w pewnej wiejskiej miejscowości przy jeziorze. W większości przypadków bohaterowie mają albo tylko imiona, albo imiona od nazwy gatunku, z którego pochodzą. Są to zatem m.in. Gżdżacze oraz Fumy, a także Psztymucle i inne takie. Jednym słowem, cała masa niesamowitych i niezwykłych gatunków, które czasami trudno jest sobie wyobrazić, gdyż opis jest niesamowicie skąpy i gdyby nie ilustracje, to byłoby trudno stworzyć sobie w głowie ich obraz. Z tych wszystkich stworzeń poznajemy kilka z nich m.in. Brombę, która lubi mierzyć i dokonywać pomiarów, poetę Fikandra i jego ukochaną, pracującą w zegarynce Malwinkę, jej ciotkę lubiącą wszystkich leczyć ziołami i syropkami naturalnego pochodzenia, kochającego książki bibliotekarza Pućka, reżysera Glusia, Fumy lubiący wygodne życie, hałaśliwe Gżdżacze, ale szczególnie ciekawą osobowością jest tu prywatny detektyw Kajetan Chrumps. Pewnego dnia staje on do walki z przestępcą Kotem Makawitym, który wypija mleko ustawiane przez mleczarza pod drzwiami domów. Nie wypija jednak mleka spod każdego domu i nigdy nie wiadomo, kiedy zaatakuje. Chrumps drogą dedukcji dochodzi do wniosku, że Makawity ma swoją metodę, przewiduje kolejne miejsce „ataku” i łapie przestępcę na gorącym uczynku, lecz nie wydaje go policji, a zabiera do siebie, aby go „zresocjalizować”. W wyniku tego obaj staczają pojedynek szachowy, który z trudem wygrywa Kajetan. Makawity dotrzymuje słowa i wraca na drogę praworządności, a z czasem zaprzyjaźnia się z Chrumpsem i zamieszkują razem, zakładając wspólnie agencję detektywistyczną, która służy pomocą różnym osobom w potrzebie. Tutaj właśnie zaczyna się akcja drugiej książki z cyklu (gdyż powstał cały cykl powieści na temat tych samych bohaterów tzw. Zwierzątek z Naszej Okolicy). I tutaj zaczyna się również fabuła filmu, który będziemy omawiali, czyli „TAJEMNICY SZYFRU MARABUTA”, moim zdaniem wprost rewelacyjnego kryminału dla dzieciaków.
Pewnego dnia do domu Kajetana Chrumpsa i Kota Makawitego puka bibliotekarz Puciek. Przynosi on przerażającą nowinę - reżyser Gluś został porwany w chwili, gdy przebywał właśnie u Pućka. Dwaj dzielni detektywi ruszają na trop, ale pierwsze ślady okazują się być fałszywe. Najpierw notatki, które pozostawił po sobie Gluś, a potem znaleziony przez Starego Wróbla (dozorcy plaży) słoik z karteczką, na której widnieje napis: „Pomoc”. Wbrew pozorom to wcale nie są tropy: notatkę zrobił Gluś, gdyż niesamowicie szanuje obu dzielnych detektywów. Z kolei słoik zgubiła ciotka Malwinki, która zostawiła w słoiku przepis na syrop na kaszel, a że przepis zapisała za pomocą syropu, napis w większości zniknął, pozostawiając tylko słowo „Pomoc”. Bromba tymczasem widzi na drzewie plakat oznajmiający zaginięcie Glusia, zastanawia się nad nim i idzie do detektywów, a tam odkrywa, że w jej torbie schował się... Gluś! Reżyser wyznaje, że porwał go ptak imieniem Tarapat, który chciał, aby Gluś pokazał jego synkom swoje filmy. Reżyser pod nieobecność porywacza umknął jego dzieciom, obiecując wszak, że do nich wróci z projektorem. Słowa dotrzymuje, gdyż zabiera projektor i podwieziony na rowerze przez Brombę wraca do lasu, do Tarapatów. Te witają go zdumione, bo nie spodziewały się jego powrotu. Oglądają jego filmy i przy okazji ostrzegają go przez swoim prześladowcą, Kameleonem Super, który jest wyrachowanym i podstępnym przestępcą, potrafiącym wcielać się w każdą dowolną postać. Prześladuje on pana Tarapata, ponieważ ma on coś, co może go pokonać - tajemniczą kartkę z zaszyfrowaną wiadomością, którą to kartkę wręczył mu stary Marabut przed śmiercią. Tarapat nie umie jej odczytać i prosi Glusia o pomoc. Ten zabiera ptaka i jego synów do siebie i prosi ciotkę Malwinki o pomoc, gdyż dzieci są przeziębione. Tymczasem Bromba, zaniepokojona długą nieobecnością Glusia, jedzie do lasu, gdzie atakuje ją Kameleon Super, który ją nokautuje i przyjmuje jej postać. Jako Bromba wprowadza w błąd Kajetana i Makawitego, którzy też szukali Glusia (nie wiedząc, że wrócił sam do domu). Potem odkrywszy, że Tarapaty są w miasteczku, rozgłasza pomiędzy nimi, że są one chore na groźną, zakaźną chorobę. W wyniku tego mieszkańcy miasteczka szturmują dom Glusia, żądając wyrzucenia z niego rodziny Tarapatów. Obrzucają nawet dom kamieniami. Tymczasem Kameleon Super przybiera postać Fikandra i obraża Malwinkę, po czym to samo robi z Fikandrem pod postacią Malwinki. Kajetan i Makawity znajdują zapłakaną Malwinkę, która rozpacza po rozstaniu z ukochanym i próbują jej pomóc. Potem widzą próbującego skoczyć z klifu Fikandra i ratują mu życie. Zakochani wszystko sobie wyjaśniają i rozumieją, że padli ofiarą oszusta. Detektywi zaś spotykają Psztymucla Nulka, który mieszka na tratwie i znalazł on Brombę - tę prawdziwą. Dzięki jego pomocy Bromba wraca do zdrowia i opowiada, co jej się stało. Do jej wyjaśnień dołączają wyjaśnienia Glusia i Tarapata. Detektywi zbierają wszystkich najważniejszych bohaterów opowieści na tratwie Nulka i tam Tararapat pokazuje zaszyfrowaną wiadomość Marabuta. Nieco później ktoś próbuje go zabić, ale nie udaje mu się to. Oznacza to, że przestępca jest wśród nich. Chrumps