wtorek, 18 maja 2021
Super Pies (1964-1973)
niedziela, 25 kwietnia 2021
Tajemnicze Złote Miasta (1982)
Dzisiaj opowiemy sobie o nieco poważniejszej animowanej produkcji, która ma na tyle ciekawą i porywającą fabułę, że mogą ją bez wstydu oglądać zarówno dzieci, jak i dorośli, a powiedziałbym nawet, że dorośli więcej z niej zrozumieją niż dzieci. Dzieciaki będą zachwycone tym, że główni bohaterowie to są dzieci i dzieje się dużo ciekawych przygód, z kolei zaś dorośli będą zachwyceni wieloma nawiązaniami do historii. Krótko mówiąc, z pewnością każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Ja w każdym razie znalazłem i myślę, że wy też znajdziecie.
Serial rozpoczyna się w Barcelonie roku 1532. Od wielu dni pada deszcz. Mieszkańcy porywają około trzynastoletniego Estebana, zwanego Dzieckiem Słońca, ponieważ wielu wierzy, że posiada on moc sprowadzenia Słońca. Wyznaczono za niego nagrodę w złocie. Rytuał się sprawdza, choć sam zainteresowany kpi z tego. Po tym wydarzeniu zostaje uwolniony. Tymczasem ojciec Rodriges, mnich opiekujący się chłopcem, zbliża się do kresu swoich dni. Na łożu śmierci opowiada mu jego przeszłość: okazuje się, że podczas podróży Ferdynanda Magellana rozpętał się sztorm. Na horyzoncie zauważono łódź, na której był wzywający pomocy mężczyzna z niemowlęciem. Na ratunek, przywiązany liną do pasa, popłynął jeden z marynarzy. Zdołał uratować tylko dziecko. Był nim Esteban. Wziął go na ręce sam Magellan i, jakby w odpowiedzi na uśmiech Estebana, pojawiło się słońce.
Po opowiedzeniu swojej historii, ojciec Rodriges umiera, a zrozpaczony Esteban biegnie na wysoką wieżę. Tam spotyka Mendozę, nawigatora gubernatora Francisa Pizzara. To właśnie Mendoza był tym marynarzem, który uratował chłopcu życie. Teraz bierze jego złoty medalion w kształcie półksiężyca. Chłopiec posiada go, odkąd pamięta. Mendoza informuje chłopca, że medalion składa się z dwóch części łatwych do połączenia i odczepienia. Posiada jedną z nich. Łączy z fragmentem, którego zabrał mu tego dnia na morzu, lecz nie zamierza go zwrócić. Oba fragmenty medalion tworzą razem znak solarny. Mendoza podejrzewa, że pochodzi z jednego z tajemniczych Złotych Miast. Namawia chłopaka, aby popłynął z nim statkiem „Esperanza” ku Nowemu Światu. Esteban na pokładzie statku spotyka Ziyę, inkaską dziewczynkę wychowywaną przez hiszpańską księżniczkę. Ma ona taki sam medalion jak on, lecz cały. I ją sprowadził na statek Mendoza, ale już mniej subtelnie. Rozpoczyna się podróż i trwa ona pięć miesięcy, a bohaterowie odbywają ją w towarzystwie mało przyjemnych hiszpańskich oficerów, aż dopływają na Ocean Spokojny. Mendoza zyskuje sobie wrogość kapitana Gasparda, który jest dowódcą statku, a także komandora Gomeza, wysłannika samego Pizzara. Nie pozbywają się oni jednak Mendozy, ponieważ jest on uważany za jedynego, który umie przeprowadzić bezpiecznie statek przez Cieśninę Magellana. Dokonuje tego, ale statek później się rozbija. Wówczas Mendoza, Esteban, Ziya i jeszcze dwóch marynarzy (Pedro i Sancho, którzy zostają wiernymi podwładnymi Mendozy) dopływają do Wysp Galapagos. Tam spotykają Tao, afrykańskiego chłopca z zaginionego Królestwa Heva. Wspólnie odkrywają statek Solaris i zaczynają nim płynąć. Dość szybko go jednak tracą, gdyż zostają złapali przez Pizarra oraz służących mu Gasparda i Gomeza. Chce on zmusić Ziyę do odszyfrowania tzw. kipu, czyli pisma starożytnych Indian, które wskazuje miejsce ukrycia tytułowych złotych miast. Dzięki pomocy Mendozy bohaterom udaje się uciec, ale ścigani przez Gasparda i Gomeza i siły powierzone im przez Pizarra, muszą oni zniszczyć statek, przy okazji niszcząc też statek swoich wrogów, co opóźnia nieco działania wrogów. Nie zaprzestają oni jednak pościgu, aż w końcu bohaterowie z trudem docierają do pewnego momentu podróży, doprowadzając wcześniej do wielkiej powodzi, która zalewa oddział ścigających ich wrogów.
Ale nie oznacza to wcale końca kłopotów, ponieważ nasi bohaterowie, spotykają kolejnych prześladowców, którzy tym razem służą Hermanowi Cortezowi. Są to niejaka Marinche (kochanka Corteza, w bajce jest ten fakt jednak pominięty), doktor Fernando Manuelo (nazywany przez wszystkich Doktorem) oraz bardzo mocno umięśniony Indianin imieniem Tetiola. Oni również pragną odnaleźć złote miasta i nie cofną się przed niczym, aby to osiągnąć. Walka z nimi jest jeszcze groźniejsza niż z Gaspardem i Gomezem, którzy po pewnym czasie się odnajdują i chwilowo zawiązują sojusz z naszymi bohaterami przeciwko Marinche i jej pomocnikom, ale przy najbliższej okazji i tak ich zdradzają, gdy pojawiają się kolejni wrogowie, najgorsi ze wszystkich: Tajemniczy lud Olmeków, którzy okazują się być kosmitami o naprawdę wysoce zaawansowanej technologii. Olmecy zamierzają podbić żyjące w pobliżu ich ziemskiej siedziby ludy indiańskie, odnaleźć złote miasta i przy okazji odkryć w nich tajemnicę wiecznej młodości, którą, aby osiągnąć, Olmecy nie cofają się przed niczym, nawet na podłych eksperymentach na ludziach. Marinche i jej paczka zawiązują z nimi sojusz przeciwko naszym bohaterom, a ci docierają w końcu do Wioski Nowego Słońca, gdzie poznają jej wodza o imieniu Papacamayo i który jest ojcem Ziyi. Miejscowi nie są zbyt ufnie nastawieni do Mendozy i jego ludzi, ale muszą im zaufać, aby pokonać Olmeków oraz wspierających ich Marinche ze wspólnikami. Nasi bohaterowie mają jednak wsparcie w postaci Złotego Kondora, wielkiego mechanicznego ptaka, na pokładzie którego bohaterowie pokonują dużą część drogi, a także z jego pomocą staczają walki z Olmekami. Docierają też w końcu do jednego ze złotych miast, gdzie spotykają Wielkiego Kapłana, który okazuje się być ojcem Estebana. Z jego pomocą udaje się ostatecznie pokonać Olmeków, choć ceną za to jest śmierć Wielkiego Kapłana, który zalewa wodą złote miasto, niszcząc łajdackie plemię Olemków oraz topiąc Gomeza i Gasparda, którzy za bardzo byli chciwi i nie umieli uciec na czas, gdyż woleli grabić złoto wokół siebie. Marinche i jej ludzie przeżywają tę zagładę, ale nie wiemy, co ich potem spotyka. Wiadomo zaś, że Mendoza ze wspólnikami dostają nieco złota i oczywiście są zadowoleni, ale bardziej z przeżytych przygód i pokonania Olmeków zamiast zdobytych skarbów. Z kolei Esteban, Ziya i Tao odlatują na grzbiecie Złotego Kondora ku nowym przygodom.
Serial jest produkcji francusko-japońskiej i składa się z 39 odcinków pełnych naprawdę niesamowitych zdarzeń, ciekawych przygód i licznych podróży od miejsca do miejsca. Nawiązuje w ten sposób do konwencji tradycyjnej powieści przygodowo-podróżniczej, gdzie fabuła jest oparta na podróży drużyny od miejsca do miejsca i ściganiu bohaterów przez ich wrogów. A ponieważ nieraz w takich powieściach podróż nie kończy się na osiągnięciu swego celu, lecz poznaniu jakieś cywilizacji, której ktoś zagraża lub coś w ten deseń, to bohaterowie angażują się w pomoc owej cywilizacji, przy okazji też odkrywając, że przyjaźń czy nauka są ważniejszymi skarbami aniżeli złoto i klejnoty. W takiej konwencji są napisane np. książki o przygodach Allana Quatermaina i tutaj jest podobnie. Warto zauważyć, że serial powstał na podstawie powieści „The King’s Fifth” autorstwa Scotta O’Della, której jednak nie wydano dotąd po polsku. Fabuła zarówno książki, jak i serialu jest całkowicie fikcyjna, choć nawiązuje do niektórych autentycznych ludów, obrzędów (m.in. El Dorado, składanie ludzi w ofierze) i postaci historycznych (w serialu pojawia się Pizarro, a także mamy wzmiankę o Cortezie, który nie pojawia się osobiście, ale jego interesy reprezentuje Marinche, wzorowana na postaci Malinche, kochanki Corteza i jego tłumaczki języka Indian). Po zakończeniu wszystkich odcinków pokazywano krótkie filmy dokumentalne o plemionach, historii i kulturze Ameryki Południowej, choć w polskiej wersji nie były one ukazywane.
