niedziela, 27 czerwca 2021

Super Księga (1981-1982)


W czasach mojego dzieciństwa istniało kilka naprawdę dobrych bajek o tematyce religijnej, które w ciekawy sposób przedstawiały wydarzenia z Biblii, nie afiszując się przy tym jednak z wiarą i religijnością twórców. Wydaje się to chyba niemożliwe, prawda? Bajki opowiadające o wydarzeniach z Biblii w taki sposób, aby nie były to bajki religijne, a jedynie ciekawe opowieści, pozwalające dzieciom poznać lepiej Pismo Święte i zawarte w nim historie? Dzisiaj, w czasach, kiedy w niektórych krajach panują konserwatyści i miłośnicy katolicyzmu, gdzie wsadzają nam do głów katolickie wartości za pomocą dość kiepskiej jakości filmów, w których postacie są płytkie i ustawione tak, aby wierzące osoby były dobre, a niewierzące lub innej wiary złe, takie stwierdzenie jak niereligijne bajki o Biblii, może się wydarzać niemożliwe. A jednak istnieją takie produkcje i kilka z nich leciało w czasach mojego dzieciństwa. Jedną z nich wyprodukowała wytwórnia Hanna Barbera, ale nie o niej dzisiaj będziemy mówić, gdyż dziś pomówimy o produkcji, która jest mało obecnie znana, choć wielu z nas zna obecnie jej remake w wersji komputerowej, który nie jest może najgorszy, ale chwilami zbyt mocno nam wszystkim dźga w oczy religijnością. O nim chcę jednak napisać osobny artykuł, gdyż to jest bajka ciekawa i całkiem niezła, ale zawiera kilka problemów, które warto skrytykować i może zmusić wreszcie twórców do myślenia. Ale jak już mówiłem, to wszystko w odpowiednim momencie. Dzisiaj co innego bierzemy na tapetę. Mianowicie oryginał tej bajki i zarazem żywy dowód na to, jak wspaniałe powstawały kiedyś animacje.
Serial animowany, o którym mowa, jest anime o naprawdę bardzo dobrej produkcji, a przynajmniej do końca I sezonu, bo II jest już dużo gorszy, ale o tym później. Zacznijmy na razie od tego pierwszego, do którego mam naprawdę wielki sentyment. Bo trudno nie lubić pierwszych odcinków „SUPER KSIĘGI”. Są one naprawdę super, z dobrą fabułą, ciekawymi postaciami, świetnymi przygodami, jak również i niezłą muzyką i interesującym przesłaniem. No i również świetnie jest tu oddany klimat lat 80 XX wieku. Muszę jednak wam się przyznać, że sam serial nie był mi znany w dzieciństwie, poza kilkoma odcinkami, które miałem kiedyś nagrany na kasecie VHS. Pamiętam, że na pewno był wśród nich pierwszy odcinek, ale nie pamiętam, ile kolejnych odcinków tam jeszcze było, jeśli w ogóle było ich więcej na kasecie. Potem zaś, przypadkiem trafiłem w telewizji na kanale TV TRWAM odcinek tego serialu, który coś mi zaczął przypominać. Sprawdziłem w Internecie i odkryłem odcinki I sezonu po polsku, w tym pierwszy odcinek. A ledwie go obejrzałem, już wiedziałem, że jest to właśnie ten odcinek tego serialu, który znam z dzieciństwa. Z miejsca więc zapoznałem się z całym I sezonem, a im więcej to robiłem, tym bardziej byłem nim zachwycony. II sezon już mi się tak nie spodobał, ale powiem później, dlaczego tak jest. Zacznijmy więc od początku.
Pierwszy sezon anime rozpoczyna się w domu małego chłopca, Christophera „Chrisa” Peepera, który pewnego dnia wraz ze swą najlepszą przyjaciółką Joyeux „Joy” Quantum czyści na strychu książki swojego ojca (nieco ekscentrycznego profesora). Podczas tej czynności, dzieci znajdują starą książkę, która świeci i ku ich wielkiemu zdumieniu, w żaden sposób nie da się jej otworzyć. Po chwili książka jednak otwiera się sama i ukryty w niej duch przemawia do Chrisa i Joy. Okazuje się, że dzieci trafiły na stare i wyjątkowe wydanie Biblii o nazwie Super Księga. Książka proponuje Chrisowi i Joy podróż do czasów biblijnych, obiecując przy tym, iż nic złego im się nie stanie podczas tej wyprawy. Pomimo obaw, dzieci zgadzają się i trafiają do Edenu, gdzie spotykają Adama i Ewę, a także są świadkami pierwszego w dziejach świata złamania Boskich praw. W podróży tej towarzyszy im Gizmo, nakręcany robot zabawka Chrisa, który za sprawą mocy Super Księgi przenosi się wraz z dziećmi w czasie i staje się prawdziwym, żywym robotem służącym im pomocą w trudnych sytuacjach. Po powrocie do domu dzieci odkrywają, że choć spędzili w Edenie dwa dni, to w ich świecie minęło zaledwie kilka minut, a Gizmo znowu jest zabawką. Od tego czasu Chris i Joy w każdym odcinku przenoszą się w czasie za sprawą Super Księgi do różnych wydarzeń biblijnych, wyciągając z nich mądre lekcje na przyszłość, a przy okazji dobrze się bawiąc. W podróżach zawsze towarzyszy im wierny Gizmo. Przygody, które przeżywa trójka bohaterów to głównie wydarzenia ze Starego Testamentu, choć w kilku odcinkach bohaterowie poznają działalność Jezusa Chrystusa, a w ostatnim spotykają Pawła z Tarsu. Chris, Joy i Gizmo podczas swoich podróży są chronieni przez ducha Super Księgi, dzięki czemu nigdy nic złego im się nie staje. Nigdy też jednak nie mogą zmienić wydarzeń, w których biorą udział, co najwyżej przyczyniają się do ich szybszego zrealizowania. Przykładowo próbują w jakiś sposób nie dopuścić do grzechu Adama i Ewy, a także śmierci Abla i Samsona, ale niestety, przeznaczenie wyznaczone przez Biblię nie można zmienić. Zamiast tego dzieci nauczyły się naprawdę wielu ważnych i mądrych rzeczy.
Tak właśnie wygląda I sezon, do którego mam ogromną sympatię. Zanim przejdziemy do omówienia postaci, muszę jeszcze wspomnieć o II sezonu, który moim zdaniem pozostawia wiele do życzenia i dowodzi tego, że zmiana twórców w trakcie produkcji serialu nie jest najlepszym pomysłem.
Drugi sezon mocno zmienia fabułę serialu. Tym razem Chris i Joy są już starsi o kilka lat, a do tego schodzą na drugi plan, zaś głównymi bohaterami historii stają się młodszy brat Chrisa, Uriah „Uri” Peeper oraz Gizmo, którzy podróżują po wydarzeniach biblijnych za sprawą tej samej książki. Wszystko zaczyna się w chwili, gdy Super Księga zostaje otwarta przed włączonym komputerem. Jej moc wnika niespodziewanie do maszyny, która niedługo potem wciąga do swojego wnętrza pieska Rufflesa, a także Uriego i Gizmo (który w tym sezonie jest już prawdziwym robotem zbudowanym przez brata profesora Peepera). Chris i Joy nie są w stanie pomóc przyjaciołom ani ruszyć za nimi. Mogą jedynie obserwować przez komputer ich poczynania, a także próbować ukryć przed dorosłymi nieobecność Uriego. Tymczasem Uri i Gizmo poszukują Rufflesa, podróżując poprzez różne wydarzenia biblijne, jednak dopiero w ostatnim odcinku udaje im się odnaleźć pieska i wrócić do domu. Przez ten czas przeżywają wiele niesamowitych przygód, biorąc udział w historiach ze Starego i Nowego Testamentu, ale podobnie jak Chris i Joy w pierwszym sezonie, tak Uri i Gizmo w drugim nie mają prawie żadnego wpływu na rozwój wydarzeń. Warte uwagi jest to, że w drugim sezonie pojawiają się kilka razy te same historie, które zostały ukazane w pierwszym, ale tym razem są one przedstawione znacznie dokładniej i bardziej szczegółowo.
Jak więc widzicie, sezon II zdecydowanie zostaje daleko w tyle za sezonem I. Oczywiście fajnie było zobaczyć Chrisa i Joy jako starszych i mających wciąż do siebie ogromną słabość, choć nie jest ona aż tak podkreślona jak wcześniej. Ale niestety, sezon II denerwuje tym, jak do kiepskich drugoplanowych postaci zostali zredukowani nasi ulubieni bohaterowie, jak również i to, że Uri nie jest wcale tak ciekawym bohaterem, jak Chris w poprzednim sezonie. Jest po prostu naiwnym i chwilami naprawdę dość irytującym dzieciakiem wiecznie pakującym się w kłopoty, z których musi go ciągle wyciągać Gizmo. Z powodu tego wszystkiego mam wyraźnie niechęć do tego sezonu. Choć może niechęć to złe słowo, po prostu go nie lubię i już.
Pomówmy teraz o bohaterach tego serialu. Christopher Peeper, zwany przez wszystkich pieszczotliwie Chris, jest bardzo uroczym i sympatycznym chłopcem o czarnych włosach i brązowych oczach. Nie lubi matematyki i obowiązków, które musi wykonywać. Bywa leniwy i lubi wymigiwać się od pomagania rodzicom, ale też jest sympatyczny i serdeczny, nie lubi się poddawać i potrafi uparcie dążyć do celu, który chce osiągnąć. Bywa niekiedy zadziorny i złośliwy, ale mimo wszystko jest przede wszystkim sympatyczny. Jego ojciec jest naukowcem, choć nie wiemy, czym dokładnie się zajmuje. Możemy się jednak domyślać, że zajmuje się naukami ścisłymi. W sumie jest on narysowany jak stereotypowy naukowiec, czyli wysoki, chudy i w okularach, roztargniony i mało zorientowany w tym, co się dzieje na świecie, głównie pogrążony w świecie swojej nauki. Mimo tego jest dobrym mężem i ojcem, rodzina go bardzo kocha i szanuje. W II sezonie poznajemy jego młodszego brata, który też zajmuje się zajmuje nauką, ale interesuje go przyszłość i komputery, które ojciec Chrisa uważa za dziwaczne, gdyż woli tradycyjną naukę z pomocą książek.
No dobrze, tyle wiemy o Chrisie i jego ojcu i stryjku, a co z mamą? Czy Chris jej nie ma? Nie, ma ją. W pierwszych odcinkach I sezonu nie pojawia się ona na ekranie, jak się później dowiadujemy, ma to miejsce dlatego, że przebywała wtedy u swojej siostry i pomagała jej, gdy ta była w ciąży. Około połowy I sezonu pojawia się nareszcie i poznajemy ją lepiej. Dowiadujemy się, że jest ona taką nieco typową gospodynią domową. Lubi gotować, piec, spędza większość czasu w domu, towarzyszy mężowi w spotkaniach służbowych, bardzo kocha syna, jest do niego nieco bardziej wyrozumiała niż ojciec, a dodatkowo bardzo lubi Joy, którą traktuje niemalże jak własną córkę, raz nawet kupuje dla niej sukienkę, gdy tylko ją zobaczyła na wystawie. Bywa niekiedy roztargniona, czasami coś zapomina zabrać z domu, a na końcu I sezonu dowiadujemy się, że jest w ciąży i potem rodzi drugiego syna, Uriego.