ogląda wiadomość, która ukazuje Kameleona z pustym dzbanem odwróconym do góry dnem. Szybko odkrywa, o co tu chodzi i zaczyna prosić zebranych, aby zaprezentowali swoje umiejętności. Makawity, który również rozwiązał po chwili szyfr, dołącza do niego. Wszyscy po kolei, choć mocno zdziwieni tą prośbą, spełniają ją, poza Pućkiem - to w jego postać wcielił Kameleon. Po ostrej walce z Makawitym, Super ucieka do jeziora i podpuszczony przez Kajetana przybiera postać wody i zostaje porwany przez prąd rzeki, w której ginie. Sami bohaterowie też o mało nie giną, gdy tratwa zmierza ku wodospadowi, ale udaje im się przeżyć. Po wszystkim detektywi uwalniają prawdziwego Pućka i wyjaśniają wszystkim prawdę na temat prowadzonej przez siebie sprawy oraz co oznacza szyfr Marabuta: rysunek pokazywał, że „z pustego i Kameleon nie naleje”, co tłumacząc na prosty język oznacza, iż... Kameleon umie przybrać jaką tylko zechce postać, ale bez ich umiejętności. Jest bowiem pusty w środku i nie może naśladować czyiś zdolności, tylko ich wygląd. Po tym wszystkim Gluś postanawia nakręcić film, który wyjaśni całemu świat sprawę Kameleona Super i jak został on ostatecznie pokonany przez dwóch dzielnych detektywów.
Warto zauważyć, że najpierw powstał serial animowany w latach 1976-1979. Ma on dziesięć odcinków, po 10 minut każdy, przy czym trzeba doliczyć napisy początkowe i końcowe. Także zanim zdążysz się nacieszyć odcinkiem, już się on kończy i trzeba czekać kolejnego, aby poznać dalszy ciąg. Na szczęście w 1979 roku z odcinków serialu połączonych ze sobą zmontowano film pełnometrażowy. Jako dzieciak nie znałem filmu, za to widziałem serial i bardzo mi on przypadł do gustu. Dopiero jako dorosły poznałem film i cieszę się, że on powstał - uważam, że lepiej jest ukazać całość fabuły w formie filmu niż serialu z beznadziejnie krótkimi odcinkami, urywanymi zawsze w najlepszym momencie.
Jeśli mowa o animacji, nie jest ona na wysokim poziomie. Ma ona charakter ożywionych ilustracji do książki Wojtyszki i dlatego też jest dość dziecinna, ale w sumie to bajka, także nie ma co oczekiwać poziomu Disneya, raczej poziomu przygód Smoka Wawelskiego i częściowo „TAJEMNICE WIKLINOWEJ ZATOKI”. Muzyka jest świetna, zwłaszcza w czołówce - trzyma w napięciu i zapowiada niesamowitą akcję kryminalną. Fabuła jest też bardzo dobrze ukazana, choć autor książki, pisząc scenariusz, nieco skrócił całą opowieść np. pominięto tu znaną nam z książki opowieść Tarapata o życiu Kameleona Super oraz kim był dokładniej Stary Marabut, który stworzył tytułowy szyfr. To wszystko poznajemy jedynie tak po łebkach, tyle o ile, przez co można odczuć pewien brak. Również kilka rzeczy zmieniono np. w książce Kameleon kłuje Brombę kolcem nasączonym trucizną, która wywołuje u niej halucynacje i Nulek dosłownie ratuje jej życie, podając jej antidotum. W bajce z kolei po prostu ją ogłusza i Nulek pomaga Brombie dojść do siebie. A w sprawie zdemaskowania Kameleona, to też nieco inaczej sprawa wygląda: w książce Kajetan kazał rzekomemu Pućkowi, którego udawał Super, żeby opowiedział, o czym jest jego nowy artykuł zlecony przez gazetę, dla której pracuje. W bajce zaś każe mu narysować kwiatek, co brzmi dość dziwacznie, artykuł brzmiał już dużo lepiej i poważniej dla bibliotekarza. Mimo wszystko jednak bajka jest bardzo dobra i spodoba się zarówno starszej, jak i młodszej publiczności.
Jeśli chodzi o postacie, to jest ich sporo i nieco mało wiemy o tym, jakie mają charaktery: autor daje nam do zrozumienia, że najlepiej ich poznamy w zbiorze opowiadań „BROMBA I INNI”. Ale mimo tej małej ilości informacji, postacie są barwne i ciekawe, można je dość łatwo od siebie odróżnić. Najbardziej rzucają się w oczy Kajetan Chrumps i Kot Makawity, którzy zachowaniem niesamowicie nam przypominają Sherlocka Holmesa i doktora Watsona: Chrumps potrafi łatwo poznać, kto puka do ich drzwi, bo... poznał kroki danej osoby. Umie też świetnie grać w szachy i bez trudu rozwiązuje poważne zagadki kryminalne, a ponadto z lekkim politowaniem traktuje zakochanych. Makawity z kolei lubi go chwalić i jest pełen podziwu do jego wiedzy. Dodatkowo obaj panowie mieszkają razem i wspólnie rozwiązują zagadki, dodatkowo są kawalerami. Przy czym należy zauważyć małą różnicę: Watson nie był zbyt kumaty jako śledczy, z kolei Makawity jako dawny przestępca jest dość sprytny i choć w historii gra głównie rolę nie tylko pomocnika, co wręcz pięści Kajetana (w końcu to on się bije z Kameleonem i to on ratuje przed samobójstwem Fikandra, używając do tego siły swoich muskułów), to jednak nie brak mu bystrości umysłu, bo jako drugi po Kajetanie odkrywa, o czym mówi szyfr Marabuta i robi to w podobnym czasie, co jego przyjaciel. Warto zauważyć, że przy okazji Kajetan Chrumps nosi czapkę, która jest niesamowicie podobna do czapki Holmesa. Zatem porównania do słynnego bohatera sir. Arthura Conan Doyle’a jest aż nadto widoczne.
Warto tu jeszcze wspomnieć o innym, ważnym i sporym atucie tej produkcji. Mianowicie chodzi tutaj o dubbing do tego filmu. Tutaj jest sporo znakomitych polskich aktorów, których nazwiska mówią same za siebie. A oto oni:

Wieńczysław Gliński jako narrator
Jerzy Bończak jako Kajetan Chrumps
Piotr Lorenz jako Kot Makawity
Anna Łopatowska jako Bromba
Krzysztof Majchrzak jako Gluś
Barbara Winiarska jako Malwinka
Maciej Staniewicz jako Fikander
Marek Siudym jako Kameleon Super i Fum 1
Maciej Damięcki jako Stary Wróbel
Irena Kwiatkowska jako ciotka Molesta

Jak zatem widać, wszystko praktycznie zachęca do obejrzenia: fabuła, postacie, muzyka, obsada dubbingu... Dlatego też serdecznie polecam ten film zarówno starszym, jak i młodszym widzom. Każdemu, kto lubi dobry kryminał z ciekawą zagadką do rozwiązania.

niedziela, 20 września 2020

Wielka wędrówka (2006)

                                                

Pora dzisiaj na ostatnią część uroczego cyklu „WIKLINOWA ZATOKA” i na ostatnie już spotkanie z piżmakiem Serafinem oraz szczurem Archibaldem, których zdążyliśmy bardzo polubić podczas seansu czterech poprzednich części. To ostatnie spotkanie nie wyszło może tak dobrze jak pierwsze trzy, raczej zachowało poziom czwartego spotkania, które już miało swoje braki, choć mimo wszystko wciąż było całkiem dobrym filmem familijnym dla dzieci i ich rodziców. Z tym filmem jest podobnie, dlatego nie można go nazwać za rewelacyjny, ale nie znaczy to, że jest też całkowicie do niczego. Przeciwnie, jest całkiem przyjemną produkcją, którą miło się ogląda, a już zwłaszcza wtedy, kiedy polubiło się wcześniejsze części. W sumie to przede wszystkim dla tych widzów jest ten film - dla tych, którzy już nie pierwszy raz stykają się z Wiklinową Zatoką i jej mieszkańcami. Myślę, że przede wszystkim dla nich jest film animowany „WIELKA WĘDRÓWKA”.
Film ten opowiada o jeszcze jednej przygodzie Serafina i Archibalda, jednak w przeciwieństwie do poprzedniej części, która była głównie o Archibaldzie i jego przygodzie z młodzieńczych lat, teraz powracamy do duetu Serafin-Archibald i to na nich głównie skupia się fabuła filmu. Otóż pewnego dnia nasz sympatyczny szczurek stwierdza, że Wiklinowa Zatoka wiosną jest nieco nazbyt głośna z powodu zbyt dużej ilości zwierząt, które tam przebywają - głównie chodzi mu o gęsi i kaczki, których nalatuje bardzo wiele do zatoki. Postanawia zatem poszukać nowego lokum dla siebie i swoich przyjaciół, czyli Serafina i jego rodziny. Dowiaduje się, że dzieci jego serdecznego druha już powoli dorastają i zaczynają szukać własnych domów. Stwierdza, że tym bardziej warto się przeprowadzić gdzie indziej, w ciche i spokojne miejsce, gdzie on, piżmak i jego żona przeżyją w spokoju emeryturę. Pożycza zatem od znajomych bobrów (rodziny dziadka Kastora) statek w postaci ogromnego drąga i rusza z Serafinem na poszukiwanie nowego miejsca zamieszkania. Niestety ich „solidny okręt” (jak go nazywa dziadek Kastor) szybko tonie i nasi bohaterowie muszą wędrować na piechotę. Trafiają do lasu, gdzie poznają kilka zwierząt: jedne bardziej, jedne mniej sympatyczne. Jedne chcą im pomóc, inne okazują im niechęć. Ich nowym przyjacielem zostaje młody borsuk Urban, który wpada w pułapkę ludzi. Przyjacielskie zwierzaki pomagają mu się z niej wydostać, ale on nie może ich u siebie gościć, ponieważ jego norę zajmuje podły i agresywny jenot, dlatego zamiast tego borsuk prowadzi naszych bohaterów do miejsca, gdzie mogą przenocować. Rano ludzie palą trawę i przyjaciele muszą się ewakuować. Sytuację ratuje dopiero deszcz. Potem Urban prowadzi Serafina i Archibalda do miasta, aby się mogli najeść. Czeka ich trudna przeprawa przez autostradę, a potem wyprawa na wysypisko śmieci. Ponieważ taka „restauracja” nie odpowiada Serafinowi i Archibaldowi, żegnają oni zachwyconego nią Ubrana i ruszają dalej. Archibald pozyskuje sobie pomoc dwóch młodych szczurków na metodę pana Zagłoby - wmawia szczurkom, że jest ich wujkiem, a te prowadzą ich przez kanały do swego domu. Archibald bojąc się zdemaskowania, wymiguje się od wizyty twierdząc, że muszą poszukać prezentu dla ich rodziców i rusza z Serafinem na poszukiwanie w kanałach drogi do domu. Nie przynosi to jednak zbyt dobrego efektu, ponieważ porywa ich strumień ścieku i wyrzuca do rzeki, gdzie bohaterowie opłukali się z toksyn, a potem idąc wzdłuż strumienia rzeki, licząc na to, że w ten sposób dotrą do morza. Potem jednak zmieniają zdanie i ostatecznie ruszają w odwrotnym kierunku, licząc na to, że w ten sposób trafią z powrotem do Wiklinowej Zatoki. Ponieważ są zmęczeni, korzystają z okazji chowają się w porzuconej na rzece łódce rybackiej, gdzie zasypiają, nie dostrzegając, że łódkę porywa nurt i wynosi ją na pełne morze. Tam zaś wybucha sztorm, który wyrzuca naszych bohaterów na brzeg, gdzie spotykają ponownie „bratanków” Archibalda, którzy oferują im pomoc w dotarciu do celu i zabierają ich do portu na pokład statku „M/S Hubertus”, na którym jak twierdzą, pracują jako majtkowie. Statek bowiem ma ludzką załogę oraz szczurzą. Na czele tej drugiej stoi szczurzy kapitan, podobno surowy, ale sprawiedliwy. Archibald i Serafin odkrywają, ku swojej wielkiej radości, że owym kapitanem jest znany nam z poprzedniego filmu szczur Hubert, przyjaciela Archibalda z dawnych lat. Hubert z radością wita ich obu, po czym ugaszcza na pokładzie swego statku, który przepływa obok Wiklinowej Zatoki, gdzie obaj bohaterowie wysiadają. Po tym wszystkim Serafin wita się radośnie z żoną Melanią i oznajmia, że jednak zostają tutaj i nigdzie się nie przeprowadzają. Archibald jakoś z trudem znosi obecność wszystkich gadatliwych i krzykliwych ptaków, ale też woli Wiklinową Zatokę niż to, co dotychczas miał okazję zobaczyć podczas „wielkiej wędrówki” po całej okolicy.
Fabuła filmu jest bardzo przyjemna i dość ciekawa, pełna przygód i jak przystało na film o wędrówce, pokazuje jej przyczynę, potem samą wyprawę oraz przygody podczas niej przeżyte, wyciągnięcie z niej właściwych wniosków i powrót do domu. Brak tutaj jednak ukazania dokładnego życia zwierząt żyjących nad jeziorami, jak to mieliśmy w pierwszej, drugiej i trzeciej części cyklu. Ta część, podobnie jak poprzednia, odeszła od tego schematu i w sumie nie ma w tym nic złego. Fabuła jest bowiem ciekawa, a postacie wciąż interesujące. Archibald to oczywiście stary kawaler, lubiący czasami narzekać i kochający wygodne życie, ale też oddany przyjaciel, serdeczny druh, wierny kompan w podróży, czasami nieco przemądrzały, jednak zawsze umiejący sobie radzić w świecie, który już nieco zdążył poznać. Z kolei Serafin już jest bardziej niedoświadczony w świecie i mimo tego, że jest mężem i ojcem, podczas wędrówki woli polegać na wiernym przyjacielu. Sam zaś nie zachwyca się aż tak bardzo miejscami, które poznaje i wciąż tęskni za bliskimi i do tego zabawnie ciągle stwierdza, gdzie by nie trafili, że nie sądzi, iż Melania by chciała tu zamieszkać. Trochę się prosi tutaj tekst: „Co ty masz z tą Melanią?” i odpowiedź: „Małżeństwo z nią mam” xD Jeśli zaś mowa o postaciach, to cieszy mnie też, że zachowali również ulubione powiedzonko Archibalda: „O mięta wodna!”. Zachowuje to klimat poprzednich filmów.
Niestety, chociaż fabuła jest bardzo dobra i postacie wciąż urocze, choć nieco starsze od poprzedniej naszej wizyty w Wiklinowej Zatoce (wspominają wszak o tym, że dzieci dorastają i zaczynają powoli iść na swoje, a Serafin i Melania czują się już nieco starzy), to jednak animacja już zaczyna mocno kuleć. Zaczynała już kuleć w poprzednim filmie, ale teraz to chwilami kuleje na całego. Nie mówię tu o scenach animowanych tradycyjnie, bo te jeszcze są dobre, choć widać już, że to nie ta sama kreska, a także za bardzo dominują kolory czerwony i żółty i taki nieco matowy obraz. Ale o ile to jeszcze można wytrzymać, bardzo razi już animacja komputerowa, która po prostu aż dźga w oczy swoją nowoczesnością oraz tym, jak bardzo się różni od tradycyjnej. Widać to wyraźnie w scenach przechodzenia przez autostradę lub wyrzucenia naszych bohaterów na plażę, a w scenie pobytu na wysypisku śmieci, praktycznie całego komputerowego, gdzie nasi bohaterowie są animowani tradycyjnie, takie połączenie wypada dosyć... głupkowato. Być może się czepiam, ale jestem zdania, że to aż za mocno razi w oczy i lepiej by było, gdyby twórcy z tego zrezygnowali.
Piosenki są tutaj znacznie lepsze niż animacja. Jest ich tylko kilka, przy czym mnie osobiście podobają się tylko dwie: „CZTERY STRONY ŚWIATA”, która leci w czołówce bajki i na jej końcu oraz „NA MORZU JEST OKEY”. Piosenki wykonuje zespół Zejman & Garkumpel oraz gości, czyli aktorów biorący udział w dubbingu. A skoro o nich mowa, to są to:

Olaf Lubaszenko jako Archibald
Wojciech Malajkat jako Serafin
Ewa Sałacka jako Melania
Leszek Filipowicz jako Urban
Ireneusz Machnicki jako Hubert
Wojciech Machnicki jako dziadek Kastor
Aleksander Gawek jako jenot
Dorota Goriainow jako Pierwszy (jeden z „bratanków” Archibalda)
Iwona Hołuj jako Drugi (drugi z „bratanków” Archibalda)

Jak widzicie, z obsady poprzedniego filmu powrócili prawie wszyscy. Szczególnie cieszy powrót Olafa Lubaszenki, który w poprzednim filmie zagrał Huberta, tutaj zaś wcielił się w Archibalda. A skoro o Hubercie mowa, to bardzo żałuję, że ma on w tym filmie niewielką rólkę, bo pojawia się zaledwie na kilka minut i to pod koniec filmu dopiero. Nie zmienia to jednak faktu, że jego obecność była dla mnie bardzo miła. Szczególnie rozbawiło mnie to, że uważa się on za kapitana statku, którym wszak przecież kierują ludzie. I do tego jako kapitan ma surową łapę dla załogi, ale gdyby coś, to oddałby za nich życie - jak mówią o nim „bratankowie” Archibalda. Do tego co ciekawe, statek na którym płynie nasz szczurek nosi nazwę „M/S Hubertus”. Zbieg okoliczności, czy może nawet Hubercik celowo wybrał statek o takiej właśnie nazwie? Tego się nie dowiadujemy, ale to bardzo zabawna sytuacja. Równie zabawna, jak słowa Archibalda, gdy już on i Serafin powrócili do Wiklinowej Zatoki: „Kapitan Hubert. Kto by pomyślał?” :)
Tak czy inaczej film jest warty obejrzenia, pomimo kilku swoich wad, a już zwłaszcza warto go obejrzeć wtedy, gdy jest się fanem Wiklinowej Zatoki i jej mieszkańców. Przy okazji film, podobnie jak poprzednika, podzielono na pięć krótkich odcinków po piętnaście minut każdy, przy czym pięć minut idzie na napisy początkowe i końcowe. Zatem nie przejmujcie się tym, czy obejrzyjcie wersję filmową czy serialową. To jest i tak jedno i to samo :)

niedziela, 13 września 2020

Magiczna gwiazda (2003)