Podczas podróży po kontynencie bohaterowie odkrywają intrygujące do dziś tajemnice, m.in. Rysunki z Nazca, Machu Picchu, wynalazki napędzane energią słoneczną, czasem uruchamiane medalionami, plemiona wojowniczych kobiet; tajemnicze manuskrypty, zagadkowy, niezwykle zaawansowany technologicznie lud Olemków, opuszczone miasta Majów etc. Można zatem poznać bardzo wiele interesujących faktów na temat Ameryki Południowej, żyjących w niej plemion indiańskich oraz podbijających ich hiszpańskich konkwistadorów. Głównymi bohaterami są oczywiście Esteban i Ziya, którzy z czasem zaczynają do siebie czuć coś więcej niż tylko przyjaźń, a w trakcie podróży oboje dojrzewają emocjonalnie. Pozostałe postacie z kompanii głównych bohaterów są równie ciekawie nakreślone i mają swój czas na ekranie. I niektórzy też się zmieniają na lepsze, przykładowo Mendoza wyraźnie zaznacza przez większą część serialu, że chce przede wszystkim odnaleźć złote miasta, jednak jego zachowanie pokazuje, iż nie jest całkowicie pozbawiony skrupułów i zasad moralnych, a chęć poszukiwania złota nie przyćmiewa mu wcale rozumu, a on sam wyraźnie jest zainteresowany losem dzieci powierzonych jego opiece, choć owe dzieci czasami mają wątpliwości, co mają myśleć o Mendozie i jakie są jego cele, gdyż Mendoza czasem sprawia wrażenie dość podstępnego i równie podłego, co ścigający ich wrogowie, ale to błędna ocena i w końcu zawsze wychodzi na jaw jego dobroć. A kiedy pod koniec serialu może skorzystać z okazji, opuścić dzieci, zagarnąć złoto i z nim uciec, nie robi tego, gdyż woli pomagać Indianom w walce z Olmekami i ratować Estabana, Ziyę oraz Tao. A wiernie mu w tym wszystkim pomagają jego wierni pomocnicy, Pedro i Sancho, którzy nie są zbyt inteligentni, ale oddani Mendozie i drużynie i chętnie im pomagający w potrzebie. Swoją drogą, to Pedro i Sancho to najzabawniejsze postacie w serialu i zawsze wnoszą sporo humoru. W przeciwieństwie do podłego plemienia Olemków, którzy nawiasem mówiąc, swoim istnieniem w serialu mają nawiązywać do teorii o tym, jakoby plemiona Azteków, Majów, Inków i im podobne korzystać miały z pomocy kosmitów przy tworzeniu swojej cywilizacji. Jednak tutaj owi kosmici są ukazani jako inteligentni, ale też bezduszni w swoim dążeniu do bycia wiecznie młodymi i wiecznie żywymi. Mamy zatem nawiązanie do jednej z wielu obsesji ludzkości, życia wiecznego oraz wiecznej młodości. Dodatkowo jeszcze mamy to zgrabnie połączone ze spojrzeniem krytycznym okiem na rozwój nauki kosztem ludzkiego istnienia. Twórcy serialu chcą nam pokazać, że nauka nie jest zła, ale jeżeli będziemy ją rozwijać bezdusznie i nie licząc się przy tym z poniesionymi ofiarami, staniemy się wynaturzonymi istotami. Oczywiście też w serialu nie zabrakło krytyki konkwistadorów, ukazanych jako prawdziwe łotry pożądające jedynie złota i władzy nad ciemnymi ich zdaniem Indianami. Wizja te, co by nie mówił o Europejczykach Mel Gibson (wiecie doskonale, w jakim filmie), zgodna jest jak najbardziej z prawdą.
Warto jednak zatrzymać się nieco przy Olmekach, największych wrogach w tej bajce. Oczywiście Olmekowie istnieli naprawdę, ale nie byli zmutowanymi ludźmi ocalałymi po wielkiej wojnie (prawdopodobnie tej samej, która zniszczyła imperium Hiva), ukrywającymi się we wnętrzu wielkiej góry i podtrzymującymi życie większości członków swojego plemienia za pomocą komór hibernacyjnych. Olmekowie potrzebują dzieci, aby wszczepić uśpionym członkom swojego plemienia młode, zdrowe komórki, a następnie przywrócić ich do życia. Oprócz tego poszukują skarbu znajdującego się we wnętrzu Złotych Miast, ponieważ jedynie on dostarczy im energię pozwalającą pracować całej aparaturze znajdującej się w ich bazie. Sami Olmekowie, wyglądający jak niedobitki ludzkości po wojnie nuklearnej, to jedna z najlepszych rzeczy w całej kreskówce, a przynajmniej dla niektórych widzów.
Serial jest długi, całości towarzyszą świetne motywy muzyczne, które pamiętałbym do dzisiaj, nawet gdybym nie obejrzał wszystkich odcinków po raz kolejny. Można tu znaleźć masę dobrych pomysłów i postaci. „TAJEMNICZE ZŁOTE MIASTA”, poza paroma wyjątkami (jakby nie było, kreskówka jest skierowana przede wszystkim do dzieci), poruszają poważne tematy. Bywa zabawnie, ale pojawia się również śmierć oraz inne mniej śmieszne motywy, na całe szczęście przedstawione w taki sposób, że nie ma tu żadnej przesady, a jednocześnie nic nie jest ugrzecznione i nikt nie robi z najmłodszych widzów idiotów.
Mimo wszystko serial nie jest pozbawiony wad, które zauważyłem teraz, choć wcześniej z oczywistych powodów nie zwracałem na nie uwagi. Na przykład niemal wszyscy bohaterowie nigdy nie zmieniają ubrań, od początku do końca chodzą w tym samych strojach, choć ich podróż trwa bardzo długo. To, co noszą, jest cały czas w idealnym stanie. Nie wiem, pewnie w 1532 roku wszystko było lepsze i nie ma w tym nic niezwykłego. A tak poważnie, to akurat mała wada, raczej zabawna. Dużo większą jest wywołująca pogardliwy uśmieszek dobroć najmłodszych bohaterów. Esteban, Zia i Tao to przecież dzieciaki i to jeszcze jakie. Dzieciaki nigdy nie mające żadnych wątpliwości, zawsze postępujące słusznie, za każdym razem są gotowe do wielkich poświęceń. Nie muszę podkreślać, jakie to naiwne. Poza tym są też mądrzy, swoją mądrością i pomysłowością przewyższają wodzów plemion, kapłanów, doświadczonych przywódców armii... właściwie wszystkich. Przypominam, Esteban ma dwanaście lat, Zia jedenaście. Nie zwróciłem uwagi na wiek Tao, który jest z nich najlepszy. Radzi sobie z każdym problemem, na poczekaniu potrafi skonstruować łódź podwodną i wiele innych przydatnych rzeczy, co momentami wygląda idiotycznie. Wielka była mądrość imperium Hiva. W całym serialu wszystko kręci się wokół trojga dzieci, pod koniec inni pozwalają im nawet podejmować decyzje, od których zależą losy całego świata. Kiedy miałem siedem lat, bohaterowie byli starsi ode mnie, więc wszystko to wydawało mi się możliwe, ale teraz jest naiwne i głupie. No i ten dziwny zbieg okoliczności, który sprawił, że zgodnie z przepowiednią wszyscy mający wykonać swoje zadanie znaleźli się na miejscu w tym samym czasie. Poza tym Olmekowie potrzebują komórek dzieci. W porządku. W okolicznych wioskach Majów jest mnóstwo dzieci, ale przywódca Olmeków zachowuje się tak, jakby jego ludzi mogły uratować jedynie komórki głównych bohaterów. Niby dlaczego?
Ale to są tylko drobne wady, nie mające większego wpływu na to, że serial jest naprawdę dobry i warto go sobie powtórzyć i obejrzeć więcej niż tylko jeden raz. Ja z pewnością będę to robił, bo jest to jedna z najlepszych produkcji z czasów mego dzieciństwa i trudno mi jej nie kochać.