Poznaliśmy teraz praktycznie całą rodzinę Peeperów. A teraz opowiedzmy o Joy. Dziewczynka jest urocza, słodka, ma ciemno-blond włosy, fioletowe oczy i bardzo sympatyczny charakter. Jest delikatna, wrażliwa i dobra, ale też niekiedy bardzo zadziorna, potrafi się złościć i wyzywać Chrisa, kiedy w jakiś sposób jego zachowanie jej się nie podoba. Jej złość przybiera niekiedy postać wręcz bardzo rogatego charakteru, ponieważ potrafiła raz pogonić z rakietą do badmintona Chrisa po całym podwórku, a innym razem ze złością goniła go po całym domu z piąstkami, póki nie odwołał stwierdzenia, jakoby była za gruba na sukienkę od jego mamy. Mimo wszystko naprawdę ona i Chris są serdecznymi przyjaciółmi i prawdopodobnie chodzą do tej samej klasy. Nie jest to jednak wyjaśnione. Można w sumie powiedzieć, że o Joy nie wiemy za wiele, poza tym, że ona po prostu istnieje. I nie jest to żart, ponieważ przez cały serial nie dowiadujemy się, kim są rodzice dziewczynki i jak Joy ma na nazwisko (jedynie ze źródeł pozafilmowych odkryć możemy, że nazywa się Quantum). Ważną cechą jej osobowości jest to, że nasza mała i słodka Joy jest zakochana w Chrisie, czego bynajmniej nie ukrywa. W jednym odcinku najpierw kocha się w gwieździe kina i jest zła, że ten się ożenił, ale potem, gdy Chris okazuje jej troskliwość, wyraźnie zaczyna darzyć chłopca uczuciem i w kilku odcinkach zaznacza, że chce za niego wyjść, gdy już dorosną oboje. Chris z kolei reaguje na to zadowoleniem, ponieważ taki pomysł bardzo mu się podoba. W kilku odcinkach pokazano też, że Joy była zazdrosna o Chrisa, gdy ten np. był zachwycony urodą kilku kobiet biblijnych np. Rebeki, Estery czy też królowej Saby. A i on jest nieco o nią zazdrosny, gdy np. chwaliła zbyt mocno Józefa, męża Maryi. Oboje więc, jak widzimy, mają do siebie ogromną słabość i my, jako widzowie, bardzo im kibicujemy i życzymy im dużo szczęścia, gdy już oboje dorosną.
Akcja serialu zawsze zaczyna się w domu Chrisa, do którego zwykle wpada Joy z wizytą i spędza czas z Chrisem, swoim najlepszym przyjacielem. Gdy nagle zaczyna błyszczeć Super Księga i z jakiegoś powodu, bo np. dzieci coś mówiły lub coś zrobiły i to uruchomiło nawiązanie do znanej opowieści biblijnej, dzieci zaraz wyjmują Super Księgę z szuflady biurka, książka się otwiera, proponuje dzieciom podróż do danej historii i ruszają wraz z wiernym Gizmo, który zawsze im w tej podróży towarzyszy. Warto przy tym zauważyć, że zwykle odcinek sezonu I kończy się tym, że dzieci wracają do domu z ciekawymi wnioskami. Ale czasami dochodzi do tego, iż kończy się fabuła odcinka na jakieś ciekawej scenie, która kończy opowieść biblijną i nie wiemy już powrotu dzieci do swego świata, choć nie jest to trudne do odgadnięcia, że tak właśnie się stało. Zatem twórcy serialu nieraz nie pokazują nam powrotu Chrisa i Joy do swego świata, ponieważ doskonale wiedzą, iż widzowie sami się go domyślą i nie zawsze warto wszystko na ekranie ukazywać. To pokazuje, że twórcy uważają nas za osoby dość inteligentne, aby móc samemu odkryć ten fakt.
Warto zaznaczyć, że serial rozgrywa się w latach 80 XX wieku, czyli w tych czasach, w których powstała bajka. Twórcy zatem starali się odtworzyć klimat epoki, a zatem dzieciaki po powrocie ze szkoły spędzają czas np. wspólnie ze sobą czytając komiksy, jeżdżąc na rowerach, grając w piłkę, grając w badmintona albo tenisa, czy jeżdżąc na rolkach. Miło jest popatrzeć na to, zwłaszcza wtedy, gdy się jest dzieckiem lat 90 XX wieku, który podobnie jak lata 80 miało to do siebie, że dzieciaki tak często biegały tam po podwórku i na nim spędzały czas po szkole, od czasu do czasu oglądać coś w telewizji i bynajmniej nie śniły nawet o tym, aby używać komputerów do czegoś innego, jak tylko do pracy. Dzisiaj, w czymś, co można nazwać dobą komputerów, trudno sobie wyobrazić, że dzieciaki mogły tak prozaicznie żyć, ale taka bajka jest tego najlepszym dowodem. Rzecz jasna bajka też pokazuje pewne inne motywy z lat 80. Chris jako chłopiec zajmuje się niekiedy budowaniem czegoś z niczego, bo chłopcy lubili majsterkować. Joy nosi zawsze sukienkę i ma romantyczną naturę. Tata pracuje, mama głównie siedzi w domu i robi zakupy na obiad czy kolację. Chris też, jak to chłopiec, nieraz opiekuje się Joy i zasłania ją przed niebezpieczeństwem, gdy do niego dochodzi, a Joy bez wahania chowa się za jego plecami lub łapie go za ramię na znak, że się czegoś boi i potrzeba jej jego obrony. Zatem pewne stereotypy na temat ludzi i płci. Nie są one jednak pokazane w sposób wulgarny i odpychający, a raczej słodki i sympatyczny i niejedna feministka może się czepiać mamy Chrisa, że jest kurą domową, a małej Joy, że nie nosi dżinsów, ale prawda jest taka, że widząc, jak dobrze się bawią, gdy realizują stereotypy, same mogą im zazdrościć tak radosnego, chociaż może stereotypowego życia, jakie te urocze kobiece bohaterki wiodą.
Wspomniałem o tym, że bajka nie jest religijna. Wydaje się to niemożliwe, aby serial anime opowiadający o wydarzeniach z Biblii nie był przesiąknięty do szpiku kości religijnymi hasełkami. Jednak, co może zdziwić, tak właśnie jest. Ten serial nie jest nimi przesiąknięty. Możliwe, że to dlatego, iż jest to bajka japońska. Gdyby nakręcono ją w Europie, nie wiadomo, jakby wyglądała. Możliwe też, że duży wpływ na to miało również i to, że po prostu powstała w czasach, kiedy seriale animowane były tak tworzone, aby były dla wszystkich, nie tylko dla tych dzieci, które wierzą w Boga katolickiego czy innego. Po prostu serial miał być dla wszystkich i dlatego właśnie jako taki jest miły dla oka i ucha. Pamiętam, jak kiedyś jeden mój znajomy obejrzał za moją radą I sezon tego serial i był nim wręcz zachwycony, zwłaszcza, kiedy porównywał go do remaku „KSIĘGA KSIĄG”. Zaznaczył, iż zachwyca go szczególnie to w tej produkcji, że serial nie dźgał mu w oczy hasełkami biblijnymi. Co prawda, te padły kilka razy w produkcji, ale nie były one nachalne i nie próbowały nam wpoić jakąś konkretną teorię religijną do głowy. Dodatkowo spodobały mu się to, że postacie w tym serialu umieją się czegoś nauczyć po zakończeniu swoich przygód i nie powtarzają już starych błędów. Bo w przeciwieństwie do remaku, dzieci nie lecą do świata Biblii wtedy, kiedy coś zbroiły i muszą się czegoś nauczyć, ale dlatego, że po prostu mają czas i możliwość przeżyć jakąś przygodę, a to, co powiedziały lub zrobiły w jakiś sposób przypomniało Super Księdze o tym, co miało miejsce w Piśmie Świętym. Ważną różnicą między oryginałem a remakiem jest to, w anime nie dochodziło do sytuacji, kiedy Super Księga zmuszała dzieci do podróży. Na sam początek zawsze pytała Chrisa i Joy, czy chcą ruszyć w podróż, a gdy ci to potwierdzili, natychmiast zabierała ich w podróż. Na pozór nie jest to jakoś bardzo ważne, ale tak naprawdę również ma związek z Biblią i jej przekazem, z których jeden z nich mówi, iż człowiek ma zawsze wolną wolę i od niego zależy, jaką drogą podąży. Anime zatem pokazuje nam biblijną wartość, ukazaną jako coś jak najbardziej normalnego, jako zwykłą i świecką zasadzę, której może przestrzegać bez trudu każdy, nawet ateista.
Nie można oczywiście nie wspomnieć o polskim tłumaczeniu tego serialu. Jak dotąd, nie doczekał się on wersji z polskim dubbingiem, choć mam nadzieję i to ogromną, iż kiedyś to ulegnie zmianie. Jak na razie jednak serial ten jest dla nas dostępny jedynie w wersji z lektorem, którym jest Roman Baczyński, gdyż z takim lektorem serial był emitowany w Polsce na kanale TV TRWAM. Nie wiem, jaki lektor towarzyszył serialowi we wcześniejszych emisjach tej bajki. Wiem jednak, że polscy tłumacze nie byliby sobą, gdyby nie spolszczyli imion bohaterów. Tak więc zamiast Chrisa Peepera mamy w polskiej wersji Krzysia Patrzałka, z kolei zamiast Joy mamy Olę. O ile jeszcze przeróbka Chrisa na Krzysia ma sporo sensu, bo ostatecznie Christopher to Krzysztof, to przemiana Joy na Olę jest moim zdaniem pozbawiona jakiekolwiek logiki. Chyba twórcy wzięli sobie to imię tylko dlatego, że było ono trzyliterowe i jednosylabowe, tak jak oryginalne. Jednak to im można odpuścić, w przeciwieństwie do większej zbrodni, którą jest zmiana tego, kim dla Chrisa jest Uri. Chociaż w tym wypadku zawinili już amerykańscy tłumacze, na których bazowali polscy. W amerykańskim tłumaczeniu bajki, z powodu, który nie zostaje nam wyjaśniony, Uri zamiast bratem Chrisa staje się... jego kuzynem, synem brata profesora Peepera. Odbiera to sporo sensu serialowi, gdyż przecież mama Chrisa na końcu I sezonu mówi, że spodziewa się drugiego dziecka. Według japońskiego oryginału tym dzieckiem był właśnie Uriah zwany Uri. W amerykańskim i polskim tłumaczeniu z kolei chłopiec z jakiegoś powodu staje się kuzynem Chrisa i synem jego stryja, co oczywiście pozbawia zakończenie I sezonu jakiegokolwiek sensu. Gratuluję, amerykańscy twórcy dubbingowi. I wam, polscy tłumacze, którzy musieliście papugować ich pomysły.
Podsumowując, serial jest naprawdę świetny. Animacja może nieco lekka, a w kilku scenach wyraźnie widać, że są one kopiami innych, wcześniej użytych scen, ale są to tylko drobiazgi, która można im wybaczyć. Warto też dodać, że serial w Japonii zdobył taką popularność, że doczekał się spin-offu w postaci serialu anime „LATAJĄCY DOM”, w którym pewien chłopiec ze swoją sympatią, swoim młodszym bratem, pieskiem i robotem Gizmo trafia do tytułowego domu, który zbudował pewien profesor i z jego pomoc dzieciaki podróżują w czasie i spotykają postacie biblijne. Serial ten nie zdobył co prawda jakieś wielkiej popularności, ale jego istnienie dowodzi, że „SUPER KSIĘGA” cieszyła się kiedyś ogromnym wręcz sukcesem i w sumie nadal się cieszy, skoro powstał remake w postaci serialu o animacji komputer, która to animacja nazywa się „KSIĘGA KSIĄG”, ale o niej sobie opowiemy osobno. A na razie serdecznie zapraszam do poznawania świata naszych uroczych bohaterów, którzy nawiasem mówiąc, wyglądem niesamowicie wręcz przypominają postacie Asha i Sereny z anime „POKEMON”. W końcu tam też chłopak ma czarne włosy i brązowe włosy, a dziewczyna ciemno-blond i oboje mają do siebie ogromną słabość. Przypadek? Chyba nie.
Zatem podsumowując, czy polecam ten serial? Jak najbardziej. Uważam, że jest on produkcją dla wszystkich, zarówno wierzących, jak i niewierzących. Każdy z nas znajdzie w nim bowiem coś dla siebie i każdy, tak przynajmniej czuję, polubi te urocze dzieciaki i niejeden przeżyje z nim jeszcze super przygody.