Przyszła dzisiaj pora na omówienie czwartego filmu z cyklu „WIKLINOWA ZATOKA”. Ten film poznałem dopiero jako starszy już widz, znając wręcz doskonale poprzednie trzy produkcje o przygodach Serafina i Archibalda. Co prawda nie wywarł on na mnie aż tak wielkiego wrażenia, jak poprzednie, ale to zapewne miało związek z faktem, że byłem już starszym widzem, powoli wchodziłem w dorosłe życie i daleko mi było do tak cudownej euforii, jaką czułem wtedy, gdy jako dzieciak wciągałem się emocjonalnie w większość bajek, które oglądałem. Możliwe też, że przyczyną takiego stanu rzeczy był również fakt, iż ten film nie był aż tak porywający i zachwycający, jak jego słynni poprzednicy. Niestety, aż tak cudowny jak one nie jest, co jednak nie znaczy, że jest zły. Wręcz przeciwnie, jest świetny i zdecydowanie przyjemnie jest mi go oglądać i wracać do niego. Mam do niego pewną słabość, zwłaszcza z powodu jednej postaci, która jest sympatyczna i nosi bardzo urocze imię. Ale o tym za chwilę.
Film „MAGICZNA GWIAZDA” jest filmem świątecznym, który powstał z okazji Bożego Narodzenia. Miał być niezbyt skomplikowaną, prostą i przyjemną bajką dla całej rodziny. I taką właśnie jest. To urocza rozrywka, pełna dobrego nastroju, choć niekoniecznie świątecznego, ponieważ samych świąt nie ma w bajce zbyt wiele. Za to jest wiele o przyjaźni, lojalności wobec przyjaciół i bliskich, a także sporych różnicach pomiędzy życiem nad zatoką, a w wielkim mieście. Święta pojawiają się właściwie na początku i na końcu, co jednak,prawdę mówiąc, wcale nie przeszkadza, gdyż fabuła jest ciekawa, nie pozwala nam się nudzić, a same Boże Narodzenia ukazane są w sposób romantyczny, uroczy, przyjemny i magiczny zarazem. Można się tym zdecydowanie zachwycić, w każdym razie ja byłem bardzo zachwycony. Magia w sposobie ukazania świąt i tytułowej gwiazdy jest tak dobrze ukazana, że czujemy tutaj czar Bożego Narodzenia i tego, czym święta powinny dla nas być.
Fabuła filmu jest prosta i przyjemna. Zbliża się Boże Narodzenie i Archibald opuszcza swoją norę, aby odwiedzić swego serdecznego przyjaciela Serafina oraz jego rodzinę (na którą składają się żona Melania i dzieci: Arnold, Bartek i Cecylia). Spędza z nimi czas i zaczyna snuć opowieść o tym, jak pierwszy raz dostrzegł na niebie magiczną gwiazdę, świecącą na niebie z okazji właśnie tychże świąt. Akcja cofa się w czasie o kilka lat, kiedy Archibald był jeszcze młodym szczurkiem i pewnego dnia zawędrował do wielkiego miasta. Tam początkowo nie mógł się odnaleźć, aż poznał sympatycznego szczura o imieniu Hubert. To właśnie on wyciąga do Archibalda pomocną dłoń i zaprasza do siebie. Proponuje mu również, aby pomagał mu w pracy, gdyż piastuje niezwykle ważne stanowisko w supermarkecie. Jego zadaniem jest testowanie jakości jedzenia, zanim zostanie ono sprzedane klientom. To niezwykle ważna praca, gdyż w ten sposób konsumenci nie dostają zepsutych produktów. Archibald dołącza do Huberta i razem w nocy próbują wielu najróżniejszych produktów. Nasz bohater szybko odkrywa, iż ich praca jest niezwykle odpowiedzialna, ponieważ zawsze następnego dnia po tych testach wszelkie jedzenie, które próbowali, zostaje wyrzucone na śmietnik, a oba szczurki mają satysfakcję z tego, że dobrze wykonali zadanie i ocalili ludzi przed zepsutymi produktami. Praca jednak nie zostaje doceniona przez właścicieli sklepu, ponieważ wkrótce zostają podłożone pułapki na myszy i Hubert, który postrzega te pułapki jako zabawkę, wpada w jedną z nich, ale z pomocą Archibalda wydostaje się stamtąd. Potem w sklepie pojawiają się koty, jednak dzięki pomysłowości obu szczurków zostają one wyrzucone na bruk jako nieudolne. Niestety, szczęście opuszcza ostatecznie naszych bohaterów, gdyż w sklepie zostaje rozrzucone dziwne jedzenie. Archibaldowi wydaje się ono podejrzane, ale Hubert je próbuje i zaczyna chorować. Jednakże niedaleko mieszka mądry szczur Horacy, który leczy naszego bohatera i ratuje mu życie. Hubert musi jednak powoli powracać do zdrowia, Archibald postanawia więc sam kontynuować jego pracę. Niestety, ludzie zatkali przejście z domu szczurków do sklepu, także dalsza działalność pomagania konsumentów jest niemożliwa. Archibald ponownie trafia na ulicę, ale jest czas Bożego Narodzenia, na niebie wyszła magiczna gwiazda, dzięki której przez jedną jedyną noc panuje pokój na świecie i żadne zwierzę nikogo nie krzywdzi. Archibald spędza tę wyjątkową noc w towarzystwie miejscowych psów i kotów, a także Horacego i wyleczonego przez niego Huberta. Akcja powraca potem do czasów obecnych i Archibald zabiera Serafina i jego rodzinę na farmę, gdzie wszystkie zwierzęta zgodnie świętują Boże Narodzenie, patrząc z zachwytem na magiczną gwiazdę. Po chwili do naszych bohaterów dołączają także Hubert i Horacy, co budzi wielką radość Archibalda, których przedstawia ich rodzinie piżmaków.
Bajka zdecydowanie nie jest aż tak cudowna jak poprzednie trzy części cyklu. Przede wszystkim widać tutaj aż nazbyt mocno animację komputerową, która przeważa nad tą tradycyjną, z miernym niestety skutkiem. Szczególnie widać to podczas scen dziejących się w mieście. Animowane jest ono w dużej mierze komputerowo, a Archibald tradycyjnie, co tworzy dość dziwne połączenie. Animacja tradycyjna postaci też nie jest aż tak cudowna i oszałamiająca jak poprzednio, ale nie jest taka zła. O wiele gorzej wygląda ta komputerowa. Na szczęście nie jest jej aż tak wiele, co sprawia, że bajka nie razi tak mocno oczu kiczowatą animacją, choć oczywiście widać, iż jest to nowa bajka, a nie stara z czasów naszego dzieciństwa.
Klimat Wiklinowej Zatoki nieco tutaj zanika, ponieważ większość akcji dzieje się w mieście, ale nie oznacza to, że fabuła w jakiś sposób traci. Nie, fabuła jest ciekawa i przyjemna. Muzyka w tle nie jest jakaś specjalnie zachwycająca, ale też zależy, w jakich scenach. W jednych jest ona nazbyt nowoczesna i zdecydowanie brak jej polotu. W innych jednak ma w sobie to coś, zwłaszcza w scenach, kiedy mamy magiczną gwiazdę lub zapowiedź jej przybycia. Wtedy nawet słyszymy lekki chór kobiecy, tworzący swego rodzaju magiczną otoczkę. Piosenki zaś jakoś nie porywają zbyt mocno, a mamy je tylko trzy. Tylko jedna z nich, która leci na napisach początkowych i końcowych jest zachwycająca. Pozostałe są raczej takie przeciętne. Piosenki „BO KIEDY PRZYJDZIE ZIMA”, bo o niej mowa, śpiewana jest przez Georginę Tarasiuk. Muzykę zaś skomponował sam Henryk Kuźniak, ten sam, co skomponował soundtrack do kultowego „VABANKU”, ale nie zawsze zdołał on trafić w mój gust.
Jeśli chodzi o postacie, to są po prostu zachwycające. Tym razem na pierwszy plan zdecydowanie wychodzi Archibald, choć już w poprzednich częściach zdarzało mu się to robić, ale i tak zazwyczaj głównym bohaterem był Serafin albo też on i Archibald jednocześnie. Tutaj zaś głównym bohaterem jest tylko sympatyczny szczurek i jak zwykle jest on uroczy, nieco przemądrzały, ciekawy świata i pełen wiedzy o nim, a także umie w wykwintny sposób się wyrażać. Podoba mi się też, że w tym filmie zadbali o to, aby Archibald powtarzał słynne „O mięta wodna!”, co zwykł robić już od drugiej części cyklu. Serafin i jego rodzina to tym razem postacie epizodyczne, ale wciąż są uroczy. Z kolei Horacy jako postać nie jest zbyt rozbudowany i niewiele można o nim powiedzieć poza tym, że jest pomocny, taki dobry lekarz o wielkiej wiedzy, który pomaga przyjaciołom w potrzebie. Uroczy gość, ale i tak moim ulubieńcem jest szczur Hubert. Nie tylko dlatego, że jest moim imiennikiem, choć to też powód - pamiętam doskonale, jak się uśmiechałem, gdy tylko usłyszałem za pierwszym seansem moje imię. Hubert nie jest postacią pozbawioną wad. Podchodzi lekko do życia, bywa niekiedy lekkomyślny np. huśta się na pułapce na myszy, lekceważy sobie zagrożenie i nie widzi tego, że ludzie mogą chcieć się go pozbyć. Do tego postrzega to, iż zjada ludziom jedzenie ze sklepów jako pracę testera smakowego, sprawdzającego jakość produktów przed ich sprzedażą. Nie można go jednak nie lubić, jest sympatycznym i uroczym przyjacielem, który chętnie pomaga Archibaldowi i dzięki niemu nasz bohater zdołał przeżyć w mieście. Trudno zatem go nie lubić. Bardzo się cieszę, że powrócił w kolejnym filmie z cyklu, choć wielka też szkoda, iż nie dostał w nim większej roli.
Jeśli chodzi o obsadę dubbingu, ta zachwyca ona i była ona wyraźnie chlubą dla twórców, gdyż dwa najważniejsze nazwiska wymienili na plakatach filmu i okładkach płyt DVD, gdy film trafił na nie. Reszta obsady nie jest aż tak bardzo zachwycająca, ale ciekawa. A zatem obsada wygląda tak:

Cezary Pazura jako Archibalda
Olaf Lubaszenko jako Hubert
Leszek Filipowicz jako Serafin
Ewa Sałacka jako Melania
Roman Holc jako Horacy
Aleksander Gawek jako Arnold
Dorota Goriainow jako Bartek
Iwona Hołuj jako Cecylia

Obsada zatem, jak widać, niezła. A obecność Pazury i Lubaszenki tutaj po prostu zachwyca. Swoją drogą, ich udział w roli przyjaciół jest tutaj ciekawym i super zarazem pomysłem, gdyż obaj aktorzy przyjaźnią się prywatnie, dlatego bardzo mi pasowali do roli Serafina i Huberta. Co ciekawe, Olaf Lubaszenko powrócił w kolejnym, ostatnim filmie z cyklu, ale nie jako Hubert, ale jako Archibald. Nie był aż tak zabawny w tej roli jak Cezary Pazura, ale zawsze uśmiecham się, gdy tylko słyszę jego głos zarówno w tym, jak i w kolejnym filmie, o którym opowiem następnym razem.
Podsumowując, jest to film uroczy i przyjemny, choć nie tak cudowny jak trzy seriale powstałe przed nim. Jest znacznie bardziej nowoczesny i gdyby ktoś zobaczył jego fragment, zwłaszcza ze środka filmu, raczej nie uznałby tego za bajkę z serii o Wiklinowej Zatoce. Co nie zmienia faktu, że jest dobrym filmem i jako część cyklu sprawdza się dobrze. Poza tym ma Huberta i to nie byle jakiego. Pokazuje, że Huberty to jednak fajne chłopaki i trudno ich nie lubić, nawet jeśli mają oni swoje wady. Prócz tego zakończenie filmu jest niesamowicie wzruszające i pasuje bardzo do okresu świąt. Zatem, jeżeli chcecie obejrzeć coś ze swoją rodziną w czasie Bożego Narodzenia - jakiś film ciepły, przyjemny, niekiedy nawet zabawny w uroczy sposób albo po prostu chcecie zobaczyć dalsze losy swoich ulubionych mieszkańców Wiklinowej Zatoki, to zdecydowanie ten film jest dla was. Oczywiście nie jest to tak magiczne, jak trzy poprzednie części serii, a to głównie z powodu nowoczesnej animacji, która nawet w formie tradycyjnej mało zachwyca, ale dobra fabuła i ciekawe postacie wszystko nadrabiają. Dzięki nim film broni się jako urocze kino familijne, do którego miło jest powrócić, nawet w inne dni niż święta Bożego Narodzenia, bo prawdę mówiąc świąt tam jest mało, ale za to magii przyjaźni bardzo dużo.
Jako ciekawostkę mogę tu jeszcze dodać fakt, że film ten, po wyświetleniu przez kina i wydaniu na DVD został też emitowany w telewizji, przy czym raz był puszczany jako film pełnometrażowy, a innym razem podzielonym na sześć około 15 minutowych odcinków, z czego 5 minut zawsze szło na napisy początkowe i końcowe. W jakiekolwiek wersji byście jednak tej bajki nie obejrzeli, to zdecydowanie warto to zrobić, gdyż jest ona sympatyczna, choć może nie aż tak, jak kultowe już trzy poprzednie części przygód Serafina i Archibalda, to jednak ma w sobie jakąś magię. Podobnie jak tytułowa gwiazda.