Serial był emitowany w Polsce na kanale TVP 2, a potem na kanale RTL 7, w obu przypadkach w wersji z lektorem. Serial nie doczekał się jeszcze wersji z polskim dubbingiem i nie wiadomo, czy kiedyś to nastąpi. Doczekał się za to sequela z 2012 roku, również zatytułowanego „TAJEMNICZE ZŁOTE MIASTA”. O dziwo, ten serialu już się doczekał wersji z polskim dubbingiem. Nie jest on jednak już tak dobry jak oryginał, do którego obejrzenia serdecznie wszystkich zachęcam i nie tylko tych, co wychowali się w latach 90, ale i tych, którzy bardzo lubią historie pełne ciekawych przygód, wartkiej akcji, interesujących postaci itd. Dlatego nie traćcie czasu, wskakujcie na grzbiet Złotego Kondora i lećcie wraz z bohaterami odnaleźć tajemnicze złote miasta.
niedziela, 18 kwietnia 2021
Kacper (1996)
Tego duszka chyba nie musimy nikomu przedstawiać. Wszyscy go dobrze znają i to nie tylko dlatego, że ostatnio rozmawialiśmy o jego przygodach. Myślę, że również dlatego, iż jest on jedną z tych postaci popkultury, którą każdy z nas choć raz w życiu widział i choć raz w życiu słyszał. Jak to zwykle z takimi postaciami bywa, on również nie poprzestał tylko na jednym serialu animowanym, gdyż doczekał się o wiele więcej produkcji, w tym trzech filmów aktorskich. Pierwszy z nich stał się inspiracją dla twórców animacji i dlatego już rok po jego produkcji, powstał serial animowany, który był kontynuacją wyżej wspomnianego filmu. Filmem tym był „KACPER” z 1995 roku. To od niego musimy rozpocząć naszą opowieść, aby wszystko było jasne.
W filmie tym historia zaczyna się od momentu, w którym pewien starszy pan umiera i zostawia swojej jedynej krewnej w spadku jedynie... stary i rozpadający się już dom. Cały bowiem majątek zapisuje na ratowanie zwierząt. Kobieta i jej agent są wściekli, ale potem przypadkiem dowiadują się, że w domu rzekomo znajduje się bezcenny skarb. Postanawia to sprawdzić, ale w domu są duchy, czyli Kacper i jego trzej wujkowie. O ile wujkowie to złośliwe typki uwielbiające straszyć ludzi, Kacperek dąży do znalezienia przyjaciół, jednak ludzie boją się go równie mocno, co jego opiekunów. Spadkobierczyni postanawia pozbyć się duchów, ale wszelkie próby w tym celu podjęte zawodzą. Wynajmuje więc doktora Harveya, który wraz z córką Kat zajmuje się zjawiskami paranormalnymi, na co ma w pewnym sensie ma lekką obsesję odkąd zmarła jego żona, a matka jego córki. Liczy, że odnajdzie w ten sposób kontakt z nią. Doktor i Kat zamieszkują w nawiedzonym domu i próbują znaleźć wspólny język z duchami. Kat udaje się zaprzyjaźnić z Kacprem, z kolei jej ojciec próbuje porozumieć się z jego wujkami, co jest utrudnione tym, że wszyscy trzej są nieźle stuknięci. Tymczasem zleceniodawczyni doktora, nie widząc wciąż efektów swojej pracy, próbuje na inne sposoby zdobyć skarb, w efekcie czego ginie i jako duch dostaje się do zamku i choć znajduje skarb, to i tak trafia w zaświaty, więc nic jej z tego nie przychodzi. Skarbem zaś okazuje się być rękawica do baseballa i piłka do tej samej gry, jaką ojciec Kacperka kupił dla swego syna i bawiąc się z nim udawał, że jest to piracki skarb. Sam Kacper zaś znajduje z pomocą Kat prawdziwy skarb, tzw. Maszynę Łazarza, która może go wskrzesić. Potrzeba do niej specjalnego eliksiru, a tego jest tylko jedna buteleczka. Kacper już chce wrócić do życia, ale okazuje się, że doktor Harvey, pijąc na umór w barze z wujkami Kacpra, spadł niechcący z dużej wysokości i umarł, zostając duchem. Załamany Kacper oddaje mu swój eliksir i dzięki niemu doktor wraca do życia. Wieczorem odbywa się bal, na którym Kacper, za wstawiennictwem ducha matki Kat, pojawia się żywy, tańczy z przyjaciółką i czule ją całuje. Nieco później doktor spotyka ducha swojej żony, którą sprowadzili wujkowie Kacpra i odbywa z nią pożegnalną i bardzo czułą rozmowę, w której mówią o wychowaniu swojej córki i o tym, jak bardzo się kochają i że kiedyś będą wszyscy razem, ale to w odpowiednim czasie. Potem bal się powoli kończy, Kacper na oczach wszystkich gości znowu wraca do bycia duchem, co przeraża wszystkich gości i uciekają oni z balu, ale nie przerywa to zabawy, gdyż doktor Harvey wraz z wujkami Kacpra rozkręca imprezę w ich małym, ale za to przyjaznym gronie.
Film był naprawdę bardzo dobry, pamiętam, że w dzieciństwie bardzo go lubiłem. Przy okazji jako pierwszy podjął temat, dlaczego Kacper jest duchem. Z tego filmu wychodzi na jaw, że Kacper za życia był synem słynnego naukowca i pewnego dnia podczas zabawy na sankach zaziębił się, złapał zapalenie płuc i umarł. Jego ojciec nigdy się z tym nie pogodził i podjął próby wskrzeszenia syna, ale zmarł, nim zdołał ukończyć pracę. W filmie, jak już wiemy, Kacper zdołał wraz z Kat dokończyć jego dzieło i prawie odzyskał ludzką postać, lecz widząc śmierć doktora Harveya, oddał swoją szansę jemu i pozostał już duchem. Mimo to był szczęśliwy, że zyskał wiernych przyjaciół w osobie Kat i jej ojca, a także naprawił swoje relacje z wujkami, którzy wcześniej byli do niego dosyć wredni. Film ma ciekawą fabułę, choć chwilami dosyć niezwykłą, a sam świat ukazany tam nie zawsze wydaje się takim realnym światem jak ten, w którym żyjemy. Niekiedy fabuła sprawia wrażenie dość naiwnej, a innym razem dosyć absurdalnej, ale jest to film kierowany przede wszystkim dla dzieciaków i dlatego nie można go oceniać kategoriami dorosłych. W USA jednak zrobił swego rodzaju furorę, czego może dowodzić fakt, że doczekał się animowanego serialu, w którym kontynuowane są wątki znane z filmu. W serialu więc ponownie pojawiają się postacie znane nam z aktorskiej produkcji, czyli dobry duszek Kacper, jego trzej wujkowie Fatso, Stinky i Stretch (w wersji z lektorem nazywani Wygibas, Śmierdziel i Grubas). Mają oni takie same charaktery, co w filmie, a dodatkowo postacie są narysowane w taki sposób, aby przypominać postacie z filmu. Moim zdaniem wyszło im to naprawdę dobrze, zwłaszcza dotyczy to doktora Harveya i Kat. Oboje wyglądają bardzo podobnie jak w filmie, gdzie notabene zagrali ich Bill Pulman i Christina Ricci.
Serial pokazuje nam, że doktor Harvey i Kat dalej mieszkają sobie w starym domu, w którym mieszkają też Kacper z wujkami. Nie wiemy za bardzo, z czego żyją, choć wiele razy jest pokazywane, że doktor nad czymś pracuje, ale nad czym, tego nie wiemy. Wiemy za to, że dalej jest roztargniony i nieco zakręcony, lecz też na naprawdę sympatyczny. Do tego przyjaźni się z duchami mieszkającymi w tym domu, ich przyjaźń jest na tyle duża, że wujkowie Kacpra traktują go jak swego. Kat z kolei to typowa nastolatka z lat 90 XX wieku. Chodzi ubrana w różową bluzkę i niebieskie dżinsy, czyli strój typowy dla nastolatek z tamtych czasów w USA. Lubi też typowe ulubione rzeczy nastolatek z tego okresu, czyli pop i rock, ploteczki z koleżankami, zakupy, chodzenie do barów na owocowe koktajle lub inne zimne napoje jak np. lemoniada czy cola, a przy okazji też lubi, podobnie jak tata, duchy i zjawiska paranormalne, co jednak, biorąc pod uwagę fakt, że mieszka w domu zamieszkałym przez duchy, nikogo raczej nie dziwi. Ale jeśli chodzi o duchy, to zdecydowanie jej ulubieńcem jest Kacper, który jest jej najlepszym przyjacielem, choć czasami mają względem siebie uczucia nie tylko przyjacielskie. Z kolei wujkowie Kacperka działają na nią raczej negatywnie, gdyż denerwują ją zazwyczaj swoim zwariowanym i nieokrzesanym charakterem. Za to jej tata bardzo ich lubi, całkiem nieźle się z nimi dogaduje i nieraz spędza z nimi tzw. męskie wieczorki.