poniedziałek, 21 czerwca 2021

Denver, ostatni dinozaur (1988)


Denver, ostatni dinozaur
To jest kumpel sprzed milionów lat.
Denver, morowy dinozaur.
Żyje sobie pośród nas jak ssak.

Ten nasz kopalny gad
Już kocha cały świat.
Jego lubią też, choć to jest wielki zwierz.
Denver, ostatni dinozaur.
Spróbuj zgadnąć, czy to gad, czy ssak.

Ten najprawdziwszy smok
Szokuje nas, co krok.
Ale sympatyczny dino bawi miną swą.
A najdziwniejsze jest,
Że miewa ludzki gest.
Nigdy nie bywa zły,
Nie skrzywdzi nawet pchły.

Denver, ostatni dinozaur
To jest kumpel sprzed milionów lat.
Denver, ostatni dinozaur
Zawsze dobry humor ma.
Nasz dino!

Taką właśnie piosenką zaczynał się serial, o którym chciałbym dzisiaj wam opowiedzieć. Jest to obecnie mało znana produkcja, chociaż stała się ostatnio nieco bardziej popularna z powodu remaku, którego niedawno się doczekaliśmy. Rzecz jasna, remake ten powstał w ramach rozwijania mody na tworzenie nowych wersji znanych bajek z lat 90 XX wieku, oczywiście w wersji komputerowej. Na tej bazie powstały nowe wersji „SUPER KSIĘGI”, „INSPEKTORA GADŻETA” czy też „ALVINA I WIEWIÓREK”. Niedawno zaś przeżyłem wielki szok, kiedy całkiem przypadkowo zobaczyłem na telewizji Puls 2 serial animowany, który myślałem, że będzie starą i dobrą produkcją z mojego dzieciństwa, a okazał się być remakiem i to stworzonym w beznadziejnej, komputerowej animacji. Zrozumiałem wtedy, że oto mam do czynienia z kolejną nową wersją klasyki, stworzoną po to, aby nabić sobie kabzę. Mój szok zatem był ogromny, podobnie jak zapewne szok wielu dzieciaków XXI wieku, gdy odkryją, że ten serial, o którym dzisiaj będziemy mówić, istniał również w wersji animowanej tradycyjnie i to o tej wersji chciałbym dzisiaj opowiedzieć.
Jakie zwierzęta cieszyły się największą popularnością w latach 80 i 90 XX wieku? Jakie wywoływały u dzieciakach wielką radość i podniecenie i to tak wielkie, że sobie kupowały ich figurki, albumy z naklejkami o nich, oglądały o nich bajki oraz filmy i w krótkim czasie zdobywały o nich naprawdę ogromną wiedzę, przy okazji dobrze się przy tym bawiąc? Myślicie, że kotki, pieski, a może liski czy inne takie? Nic z tych rzeczy. To były zwierzęta dawno już wymarłe. Dinozaury. To one były największym hitem w latach 90 XX wieku, jeżeli mowa o menażerii. Co było tego powodem? Zapewne film Stevena Spielberga „PARK JURAJSKI”, który zdobył ogromną popularność wśród widzów dużych i małych. Oczywiście przed filmem była też powieść i właściwie, to od niej rozpoczął się ten cały fenomen. To dzięki niej powstały pierwsze seriale animowane o dinozaurach, w tym i ta bajka, o której mówię. Jednak być może fenomen ten minąłby dosyć szybko, gdyby nie ekranizacja powieści „PARK JURAJSKI” stworzona przez gościa od efektów specjalnych, czyli Stevena Spielberga. To on sprawił, że uwierzyliśmy w to, iż dinozaury mogłyby żyć i w naszych czasach. To właśnie dzięki niemu zainteresowaliśmy się badaniami paleontologicznymi. To on sprawił, że nasza wyobraźnia na sam dźwięk słowa „dinozaur” zaczynała od razu pracować na pełnych obrotach. Fenomen, jaki wywołała powieść „PARKU JURAJSKI”, a który potem rozwinął swoim filmem Spielberg był czymś więcej niż przepustką do sławy twórcy przygód Indiany Jonesa. Był też czymś więcej niż możliwością tworzenia kolejnych produkcji o wymarłych już dawno dinusiach, takich jak „ZAGINIONY ŚWIAT: PARK JURAJSKI 2” czy „PARK JURAJSKI 3” albo też współczesne produkcje, takie jak „JURRASIC WORLD” czy animowany „PARK JURAJSKI” w wersji klocków Lego. To był również moment, gdy otwarto drzwi wielu twórcom seriali animowanych, które odtąd zaczęły niemalże maniakalnie tworzyć bajki o dinozaurach. Swego czasu powstała piękna bajka Dona Blutha „PRADAWNY LĄD”, teraz powstało jeszcze kilkanaście jego kontynuacji innych twórców i o raczej wątpliwej jakości fabularnej. A wszystko dlatego, że jeden film Spielberga wywołał taki fenomen. Ale nie tylko podpisywanie się pod Dona Blutha było efektem tego fenomenu. Również jego efektem było stworzenia kilku różnych seriali animowanych o dinozaurach. Jednym z nich był serial „DINUSIE” raczej kierowany dla młodszej widowni. Innym „NIEBEZPIECZNE DINOZAURY”, gdzie grupa inteligentnych dobrych dinozaurów, które walczą z grupą złych Raptorów o to, aby ocalić ludzkość przed zniszczeniem. To już była produkcja animowana dla nieco starszych widzów. Podobnie jak „UFOZAURY”, który to połączył ze sobą aż dwa fenomeny: modę na dinozaury oraz modę na sf. W tej animacji grupa dinozaurów z kosmosu, czyli Ufozaurów wylądowała na Ziemi i spotkała grupę miejscowych dzieciaków, dała im magiczne pierścienie i wraz z nimi walczyła z inną grupą kosmicznych dinozaurów, ale tych złych, którzy to nazywali się Tyranosy. Nie zabrakło tu oczywiście walk na statki kosmiczne, pościgów na latających skuterach i innych takich. Produkcja ciekawa, ale chyba tylko dla dzieciaków, bo obecnie mocno trąci myszką, choć i tak wypada dużo lepiej od wielu współczesnych produkcji.
Oczywiście to tylko niektóre, najsłynniejsze i najlepiej pamiętane przeze mnie produkcje dla dzieci o dinozaurach. Potem były jeszcze inne np. bajka Disneya „DINOZAUR”, ale to już temat na osobną opowieść. Były też Pokemony, które to zwykle wyglądem przypominały różne zwierzęta, także i niekiedy dinozaury. Były też Digimony, stworzone na podobnych zasadach. Pamiętam, że główny bohater tej bajki miał za swego wiernego towarzysza Digimona wyglądającego jak mały, pomarańczowy tyranozaurus rex. Nawet mam wciąż maskotkę tego stworka w swojej kolekcji zabawek z dzieciństwa. Jak zatem widać, dinozaury na przełomie XX i XXI wieku cieszyły się ogromną popularnością, a obecność takich filmów jak „JURRASIC WORLD” lub klockowa wersja „PARKU JURAJSKIEGO” jasno nam pokazuje, że ta moda obecnie powróciła do łask i nic nie wskazuje na to, aby miało się to zmienić. A wszystko rozpoczęło się od jednej książki, a było potem kontynuowane dzięki jednemu filmowi. One to właśnie rozpoczęły tę jakże ciekawą modę.
No, może nie tak do końca one, ponieważ niektóre bajki o dinozaurach powstały zanim jeszcze wydano książkę „PARK JURAJSKI”, która powstała w 1990 roku. Ale sobie powiedzmy szczerze: gdyby nie ta powieść, a potem trzy lata później ekranizacja tejże powieści, pewnie owa moda skończyłaby się na kilku bajkach, takich jak „PRADAWNY LĄD” Dona Blutha czy bajka, o której będziemy mówić. Możliwe też, że owe bajki by przeszły bez większego echa, gdyby nie pewna książka i pewien pan, który wpadł na zwariowany pomysł, aby ją zekranizować. Dzięki niej bajki, jakie powstały przed „PARKIEM JURAJSKIM”, choć wcześniej były tylko lubiane, teraz stały się częścią fenomenu. To dzięki niemu mogliśmy też obejrzeć te oto wszystkie bajki w Polsce. Gdyby nie to, to być może nie słyszelibyśmy nigdy o takich produkcjach jak „PRADAWNY LĄD”, co byłoby olbrzymią dla nas, polskich widzów stratą. Olbrzymią jak największy dinozaur tego świata.
Podsumowując zatem ten nieco przydługi wstęp, pewna moda na bajki o dinozaurach pojawiła się sama z siebie, możliwe, że z powodu wzrostu odkryć paleontologicznych. Ale moda ta przemieniła się w fenomen, który trwa do dziś dzięki „PARKOWI JURAJSKIEMU”, który nadał tej modzie zupełnie nowe dla nas znaczenie. A kiedy ta moda miała swoją pierwszą fazę, powstała ta oto bajka, o której chcę opowiedzieć. Bajka „DENVER, OSTATNI DINOZAUR”. Ten oto serial animowany powstał jeszcze zanim pan Spielberg zaczął się bawić w ożywianie dinozaurów i zanim jeszcze stały się one częścią popkultury i po prostu były lubiane przez dzieciaki. Wtedy jeszcze dzieciarnia nie wariowała aż tak na punkcie dinozaurów, ale je lubiła i chciała je lepiej poznać. Wtedy też miało miejsce stworzenie serialu o przygodach Denvera, który do Polski trafił dopiero w latach 90, a stał się popularny już po rozpoczęciu fenomenu przez pana Spielberga. Jemu to możemy podziękować, że dziś znamy i możemy na nowo poznawać tę naprawdę uroczą, zabawną i bardzo sympatyczną bajkę. Ale o czym ona jest, zapyta ktoś?
Fabuła bajki nie jest raczej specjalnie skomplikowana. Opiera się ona bowiem na tych samych schematach, co film „E.T” czy serial „ALF”. Po prostu w małej ludzkiej społeczności pojawia się pewna istota, która nie ma prawa tutaj istnieć i musi się ona ukrywać przed światem ludzkim, w czym pomagają jej zaufani ludzie o dobrych sercach i nieco zwariowanych charakterach. Schemat może nieco dla niektórych wyświechtany, ale w tej bajce sprawdził się bardzo dobrze. Serial bowiem opowiada o czterech kolegach o imionach: Jeremy, Wally, Shades i Mario. Mieszkają oni w Kalifornii i chodzą razem do tej samej klasy. Jak na dzieciaki z lat 80 XX wieku przystało, uwielbiają oni muzykę rockową, jazdę na deskorolkach i rowerach, grę w koszykówkę itp. zabawy. Pewnego dnia trafiają oni na wielkie jajo dinozaura, które były zasypane piaskiem na placu budowy, ale teraz przypadkiem zostaje odkopane. Z jajka, na oczach chłopców, wykluwa się dinozaur z gatunku korytozaur. Chłopcy nazywają go Denver, a jeden z nich ukrywa go u siebie. Cała czwórka dobrze wie, że nie mogą dopuścić do tego, aby Denver został przez ludzi odkryty, gdyż szybko stałby się celem łowców sensacji, naukowców i innych takich wariatów. Ukrywają więc skutecznie dinozaura, ucząc go ludzkiej mowy, aż Denver opanowuje ją w stopniu zadowalającym, aby móc się z nimi porozumieć. Chłopcom pomagają w tym wszystkie dwie dziewczyny. Jedną z nich jest Heather, starsza siostra Wally’ego, a drugą sympatyczna mała sąsiadka Casey. Cała szóstka dzieciaków przeżywa szereg niesamowitych przygód w towarzystwie Denvera, przy okazji starając się ukrywać jego obecność przed ludźmi. Idzie im to tym łatwiej, że ludzie widząc Denvera, biorą go zwykle za robota lub człowieka przebranego za dinozaura. Mimo to przyjaciele starają się zawsze chronić Denvera przed ciekawskimi ludźmi. Muszą też uważać na pewnego cwanego biznesmena, Mortona Fitzzbacka, który wie o tym, że Denver istnieje i kilkakrotnie przez cały serial próbuje zarobić na dinozaurze. Już w pierwszych odcinkach porywa dinusia i zmusza go do występów na scenie w zespole rockowym jako gitara prowadząca, ale mimo wszystko ludzie biorą Denvera za człowieka w stroju dinozaura i nasi bohaterowie zdołali uratować przyjaciela, ośmieszając przy okazji Mortona. Ten jednak nie odpuszcza i kilkakrotnie próbuje jeszcze wykorzystać Denvera do swoich celów, ale nigdy mu się to nie udaje i zawsze zostaje pokonany. Prócz tego drugim, poważnym przeciwnikiem naszych bohaterów jest szkolny łobuz Nick i jego kumple, którzy nieraz psują szyki przyjaciołom Denvera, choć zwykle to się obraca przeciwko nim. Serial zatem obfituje w ciekawe przygody, oddające przy okazji doskonale klimat lat 80 XX wieku i jakie były wtedy zwyczaje oraz pasje nastolatków amerykańskich z tego okresu. Można zatem śmiało powiedzieć, że to bajka, przy której nie sposób się nudzić.
Serial był w Polsce emitowany za pierwszym razem jeszcze przed premierą filmu „PARK JURAJSKI”, dlatego przeszedł bez większego echa. Dopiero rok po premierze tego filmu ponownie serial został wyemitowany w naszym kraju i od razu zyskał wielką sympatię widzów. Leciał na kilku kanałach, głównie jednak na RTL 7, tam ja widziałem ten serial. Bajka była emitowana z polskim dubbingiem, z nim również została wydana na kasetach VHS. Później była emitowana na kanale Tele 5, jednak tym razem w wersji z lektorem, którym był Henryk Pijanowski. My jednak powiedzmy sobie co nieco jeszcze o wersji z dubbingiem, o obsadzie tegoż dubbingu, a ta jest bardzo ciekawa. Wystąpili w niej bowiem tak:

Mieczysław Gajda jako Denver
Cezary Kwieciński jako Wally Adams
Krzysztof Ibisz jako Jeremy Anderson
Jerzy Mazur jako Mario
Paweł Galia jako Charlie „Shades”
Halina Chrobak jako Casey
Barbara Bursztynowicz jako Heather Adams
Włodzimierz Bednarski jako Morton Fitzzback
Krzysztof Tyniec jako Nick
Maria Homerska jako „Paskudna Berta” Bird
Ewa Kania jako Narratorka
Jolanta Wołłejko jako nauczycielka geografii
Andrzej Zieliński
Ewa Serwa
Joanna Jędryka
Iwona Rulewicz
Leopold Matuszczak
Tomasz Stockinger
Leopold Matuszczak
Andrzej Bogusz
Cezary Pazura
Jerzy Złotnicki
Małgorzata Boratyńska
Robert Rozmus
Jacek Jarosz
Andrzej Chudy
Józef Mika
Ryszard Olesiński
Mirosława Krajewska

Podsumowując zatem, czy polecam ten serial? Oczywiście, że tak. Dlaczego? Bo jest to urocza i sympatyczna bajka dla dużych i małych widzów. Mniejsi na pewno będą zachwyceni Denverem i tym, jaki on jest uroczy. Więksi wyłapią w tym serialu sporo aluzji i nawiązań do amerykańskiej popkultury. A oglądając wersję z polskim dubbingiem, wypatrzą tutaj sporo znakomitych aktorów i aktorek wciąż przez nich podziwianych, choć na pewno nie kojarzonych z tą właśnie bajką. A zatem wskakujcie na deskorolkę i poznajcie wraz z nami sympatycznego dinusia wywijającego swobodnie na gitarze i przeżywającego szereg niesamowitych wręcz przygód u boku wiernych przyjaciół. Bajka szczególnie spodoba się tzw. starym wyjadaczom, którzy lubią stare i dobre produkcje i lubią wracać do bajek z czasów swego dzieciństwa. Ale i nowe pokolenie powinno ją polubić ze względu na lekką i bardzo przystępną fabułę. Podsumowując więc, w tej bajce każdy znajdzie coś dla siebie. Musi tylko chcieć poszukać.

wtorek, 18 maja 2021

Super Pies (1964-1973)


To nie ptak, ani pies
Ani nie jest to samolot.
To wspaniały Super Pies.