niedziela, 6 września 2020

Zima w Wiklinowej Zatoce (1998)


Ponownie powracamy do naszej (a w każdym razie mojej) ulubionej Wiklinowej Zatoki. Pora dzisiaj opowiedzieć sobie o trzeciej bajce z serii przygód piżmaka Serafina i szczura Archibalda, a jest o czym opowiadać, ponieważ „ZIMA W WIKLINOWEJ ZATOCE” to po prostu rewelacyjna bajka, utrzymana w klimacie poprzednich dwóch części i posiada w sobie niesamowite piękno, któremu trudno jest się oprzeć komuś, kto raz pokochał urocze zwierzaki oraz ich niesamowite przygody, tak jak zrobiłem to ja i ta miłość wciąż we mnie trwa.
Serial ten powstał trzy lata po „POWROCIE DO WIKLINOWEJ ZATOKI”, który to, podobnie jak i jego słynny poprzednik, zdobył naprawdę bardzo pochlebne opinie ze strony zarówno widzów, jak i krytyków. Z tego więc powodu twórcom nie zostało nic innego, jak tylko iść za ciosem i wysmażyć kolejną część. Na szczęście, w przeciwieństwie do serii, których twórcy tworzą dzieła tylko dla kasy i bez najmniejszej dawki serca, tutaj było inaczej i serial zachował nie tylko klimat poprzednich części cyklu, ale również wzmocnił go sporą dawką uroku. Zrezygnowano tutaj z piosenek country, choć już w „POWROCIE DO WIKLINOWEJ ZATOKI” zaczęli wyraźnie odchodzić od nich na rzecz popu, ale jednak wciąż pewne echa country pozostały, tutaj zaś nawet echa nie ma. Mamy zamiast tego urocze piosenki pasujące doskonale do klimatu zimowego, a także do fabuły, która jest ciepłą i bardzo przyjemną produkcją dla dzieci oraz ich rodziców.
Serial dzieje się zaraz po zakończeniu poprzedniego serialu. W Wiklinowej Zatoce zbierają się różne zwierzęta, które chcą tutaj przeczekać zbliżającą się zimę. Robią przy tym tyle rabanu, a zwłaszcza gawrony, dlatego zły na nie Archibald mówi ptakom, że zima ma być niezwykle ciężka. Gawrony rozpowiadają to wszystkim zwierzakom i jedni albo opuszczają Wiklinową Zatokę, albo gromadzą olbrzymie zapasy. Prawda w końcu wychodzi na jaw, ale gawrony hałaśniki odlatują, pozostawiając jednak jednego z nich, Eryka, który nie zdążył na czas się obudzić i został sam w Wiklinowej Zatoce. Ponieważ był on adiutantem wodza gawronów, Archibald, aby go pocieszyć, mianuje go swoim adiutantem, do czego Eryk podchodzi niezwykle poważnie, może nawet aż za bardzo. Nieco później Serafin zaprasza do swojej nory susła i chomika. Oba przeszkadzają w śnie Archibalda, a zwłaszcza chomik i nasz bohater musi znaleźć sposób, aby dogadać się z nim i móc normalnie spać. Zima nadchodzi i pewnego dnia para łabędzi zostaje uwięziona na zamarzniętym jeziorze. Chce je pożreć lis, ale na szczęście Archibald i Serafin sprowadzają na pomoc dziadka Kastora i jego syna. Dwa dzielne i silne bobry pomagają im przepędzić drapieżnika, a także uwolnić oba ptaki z niewoli. Lis jednak nie zamierza rezygnować z polowań i zaczyna grasować w miejscowym kurniku. Serafin i Archibald odciągają go od kur i potem opowiadają mu o tym, iż rzekomo w pobliżu grasuje wilk. Przerażony lis ucieka, ale chwilę później zadowoleni z siebie przyjaciele słyszą wycie wilka w pobliskim lesie. Czym prędzej biorą nogi za pas i wracają do domu, gdzie czeka ich kolejna niemiła przygoda. Cecylia, córeczka Serafina i Melanii, przeziębia się. Jej tata z pomocą wiernego przyjaciela, rusza na poszukiwania lekarstwa dla niej. Po drodze zaskakuje ich jednak burza śnieżna, ale pomoc oferuje im znajoma rodzina bobrów dziadka Kastora. Z jej pomocą zdobywają lekarstwo i Cecylia wraca do zdrowia. Niedługo potem okazuje się, że Archibald wcale nie zmyślał i zima rzeczywiście jest bardzo sroga, co zaskakuje wszystkich, nawet jego samego. Mieszkańcom zatoki zaczyna brakować pożywienia. Nutria Szafir w poszukiwaniu jedzenia wraz z bliskimi wybiera się na odlegle łąki do stojącego tam stogu siana. Docierają tam też inne zwierzęta i w końcu z trudem znajdują dla siebie jedzenie. Później zaś nadchodzi powoli przedwiośnie i wtedy w Wiklinowej Zatoce zjawia się flaming Cleo, który uniesiony przez wiatr zgubił swoje stado i rodziców. Przyjaciele pomagają mu ich odnaleźć i wszystko powraca do normy.
Bajkę tę, choć jest trzecia z serii o Wiklinowej Zatoce, poznałem jako drugą, gdyż w telewizji puścili ją przed „POWROTEM DO WIKLINOWEJ ZATOKI”. Nie wiem, dlaczego tak się stało. Możliwe, iż dlatego, że puszczali ją w okresie zimowym. Tak czy inaczej, jest to bajka wartościowa i ciekawa pod wieloma względami. Znowu poznajemy ciekawe życie i zwyczaje zwierząt z naszych terenów podmokłych. Wszystko to jest okraszone cudownymi piosenkami z tą czołową na czele, która mnie zawsze niesamowicie wzrusza, a zwłaszcza słowa:

Nie jesteś sam, bo tu i tam
Ktoś też o tobie myśli.
I życzy ci pogodnych snów.
Niech ci się słońce przyśni.

Pamiętam, że gdy byłem dzieckiem i czułem się samotnym, nieraz lubiłem sobie te słowa śpiewać i płakałem na nich wzruszony. Piosenkę tę wykonują znakomici artyści: Krzysztof Tyniec, Joanna Pałucka, Elżbieta Zającówna i Jacek Skubikowski. Śpiewają oni też pozostałe piosenki w serialu, a każdy odcinek zawiera jedną. Dwie śpiewa duet Joanna Pałucka i Elżbieta Zającówna, jedną sama Joanna Pałucka, dwie Jacek Skubikowski, a dwie Krzysztof Tyniec. Piosenki są świetne, rytmiczne, nieraz wzruszające, przyjemne i pasujące idealnie do klimatu zimy i sprawiają, że zima nie jest dla nas taka straszna, jak się wydaje. Warto przy tym zauważyć, że muzykę do nich skomponował sam Piotr Rubik, ale to nie jedyne znakomite nazwisko w tej produkcji. Za konsultację przyrodniczą w tym serialu odpowiadał bowiem znakomity Adam Wajrak, który jest znawcą polskiej fauny. Pamiętam do dziś gazetki „KOMIKSOWO”, które były dodawane do „GAZETY WYBORCZEJ” w soboty i zawierały komiksy z Donaldem i innymi bohaterami Disneya, a także kilka ciekawostek jak np. właśnie opowieść o jakimś zwierzątku mieszkającym w Polsce, opowieść autorstwa samego Adama Wajraka. Więcej się od niego dowiedziałem niż z encyklopedii i jeżeli on dołączył do ekipy serialu, to można być pewnym, iż połączy doskonale naukę z przyjemnością. I udało mu się to bez trudu, podobnie zresztą jak reszcie twórców.
Serial, podobnie jak jego dwaj poprzednicy, również ma 7 odcinków i tak jak poprzedni serial, ich długość to tak 15 minut. Akcja jest poprowadzona wartko i ciekawie, nie ma powodów do narzekania na nudzę. Animacja posiada taki sam styl, co poprzednie seriale i to wielki plus, bo zapewnia produkcji właściwy klimat. Dodatkowo zaletą jest powrót kilku aktorów dubbingowych z drugiej części cyklu. Znowu zatem usłyszymy Krzysztofa Tyńca w roli Archibalda oraz Cezarego Morawskiego w roli Serafina. Uważam, z całym szacunkiem do pozostałych aktorów użyczających głosu uroczemu szczurkowi, że jednak najlepszym odtwórcą tej roli był właśnie Krzysztof Tyniec. Jego głos w tej bajce bardzo przypomina mi głos Timona z „KRÓLA LWA” lub Królika Bugsa ze „ZWARIOWANYCH MELODII”, którym to postaciom wszak pan Tyniec też podstawił głos. Podobnie rzecz ma się w „POWROCIE DO WIKLINOWEJ ZATOKI”, choć tam jednak głos pana Krzysia przypominał bardziej Dżina (innego bohatera z jego głosem w polskim dubbingu), a zwłaszcza dotyczyło to piosenek. Brzmiały tak, jakby śpiewał je uroczy Dżin. Tutaj zaś brzmią, jakby śpiewał je Timon lub Królik Bugs, co może nieco bawić, ale też i zachwyca. Warto posłuchać na YouTube i samemu ocenić, czy piosenki z tego serialu i poprzedniego też, a zwłaszcza te śpiewane przez pana Krzysia są ładne. Moim zdaniem bardzo.
Jeżeli zaś mowa o dubbingu, całość obsady wygląda następująco:

Krzysztof Tyniec jako Archibald
Cezary Morawski jako Serafina
Józef Mika jako gawron Eryk oraz list
Elżbieta Kopocińska-Bednarek jako Melania (żona Serafina)
Krystyna Kozanecka jako Cecylia (córka Serafina)
Wojciech Słupiński jako Arnold (syn Serafina)
Tomasz Bednarek jako Bartek (syn Serafina) i jako pan Bóbr
Ewa Złotowska jako chomik Bąbel
Paweł Galia jako wódz gawronów Alaryk
Marek Frąckowiak jako puchacz Huczek i jako Dziadek Kastor

Obsada zatem, jak widzicie, jest wielkim atutem, podobnie jak muzyka, piosenka, animacja i rewelacyjna fabuła, która jest cały czas ciekawa i nie pozostawia nam ani chwili nudy. Bajka leciała swego czasu jako Wieczorynka na kanale TVP 1, a potem była emitowana również na TV POLONIA oraz TVP ABC. Obecnie, podobnie jak i poprzednie seriale z tej serii, można znaleźć w Internecie i serdecznie je wam polecam. Ten serial, jego dwóch poprzedników oraz dwóch następców, jakie jeszcze omówię w kolejnych recenzjach, polecam każdemu, kto kocha sympatyczne i dobre bajki z ciekawą fabułą i barwnymi postaciami, a także niesamowicie cudowną muzyką.

Dogtanian i muszkieterowie (1981-1982)

Muszkieterów dzielnych trzech Świat wspaniały dziś poznamy. Jeden tu za wszystkich, A wszyscy za jednego. Oddać życie każdy z nich Gotów jes...