Ponieważ wspomnieliśmy o głównych ludzkich postaciach, warto wspomnieć też o postaciach duchów, które też są całkiem interesujące. Kacperka już znamy i chyba nie trzeba mówić o nim zbyt wiele. Ostatecznie to dobroduszny duszek, który zamiast straszyć ludzi, chce się z nimi przyjaźnić i nie szuka z nimi żadnego konfliktu, jednak paradoksalnie fakt, że jest duchem i to, że nie da się tego ukryć, z miejsca sprawia, iż wszyscy ludzie na jego widok krzyczą: „DDDDDDDDUCH!” i uciekają przerażeni jak najdalej od niego. Jednak w tym serialu, w przeciwieństwie do oryginału, nie jest to już tak przykre, ponieważ ma on stałych przyjaciół w postaci Kat i jej ojca, z którymi utrzymuje stały kontakt i często spędza z nimi czas. Mimo wszystko dokucza mu to, że nie może chodzić z Kat do baru czy lodziarni i uczestniczyć w jej zabawach, a jego smutek potęguje fakt, że wyraźnie widać, iż jest w niej zakochany. W jednym odcinku Kacperek załamany smaruje się kremową pomadą i dobiera sobie ubranie, dzięki któremu udaje mu się udawać ludzkiego chłopca, ale z powodu braku pieniędzy nie jest w stanie kupić sobie lodów, z powodu wieku nie może iść do kina na film dla starszych widzów, do tego nie może jeść i pić, bo wszystko przez niego przelatuje. Gdy potem niechcący przejeżdża przez niego fortepian i zostają po nim ubrania, wszyscy myślą, że nie żyje, ale zaraz potem widzą Kacperka jako ducha, który zmywa z siebie kremową pomadę i przerażeni uciekają przed nim. Dość zabawna historyjka, ale chyba też jednocześnie zmusza do myślenia i posiada nieco gorzki smak. Inaczej już się ma odcinek o tym, w którym Kat wybiera się na spotkanie z chłopakiem, a Kacperek jej proponuje wycieczkę w Alpy i gdy ta odmawia z powodu spotkania z kolegą, Kacper z miejsca jej sugeruje, że to randka. Kat zaprzecza, ale duszek co jakiś czas pojawia się na jej spotkaniu i złośliwie sugeruje, iż to na pewno randka. Dziewczyna oczywiście temu zaprzecza, z trudem nie ujawniając obecności duszka. Dodatkowo nawet raz atakuje marionetkę w teatrzyku marionetek, gdy myśli, że to Kacperek się z niej nabija. Na końcu odcinka zaś Kat dowiaduje się, iż chłopak towarzyszący jej cały dzień jednak odebrał ich spotkanie jako randkę i Kat ze złością daje mu do zrozumienia, że się nie myli i nie daje się pocałować, po czym goni Kacperka po całym zamku, gdy ten zaśmiewa się do rozpuku i woła, że jednak miał rację. Widać tu wyraźnie, że nasz słodki duszek zakochał się w dziewczynce i bardzo przeżywa to, że nie może z nią chodzić na randki i być znowu żywym chłopcem, ale mimo to potrafi doskonale się z nią dogadać oraz spędzić z nią wesoło czas, choć kiedy ona spędza czas z jakimś chłopcem, prędzej czy później okazuje o nią zazdrość.
Ważnymi dla całej historii postaciami są trzej przybrani wujkowie Kacpra. Nie są oni tak naprawdę z nim spokrewnieni, ale są jego opiekunami i roztaczają nad nim opiekę, o ile oczywiście można to tak nazwać, gdyż w dużej mierze owa „opieka” polega na dokuczaniu Kacprowi, nakazywaniu mu niejeden raz, aby im szykował posiłki, a także, żeby po nich sprzątał. Wujkowie na pierwszy rzut oka nie sprawiają pozytywnego wrażenia, gdyż są wredni i często dokuczliwi, a do tego niejeden raz wysługują się Kacprem, a innym razem spędzają męskie i dosyć dzikie wieczorki z ojcem Kat. Należy przy tym zauważyć, że mają najróżniejsze, choć podobne do siebie charaktery, ale też cechy szczególne, które ich od siebie nawzajem wyróżniają. Fatso (Wygibas) umie zmieniać kształty i niejeden raz się w taki właśnie sposób wygłupia i jest najczęściej prowodyrem do dokuczania innym lub wszczynania kłótni z innymi osobami, a także z pozostałą dwójką. Stinky (Śmierdziel) jest fizycznie do niego podobny, gdyż też jest przesadnie chudy i ma podobną twarz, ale dla odróżnienia od twarzy poprzednika, jego facjatę zdobi wielki nos, za który nieraz pozostali go łapią, chcąc mu dokuczyć. Cechą charakterystyczną tego ducha jest to, że Stinky jest na bakier z higieną osobistą i zawsze mu śmierdzi z paszczy, więc przebywanie z nim bywa uciążliwe i to bardziej niż z pozostałymi członkami zwariowanego trio. Ostatnim członkiem tej stukniętej paczki jest Stretch (Grubas), który w przeciwieństwie do swoich dwóch kumpli jest gruby i leniwy, a zarazem też najbardziej sympatyczny z całej paczki i to praktycznie jemu najwięcej dokucza Fatso, niejeden raz w duecie ze Stinkym. Stretch jest najmniej inteligentny z całej trójki i często ma romantyczne usposobienie i podstawowe potrzeby, lubi jeść, choć jako duch i tak nie ma żołądka i głodu nie czuje, ale w jakiś sposób wciąż czuje smak jedzonych przez siebie potraw. W kilku odcinkach próbuje schudnąć, ale oczywiście duchy nie mogą chudnąć, więc na nic mu się to nie zdaje. To on najmniej dokucza Kacprowi i to jemu najwięcej się obrywa od Fatso, gdy powie coś głupiego, czyli dosyć często.
Tak oto wyglądają postacie z serialu, które wcześniej pojawiły się w filmie. Ale nie brak w tej produkcji całkiem nowych postaci, które ubarwiają ten dosyć ciekawy szereg postaci. Jedną z nich jest Duch Chrzestny, wielki i gruby, zielony duch, będący kimś w rodzaju szefa wszystkich szefów w świecie duchów. To dość groźna postać, lubi się rządzić i lubi kierować innymi, nawet wbrew ich woli. Nieraz też wystawia na próbę Kacpra i jego wujków, grożąc im zesłaniem do jakiegoś ponurego miejsca, jeśli nie wypełnią wyznaczonego im zadania. Można powiedzieć, że to jedyna osoba, której nasze walnięte trio duchów się obawia i przed kim czują respekt.
Nowymi postaciami są też szkolni kumple Kacpra ze szkoły. Tak, w tej bajce Kacper od czasu do czasu bierze udział w lekcjach szkoły dla duchów, w której uczą się duchy innych zmarłych jako dzieci osób. Szczególnie wyróżniają się tutaj dwie osoby. Jedną z nich jest Spooky, a drugą Pola. Spooky to duszek podobny do Kacperka, ale mający piegi na twarzy, duży i czarny nos oraz melonik na głowie, co go nieco upodabnia do podrzędnego gangstera i tak też duszek chciałby być traktowany. Spooky bowiem jest sympatyczny, choć lubi zgrywać twardziela i nie zawsze umie okazywać emocji, gdyż uważa to za dowód słabości. Niejeden raz dokucza Kacprowi, ale w gruncie rzeczy go lubi. Jego niemalże stałą towarzyszką zabaw jest Pola, urocza duszek dziewczynka o blond włosach i z różową kokardą na głowie. Pola jest wyraźnie zakochana w Spookym, choć w kilku odcinkach zdaje się przejawiać wyraźne zainteresowanie Kacprem, którego bardzo lubi i któremu nigdy nie dokucza, próbując czasami wywrzeć na Spooky’ego dobry wpływ i przekonać go, aby mniej zgrywał twardziela, a więcej okazywał uczuć, a już zwłaszcza jej.
Tak oto wygląda w skrócie opis postaci serialu. Fabuły jego streścić raczej nie sposób, bo każdy odcinek to dwie historyjki o zwariowanych przygodach Kacpra i jego przyjaciół, zarówno tych znanych nam z filmu, jak i tych wymyślonych na poczet serialu. Bajka jest naprawdę ciekawa i zabawna, stanowi moim zdaniem doskonałe odświeżenie klasyka z lat 50 o przygodach Kacperka, ale bardziej już skupiającego się na nim i więcej mówiącego o świecie duchów oraz rządzących w nim prawach. Serial był emitowany na kilku kanałach, głównie na RTL 7, na TVP 2 oraz na Polsacie. Pierwsze dwa kanały emitowały go w wersji z polskim dubbingiem, ostatni w wersji z lektorem. Osobiście bardziej wolałem wersję z dubbingiem, zwłaszcza podobała mi się Kat w polskiej wersji językowej. Warto więc wspomnieć o obsadzie polskiego dubbingu, gdyż jest ona bardzo ciekawa. A zatem w polskiej wersji językowej serialu wystąpili:
Krzysztof Szczerbiński jako Kacper
Artur Kaczmarski jako doktor Harvey
Jolanta Wilk jako Kat Harvey
Jacek Czyż jako Fatso
Jacek Jarosz jako Stinky
Tomasz Grochoczyński jako Stinky (część odcinków)
Michał Konarski jako Stretch
Marcin Hycnar jako Spooky
Anna Apostolakis jako Pola
Marek Frąckowiak jako Duch Chrzestny
Joanna Orzeszkowska jako Pani Banshee (nauczycielka Kat)
Włodzimierz Bednarski
Stefan Knothe
Paweł Szczesny
Iwona Rulewicz
Hanna Kinder-Kiss
Wojciech Paszkowski
Agnieszka Kunikowska
Marek Barbasiewicz
Janusz Wituch
Józef Mika
Grzegorz Wons
Wojciech Machnicki
Włodzimierz Press
Mieczysław Morański
Robert Tondera
Ryszard Olesiński
Monika Wierzbicka
Marcin Przybylski
Jarosław Domin
Podsumowując zatem, serial jest naprawdę dobrą i sympatyczną produkcją zarówno dla dzieci, jak i nieco starszych widzów i warto ją obejrzeć, choćby po to, aby poznać nieco nowsze przygody najsłynniejszego ducha wszechczasów. Czy zatem polecam ten serial? Zdecydowanie tak. Polecam wam serdecznie, gdyż na tej bajce możecie się nieźle pośmiać, a czasami i wzruszyć, a najmocniej się chyba ubawicie jako starsi widzowie, gdy w tym serialu dostrzeżecie aluzje do różnych znanych klasyków, których to aluzji nie brak w tej produkcji. Obejrzyjcie zatem i pokażcie, że nie boicie się duchów.