Takimi słowami w czołówce wita nas serial, o którym dzisiaj chcemy sobie opowiedzieć. Jest on w sposobie realizacji niezwykle podobny do pierwszego serialu animowanego o duszku Kacperku, ale to zapewne z powodu czasów, w jakich obie te produkcje powstały, ponieważ zawsze czasy i wszystko, co się z nimi wiąże, ma bezpośredni wpływ na sztukę, która w owych czasach jest tworzona. Ale o tym aspekcie jeszcze pomówimy w naszej recenzji.
Serial „SUPER PIES” (w oryginale „THE UNDERDOG SHOW”) opowiada o losach kilku postaci, nie powiązanych w ogóle ze sobą, a których przygody praktycznie w żaden sposób się ze sobą nie przeplatają. Najważniejszą z nich jest jednak tytułowy bohater, czyli Super Pies. Kim jest Super Pies? Wyobraźcie sobie zatem Supermana w wersji psiej, który ratuje swoją psią wersję Louis Lane, przy okazji też parodiują doskonale nam wszystkim znaną postać z komiksów DC i to, co się z nią wiąże. Tym właśnie jest Super Pies, parodią Supermana, ale ukazaną w sposób naprawdę subtelny, który wyśmiewa nieco dość dziecinne podejście do tego bohatera, jakie w oryginalnych komiksach ukazywano. Bo jak nie nazwać inaczej tego, że Clark Kent jest zwykłym oraz dość nieporadnym dziennikarzem w okularach, który w obliczu zagrożenia dla miasta, w którym żyje, szybko się gdzieś wymyka, wskakuje do budki telefonicznej lub innego pomieszczenia, w którym jest sam, zdejmuje okulary, zrywa ubranie, pod którym ma słynny kostium i ratuje świat, a nikt, łącznie z jego najbliższymi, nie rozpoznają w nim Clarka Kenta, choć w żaden sposób nie maskuje on swojej osoby? Nawet nie nosi maski. Nic a nic. Po prostu ot tak zdejmuje sobie okulary i wskakuje w lateksowe wdzianko i od razu jest już po prostu super przebrany. Brzmi śmiesznie? I słusznie, bo to jest śmieszne. Rzecz jasna w niektórych produkcjach próbują jakoś to uzasadnić w sposób, który nieraz ma ręce i nogi, a innym razem jest bezsensowny. Tak czy siak, Superman to jest najsłynniejszy bodajże (obok oczywiście Batmana) superbohater na świecie, a w każdym razie z uniwersum DC. Żaden inny bohater z tego uniwersum, jak Wonder Woman, Flash czy Zielona Latarnia nie mogą się równać z Supermanem. O nich to nawet wielu nie słyszało, choć obecnie w dobie filmów o superbohaterach chyba raczej nie ma kogoś, kto by nie słyszał o wyżej wspomnianych postaciach. Ale tak czy siak, oprócz Batmana to właśnie Superman jest ikoną komiksów DC i filmów z tej serii. A w latach 60 był on niezwykle popularny i to nie tylko dzięki całej masie komiksów, ale również filmom i bajkom, jakie o nim powstawały. Czy zatem może dziwić fakt, że powstała jego parodia? Nie, dziwić raczej mogłoby nas, gdyby taka parodia nie powstała. A jak wiadomo, parodie powstają jedynie po to, aby wyśmiać lub przedstawić w krzywym zwierciadle jedynie coś, co jest dobre i to pomimo swoich wad. Bo jak mówi moja dziewczyna, nigdy nie parodiuje się czegoś, co nie jest popularne i dobre zarazem. I tak właśnie jest tym razem. Postać Supermana może być dziwna, jego sposób działania efekciarski i nastawiony tylko na to, aby akcja jak najdłużej trzymała w napięciu, a sposób ukrywania przez niego swojej tożsamości jest co najmniej dziecinnie zabawny, ale nie można zaprzeczyć temu, że pomimo tego wszystkiego zawsze historie o Supermanie były ciekawe, a mimo braku większej głębi dawały ludziom to, co wtedy i w sumie chyba nadal potrzebują: poczucia tego, że ktoś będzie walczył w ich obronie tam, gdzie sami tego nie mogą lub nie chcą zrobić. Po II wojnie światowej, gdy wciąż ludzie mieli w głowach echa walk z nazistami i Japończykami, superbohaterowie, który może  w sposób dość prosty, ale skuteczny zaprowadzają porządek w świecie, w którym ten porządek z powodu wojny zanikł, byli potrzebni. Okazało się jednak, że są oni wciąż potrzebni, choć echa II wojny światowej już dawno minęły. Bo zawsze jest nam potrzebny bohater broniący nas przed złem. Zwłaszcza, jeśli z jakiegoś powodu w naszym kraju źle się dzieje. Przykładowo w Anglii za kiepskich dosyć rządów księcia Jana (późniejszego króla Jana Bez Ziemi) potrzebny był Robin Hood. A w Ameryce, w koloniach hiszpańskich, gdzie urzędnicy często sobie pozwalali na zbyt wiele, bo praktycznie nikt ich nie kontrolował, a jeśli nawet, to nie tak, jak powinien, potrzebny był Zorro. Dla biedaków z polskich gór, których ciemiężyła szlachta oraz zaborcy, bardzo był potrzebny Janosik. Jak widać, potrzeba posiadania bohatera przez ludzi istniała praktycznie od zawsze. Na tej oto podstawie został stworzony Superman. A na potrzebie parodiowana tego, co jest popularne, powstał Super Pies.
Serial rozgrywa się w mieście nie do końca określonym, ale w USA, na co nam wskazują takie rzeczy jak amerykańska flaga powiewająca na masztach jakiś wielkich wieżowców. Bohaterem filmu jest Uroczy Pucybut, miły i bardzo serdecznie nastawiony do innych antropomorficzny pies, noszący okulary i spokojnie czyszczący buty ludziom. Nikt nie wie jednak o tym, że ma on również drugą twarz i potajemnie jako superbohater o imieniu Super Pies ratuje całe miasto przed zagrożeniem. Aby przemienić się w Super Psa, musi wskoczyć w jakąś pierwszą lepszą budkę telefoniczną, do której wchodzi jako Uroczy Pucybut, a wylatuje z niego jako Super Pies i leci na miejsce, w którym jest zagrożenie. Jako Super Pies jest niezwykle silny, potrafi podnosić ogromne ciężary, potrafi latać, potrafi strzelać laserem w oczach, a także jest kuloodporny. Kiedy jednak obrywa zbyt mocno, zostaje uwięziony przez swoich wrogów, jednak ma w pierścieniu tajemniczą pigułkę magicznego przemienienia, dzięki której odzyskuje siły i znowu staje do walki z wrogami, tym razem skutecznej, wsadza ich do więzienia i leci ku kolejnej przygodzie. Warto zauważyć, że Super Pies, gdy już przemienia się w superbohatera, to zawsze mówi wierszem i często, gdy przybywa na miejsce akcji, wypowiada słynne zdanie: „Nie roń łez. Super Pies tu jest”, co jest jego cechą dosyć charakterystyczną, podobnie jak i to, że pod koniec każdej przygody, gdy już wygrywa ze złem i rusza ku kolejnej przygodzie, to zwykle wpada na coś, jakąś wieżę, ścianę lub wielką tablicę z reklamą, na co reaguje uroczym śmiechem, nie przejmując się tym.
Świat przygód Super Psa jest całkowicie parodią świata Supermana. Dzieje się w świecie niesamowicie podobnym do typowego amerykańskiego miasta, a wszelkiego rodzaju złoczyńcy są mocno przerysowani i wyglądają nad wyraz komiksowo. Jest tam więc taki antropomorficzny wilk gangster, jest groźny wampir (narysowany wyraźnie jako parodia Draculi w wykonaniu Beli Lugosiego) czy groźna wiedźma. Najczęściej powracającym złoczyńcą jest jednak naukowiec, który najwięcej pojawia się w czołówce i który zasługuje na moją szczególną wzmiankę, o czym jednak później powiem: Szymon Okrutnik, naukowiec kurdupel o zielonej twarzy, będący swego rodzaju parodią Wiktora Frankensteina i każdego złego naukowca z komiksów. Pomaga mu w jego czynnościach jego jakże silny, ale jakże też głupi pomagier. Tacy właśnie złoczyńcy przede wszystkim byli wrogami Super Psa i jak widzicie, stanowią oni parodię typowych złoczyńców z komiksów o Supermanie. Ale czym byłaby opowieść o superbohaterze, gdyby nie miał on jakieś ładnej i pięknej dziewczyny, która byłaby typową dla tamtych czasów damą w opresji? W tej historii była nią dziewczyna, będąca prawdziwym asem dziennikarstwa, czyli panna Słodka Polly Rodowodówna, która to, podobnie jak i sam Super Pies jest antropomorficznym psem i zarazem parodią Louis Lane. Dziennikarka ta jest ukochaną Super Psa i często prowadzi jakieś programy, które dotyczą ważnych wydarzeń w mieście i to ona zwykle powiada Super Psa, że dzieje się coś nie tak. Jak to robi? Znajduje Uroczego Pucybuta i wie, że ten przyjaźni się z Super Psem dlatego prosi go o przekazanie mu informacji o tym, iż jakiś złoczyńca znowu grasuje i miasto potrzebuje Super Psa. Oczywiście nie wie, że Uroczy Pucybut oraz Super Pies to jedna i ta sama osoba. Zwykle jednak wpada w tarapaty, gdy chce pomóc swemu bohaterowi lub zostaje porwana przez łotrów jako przynęta na Super Psa, który oczywiście musi ją ratować. W jednym odcinku została porwana i uśpiona przez wiedźmę, która zagroziła, że Polly będzie spała przez tysiąc lat, jeżeli Super Pies nie wykona dla niej trzech zadań. Bohater wykonał dwa pierwsze, ale trzecie było zbyt straszne, więc odmówił i pokonał wiedźmę, łamiąc jej miotłę i w ten sposób zabijając wiedźmę, a gdy załamany nie wiedział, jak obudzić ukochaną, pocałował ją na pożegnanie i w ten sposób ją obudził ze snu. Oczywiście to tylko jeden z przykładów tarapatów, w jakie pakowała się Słodka Polly. I jeden z wielu przykładów tego, jak Super Pies musiał ją ratować. Oczywiście przygody Super Psa nie skupiały się tylko na ratowaniu Słodkiej Polly i całego miasta przed jakimś złoczyńcą. Dość często nasz bohater musiał wykonywać inne zadania np. raz ochraniał jakiś znany obraz.
Serial ten jednak niestety posiada poważną wadę. Taką samą, jaką posiadał stary animowany serial o duszku Kacperku oraz stary serial animowany o Różowej Panterze. Czyli każdy odcinek nie jest po prostu kolejną przygodą tytułowego bohatera, a zbiorem kilku historyjek o różnych postaciach, niepowiązanych jednak w żaden sposób ze sobą. Epizody z Super Psem są tylko jednym z kilku epizodów, jakie się pojawiają w każdym odcinku. Każdy więc odcinek pokazuje oprócz epizodu z Super Psem jakieś dwa epizody z innymi postaciami, a w niektórych odcinkach nawet nie ma Super Psa, tylko inne postacie. A postaci jest tu cały szereg. Jest król Leonardo, władca Bongo-Kongo, antropomorficzny lew rządzący jakimś krajem i mający sporo problemów w tej kwestii, które tworzy głównie jego podły młodszy brat. Jest antropomorficzny kot Klondike żyjący gdzieś na terenie Alaski i działający w konnej policji, walczący z podstępnym złodziejaszkiem, myszą Złotą Łapką. Jest też antropomorficzny pies Łowca, który jest parodią prywatnych detektywów z filmów z Bogartem, gdyż nosi prochowiec oraz kapelusz i rozwiązuje różne za trudne dla policji sprawy, a często jego wrogiem jest znany i podstępnym złoczyńcami Szczwany Lis, który... a jakże, jest lisem xD Mamy też antropomorficznego pingwina imieniem Tenesee i jego kumpla morsa, którzy żyją w zoo i przeżywają różne ciekawe przygody i realizują różne pomysły pingwina, w czym pomaga im pewien naukowiec, objaśniający im pewne ważne sprawy ze świata nauki. Jest także duet dwóch oficerów amerykańskiego wojska z czasów wkrótce po wojnie secesyjnej. Tymi oficerami są pułkownik Kojot i jego wierny sierżant (obaj są antropomorficznymi kojotami), którzy dążą do tego, aby pokonać dwóch Indian: wodza i jego wiernego pomocnika. Ci oczywiście radzą sobie zawsze w każdej sytuacji, ponieważ owi oficerowie są wredni, chamscy i nieprzyjemni, a do tego mają się za lepszych od Indian, którzy są raczej spokojni, ale psotni i łatwo sobie radzą z zawziętymi żołnierzami. Przygody tych wszystkich postaci są zabawne, ale uważam, że twórcy serialu powinni skupić się tylko na wątkach Super Psa i byłoby to dużo ciekawsza produkcja.
Wkurzającym problemem serialu jest również to, że każda przygoda Super Psa dzieliła się na dwa odcinki. W pierwszej zawsze mamy wprowadzenie oraz rozwój fabuły prowadzący do pułapki, w jaką zwykle wpada Super Pies, a prócz tego mamy jeszcze dwie krótkie historyjki z innymi postaciami. I abyśmy mogli się dowiedzieć, jak potoczyły się dalsze losy Super Psa, musieliśmy obejrzeć kolejny odcinek, który nam pokazuje, jak Super Pies wydostał się z pułapki i tym razem wygrał ze złoczyńcą i odebrał za to laury. Pamiętam, że jak byłem mały, bardzo mnie to wkurzało. Co nie zmienia faktu, że serial jest dobry, choć mógłby być dużo lepszy.
Epizody z Super Psem mają niemal zawsze taki sam schemat. Jakiś podły złoczyńca coś knuje i szkodzi miastu lub całemu światu. Policja jest oczywiście bezradna, naradza się ze Słodką Polly i dochodzą do wniosku, że muszą wezwać Super Psa. Wysyłają więc wezwanie lub sama Słodka Polly prosi o pomoc Uroczego Pucybuta, ten zaś oczywiście wskakuje do budki telefonicznej, rozwala ją na kawałki i zamienia się wtedy w Super Psa, rusza na ratunek, wpada do tego miejsca, gdzie dzieje się źle i woła: „Nie roń łez! Super Pies tu jest!”. Dochodzi do walki ze złoczyńcą, początkowo złoczyńca wygrywa i więzi Super Psa lub Super Pies wygrywa, ale złoczyńca ucieka i obiecuje zemstę, choć to drugie o wiele rzadziej następuje. Mamy koniec odcinka i urwanie historii, a potem w drugim odcinku widzimy, jak Super Pies przeżywa jakieś katusze, uwięziony przez tego złego i daje komuś (najczęściej Słodkiej Polly) informację, że ma w pierścieniu pigułkę magicznego przemienienia, której sam niestety nie może zażyć. Polly lub ktoś inny mu ją podaje, Super Pies odzyskuje siły i staje do walki z tym złym, tym razem go pokonując, wszystko dobrze się kończy, a Super Pies leci na niebie, ludzie się dziwią i wołają: „To ptak! To samolot! To pies!”, a Super Pies wesoło im odpowiada: „To nie ptak, ani samolot, ani nawet zwykły pies. To tylko ja... Super Pies” i wpada jednocześnie na coś, najczęściej wielki bilbord, na co reaguje śmiechem. Schemat ten jest zwykle realizowany punkt po punkcie, czasami tylko niekiedy ulegał zmianie. Ale zawsze parodiował przygody Supermana. Super Pies był poczciwym pieskiem w okularach, który w budce telefonicznej zamieniał się w superbohatera w czerwonym stroju (wyglądającym nieco jak czerwona piżama) z dużą literą U oraz niebieską peleryną. Dodatkowo był zakochany z wzajemnością w Słodkiej Polly, która była dziennikarką i oczywiście zwykle pełniła rolę damy w opresji. Oczywiście imiona bohaterów musiały być zabawne, zatem był Uroczy Pucybut i Słodka Polly Rodowodówna. Dodatkowo złoczyńcy niekiedy mieli super zabawne imiona np. Szymon Okrutnik. Pamiętam, że w dzieciństwie ja i moja kuzynka Sara bawiliśmy się w przygody Super Psa. Ja oczywiście byłem Super Psem, a Sara była Słodką Polly. Często bawiący się z nami nasz wujek Szymon grał zawsze złoczyńców, a głównie... a jakże, Szymona Okrutnika xD
Serial był emitowany na kilku kanałach w Polsce, ale głównie na RTL 7. Nie ma on do dzisiaj stworzonego polskiego dubbingu, zawsze był bowiem emitowany w wersji z lektorem, którym był Mariusz Siudziński. W necie obecnie jest dostępne tylko kilka przypadkowych odcinków tej bajki. Mam nadzieję, że kiedyś będzie ten serial emitowany w Polsce ponownie, ale może doczeka się w końcu wersji z polskim dubbingiem? Miejmy nadzieję, że tak, bo chętnie bym go obejrzał w takim właśnie wykonaniu.

niedziela, 25 kwietnia 2021

Tajemnicze Złote Miasta (1982)