poniedziałek, 5 kwietnia 2021
Kacper i przyjaciele (1952-1957)
Dzisiaj pora opowiedzieć o bajce, którą chyba wszyscy z nas znają, choćby tylko ze słyszenia. Opowieść o najsympatyczniejszym duchu na całym świecie, który zamiast straszyć, szuka przyjaciół i jest przyjaźnie nastawiony do wszystkich, za co spotykają go złośliwości ze strony innych duchów. Nie jest to oczywiście jedyna bajka ani też jedyna produkcja o tym bohaterze, bo powstało jeszcze kilka innych animacji o przygodach sympatycznego, przyjaznego duszka, a także trzy filmy aktorskie i gry komputerowe. Dzisiaj jednak skupimy się na tej pierwszej produkcji, od której wszystko się to zaczęło. Warto ją poznać.
Bajka posiada podobny sposób układania fabuły, co wiele animowanych seriali z dawnych lat, czyli nie ma jednolitej historii skupiającej się na jednej konkretnej postaci, czyli duszku Kacprze. Sam tytuł wskazuje nam na to, że będzie to opowieść o owym bohaterze i jego przyjaciołach, ale jest to dość umowne, gdyż większość postaci występujących w serialu nie zna się ze sobą i nawet się nie spotyka. O co zatem chodzi? Chodzi mianowicie o to, że każdy odcinek serialu składa się z przynajmniej czterech krótkich, kilkuminutowych kreskówek, które nam opowiadają losy jakieś postaci, ukazanej w czołówce. Zawsze jedna z tych historyjek dotyczy duszka Kacperka, czasami nawet aż dwie, czyli ta ukazana na początku i na końcu. Te w środku opowiadają o innych postaciach. Każda z tych opowiastek ma pewien schemat i warto sobie o nich opowiedzieć. Aby to lepiej zrobić, przedstawmy sobie głównych bohaterów serialu:
Kacper (przyjazny duszek) - główny bohater kreskówki, uwielbiany przez wszystkie dzieci w każdym wieku. Najbardziej boją się go dorośli, a nawet zwierzęta. Ma trzech wujków: Fatsa, Stinkiego i Stretcha, którzy nie bardzo cenią jego charakter. Schemat odcinków o Kacperku prawie zawsze jest taki sam. Kacper gdzieś chodzi, ludzie się go boją, niekiedy też zwierzęta, ale za to dzieci i to te zarówno ludzkie, jak i zwierzęce, uważają go za sympatycznego i przeżywają z nim naprawdę ciekawe przygody. Czasami Kacper ratuje miasto lub pojedynczych dorosłych ludzi przed niebezpieczeństwem i potem zostaje bohaterem całej okolicy i nikt się go nie boi, a przynajmniej tam, gdzie właśnie miała miejsce jego przygoda.
Fatso, Stinkie i Stretch - wujkowie małego Kacperka. Czasami uwielbiają go denerwować. A niekiedy w kilku odcinkach próbują go „nawrócić” na właściwą drogę. W jednym odcinku podali mu siłą pigułki zła, przez co duszek zamienił się w małego diabełka i zaczął im dokuczać tak okrutnie (m.in. chciał ich przyjechać kosiarką), że uciekli, a na końcu Kacperek zamienia się w siebie i wyznaje, że wcale nie połknął pigułek zła.
Herman - brązowy gryzoń, ubrany w zielone spodnie i czerwony krawat. Musi się zmagać ze złym Makarym, ma także przyjaciół: szare myszki, które pomagają w walce z wrogiem. Herman wygląda podobnie do Jerry’ego z kreskówki „Tom i Jerry”.
Makary - brązowo-żółty kot, jest największym rywalem Hermana i próbuje za wszelką cenę złapać i pożreć go, co nie zawsze mu się udaje. Makary wygląda podobnie do Toma z kreskówki „Tom i Jerry”, a fabuła epizodów z Makarym i Hermanem bardzo przypomina fabułę wyżej wspomnianego serialu, możliwe też, że były nimi inspirowane.
Buzzy - wrona z kapelusikiem na głowie. Występuje w kilku epizodach z Makarym. Brzmi jak stereotypowy włosko-amerykański gangster. W epizodach ze sobą to jemu dla odmiany psoci się Makary, za co oczywiście nieźle obrywa, gdyż wrona nie wchodzi kotu w drogę, ale gdy ten wredny sierściuch się jej narazi, bez wahania i bez litości daje mu popalić.
Mały Hyzio - duże, żółte kaczątko ubrane w niebieską koszulę i białą pieluchę, nosi też czepek. Mieszka razem z rodzicami. Wykazuje się niesamowitym brakiem inteligencji, jednakże często udaje mu się przechytrzyć Lisa. Słynie z nieśmiertelności (Lis niejednokrotnie zniszczył na nim obiekty jak kowadło czy siekiera, przeżył również kilkakrotnie eksplozje). Mały Hyzio w kilku odcinkach ma kuzynostwo, dużo mniejsze i bardziej inteligentne od niego, które mu dokucza, ale gdy Lis je porywa, to właśnie Hyzio je ratuje i kuzynostwo zaczyna go traktować jak bohatera.
Wendy, mała dobra czarownica - to blondwłosa dziewczynka w czerwonym stroju. Lata na miotle i umie czarować. W kilku epizodach przyjaźnie się z Kacprem i przeżywa wraz z nim przygody. Podobnie jak on, stara się znaleźć sobie przyjaciół.
Mały Diabełek - jest to diabełek-dziecko w całym czerwonym ciele.
Spooky - duch w kapeluszu, uwielbia płatać innym psikusy, wyjątkiem jest tu Kacper, którego bardzo lubi (choć nie zawsze z wzajemnością) i czasami pomaga mu w starciu z wujami, a czasami dla odmiany psoci się przyjaciołom dobrego duszka, którzy potem myślą, że to on i są na niego źli, gdyż Spooky i Kacper są do siebie podobni. Mówi brooklyńskim akcentem.
Richie Rich - jego pełne imię brzmi Richard Milioner. Chłopak, który przeżywa fantastyczne przygody i chce być bogaty jak inni. Doczekał się własnego filmu aktorskiego, w którym zagrał go Kevin sam w domu. Warto zauważyć, że fani wysnuli teorię, według której Kacper to właśnie Richie, który popełnił kiedyś samobójstwo z powodu braku miłości rodziców, jednak teoria ta jest naprawdę dość mocno naciągana.
Mała Audrey - dziewczynka ubrana w niebieską (czerwoną w przerywniku) spódniczkę do kolan i wstążki na głowie. Często wpada w kłopoty z policją bądź jest bohaterką swoich marzeń. Odcinki z nią zawsze ukazują ją w jakieś sytuacji, podczas której niechcący pakuje się w jakieś tarapaty z powodu swojego jakże dobrego, ale i naiwnego charakteru.
Żółw Tommy - żółw, jest zielonego koloru, a skorupę ma jasnozieloną, rywal Zająca Moego.
Zając Moe - zając, ma na sobie całe beżowe futerko, rywal Żółwia Tommy’ego. Przypomina nieco Królika Bugsa.
Serial jest lekką i przyjemną animacją, bardzo w stylu „ZWARIOWANYCH MELODII”, a częściowo również innych bajek powstających w tamtym okresie. Jest raczej lekka i przyjemna, a chwilami również zwariowana. Postacie są bardzo ciekawe i barwne, można łatwo odkryć, które z nich lubisz, a które nie. Humor jest też całkiem świetny, raczej w starym stylu i oparty w dużej mierze na slapsticku, w dużej mierze epizody są do siebie podobne, bo trzymają się zwykle utartych schematów, ale nie przeszkadza nam to, gdyż fabuła jest naprawdę dobra. Ja jednak osobiście uważam, że cały serial powinien być raczej o Kacperku, bo pozostałe postacie nie są na tyle ciekawe, aby tworzyć o nich osobne epizody. Ale nie jest ostatecznie źle, bajkę warto obejrzeć, a już zwłaszcza wtedy, jeśli się jest fanem starych i dobrych animacji, tak jak ja. I pośmiać się ponownie z tego, jak ludzie wariują ze strachu na widok małego i uroczo wyglądającego dusza, wrzeszcząc przy tym „Ddddddddddddd... DUUUUUUUCH!” i potem uciekają, gdzie pieprz rośnie. I potem wzruszyć tym, jak słodki Kacperek zdobywa mimo wszystko zawsze jakiegoś przyjaciela i pocieszyć się, że nawet jeśli jest się samotnym i nie ma się przyjaciół, nie warto tracić nadziei, bo skoro Kacperkowi się udało, nam również może się udać.
Bajka leciała na kilku kanałach, na TVP 1, TVP 1, na RTL 7, na TV4, na PULS, na PULS 2 i na TV6. We wszystkich tych stacjach leciała w wersji z polskim lektorem, którym za każdym razem był ktoś inny. Część odcinków została wydana na kasetach VHS. Warto też wspomnieć o tym, że powstała też seria komiksów na podstawie serialu i z jego bohaterami, trzymająca doskonale klimat tej uroczej produkcji, którą serdecznie polecam każdemu, kto chce obejrzeć stare i dobre bajki z dawnych lat.
poniedziałek, 29 marca 2021
Wezyr Nic-po-nim (1996)
Ten oto cytat chyba znają wszyscy, którzy wychowali się w latach 90 XX wieku i znają choć trochę bajki emitowane na nie istniejącym już kanale RTL 7. Nie pochodzi on jednak z bajki „ALADYN” Disneya i nie wypowiada go słynny zły wezyr Dżafar, choć do niego bardzo by te słowa pasowały. Wypowiada go zupełnie inna postać, którą chyba większość z nas dobrze zna i nic w tym raczej dziwnego. Trudno jest bowiem być dzieckiem lat 90 i nie znać, choćby tylko ze słyszenia, bajkę o przygodach wrednego wezyra intryganta, który próbuje obalić swego władcę i zająć jego miejsce na tronie, z mizernym oczywiście skutkiem. Dla tych jednak, którzy jakimś cudem nie znają tej postaci i jego zwariowanych przygód, przedstawiamy: oto jest wezyr Nic-po-nim, wredny drań i intrygant, dodatkowo też przerysowany choleryk i postać, której nie można zaufać nawet w kwestii pożyczenia kilku monet na wino, a co dopiero w poważniejszych sprawach. Krótko mówiąc, główny bohater omawianej przez nas naprawdę rewelacyjnej i zabawnej bajki.
Po raz pierwszy wezyr pojawił się na kartach komiksów napisanych przez Rene Goscinny’ego i Alberto Uderzego. Jeśli te dwa nazwiska wydają się wam jakoś znajome, to spieszę z wyjaśnieniami: tak, nie mylicie się. Ci dwaj panowie napisali komiksy o przygodach Asterixa i Obelixa. Ale oprócz tego stworzyli też komiksy o innych naprawdę ciekawych postaciach. Jedną z nich był Lucky Luke, samotny kowboj walczący z przestępcami i umiejący pokonać w strzelaniu swój własny cień. Innymi są starsi bracia dzielnych Galów, czyli Indianin Umpa-pa z plemienia Szpoko-Szpoko i jego biały brat Hubert de La Purre de Cartofele, znany też jako Podwójny Skalp, francuski szlachcic i kolonista. Ta druga para bohaterów jest mało znana w Polsce, choć wydano w naszym kraju komiksy, które o nich powstały i osobiście bardzo żałuję, że nie doczekały się ekranizacji, gdyż są tego warte. Inną ciekawą postacią, którą współtworzyli Goscinny i Uderzo jest słynny Mikołajek i jego przyjaciele. Ale dzisiaj pomówimy sobie o innej postaci, którą w Polsce myślę, że wiele osób z pokolenia lat 90 dobrze jeszcze pamięta. Mowa tutaj o wezyrze Iznogudzie. Tak, wzrok nas nie myli. Oryginalnie nasz bohater nazywa się Iznogud, a nie Nic-po-nim. Dlaczego więc u nas jest znany pod zupełnie inną nazwą? Już wyjaśniamy tę kwestię.
Oryginalne komiksy rozgrywają się w pewnym fikcyjnym arabskim świecie. Na jego czele stoi dobroduszny, lecz safandułowaty kalif Harun Arachid zwany „Grubassosem”, który jednak niewiele się przejmuje sprawami państwa i we wszystkim, w czym tylko może, wysługuje się wezyrem Iznogudem, swoim „wiernym” sługą. Oczywiście nie wie, że wezyr to nędzny drań, który co prawda dobrze w jego imieniu rządzi krajem, ale nie zamierza być wierny swemu panu i próbuje go obalić w każdy możliwy sposób. Pomaga mu w tym jego sługus Pali Bebech. Wezyr często powtarza „Chcę być kalifem, zamiast kalifa” i zżera go ambicja, aby zajść najwyżej w hierarchii społecznej całego kraju. Co prawda, nie jest mu to potrzebne, ponieważ kalif nie zajmuje się sprawami państwa, umie tylko dyrygować służbą, która ma go nakarmić lub ewentualnie jeszcze przyjmować zagranicznych gości. W praktyce więc cała władza znajduje się w rękach wezyra, na którego spada odpowiedzialność za rządzenie krajem. Jednak wezyrowi to nie wystarczy, ponieważ i tak boska cześć poddanych jest oddawana kalifowi i to właśnie jego ludzie czczą i wielbią. Wezyr, który ma przerost ambicji, chce mieć również i to, dlatego ciągle knuje jakieś intrygi. Każdy komiks o przygodach Iznoguda opowiada kilka oddzielnych historii o przygodach podstępnego wezyra i ukazuje jego intrygi. Historie te nie są ze sobą powiązane, gdyż są one całkowicie niezależne od siebie i pokazują nam, jak wezyr coś knuje, aby się pozbyć kalifa i zająć jego miejsce, jednak zawsze kończy się to tym, że wpada w pułapkę bez wyjścia, znika w tajemniczych okolicznościach lub zostaje nieodwracalnie unieszkodliwiony. Ale tylko do kolejnej opowieści, w której to wszystko wraca do normy i znowu wezyr tworzy podstępny plan, mający na celu pozbawienia kalifa władzy i objęcie jego tronu. Komiksy stanowią w dużej mierze parodię „KSIĘGI TYSIĄCA I JEDNEJ NOCY”, pełno w nim bowiem dżinów, latających dywanów i czarodziejów. Dodatkowo jeszcze mnóstwo tu gier słownych. Samo imię wezyra mówi samo za siebie, gdyż nawiązuje do słów „is no good”, czyli „jest niedobry”. Na podstawie komiksów powstał serial animowany, a także film aktorski z 2005 roku. Pierwotnie sam Goscinny chciał sam stworzyć ekranizację, w której główną rolę zagrałby sam wielki Louis de Funes, ale niestety jego plan się nie powiódł. Wielka szkoda, ponieważ uważam, że byłby to naprawdę super film, zwłaszcza znając talent komediowy tego znakomitego francuskiego aktora.
Skupmy się na serialu animowanym. Ma on dokładnie taką samą fabułę, co komiksy, a przynajmniej taką samą konstrukcję, ponieważ przygody są już różne, ale często wzorowane na tych z komiksów. Serial ma 26 odcinków, każdy jest podzielony na dwa epizody. Przygody w nich ukazane są niesamowicie zabawne i pełne dowcipów, z których wiele dotyczy polityki i w sumie jedynie dorośli w pełni je zrozumieją i zapewne dlatego ten serial cieszył się większą popularnością wśród dorosłych widzów aniżeli wśród dzieci, choć i te były nim zachwycone, bo i trudno się tutaj nie zachwycać. Każdy odcinek bawi, sam wezyr, choć jest postacią złą, to jednak cieszy się sympatią widzów, głównie ze względu na to, iż jest tak doskonale stworzony, jako przerysowany choleryk, a jednocześnie intrygant i łajdak, który dość często jest dwulicowy, gdyż udaje on wiernego sługę swego władcy, a po cichu chce się go pozbyć. W polskim dubbingu serialu zmieniono nieco imiona postaci i kilka tytułów, które oni piastują, także zamiast kalifa mamy sułtana, zamiast Haruna Arachida mamy Haruna Łaskawego, zamiast Iznoguda mamy Nic-po-nima, a zamiast Pali Bebecha mamy Abdullaha. Nie wiem, po co zrobiono te zmiany, najprawdopodobniej dlatego, aby po polsku wszystko było bardziej dla polskiego dzieciaka zrozumiałe. Jeśli tak, to im się udało. W każdym razie o wiele lepiej dzisiaj w Polsce kojarzą wezyra Nic-po-nima zamiast wezyra Iznoguda. Jakby się jednak on nie nazywał, jest po prostu super i jego przygody ciągle bawią do łez tym, jak doskonale są skonstruowane. Dumą napawa przy tym myśl, że twórca komiksów i współtwórca serialu, Rene Goscinny, ma polskie pochodzenie. Widać to prawda, że Polak potrafi.