Dzisiaj opowiemy sobie o nieco poważniejszej animowanej produkcji, która ma na tyle ciekawą i porywającą fabułę, że mogą ją bez wstydu oglądać zarówno dzieci, jak i dorośli, a powiedziałbym nawet, że dorośli więcej z niej zrozumieją niż dzieci. Dzieciaki będą zachwycone tym, że główni bohaterowie to są dzieci i dzieje się dużo ciekawych przygód, z kolei zaś dorośli będą zachwyceni wieloma nawiązaniami do historii. Krótko mówiąc, z pewnością każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Ja w każdym razie znalazłem i myślę, że wy też znajdziecie.
Serial rozpoczyna się w Barcelonie roku 1532. Od wielu dni pada deszcz. Mieszkańcy porywają około trzynastoletniego Estebana, zwanego Dzieckiem Słońca, ponieważ wielu wierzy, że posiada on moc sprowadzenia Słońca. Wyznaczono za niego nagrodę w złocie. Rytuał się sprawdza, choć sam zainteresowany kpi z tego. Po tym wydarzeniu zostaje uwolniony. Tymczasem ojciec Rodriges, mnich opiekujący się chłopcem, zbliża się do kresu swoich dni. Na łożu śmierci opowiada mu jego przeszłość: okazuje się, że podczas podróży Ferdynanda Magellana rozpętał się sztorm. Na horyzoncie zauważono łódź, na której był wzywający pomocy mężczyzna z niemowlęciem. Na ratunek, przywiązany liną do pasa, popłynął jeden z marynarzy. Zdołał uratować tylko dziecko. Był nim Esteban. Wziął go na ręce sam Magellan i, jakby w odpowiedzi na uśmiech Estebana, pojawiło się słońce.
Po opowiedzeniu swojej historii, ojciec Rodriges umiera, a zrozpaczony Esteban biegnie na wysoką wieżę. Tam spotyka Mendozę, nawigatora gubernatora Francisa Pizzara. To właśnie Mendoza był tym marynarzem, który uratował chłopcu życie. Teraz bierze jego złoty medalion w kształcie półksiężyca. Chłopiec posiada go, odkąd pamięta. Mendoza informuje chłopca, że medalion składa się z dwóch części łatwych do połączenia i odczepienia. Posiada jedną z nich. Łączy z fragmentem, którego zabrał mu tego dnia na morzu, lecz nie zamierza go zwrócić. Oba fragmenty medalion tworzą razem znak solarny. Mendoza podejrzewa, że pochodzi z jednego z tajemniczych Złotych Miast. Namawia chłopaka, aby popłynął z nim statkiem „Esperanza” ku Nowemu Światu. Esteban na pokładzie statku spotyka Ziyę, inkaską dziewczynkę wychowywaną przez hiszpańską księżniczkę. Ma ona taki sam medalion jak on, lecz cały. I ją sprowadził na statek Mendoza, ale już mniej subtelnie. Rozpoczyna się podróż i trwa ona pięć miesięcy, a bohaterowie odbywają ją w towarzystwie mało przyjemnych hiszpańskich oficerów, aż dopływają na Ocean Spokojny. Mendoza zyskuje sobie wrogość kapitana Gasparda, który jest dowódcą statku, a także komandora Gomeza, wysłannika samego Pizzara. Nie pozbywają się oni jednak Mendozy, ponieważ jest on uważany za jedynego, który umie przeprowadzić bezpiecznie statek przez Cieśninę Magellana. Dokonuje tego, ale statek później się rozbija. Wówczas Mendoza, Esteban, Ziya i jeszcze dwóch marynarzy (Pedro i Sancho, którzy zostają wiernymi podwładnymi Mendozy) dopływają do Wysp Galapagos. Tam spotykają Tao, afrykańskiego chłopca z zaginionego Królestwa Heva. Wspólnie odkrywają statek Solaris i zaczynają nim płynąć. Dość szybko go jednak tracą, gdyż zostają złapali przez Pizarra oraz służących mu Gasparda i Gomeza. Chce on zmusić Ziyę do odszyfrowania tzw. kipu, czyli pisma starożytnych Indian, które wskazuje miejsce ukrycia tytułowych złotych miast. Dzięki pomocy Mendozy bohaterom udaje się uciec, ale ścigani przez Gasparda i Gomeza i siły powierzone im przez Pizarra, muszą oni zniszczyć statek, przy okazji niszcząc też statek swoich wrogów, co opóźnia nieco działania wrogów. Nie zaprzestają oni jednak pościgu, aż w końcu bohaterowie z trudem docierają do pewnego momentu podróży, doprowadzając wcześniej do wielkiej powodzi, która zalewa oddział ścigających ich wrogów.
Ale nie oznacza to wcale końca kłopotów, ponieważ nasi bohaterowie, spotykają kolejnych prześladowców, którzy tym razem służą Hermanowi Cortezowi. Są to niejaka Marinche (kochanka Corteza, w bajce jest ten fakt jednak pominięty), doktor Fernando Manuelo (nazywany przez wszystkich Doktorem) oraz bardzo mocno umięśniony Indianin imieniem Tetiola. Oni również pragną odnaleźć złote miasta i nie cofną się przed niczym, aby to osiągnąć. Walka z nimi jest jeszcze groźniejsza niż z Gaspardem i Gomezem, którzy po pewnym czasie się odnajdują i chwilowo zawiązują sojusz z naszymi bohaterami przeciwko Marinche i jej pomocnikom, ale przy najbliższej okazji i tak ich zdradzają, gdy pojawiają się kolejni wrogowie, najgorsi ze wszystkich: Tajemniczy lud Olmeków, którzy okazują się być kosmitami o naprawdę wysoce zaawansowanej technologii. Olmecy zamierzają podbić żyjące w pobliżu ich ziemskiej siedziby ludy indiańskie, odnaleźć złote miasta i przy okazji odkryć w nich tajemnicę wiecznej młodości, którą, aby osiągnąć, Olmecy nie cofają się przed niczym, nawet na podłych eksperymentach na ludziach. Marinche i jej paczka zawiązują z nimi sojusz przeciwko naszym bohaterom, a ci docierają w końcu do Wioski Nowego Słońca, gdzie poznają jej wodza o imieniu Papacamayo i który jest ojcem Ziyi. Miejscowi nie są zbyt ufnie nastawieni do Mendozy i jego ludzi, ale muszą im zaufać, aby pokonać Olmeków oraz wspierających ich Marinche ze wspólnikami. Nasi bohaterowie mają jednak wsparcie w postaci Złotego Kondora, wielkiego mechanicznego ptaka, na pokładzie którego bohaterowie pokonują dużą część drogi, a także z jego pomocą staczają walki z Olmekami. Docierają też w końcu do jednego ze złotych miast, gdzie spotykają Wielkiego Kapłana, który okazuje się być ojcem Estebana. Z jego pomocą udaje się ostatecznie pokonać Olmeków, choć ceną za to jest śmierć Wielkiego Kapłana, który zalewa wodą złote miasto, niszcząc łajdackie plemię Olemków oraz topiąc Gomeza i Gasparda, którzy za bardzo byli chciwi i nie umieli uciec na czas, gdyż woleli grabić złoto wokół siebie. Marinche i jej ludzie przeżywają tę zagładę, ale nie wiemy, co ich potem spotyka. Wiadomo zaś, że Mendoza ze wspólnikami dostają nieco złota i oczywiście są zadowoleni, ale bardziej z przeżytych przygód i pokonania Olmeków zamiast zdobytych skarbów. Z kolei Esteban, Ziya i Tao odlatują na grzbiecie Złotego Kondora ku nowym przygodom.
Serial jest produkcji francusko-japońskiej i składa się z 39 odcinków pełnych naprawdę niesamowitych zdarzeń, ciekawych przygód i licznych podróży od miejsca do miejsca. Nawiązuje w ten sposób do konwencji tradycyjnej powieści przygodowo-podróżniczej, gdzie fabuła jest oparta na podróży drużyny od miejsca do miejsca i ściganiu bohaterów przez ich wrogów. A ponieważ nieraz w takich powieściach podróż nie kończy się na osiągnięciu swego celu, lecz poznaniu jakieś cywilizacji, której ktoś zagraża lub coś w ten deseń, to bohaterowie angażują się w pomoc owej cywilizacji, przy okazji też odkrywając, że przyjaźń czy nauka są ważniejszymi skarbami aniżeli złoto i klejnoty. W takiej konwencji są napisane np. książki o przygodach Allana Quatermaina i tutaj jest podobnie. Warto zauważyć, że serial powstał na podstawie powieści „The King’s Fifth” autorstwa Scotta O’Della, której jednak nie wydano dotąd po polsku. Fabuła zarówno książki, jak i serialu jest całkowicie fikcyjna, choć nawiązuje do niektórych autentycznych ludów, obrzędów (m.in. El Dorado, składanie ludzi w ofierze) i postaci historycznych (w serialu pojawia się Pizarro, a także mamy wzmiankę o Cortezie, który nie pojawia się osobiście, ale jego interesy reprezentuje Marinche, wzorowana na postaci Malinche, kochanki Corteza i jego tłumaczki języka Indian). Po zakończeniu wszystkich odcinków pokazywano krótkie filmy dokumentalne o plemionach, historii i kulturze Ameryki Południowej, choć w polskiej wersji nie były one ukazywane.
Podczas podróży po kontynencie bohaterowie odkrywają intrygujące do dziś tajemnice, m.in. Rysunki z Nazca, Machu Picchu, wynalazki napędzane energią słoneczną, czasem uruchamiane medalionami, plemiona wojowniczych kobiet; tajemnicze manuskrypty, zagadkowy, niezwykle zaawansowany technologicznie lud Olemków, opuszczone miasta Majów etc. Można zatem poznać bardzo wiele interesujących faktów na temat Ameryki Południowej, żyjących w niej plemion indiańskich oraz podbijających ich hiszpańskich konkwistadorów. Głównymi bohaterami są oczywiście Esteban i Ziya, którzy z czasem zaczynają do siebie czuć coś więcej niż tylko przyjaźń, a w trakcie podróży oboje dojrzewają emocjonalnie. Pozostałe postacie z kompanii głównych bohaterów są równie ciekawie nakreślone i mają swój czas na ekranie. I niektórzy też się zmieniają na lepsze, przykładowo Mendoza wyraźnie zaznacza przez większą część serialu, że chce przede wszystkim odnaleźć złote miasta, jednak jego zachowanie pokazuje, iż nie jest całkowicie pozbawiony skrupułów i zasad moralnych, a chęć poszukiwania złota nie przyćmiewa mu wcale rozumu, a on sam wyraźnie jest zainteresowany losem dzieci powierzonych jego opiece, choć owe dzieci czasami mają wątpliwości, co mają myśleć o Mendozie i jakie są jego cele, gdyż Mendoza czasem sprawia wrażenie dość podstępnego i równie podłego, co ścigający ich wrogowie, ale to błędna ocena i w końcu zawsze wychodzi na jaw jego dobroć. A kiedy pod koniec serialu może skorzystać z okazji, opuścić dzieci, zagarnąć złoto i z nim uciec, nie robi tego, gdyż woli pomagać Indianom w walce z Olmekami i ratować Estabana, Ziyę oraz Tao. A wiernie mu w tym wszystkim pomagają jego wierni pomocnicy, Pedro i Sancho, którzy nie są zbyt inteligentni, ale oddani Mendozie i drużynie i chętnie im pomagający w potrzebie. Swoją drogą, to Pedro i Sancho to najzabawniejsze postacie w serialu i zawsze wnoszą sporo humoru. W przeciwieństwie do podłego plemienia Olemków, którzy nawiasem mówiąc, swoim istnieniem w serialu mają nawiązywać do teorii o tym, jakoby plemiona Azteków, Majów, Inków i im podobne korzystać miały z pomocy kosmitów przy tworzeniu swojej cywilizacji. Jednak tutaj owi kosmici są ukazani jako inteligentni, ale też bezduszni w swoim dążeniu do bycia wiecznie młodymi i wiecznie żywymi. Mamy zatem nawiązanie do jednej z wielu obsesji ludzkości, życia wiecznego oraz wiecznej młodości. Dodatkowo jeszcze mamy to zgrabnie połączone ze spojrzeniem krytycznym okiem na rozwój nauki kosztem ludzkiego istnienia. Twórcy serialu chcą nam pokazać, że nauka nie jest zła, ale jeżeli będziemy ją rozwijać bezdusznie i nie licząc się przy tym z poniesionymi ofiarami, staniemy się wynaturzonymi istotami. Oczywiście też w serialu nie zabrakło krytyki konkwistadorów, ukazanych jako prawdziwe łotry pożądające jedynie złota i władzy nad ciemnymi ich zdaniem Indianami. Wizja te, co by nie mówił o Europejczykach Mel Gibson (wiecie doskonale, w jakim filmie), zgodna jest jak najbardziej z prawdą.
Warto jednak zatrzymać się nieco przy Olmekach, największych wrogach w tej bajce. Oczywiście Olmekowie istnieli naprawdę, ale nie byli zmutowanymi ludźmi ocalałymi po wielkiej wojnie (prawdopodobnie tej samej, która zniszczyła imperium Hiva), ukrywającymi się we wnętrzu wielkiej góry i podtrzymującymi życie większości członków swojego plemienia za pomocą komór hibernacyjnych. Olmekowie potrzebują dzieci, aby wszczepić uśpionym członkom swojego plemienia młode, zdrowe komórki, a następnie przywrócić ich do życia. Oprócz tego poszukują skarbu znajdującego się we wnętrzu Złotych Miast, ponieważ jedynie on dostarczy im energię pozwalającą pracować całej aparaturze znajdującej się w ich bazie. Sami Olmekowie, wyglądający jak niedobitki ludzkości po wojnie nuklearnej, to jedna z najlepszych rzeczy w całej kreskówce, a przynajmniej dla niektórych widzów.
Serial jest długi, całości towarzyszą świetne motywy muzyczne, które pamiętałbym do dzisiaj, nawet gdybym nie obejrzał wszystkich odcinków po raz kolejny. Można tu znaleźć masę dobrych pomysłów i postaci. „TAJEMNICZE ZŁOTE MIASTA”, poza paroma wyjątkami (jakby nie było, kreskówka jest skierowana przede wszystkim do dzieci), poruszają poważne tematy. Bywa zabawnie, ale pojawia się również śmierć oraz inne mniej śmieszne motywy, na całe szczęście przedstawione w taki sposób, że nie ma tu żadnej przesady, a jednocześnie nic nie jest ugrzecznione i nikt nie robi z najmłodszych widzów idiotów.
Mimo wszystko serial nie jest pozbawiony wad, które zauważyłem teraz, choć wcześniej z oczywistych powodów nie zwracałem na nie uwagi. Na przykład niemal wszyscy bohaterowie nigdy nie zmieniają ubrań, od początku do końca chodzą w tym samych strojach, choć ich podróż trwa bardzo długo. To, co noszą, jest cały czas w idealnym stanie. Nie wiem, pewnie w 1532 roku wszystko było lepsze i nie ma w tym nic niezwykłego. A tak poważnie, to akurat mała wada, raczej zabawna. Dużo większą jest wywołująca pogardliwy uśmieszek dobroć najmłodszych bohaterów. Esteban, Zia i Tao to przecież dzieciaki i to jeszcze jakie. Dzieciaki nigdy nie mające żadnych wątpliwości, zawsze postępujące słusznie, za każdym razem są gotowe do wielkich poświęceń. Nie muszę podkreślać, jakie to naiwne. Poza tym są też mądrzy, swoją mądrością i pomysłowością przewyższają wodzów plemion, kapłanów, doświadczonych przywódców armii... właściwie wszystkich. Przypominam, Esteban ma dwanaście lat, Zia jedenaście. Nie zwróciłem uwagi na wiek Tao, który jest z nich najlepszy. Radzi sobie z każdym problemem, na poczekaniu potrafi skonstruować łódź podwodną i wiele innych przydatnych rzeczy, co momentami wygląda idiotycznie. Wielka była mądrość imperium Hiva. W całym serialu wszystko kręci się wokół trojga dzieci, pod koniec inni pozwalają im nawet podejmować decyzje, od których zależą losy całego świata. Kiedy miałem siedem lat, bohaterowie byli starsi ode mnie, więc wszystko to wydawało mi się możliwe, ale teraz jest naiwne i głupie. No i ten dziwny zbieg okoliczności, który sprawił, że zgodnie z przepowiednią wszyscy mający wykonać swoje zadanie znaleźli się na miejscu w tym samym czasie. Poza tym Olmekowie potrzebują komórek dzieci. W porządku. W okolicznych wioskach Majów jest mnóstwo dzieci, ale przywódca Olmeków zachowuje się tak, jakby jego ludzi mogły uratować jedynie komórki głównych bohaterów. Niby dlaczego?
Ale to są tylko drobne wady, nie mające większego wpływu na to, że serial jest naprawdę dobry i warto go sobie powtórzyć i obejrzeć więcej niż tylko jeden raz. Ja z pewnością będę to robił, bo jest to jedna z najlepszych produkcji z czasów mego dzieciństwa i trudno mi jej nie kochać.
Serial był emitowany w Polsce na kanale TVP 2, a potem na kanale RTL 7, w obu przypadkach w wersji z lektorem. Serial nie doczekał się jeszcze wersji z polskim dubbingiem i nie wiadomo, czy kiedyś to nastąpi. Doczekał się za to sequela z 2012 roku, również zatytułowanego „TAJEMNICZE ZŁOTE MIASTA”. O dziwo, ten serialu już się doczekał wersji z polskim dubbingiem. Nie jest on jednak już tak dobry jak oryginał, do którego obejrzenia serdecznie wszystkich zachęcam i nie tylko tych, co wychowali się w latach 90, ale i tych, którzy bardzo lubią historie pełne ciekawych przygód, wartkiej akcji, interesujących postaci itd. Dlatego nie traćcie czasu, wskakujcie na grzbiet Złotego Kondora i lećcie wraz z bohaterami odnaleźć tajemnicze złote miasta.

niedziela, 18 kwietnia 2021

Kacper (1996)

Tego duszka chyba nie musimy nikomu przedstawiać. Wszyscy go dobrze znają i to nie tylko dlatego, że ostatnio rozmawialiśmy o jego przygodach. Myślę, że również dlatego, iż jest on jedną z tych postaci popkultury, którą każdy z nas choć raz w życiu widział i choć raz w życiu słyszał. Jak to zwykle z takimi postaciami bywa, on również nie poprzestał tylko na jednym serialu animowanym, gdyż doczekał się o wiele więcej produkcji, w tym trzech filmów aktorskich. Pierwszy z nich stał się inspiracją dla twórców animacji i dlatego już rok po jego produkcji, powstał serial animowany, który był kontynuacją wyżej wspomnianego filmu. Filmem tym był „KACPER” z 1995 roku. To od niego musimy rozpocząć naszą opowieść, aby wszystko było jasne.
W filmie tym historia zaczyna się od momentu, w którym pewien starszy pan umiera i zostawia swojej jedynej krewnej w spadku jedynie... stary i rozpadający się już dom. Cały bowiem majątek zapisuje na ratowanie zwierząt. Kobieta i jej agent są wściekli, ale potem przypadkiem dowiadują się, że w domu rzekomo znajduje się bezcenny skarb. Postanawia to sprawdzić, ale w domu są duchy, czyli Kacper i jego trzej wujkowie. O ile wujkowie to złośliwe typki uwielbiające straszyć ludzi, Kacperek dąży do znalezienia przyjaciół, jednak ludzie boją się go równie mocno, co jego opiekunów. Spadkobierczyni postanawia pozbyć się duchów, ale wszelkie próby w tym celu podjęte zawodzą. Wynajmuje więc doktora Harveya, który wraz z córką Kat zajmuje się zjawiskami paranormalnymi, na co ma w pewnym sensie ma lekką obsesję odkąd zmarła jego żona, a matka jego córki. Liczy, że odnajdzie w ten sposób kontakt z nią. Doktor i Kat zamieszkują w nawiedzonym domu i próbują znaleźć wspólny język z duchami. Kat udaje się zaprzyjaźnić z Kacprem, z kolei jej ojciec próbuje porozumieć się z jego wujkami, co jest utrudnione tym, że wszyscy trzej są nieźle stuknięci. Tymczasem zleceniodawczyni doktora, nie widząc wciąż efektów swojej pracy, próbuje na inne sposoby zdobyć skarb, w efekcie czego ginie i jako duch dostaje się do zamku i choć znajduje skarb, to i tak trafia w zaświaty, więc nic jej z tego nie przychodzi. Skarbem zaś okazuje się być rękawica do baseballa i piłka do tej samej gry, jaką ojciec Kacperka kupił dla swego syna i bawiąc się z nim udawał, że jest to piracki skarb. Sam Kacper zaś znajduje z pomocą Kat prawdziwy skarb, tzw. Maszynę Łazarza, która może go wskrzesić. Potrzeba do niej specjalnego eliksiru, a tego jest tylko jedna buteleczka. Kacper już chce wrócić do życia, ale okazuje się, że doktor Harvey, pijąc na umór w barze z wujkami Kacpra, spadł niechcący z dużej wysokości i umarł, zostając duchem. Załamany Kacper oddaje mu swój eliksir i dzięki niemu doktor wraca do życia. Wieczorem odbywa się bal, na którym Kacper, za wstawiennictwem ducha matki Kat, pojawia się żywy, tańczy z przyjaciółką i czule ją całuje. Nieco później doktor spotyka ducha swojej żony, którą sprowadzili wujkowie Kacpra i odbywa z nią pożegnalną i bardzo czułą rozmowę, w której mówią o wychowaniu swojej córki i o tym, jak bardzo się kochają i że kiedyś będą wszyscy razem, ale to w odpowiednim czasie. Potem bal się powoli kończy, Kacper na oczach wszystkich gości znowu wraca do bycia duchem, co przeraża wszystkich gości i uciekają oni z balu, ale nie przerywa to zabawy, gdyż doktor Harvey wraz z wujkami Kacpra rozkręca imprezę w ich małym, ale za to przyjaznym gronie.
Film był naprawdę bardzo dobry, pamiętam, że w dzieciństwie bardzo go lubiłem. Przy okazji jako pierwszy podjął temat, dlaczego Kacper jest duchem. Z tego filmu wychodzi na jaw, że Kacper za życia był synem słynnego naukowca i pewnego dnia podczas zabawy na sankach zaziębił się, złapał zapalenie płuc i umarł. Jego ojciec nigdy się z tym nie pogodził i podjął próby wskrzeszenia syna, ale zmarł, nim zdołał ukończyć pracę. W filmie, jak już wiemy, Kacper zdołał wraz z Kat dokończyć jego dzieło i prawie odzyskał ludzką postać, lecz widząc śmierć doktora Harveya, oddał swoją szansę jemu i pozostał już duchem. Mimo to był szczęśliwy, że zyskał wiernych przyjaciół w osobie Kat i jej ojca, a także naprawił swoje relacje z wujkami, którzy wcześniej byli do niego dosyć wredni. Film ma ciekawą fabułę, choć chwilami dosyć niezwykłą, a sam świat ukazany tam nie zawsze wydaje się takim realnym światem jak ten, w którym żyjemy. Niekiedy fabuła sprawia wrażenie dość naiwnej, a innym razem dosyć absurdalnej, ale jest to film kierowany przede wszystkim dla dzieciaków i dlatego nie można go oceniać kategoriami dorosłych. W USA jednak zrobił swego rodzaju furorę, czego może dowodzić fakt, że doczekał się animowanego serialu, w którym kontynuowane są wątki znane z filmu. W serialu więc ponownie pojawiają się postacie znane nam z aktorskiej produkcji, czyli dobry duszek Kacper, jego trzej wujkowie Fatso, Stinky i Stretch (w wersji z lektorem nazywani Wygibas, Śmierdziel i Grubas). Mają oni takie same charaktery, co w filmie, a dodatkowo postacie są narysowane w taki sposób, aby przypominać postacie z filmu. Moim zdaniem wyszło im to naprawdę dobrze, zwłaszcza dotyczy to doktora Harveya i Kat. Oboje wyglądają bardzo podobnie jak w filmie, gdzie notabene zagrali ich Bill Pulman i Christina Ricci.
Serial pokazuje nam, że doktor Harvey i Kat dalej mieszkają sobie w starym domu, w którym mieszkają też Kacper z wujkami. Nie wiemy za bardzo, z czego żyją, choć wiele razy jest pokazywane, że doktor nad czymś pracuje, ale nad czym, tego nie wiemy. Wiemy za to, że dalej jest roztargniony i nieco zakręcony, lecz też na naprawdę sympatyczny. Do tego przyjaźni się z duchami mieszkającymi w tym domu, ich przyjaźń jest na tyle duża, że wujkowie Kacpra traktują go jak swego. Kat z kolei to typowa nastolatka z lat 90 XX wieku. Chodzi ubrana w różową bluzkę i niebieskie dżinsy, czyli strój typowy dla nastolatek z tamtych czasów w USA. Lubi też typowe ulubione rzeczy nastolatek z tego okresu, czyli pop i rock, ploteczki z koleżankami, zakupy, chodzenie do barów na owocowe koktajle lub inne zimne napoje jak np. lemoniada czy cola, a przy okazji też lubi, podobnie jak tata, duchy i zjawiska paranormalne, co jednak, biorąc pod uwagę fakt, że mieszka w domu zamieszkałym przez duchy, nikogo raczej nie dziwi. Ale jeśli chodzi o duchy, to zdecydowanie jej ulubieńcem jest Kacper, który jest jej najlepszym przyjacielem, choć czasami mają względem siebie uczucia nie tylko przyjacielskie. Z kolei wujkowie Kacperka działają na nią raczej negatywnie, gdyż denerwują ją zazwyczaj swoim zwariowanym i nieokrzesanym charakterem. Za to jej tata bardzo ich lubi, całkiem nieźle się z nimi dogaduje i nieraz spędza z nimi tzw. męskie wieczorki.
Ponieważ wspomnieliśmy o głównych ludzkich postaciach, warto wspomnieć też o postaciach duchów, które też są całkiem interesujące. Kacperka już znamy i chyba nie trzeba mówić o nim zbyt wiele. Ostatecznie to dobroduszny duszek, który zamiast straszyć ludzi, chce się z nimi przyjaźnić i nie szuka z nimi żadnego konfliktu, jednak paradoksalnie fakt, że jest duchem i to, że nie da się tego ukryć, z miejsca sprawia, iż wszyscy ludzie na jego widok krzyczą: „DDDDDDDDUCH!” i uciekają przerażeni jak najdalej od niego. Jednak w tym serialu, w przeciwieństwie do oryginału, nie jest to już tak przykre, ponieważ ma on stałych przyjaciół w postaci Kat i jej ojca, z którymi utrzymuje stały kontakt i często spędza z nimi czas. Mimo wszystko dokucza mu to, że nie może chodzić z Kat do baru czy lodziarni i uczestniczyć w jej zabawach, a jego smutek potęguje fakt, że wyraźnie widać, iż jest w niej zakochany. W jednym odcinku Kacperek załamany smaruje się kremową pomadą i dobiera sobie ubranie, dzięki któremu udaje mu się udawać ludzkiego chłopca, ale z powodu braku pieniędzy nie jest w stanie kupić sobie lodów, z powodu wieku nie może iść do kina na film dla starszych widzów, do tego nie może jeść i pić, bo wszystko przez niego przelatuje. Gdy potem niechcący przejeżdża przez niego fortepian i zostają po nim ubrania, wszyscy myślą, że nie żyje, ale zaraz potem widzą Kacperka jako ducha, który zmywa z siebie kremową pomadę i przerażeni uciekają przed nim. Dość zabawna historyjka, ale chyba też jednocześnie zmusza do myślenia i posiada nieco gorzki smak. Inaczej już się ma odcinek o tym, w którym Kat wybiera się na spotkanie z chłopakiem, a Kacperek jej proponuje wycieczkę w Alpy i gdy ta odmawia z powodu spotkania z kolegą, Kacper z miejsca jej sugeruje, że to randka. Kat zaprzecza, ale duszek co jakiś czas pojawia się na jej spotkaniu i złośliwie sugeruje, iż to na pewno randka. Dziewczyna oczywiście temu zaprzecza, z trudem nie ujawniając obecności duszka. Dodatkowo nawet raz atakuje marionetkę w teatrzyku marionetek, gdy myśli, że to Kacperek się z niej nabija. Na końcu odcinka zaś Kat dowiaduje się, iż chłopak towarzyszący jej cały dzień jednak odebrał ich spotkanie jako randkę i Kat ze złością daje mu do zrozumienia, że się nie myli i nie daje się pocałować, po czym goni Kacperka po całym zamku, gdy ten zaśmiewa się do rozpuku i woła, że jednak miał rację. Widać tu wyraźnie, że nasz słodki duszek zakochał się w dziewczynce i bardzo przeżywa to, że nie może z nią chodzić na randki i być znowu żywym chłopcem, ale mimo to potrafi doskonale się z nią dogadać oraz spędzić z nią wesoło czas, choć kiedy ona spędza czas z jakimś chłopcem, prędzej czy później okazuje o nią zazdrość.
Ważnymi dla całej historii postaciami są trzej przybrani wujkowie Kacpra. Nie są oni tak naprawdę z nim spokrewnieni, ale są jego opiekunami i roztaczają nad nim opiekę, o ile oczywiście można to tak nazwać, gdyż w dużej mierze owa „opieka” polega na dokuczaniu Kacprowi, nakazywaniu mu niejeden raz, aby im szykował posiłki, a także, żeby po nich sprzątał. Wujkowie na pierwszy rzut oka nie sprawiają pozytywnego wrażenia, gdyż są wredni i często dokuczliwi, a do tego niejeden raz wysługują się Kacprem, a innym razem spędzają męskie i dosyć dzikie wieczorki z ojcem Kat. Należy przy tym zauważyć, że mają najróżniejsze, choć podobne do siebie charaktery, ale też cechy szczególne, które ich od siebie nawzajem wyróżniają. Fatso (Wygibas) umie zmieniać kształty i niejeden raz się w taki właśnie sposób wygłupia i jest najczęściej prowodyrem do dokuczania innym lub wszczynania kłótni z innymi osobami, a także z pozostałą dwójką. Stinky (Śmierdziel) jest fizycznie do niego podobny, gdyż też jest przesadnie chudy i ma podobną twarz, ale dla odróżnienia od twarzy poprzednika, jego facjatę zdobi wielki nos, za który nieraz pozostali go łapią, chcąc mu dokuczyć. Cechą charakterystyczną tego ducha jest to, że Stinky jest na bakier z higieną osobistą i zawsze mu śmierdzi z paszczy, więc przebywanie z nim bywa uciążliwe i to bardziej niż z pozostałymi członkami zwariowanego trio. Ostatnim członkiem tej stukniętej paczki jest Stretch (Grubas), który w przeciwieństwie do swoich dwóch kumpli jest gruby i leniwy, a zarazem też najbardziej sympatyczny z całej paczki i to praktycznie jemu najwięcej dokucza Fatso, niejeden raz w duecie ze Stinkym. Stretch jest najmniej inteligentny z całej trójki i często ma romantyczne usposobienie i podstawowe potrzeby, lubi jeść, choć jako duch i tak nie ma żołądka i głodu nie czuje, ale w jakiś sposób wciąż czuje smak jedzonych przez siebie potraw. W kilku odcinkach próbuje schudnąć, ale oczywiście duchy nie mogą chudnąć, więc na nic mu się to nie zdaje. To on najmniej dokucza Kacprowi i to jemu najwięcej się obrywa od Fatso, gdy powie coś głupiego, czyli dosyć często.
Tak oto wyglądają postacie z serialu, które wcześniej pojawiły się w filmie. Ale nie brak w tej produkcji całkiem nowych postaci, które ubarwiają ten dosyć ciekawy szereg postaci. Jedną z nich jest Duch Chrzestny, wielki i gruby, zielony duch, będący kimś w rodzaju szefa wszystkich szefów w świecie duchów. To dość groźna postać, lubi się rządzić i lubi kierować innymi, nawet wbrew ich woli. Nieraz też wystawia na próbę Kacpra i jego wujków, grożąc im zesłaniem do jakiegoś ponurego miejsca, jeśli nie wypełnią wyznaczonego im zadania. Można powiedzieć, że to jedyna osoba, której nasze walnięte trio duchów się obawia i przed kim czują respekt.
Nowymi postaciami są też szkolni kumple Kacpra ze szkoły. Tak, w tej bajce Kacper od czasu do czasu bierze udział w lekcjach szkoły dla duchów, w której uczą się duchy innych zmarłych jako dzieci osób. Szczególnie wyróżniają się tutaj dwie osoby. Jedną z nich jest Spooky, a drugą Pola. Spooky to duszek podobny do Kacperka, ale mający piegi na twarzy, duży i czarny nos oraz melonik na głowie, co go nieco upodabnia do podrzędnego gangstera i tak też duszek chciałby być traktowany. Spooky bowiem jest sympatyczny, choć lubi zgrywać twardziela i nie zawsze umie okazywać emocji, gdyż uważa to za dowód słabości. Niejeden raz dokucza Kacprowi, ale w gruncie rzeczy go lubi. Jego niemalże stałą towarzyszką zabaw jest Pola, urocza duszek dziewczynka o blond włosach i z różową kokardą na głowie. Pola jest wyraźnie zakochana w Spookym, choć w kilku odcinkach zdaje się przejawiać wyraźne zainteresowanie Kacprem, którego bardzo lubi i któremu nigdy nie dokucza, próbując czasami wywrzeć na Spooky’ego dobry wpływ i przekonać go, aby mniej zgrywał twardziela, a więcej okazywał uczuć, a już zwłaszcza jej.
Tak oto wygląda w skrócie opis postaci serialu. Fabuły jego streścić raczej nie sposób, bo każdy odcinek to dwie historyjki o zwariowanych przygodach Kacpra i jego przyjaciół, zarówno tych znanych nam z filmu, jak i tych wymyślonych na poczet serialu. Bajka jest naprawdę ciekawa i zabawna, stanowi moim zdaniem doskonałe odświeżenie klasyka z lat 50 o przygodach Kacperka, ale bardziej już skupiającego się na nim i więcej mówiącego o świecie duchów oraz rządzących w nim prawach. Serial był emitowany na kilku kanałach, głównie na RTL 7, na TVP 2 oraz na Polsacie. Pierwsze dwa kanały emitowały go w wersji z polskim dubbingiem, ostatni w wersji z lektorem. Osobiście bardziej wolałem wersję z dubbingiem, zwłaszcza podobała mi się Kat w polskiej wersji językowej. Warto więc wspomnieć o obsadzie polskiego dubbingu, gdyż jest ona bardzo ciekawa. A zatem w polskiej wersji językowej serialu wystąpili:

Krzysztof Szczerbiński jako Kacper
Artur Kaczmarski jako doktor Harvey
Jolanta Wilk jako Kat Harvey
Jacek Czyż jako Fatso
Jacek Jarosz jako Stinky
Tomasz Grochoczyński jako Stinky (część odcinków)
Michał Konarski jako Stretch
Marcin Hycnar jako Spooky
Anna Apostolakis jako Pola
Marek Frąckowiak jako Duch Chrzestny
Joanna Orzeszkowska jako Pani Banshee (nauczycielka Kat)
Włodzimierz Bednarski
Stefan Knothe
Paweł Szczesny
Iwona Rulewicz
Hanna Kinder-Kiss
Wojciech Paszkowski
Agnieszka Kunikowska
Marek Barbasiewicz
Janusz Wituch
Józef Mika
Grzegorz Wons
Wojciech Machnicki
Włodzimierz Press
Mieczysław Morański
Robert Tondera
Ryszard Olesiński
Monika Wierzbicka
Marcin Przybylski
Jarosław Domin

Podsumowując zatem, serial jest naprawdę dobrą i sympatyczną produkcją zarówno dla dzieci, jak i nieco starszych widzów i warto ją obejrzeć, choćby po to, aby poznać nieco nowsze przygody najsłynniejszego ducha wszechczasów. Czy zatem polecam ten serial? Zdecydowanie tak. Polecam wam serdecznie, gdyż na tej bajce możecie się nieźle pośmiać, a czasami i wzruszyć, a najmocniej się chyba ubawicie jako starsi widzowie, gdy w tym serialu dostrzeżecie aluzje do różnych znanych klasyków, których to aluzji nie brak w tej produkcji. Obejrzyjcie zatem i pokażcie, że nie boicie się duchów.

poniedziałek, 5 kwietnia 2021

Kacper i przyjaciele (1952-1957)


Dzisiaj pora opowiedzieć o bajce, którą chyba wszyscy z nas znają, choćby tylko ze słyszenia. Opowieść o najsympatyczniejszym duchu na całym świecie, który zamiast straszyć, szuka przyjaciół i jest przyjaźnie nastawiony do wszystkich, za co spotykają go złośliwości ze strony innych duchów. Nie jest to oczywiście jedyna bajka ani też jedyna produkcja o tym bohaterze, bo powstało jeszcze kilka innych animacji o przygodach sympatycznego, przyjaznego duszka, a także trzy filmy aktorskie i gry komputerowe. Dzisiaj jednak skupimy się na tej pierwszej produkcji, od której wszystko się to zaczęło. Warto ją poznać.
Bajka posiada podobny sposób układania fabuły, co wiele animowanych seriali z dawnych lat, czyli nie ma jednolitej historii skupiającej się na jednej konkretnej postaci, czyli duszku Kacprze. Sam tytuł wskazuje nam na to, że będzie to opowieść o owym bohaterze i jego przyjaciołach, ale jest to dość umowne, gdyż większość postaci występujących w serialu nie zna się ze sobą i nawet się nie spotyka. O co zatem chodzi? Chodzi mianowicie o to, że każdy odcinek serialu składa się z przynajmniej czterech krótkich, kilkuminutowych kreskówek, które nam opowiadają losy jakieś postaci, ukazanej w czołówce. Zawsze jedna z tych historyjek dotyczy duszka Kacperka, czasami nawet aż dwie, czyli ta ukazana na początku i na końcu. Te w środku opowiadają o innych postaciach. Każda z tych opowiastek ma pewien schemat i warto sobie o nich opowiedzieć. Aby to lepiej zrobić, przedstawmy sobie głównych bohaterów serialu:

Kacper (przyjazny duszek) - główny bohater kreskówki, uwielbiany przez wszystkie dzieci w każdym wieku. Najbardziej boją się go dorośli, a nawet zwierzęta. Ma trzech wujków: Fatsa, Stinkiego i Stretcha, którzy nie bardzo cenią jego charakter. Schemat odcinków o Kacperku prawie zawsze jest taki sam. Kacper gdzieś chodzi, ludzie się go boją, niekiedy też zwierzęta, ale za to dzieci i to te zarówno ludzkie, jak i zwierzęce, uważają go za sympatycznego i przeżywają z nim naprawdę ciekawe przygody. Czasami Kacper ratuje miasto lub pojedynczych dorosłych ludzi przed niebezpieczeństwem i potem zostaje bohaterem całej okolicy i nikt się go nie boi, a przynajmniej tam, gdzie właśnie miała miejsce jego przygoda.
Fatso, Stinkie i Stretch - wujkowie małego Kacperka. Czasami uwielbiają go denerwować. A niekiedy w kilku odcinkach próbują go „nawrócić” na właściwą drogę. W jednym odcinku podali mu siłą pigułki zła, przez co duszek zamienił się w małego diabełka i zaczął im dokuczać tak okrutnie (m.in. chciał ich przyjechać kosiarką), że uciekli, a na końcu Kacperek zamienia się w siebie i wyznaje, że wcale nie połknął pigułek zła.
Herman - brązowy gryzoń, ubrany w zielone spodnie i czerwony krawat. Musi się zmagać ze złym Makarym, ma także przyjaciół: szare myszki, które pomagają w walce z wrogiem. Herman wygląda podobnie do Jerry’ego z kreskówki „Tom i Jerry”.
Makary - brązowo-żółty kot, jest największym rywalem Hermana i próbuje za wszelką cenę złapać i pożreć go, co nie zawsze mu się udaje. Makary wygląda podobnie do Toma z kreskówki „Tom i Jerry”, a fabuła epizodów z Makarym i Hermanem bardzo przypomina fabułę wyżej wspomnianego serialu, możliwe też, że były nimi inspirowane.
Buzzy - wrona z kapelusikiem na głowie. Występuje w kilku epizodach z Makarym. Brzmi jak stereotypowy włosko-amerykański gangster. W epizodach ze sobą to jemu dla odmiany psoci się Makary, za co oczywiście nieźle obrywa, gdyż wrona nie wchodzi kotu w drogę, ale gdy ten wredny sierściuch się jej narazi, bez wahania i bez litości daje mu popalić.
Mały Hyzio - duże, żółte kaczątko ubrane w niebieską koszulę i białą pieluchę, nosi też czepek. Mieszka razem z rodzicami. Wykazuje się niesamowitym brakiem inteligencji, jednakże często udaje mu się przechytrzyć Lisa. Słynie z nieśmiertelności (Lis niejednokrotnie zniszczył na nim obiekty jak kowadło czy siekiera, przeżył również kilkakrotnie eksplozje). Mały Hyzio w kilku odcinkach ma kuzynostwo, dużo mniejsze i bardziej inteligentne od niego, które mu dokucza, ale gdy Lis je porywa, to właśnie Hyzio je ratuje i kuzynostwo zaczyna go traktować jak bohatera.
Wendy, mała dobra czarownica - to blondwłosa dziewczynka w czerwonym stroju. Lata na miotle i umie czarować. W kilku epizodach przyjaźnie się z Kacprem i przeżywa wraz z nim przygody. Podobnie jak on, stara się znaleźć sobie przyjaciół.
Mały Diabełek - jest to diabełek-dziecko w całym czerwonym ciele.
Spooky - duch w kapeluszu, uwielbia płatać innym psikusy, wyjątkiem jest tu Kacper, którego bardzo lubi (choć nie zawsze z wzajemnością) i czasami pomaga mu w starciu z wujami, a czasami dla odmiany psoci się przyjaciołom dobrego duszka, którzy potem myślą, że to on i są na niego źli, gdyż Spooky i Kacper są do siebie podobni. Mówi brooklyńskim akcentem.
Richie Rich - jego pełne imię brzmi Richard Milioner. Chłopak, który przeżywa fantastyczne przygody i chce być bogaty jak inni. Doczekał się własnego filmu aktorskiego, w którym zagrał go Kevin sam w domu. Warto zauważyć, że fani wysnuli teorię, według której Kacper to właśnie Richie, który popełnił kiedyś samobójstwo z powodu braku miłości rodziców, jednak teoria ta jest naprawdę dość mocno naciągana.
Mała Audrey - dziewczynka ubrana w niebieską (czerwoną w przerywniku) spódniczkę do kolan i wstążki na głowie. Często wpada w kłopoty z policją bądź jest bohaterką swoich marzeń. Odcinki z nią zawsze ukazują ją w jakieś sytuacji, podczas której niechcący pakuje się w jakieś tarapaty z powodu swojego jakże dobrego, ale i naiwnego charakteru.
Żółw Tommy - żółw, jest zielonego koloru, a skorupę ma jasnozieloną, rywal Zająca Moego.
Zając Moe - zając, ma na sobie całe beżowe futerko, rywal Żółwia Tommy’ego. Przypomina nieco Królika Bugsa.

Serial jest lekką i przyjemną animacją, bardzo w stylu „ZWARIOWANYCH MELODII”, a częściowo również innych bajek powstających w tamtym okresie. Jest raczej lekka i przyjemna, a chwilami również zwariowana. Postacie są bardzo ciekawe i barwne, można łatwo odkryć, które z nich lubisz, a które nie. Humor jest też całkiem świetny, raczej w starym stylu i oparty w dużej mierze na slapsticku, w dużej mierze epizody są do siebie podobne, bo trzymają się zwykle utartych schematów, ale nie przeszkadza nam to, gdyż fabuła jest naprawdę dobra. Ja jednak osobiście uważam, że cały serial powinien być raczej o Kacperku, bo pozostałe postacie nie są na tyle ciekawe, aby tworzyć o nich osobne epizody. Ale nie jest ostatecznie źle, bajkę warto obejrzeć, a już zwłaszcza wtedy, jeśli się jest fanem starych i dobrych animacji, tak jak ja. I pośmiać się ponownie z tego, jak ludzie wariują ze strachu na widok małego i uroczo wyglądającego dusza, wrzeszcząc przy tym „Ddddddddddddd... DUUUUUUUCH!” i potem uciekają, gdzie pieprz rośnie. I potem wzruszyć tym, jak słodki Kacperek zdobywa mimo wszystko zawsze jakiegoś przyjaciela i pocieszyć się, że nawet jeśli jest się samotnym i nie ma się przyjaciół, nie warto tracić nadziei, bo skoro Kacperkowi się udało, nam również może się udać.
Bajka leciała na kilku kanałach, na TVP 1, TVP 1, na RTL 7, na TV4, na PULS, na PULS 2 i na TV6. We wszystkich tych stacjach leciała w wersji z polskim lektorem, którym za każdym razem był ktoś inny. Część odcinków została wydana na kasetach VHS. Warto też wspomnieć o tym, że powstała też seria komiksów na podstawie serialu i z jego bohaterami, trzymająca doskonale klimat tej uroczej produkcji, którą serdecznie polecam każdemu, kto chce obejrzeć stare i dobre bajki z dawnych lat.

poniedziałek, 29 marca 2021

Wezyr Nic-po-nim (1996)


Chcę zostać sułtanem, zamiast sułtana!