Jak wyglądają typowe przygody wezyra? Oto streszczenie jednej z nich, moim zdaniem najzabawniejszej, która pomoże lepiej nam zrozumieć, jak wygląda ten serial. Wezyr Nic-po-nim jest świadkiem, jak w jednym barze pewien biednie odziany facet wydaje grube sumy na porządny posiłek, a potem kupuje cały interes, płacąc złotymi jajami. Wezyr aresztuje go i zmusza, aby powiedział mu, skąd ma tę swoją walutę. Gość wyjaśnia, że z pewnej wyspy, na której żyje pewien struś, który znosi złote jaja. Wezyr i jego wierny sługa Abdullah ruszają z tym gościem w drogę i docierają na wyspę. Najpierw z trudem unikają ataku ludzi, którzy kochają krzyżówki i próbują ich zmusić do szalonej gry. Potem spotykają strusia i gość wyjaśnia, że trzeba mu śpiewać, aby znosił złote jaja. Wezyr zaczyna więc śpiewać, strasznie przy tym fałszując. Struś znosi jaja, a kocie zawodzenie Nic-po-nima ściąga burzę. Załamany struś (którego nie wiem, co bardziej boli - uszy czy kuper) pada nieprzytomny na stos złotych jaj, które zniósł, a które zabiera wezyr z wiernym sługą. Za pomocą owego skarbu próbuje przekupić wierną straż sułtana, aby ta służyła teraz jemu i obaliła Haruna Łaskawego. Straż jednak zamiast tego aresztowała wezyra i zamknęła w klatce zawieszonej na rynku miejskim. Przechodzi tam gość, od którego wszystko się zaczęło i wyjaśnia on wezyrowi coś, co chciał mu powiedzieć już wcześniej, ale Nic-po-nim nie chciał go słuchać i dlatego nie zrobił tego. Tym faktem było to, że struś owszem, znosi jaja, kiedy mu się śpiewa, ale jeśli śpiew jest fałszywy, to złoto też fałszywe. Załamany wezyr musi ponosić konsekwencję tego, iż nie chciał wysłuchać do końca gościa, którego zmusił do współpracy.
Tak oto wygląda streszczenie jednej z epizodów przygód wezyra. Ja osobiście bardzo miło go wspominam, podobnie jak i inne odcinki serialu. Pamiętam, że to była pierwsza bajka, którą obejrzałem wraz z nieżyjącą już niestety moją ukochaną dziewczyną Joasią, której chcę zadedykować tę recenzję. Pamiętam, jak oboje śmialiśmy się do łez z intryg Nic-po-nima i żartów, jakie tam padały, a zwłaszcza tych, które nawiązywały do polityki, jak choćby: „Ale ja jestem wezyrem. Chroni mnie immunitet” xD Wiele tekstów z tego serialu weszło potem do naszego języka potocznego, jak choćby „Dabu-dabra”, czyli zaklęciem, którym wezyr miał uruchomić latający dywan mający wywieźć sułtana do Chin. Albo jeszcze słynne: „Chcę zostać sułtanem, zamiast sułtana” i jeszcze „Abdullahu!”, kiedy wezyr wołał swego wiernego sługę, aby mu wydać polecenie. Albo jeszcze tekst: „I tak mam wieczność przed sobą” lub „Wybacz, nie biorę wielbłądostopowiczów”, pochodzące z odcinka, kiedy wezyr i Abdullah błądzili po drodze prowadzącej donikąd. Szczególnie rozbawił nas jednak polski dubbing do tej bajki, który składa się z naprawdę znakomitych nazwisk, stanowiących już same w sobie zachętę do obejrzenia tego serialu animowanego.
W polskim dubbingu do tej bajki wystąpili:
Jacek Czyż jako wezyr Nic-po-nim
Wojciech Machnicki jako Abdullah
Kazimierz Kaczor jako sułtan Harun Łaskawy
Włodzimierz Bednarski
Mieczysław Gajda
Marek Frąckowiak
Andrzej Gawroński
Ryszard Nawrocki
Mariusz Leszczyński
Aleksander Gawroński
Jan Kulczycki
Artur Kaczmarski
Tadeusz Borowski
Jerzy Mazur
Cezary Kwieciński
Aleksander Mikołajczak
Arkadiusz Jakubik
Jarosław Domin
Agata Gawrońska-Bauman
Magdalena Wołłejko
Jarosław Boberek
Ewa Serwa
Jerzy Molga
Jacek Jarosz
Jacek Kopczyński
Piotr Zelt
Józef Mika
Oczywiście największą perełką obsady dubbingowej tego serialu jest, jak zwykle zresztą znakomity Jacek Czyż. Jego rola wezyra Nic-po-nim jest jego już kolejną kultową obecnie rolą w polskim dubbingu, równie kultową co Tygrysek, Żukosoczek, Płomyk czy Mojo-jojo. Tworzy on doskonały ochrypły i wredny głos wezyra, którym umie rozbawić do łez niejednego widza i to nawet gdyby tylko recytował jakiś wierszyk, a co dopiero wypowiadając swoje genialnie napisane przez twórców polskiego dubbingu kwestie. Dodatkowo jeszcze Jacek Czyż śpiewa piosenkę z czołówki serialu, jak i również w odcinku ze złotymi jajami śpiewa fałszywym głosem piosenki wezyra, którymi ten chce zmusić strusia do tego, aby ten znosił mu ów jakże cenny skarb. Pan Jacek Czyż genialnie śpiewał, na co wskazuje choćby to, że zawsze sam śpiewał piosenki swoich postaci, a najlepszym tego dowodem jest chyba piosenka „GOŚCIEM BĄDŹ” z bajki Disneya „PIĘKNA I BESTIA”. Tutaj jednak musiał nieźle fałszować, aby stworzyć kocie zawodzenie wezyra, które szło tak:
Przyjadę po ciebie, miła
Na dwugarbnym wielbłądzie.
Uciekniemy stąd daleko.
Odjadę za karawaną Omara...
O różo Teksasu,
Tylko moją możesz być,
Zuzanno kochana...
Spróbujcie sobie to zaśpiewać fałszywym głosem, a zobaczycie, jak zabawnie to brzmi, a co dopiero w wykonaniu celowo fałszującego Jacka Czyża. Już dla samego tego warto ten serial obejrzeć. Niestety, w Internecie można znaleźć jedynie tylko siedem ostatnich odcinków serialu w polskim dubbingu, ale jak to mówią, zawsze lepsze to niż nic. To około dwóch i pół godziny dobrej zabawy, którą warto przeżyć. Dodatkowo jeszcze chciałbym dodać, że gdy Asia żyła, nieraz sobie dla zabawy śpiewaliśmy fałszywe śpiewki wezyra, naśladując jego głos, a w każdym razie ja to robiłem, a Asia wtedy mi mówiła, abym tego nie robił, bo zaraz zacznie padać deszcz, zupełnie jak w tym odcinku. A kiedy spadała niezła ulewa, to wtedy Asia żartowała sobie, że pewnie śpiewałem: „Przyjadę po ciebie, miła” i mamy tego skutki xD Teraz Joasi już nie ma pośród nas, zmarła przedwcześnie, ale zawsze pozostanie w moim sercu i będę ją ciepło i miło wspominał, a ten serial już na zawsze będzie mi się kojarzył z Asią i naszym wspólnym seansem przy tych odcinkach, które udało nam się odnaleźć w Internecie. Jeśli macie czas i chęć, wy także ich poszukajcie i obejrzyjcie je sobie. Na pewno nieźle się na nich ubawicie.
Czy zatem polecam ten serial? Zdecydowanie tak. Jak również komiksy na ich podstawie. Poznajcie je i oceńcie sami, ponieważ moja ocena jest nad wyraz pozytywna i sądzę, że wasza też taka będzie. I będziecie nieźle ubawieni za każdym razem, gdy ktoś rzuci wam tekst: „Chcę zostać sułtanem, zamiast sułtana”.
wtorek, 16 marca 2021
Ostatni jednorożec (1982)
Dzisiaj opowiem o pewnym jakże wyjątkowym i zarazem też uroczym filmie animowanym, który widziałem w dzieciństwie, ale nie zapamiętałem go nazbyt dobrze i dopiero wtedy, gdy obejrzałem go już jako dorosły człowiek, mogłem w pełni go sobie utrwalić zarówno w głowie, jak i w sercu. Jest to naprawdę wyjątkowy film, ponieważ wbrew pozorom, choć to animacja, nie jest on bajeczką dla małych dzieci, a raczej poważną produkcją animowaną, adaptacją powieści Petera S. Beagle’a pod tym samym tytułem, co film. Porusza on, podobnie jak i sama książka, poważne wątki, ma ciekawą i niekiedy groźną przygodę, a prócz tego jeszcze świetną satyrę na romanse rycerskie. Dlatego, aby w pełni zrozumieć wszystko, co jest ukazane na ekranie, trzeba być starszym widzem. Zapewne z tego powodu jako dziecko niezbyt zapamiętałem ten film i nie zrozumiałem go w pełni. A jako dorosły pokochałem ten film, w czym znaczny udział miała pewna bliska mi osoba, ale o tym później. Na razie opowiedzmy sobie, o czym jest film animowany „OSTATNI JEDNOROŻEC”.