Ten oto cytat chyba znają wszyscy, którzy wychowali się w latach 90 XX wieku i znają choć trochę bajki emitowane na nie istniejącym już kanale RTL 7. Nie pochodzi on jednak z bajki „ALADYN” Disneya i nie wypowiada go słynny zły wezyr Dżafar, choć do niego bardzo by te słowa pasowały. Wypowiada go zupełnie inna postać, którą chyba większość z nas dobrze zna i nic w tym raczej dziwnego. Trudno jest bowiem być dzieckiem lat 90 i nie znać, choćby tylko ze słyszenia, bajkę o przygodach wrednego wezyra intryganta, który próbuje obalić swego władcę i zająć jego miejsce na tronie, z mizernym oczywiście skutkiem. Dla tych jednak, którzy jakimś cudem nie znają tej postaci i jego zwariowanych przygód, przedstawiamy: oto jest wezyr Nic-po-nim, wredny drań i intrygant, dodatkowo też przerysowany choleryk i postać, której nie można zaufać nawet w kwestii pożyczenia kilku monet na wino, a co dopiero w poważniejszych sprawach. Krótko mówiąc, główny bohater omawianej przez nas naprawdę rewelacyjnej i zabawnej bajki.
Po raz pierwszy wezyr pojawił się na kartach komiksów napisanych przez Rene Goscinny’ego i Alberto Uderzego. Jeśli te dwa nazwiska wydają się wam jakoś znajome, to spieszę z wyjaśnieniami: tak, nie mylicie się. Ci dwaj panowie napisali komiksy o przygodach Asterixa i Obelixa. Ale oprócz tego stworzyli też komiksy o innych naprawdę ciekawych postaciach. Jedną z nich był Lucky Luke, samotny kowboj walczący z przestępcami i umiejący pokonać w strzelaniu swój własny cień. Innymi są starsi bracia dzielnych Galów, czyli Indianin Umpa-pa z plemienia Szpoko-Szpoko i jego biały brat Hubert de La Purre de Cartofele, znany też jako Podwójny Skalp, francuski szlachcic i kolonista. Ta druga para bohaterów jest mało znana w Polsce, choć wydano w naszym kraju komiksy, które o nich powstały i osobiście bardzo żałuję, że nie doczekały się ekranizacji, gdyż są tego warte. Inną ciekawą postacią, którą współtworzyli Goscinny i Uderzo jest słynny Mikołajek i jego przyjaciele. Ale dzisiaj pomówimy sobie o innej postaci, którą w Polsce myślę, że wiele osób z pokolenia lat 90 dobrze jeszcze pamięta. Mowa tutaj o wezyrze Iznogudzie. Tak, wzrok nas nie myli. Oryginalnie nasz bohater nazywa się Iznogud, a nie Nic-po-nim. Dlaczego więc u nas jest znany pod zupełnie inną nazwą? Już wyjaśniamy tę kwestię.
Oryginalne komiksy rozgrywają się w pewnym fikcyjnym arabskim świecie. Na jego czele stoi dobroduszny, lecz safandułowaty kalif Harun Arachid zwany „Grubassosem”, który jednak niewiele się przejmuje sprawami państwa i we wszystkim, w czym tylko może, wysługuje się wezyrem Iznogudem, swoim „wiernym” sługą. Oczywiście nie wie, że wezyr to nędzny drań, który co prawda dobrze w jego imieniu rządzi krajem, ale nie zamierza być wierny swemu panu i próbuje go obalić w każdy możliwy sposób. Pomaga mu w tym jego sługus Pali Bebech. Wezyr często powtarza „Chcę być kalifem, zamiast kalifa” i zżera go ambicja, aby zajść najwyżej w hierarchii społecznej całego kraju. Co prawda, nie jest mu to potrzebne, ponieważ kalif nie zajmuje się sprawami państwa, umie tylko dyrygować służbą, która ma go nakarmić lub ewentualnie jeszcze przyjmować zagranicznych gości. W praktyce więc cała władza znajduje się w rękach wezyra, na którego spada odpowiedzialność za rządzenie krajem. Jednak wezyrowi to nie wystarczy, ponieważ i tak boska cześć poddanych jest oddawana kalifowi i to właśnie jego ludzie czczą i wielbią. Wezyr, który ma przerost ambicji, chce mieć również i to, dlatego ciągle knuje jakieś intrygi. Każdy komiks o przygodach Iznoguda opowiada kilka oddzielnych historii o przygodach podstępnego wezyra i ukazuje jego intrygi. Historie te nie są ze sobą powiązane, gdyż są one całkowicie niezależne od siebie i pokazują nam, jak wezyr coś knuje, aby się pozbyć kalifa i zająć jego miejsce, jednak zawsze kończy się to tym, że wpada w pułapkę bez wyjścia, znika w tajemniczych okolicznościach lub zostaje nieodwracalnie unieszkodliwiony. Ale tylko do kolejnej opowieści, w której to wszystko wraca do normy i znowu wezyr tworzy podstępny plan, mający na celu pozbawienia kalifa władzy i objęcie jego tronu. Komiksy stanowią w dużej mierze parodię „KSIĘGI TYSIĄCA I JEDNEJ NOCY”, pełno w nim bowiem dżinów, latających dywanów i czarodziejów. Dodatkowo jeszcze mnóstwo tu gier słownych. Samo imię wezyra mówi samo za siebie, gdyż nawiązuje do słów „is no good”, czyli „jest niedobry”. Na podstawie komiksów powstał serial animowany, a także film aktorski z 2005 roku. Pierwotnie sam Goscinny chciał sam stworzyć ekranizację, w której główną rolę zagrałby sam wielki Louis de Funes, ale niestety jego plan się nie powiódł. Wielka szkoda, ponieważ uważam, że byłby to naprawdę super film, zwłaszcza znając talent komediowy tego znakomitego francuskiego aktora.
Skupmy się na serialu animowanym. Ma on dokładnie taką samą fabułę, co komiksy, a przynajmniej taką samą konstrukcję, ponieważ przygody są już różne, ale często wzorowane na tych z komiksów. Serial ma 26 odcinków, każdy jest podzielony na dwa epizody. Przygody w nich ukazane są niesamowicie zabawne i pełne dowcipów, z których wiele dotyczy polityki i w sumie jedynie dorośli w pełni je zrozumieją i zapewne dlatego ten serial cieszył się większą popularnością wśród dorosłych widzów aniżeli wśród dzieci, choć i te były nim zachwycone, bo i trudno się tutaj nie zachwycać. Każdy odcinek bawi, sam wezyr, choć jest postacią złą, to jednak cieszy się sympatią widzów, głównie ze względu na to, iż jest tak doskonale stworzony, jako przerysowany choleryk, a jednocześnie intrygant i łajdak, który dość często jest dwulicowy, gdyż udaje on wiernego sługę swego władcy, a po cichu chce się go pozbyć. W polskim dubbingu serialu zmieniono nieco imiona postaci i kilka tytułów, które oni piastują, także zamiast kalifa mamy sułtana, zamiast Haruna Arachida mamy Haruna Łaskawego, zamiast Iznoguda mamy Nic-po-nima, a zamiast Pali Bebecha mamy Abdullaha. Nie wiem, po co zrobiono te zmiany, najprawdopodobniej dlatego, aby po polsku wszystko było bardziej dla polskiego dzieciaka zrozumiałe. Jeśli tak, to im się udało. W każdym razie o wiele lepiej dzisiaj w Polsce kojarzą wezyra Nic-po-nima zamiast wezyra Iznoguda. Jakby się jednak on nie nazywał, jest po prostu super i jego przygody ciągle bawią do łez tym, jak doskonale są skonstruowane. Dumą napawa przy tym myśl, że twórca komiksów i współtwórca serialu, Rene Goscinny, ma polskie pochodzenie. Widać to prawda, że Polak potrafi.
Jak wyglądają typowe przygody wezyra? Oto streszczenie jednej z nich, moim zdaniem najzabawniejszej, która pomoże lepiej nam zrozumieć, jak wygląda ten serial. Wezyr Nic-po-nim jest świadkiem, jak w jednym barze pewien biednie odziany facet wydaje grube sumy na porządny posiłek, a potem kupuje cały interes, płacąc złotymi jajami. Wezyr aresztuje go i zmusza, aby powiedział mu, skąd ma tę swoją walutę. Gość wyjaśnia, że z pewnej wyspy, na której żyje pewien struś, który znosi złote jaja. Wezyr i jego wierny sługa Abdullah ruszają z tym gościem w drogę i docierają na wyspę. Najpierw z trudem unikają ataku ludzi, którzy kochają krzyżówki i próbują ich zmusić do szalonej gry. Potem spotykają strusia i gość wyjaśnia, że trzeba mu śpiewać, aby znosił złote jaja. Wezyr zaczyna więc śpiewać, strasznie przy tym fałszując. Struś znosi jaja, a kocie zawodzenie Nic-po-nima ściąga burzę. Załamany struś (którego nie wiem, co bardziej boli - uszy czy kuper) pada nieprzytomny na stos złotych jaj, które zniósł, a które zabiera wezyr z wiernym sługą. Za pomocą owego skarbu próbuje przekupić wierną straż sułtana, aby ta służyła teraz jemu i obaliła Haruna Łaskawego. Straż jednak zamiast tego aresztowała wezyra i zamknęła w klatce zawieszonej na rynku miejskim. Przechodzi tam gość, od którego wszystko się zaczęło i wyjaśnia on wezyrowi coś, co chciał mu powiedzieć już wcześniej, ale Nic-po-nim nie chciał go słuchać i dlatego nie zrobił tego. Tym faktem było to, że struś owszem, znosi jaja, kiedy mu się śpiewa, ale jeśli śpiew jest fałszywy, to złoto też fałszywe. Załamany wezyr musi ponosić konsekwencję tego, iż nie chciał wysłuchać do końca gościa, którego zmusił do współpracy.
Tak oto wygląda streszczenie jednej z epizodów przygód wezyra. Ja osobiście bardzo miło go wspominam, podobnie jak i inne odcinki serialu. Pamiętam, że to była pierwsza bajka, którą obejrzałem wraz z nieżyjącą już niestety moją ukochaną dziewczyną Joasią, której chcę zadedykować tę recenzję. Pamiętam, jak oboje śmialiśmy się do łez z intryg Nic-po-nima i żartów, jakie tam padały, a zwłaszcza tych, które nawiązywały do polityki, jak choćby: „Ale ja jestem wezyrem. Chroni mnie immunitet” xD Wiele tekstów z tego serialu weszło potem do naszego języka potocznego, jak choćby „Dabu-dabra”, czyli zaklęciem, którym wezyr miał uruchomić latający dywan mający wywieźć sułtana do Chin. Albo jeszcze słynne: „Chcę zostać sułtanem, zamiast sułtana” i jeszcze „Abdullahu!”, kiedy wezyr wołał swego wiernego sługę, aby mu wydać polecenie. Albo jeszcze tekst: „I tak mam wieczność przed sobą” lub „Wybacz, nie biorę wielbłądostopowiczów”, pochodzące z odcinka, kiedy wezyr i Abdullah błądzili po drodze prowadzącej donikąd. Szczególnie rozbawił nas jednak polski dubbing do tej bajki, który składa się z naprawdę znakomitych nazwisk, stanowiących już same w sobie zachętę do obejrzenia tego serialu animowanego.
W polskim dubbingu do tej bajki wystąpili:

Jacek Czyż jako wezyr Nic-po-nim
Wojciech Machnicki jako Abdullah
Kazimierz Kaczor jako sułtan Harun Łaskawy
Włodzimierz Bednarski
Mieczysław Gajda
Marek Frąckowiak
Andrzej Gawroński
Ryszard Nawrocki
Mariusz Leszczyński
Aleksander Gawroński
Jan Kulczycki
Artur Kaczmarski
Tadeusz Borowski
Jerzy Mazur
Cezary Kwieciński
Aleksander Mikołajczak
Arkadiusz Jakubik
Jarosław Domin
Agata Gawrońska-Bauman
Magdalena Wołłejko
Jarosław Boberek
Ewa Serwa
Jerzy Molga
Jacek Jarosz
Jacek Kopczyński
Piotr Zelt
Józef Mika

Oczywiście największą perełką obsady dubbingowej tego serialu jest, jak zwykle zresztą znakomity Jacek Czyż. Jego rola wezyra Nic-po-nim jest jego już kolejną kultową obecnie rolą w polskim dubbingu, równie kultową co Tygrysek, Żukosoczek, Płomyk czy Mojo-jojo. Tworzy on doskonały ochrypły i wredny głos wezyra, którym umie rozbawić do łez niejednego widza i to nawet gdyby tylko recytował jakiś wierszyk, a co dopiero wypowiadając swoje genialnie napisane przez twórców polskiego dubbingu kwestie. Dodatkowo jeszcze Jacek Czyż śpiewa piosenkę z czołówki serialu, jak i również w odcinku ze złotymi jajami śpiewa fałszywym głosem piosenki wezyra, którymi ten chce zmusić strusia do tego, aby ten znosił mu ów jakże cenny skarb. Pan Jacek Czyż genialnie śpiewał, na co wskazuje choćby to, że zawsze sam śpiewał piosenki swoich postaci, a najlepszym tego dowodem jest chyba piosenka „GOŚCIEM BĄDŹ” z bajki Disneya „PIĘKNA I BESTIA”. Tutaj jednak musiał nieźle fałszować, aby stworzyć kocie zawodzenie wezyra, które szło tak:

Przyjadę po ciebie, miła
Na dwugarbnym wielbłądzie.
Uciekniemy stąd daleko.
Odjadę za karawaną Omara...

O różo Teksasu,
Tylko moją możesz być,
Zuzanno kochana...

Spróbujcie sobie to zaśpiewać fałszywym głosem, a zobaczycie, jak zabawnie to brzmi, a co dopiero w wykonaniu celowo fałszującego Jacka Czyża. Już dla samego tego warto ten serial obejrzeć. Niestety, w Internecie można znaleźć jedynie tylko siedem ostatnich odcinków serialu w polskim dubbingu, ale jak to mówią, zawsze lepsze to niż nic. To około dwóch i pół godziny dobrej zabawy, którą warto przeżyć. Dodatkowo jeszcze chciałbym dodać, że gdy Asia żyła, nieraz sobie dla zabawy śpiewaliśmy fałszywe śpiewki wezyra, naśladując jego głos, a w każdym razie ja to robiłem, a Asia wtedy mi mówiła, abym tego nie robił, bo zaraz zacznie padać deszcz, zupełnie jak w tym odcinku. A kiedy spadała niezła ulewa, to wtedy Asia żartowała sobie, że pewnie śpiewałem: „Przyjadę po ciebie, miła” i mamy tego skutki xD Teraz Joasi już nie ma pośród nas, zmarła przedwcześnie, ale zawsze pozostanie w moim sercu i będę ją ciepło i miło wspominał, a ten serial już na zawsze będzie mi się kojarzył z Asią i naszym wspólnym seansem przy tych odcinkach, które udało nam się odnaleźć w Internecie. Jeśli macie czas i chęć, wy także ich poszukajcie i obejrzyjcie je sobie. Na pewno nieźle się na nich ubawicie.
Czy zatem polecam ten serial? Zdecydowanie tak. Jak również komiksy na ich podstawie. Poznajcie je i oceńcie sami, ponieważ moja ocena jest nad wyraz pozytywna i sądzę, że wasza też taka będzie. I będziecie nieźle ubawieni za każdym razem, gdy ktoś rzuci wam tekst: „Chcę zostać sułtanem, zamiast sułtana”.

Dogtanian i muszkieterowie (1981-1982)

Muszkieterów dzielnych trzech Świat wspaniały dziś poznamy. Jeden tu za wszystkich, A wszyscy za jednego. Oddać życie każdy z nich Gotów jes...