W Liliowym Lesie żyje Jednorogini, jednorożec płci żeńskiej. Jej spokojne i beztroskie życie zostaje pewnego dnia przerwane przez dwóch wędrowców, którzy przypadkiem zawędrowali do Liliowego Lasu. Z podsłuchanej rozmowy, jaką obaj prowadzili między sobą Jednorogini odkrywa, że jest ostatnim przedstawicielem swego gatunku. Nie potrafi się z tym pogodzić i pragnie odkryć, co jest przyczyną takiego stanu rzeczy. Pewnego dnia spotyka w lesie Motyla, który jest wędrownym artystą i widział na świecie bardzo wiele, w tym również inne jednorożce. Główna bohaterka z trudem (motyl bowiem ciągle śpiewa i początkowo odpowiada jej enigmatycznie) wydobywa z niego informacje, iż jednorożce zostały uprowadzone i zagnane aż na brzeg morza przez niezwykle groźną istotę - Czerwonego Byka, a potem ślad po nich zaginął. Mimo rad Motyla, Jednorogini postanawia odnaleźć swoich rodaków i ich uwolnić. Opuszcza więc Liliowy Las i rusza w drogę. Wędrówka idzie jej tym łatwiej, że magia jednorożców sprawia, iż nikt, kto nie jest wrażliwy na magię, nie widzi w niej czarodziejskiego stworzenia, a jedynie zwykłego konia. O mały włos nie zostaje schwytana przez rolnika, który bierze ją za pięknego rumaka wartego wiele pieniędzy. Później jednak już nie ma tyle szczęścia, gdyż kiedy zmęczona zasypia przy drodze, zostaje odnaleziona przez wiedźmę zwaną Mamą Fortuną. Kobieta wędruje po świecie wraz ze swym wędrownym zoo i pomagierami, którymi są siłacz Rugh oraz fajtłapowaty mag Schmendrick. Gdy znajduje Jednorogini, więzi ją w klatce i dołącza do swej menażerii.
Jednorogini budzi się w klatce i jest świadkiem, jak Mama Fortuna prezentuje ją ludziom jako wielką atrakcję. Ponieważ ludzie widzą w głównej bohaterce zwykłego konia, wiedźma dorabia jej magią sztuczny róg, który wszyscy mogą dostrzec. Podobnie czyni z innymi więzionymi przez siebie zwierzętami - małpę ucharakteryzowała na Minotaura, a lwa na chimerę. Tylko jedno stworzenie nie musiała zmieniać: harpię, która pała do niej nienawiścią i czeka na okazję, aby zabić swą „właścicielkę”. Jednorogini ma okazję porozmawiać z prezentującymi sztuczki Schmendrickiem, któremu robi się żal magicznego stworzenia i obiecuje mu swoją pomoc. Nieco później Mama Fortuna uzupełnia wiedzę Jednorogini na temat losu innych jednorożców: zostały one uwięzione przez króla Haggarda, właściciela Czerwonego Byka, który teraz szuka głównej bohaterki, ale nie może jej znaleźć dzięki klatce, w której ona się znajduje. W nocy Schmendrick próbuje za pomocą magii uwolnić Jednoroginię, jednak jego czary przynoszą więcej szkody niż pożytku, dlatego załamany otwiera klatkę „w tradycyjny sposób”, czyli wykradzionymi wcześniej kluczami. Chwilę później nakrywa go na tym Rugh. Gdy Schmendrick z nim walczy, Jednorogini uwalnia pozostałych więźniów Mamy Fortuny, w tym harpię, która wściekła rzuca się na swoich oprawców i zabija ich. Chce też zabić główną bohaterkę i jej obrońcę, ale ci zdążyli w porę uciec i po naradzie postanawiają ruszyć razem na poszukiwanie króla Haggarda. Po drodze do jego zamku zostają zaatakowani przez bandytów. Jednorogini zdołała się ukryć, ale Schmendrick wpada w ich ręce i zostaje postawiony przed oblicze herszta zbójów, Kapitana Cully i jego kochanki Molly Grue. Aby im zaimponować, czarodziej za pomocą magii wyczarowuje widma Robin Hooda i jego kompanii. Wszyscy są tym zachwyceni, poza Cullym, który wściekły przywiązuje Schmendricka do drzewa i pozostawia go tam samego. Mag próbuje się uwolnić czarami, ale zamiast tego zamienia drzewo w żywą istotę, w dodatku darzącą go miłością. W ostatniej chwili ratuje go Jednorogini, która swoją własną magią sprawia, że drzewo odzyskuje dawną postać, a Schmendrick wolność. Gdy oboje chcą ruszać w dalszą drogę, natykają się na Molly Grue. Ku ich zdumieniu kobieta widzi w głównej bohaterce jednorożca, a nie zwykłego konia i jest pod jej wielkim wrażeniem. Następnie, pomimo sprzeciwów Schmendricka, dołącza do kompanii.
Cała trójka w końcu odnajduje zamek króla Haggarda, ale nie udaje im się tam wejść, bo atakuje ich Czerwony Byk. Przerażona Jednorogini o mało nie zostaje przez niego uwięziona, ale Schmendrick ratuje ją, rzucając na nią czar. Dzięki niemu główna bohaterka staje się piękną kobietą o blond włosach, ale nie jest z tego powodu zachwycona i bardzo się boi swego nowego ciała. Mimo tego jako lady Amaltea wraz ze Schmendrickiem (udającym jej wujka) i Molly wchodzi do zamku. Król Haggard, będący już starym i pozbawionym jakichkolwiek pozytywnych emocji człowiekiem, początkowo chce ich wyrzucić, ale ostatecznie dzięki twardej postawie Molly postawia przyjąć całą trójkę do siebie na służbę. Panna Grue zostaje kucharką, a Schmendrick nadwornym magiem, pozbawiając tego stanowiska swego dawnego znajomego, Mabruka. Ten w furii początkowo chce zabić rywala i jego „siostrzenicę”, ale gdy widzi jej oczy, rozpoznaje w niej jednorożca i zadowolony oświadcza Haggardowi, że właśnie przeznaczenie wkroczyło do jego zamku i go zniszczy. Po tych słowach odchodzi, a Haggard zaczyna uważniej przyglądać się rzekomej lady Amatei, do której zupełnie stracił głowę jego adoptowany syn, książę Lir. Młodzieniec rozpoczyna zaloty do głównej bohaterki, przynosząc jej w prezencie skóry zabitych przez siebie bestii. Gdy to budzi niechęć w Jednorogini, książę radzi się Molly, a ta proponuje mu zdobyć serce ukochanej w sposób romantyczny. Lir pisze więc wiersze do ukochanej i spędza z nią coraz więcej czasu, powoli zyskując jej sympatię. Pewnego dnia mówiący ludzkim głosem Kot Haggarda wyznaje Molly, że wie, kim jest rzekoma lady Amaltea, ale nie zamierza zdradzać tej tajemnicy królowi. Wyznaje też, iż wie, jak pomoc Molly i jej kompanom, ale zamiast to powiedzieć wprost, mówi zagadkami i oświadcza, że musi przemówić czaszka, wino samo się wypić, a zegar wybić właściwy czas - dopiero wtedy bohaterowie odnajdą sposób na uwolnienie jednorożców.
Nieco później Haggard w rozmowie z Amalteą daje jej do zrozumienia, iż przypuszcza, że nie jest ona kobietą, a jednorożcem w ludzkiej postaci. Wyznaje też, iż pozostałe jednorożce zostały uwięzione jako morskie fale codziennie pieniące się przed jego zamkiem (zamek króla znajduje się bowiem nad samym brzegiem morza) - tylko widok owych „fal” sprawia, że Haggard czuje się szczęśliwy. Tyran oświadcza też, że jeśli się nie myli w swoich przypuszczeniach, to jego gościa czeka taki sam los. Przerażona Amaltea chwilę później spotyka Schmendricka, który wraz z Molly zabiera ją do starej komnaty. Tam zaś leży szkielet zwany Czachą, który nagle przemawia ludzkim głosem i wyznaje, że wie, jak im pomóc, ale nic im nie powie. Schmendrick zamienia dla niego wodę w wino i daje mu je do wypicia. Czacha wypija je i w zamian wyznaje, iż bohaterowie muszą przejść przez stary zegar do komnaty z drugiej strony ściany - tam znajdą Czerwonego Byka. Gdy cała trójka próbuje tego dokonać, Czacha alarmuje Haggarda, który atakuje ich mieczem. Bohaterowie z trudem przechodzą przez zegar i spotykają Lira. Książę już zna prawdę o pochodzeniu swej ukochanej, ale mimo to postanawia jej pomóc, nawet jeśli to oznacza rozstanie z nią na zawsze. Wkrótce potem Amaltea i jej kompanii zostają zaatakowani przez Czerwonego Byka. Schmendrick zamienia główną bohaterkę ponownie w jednorożca, ale ta nie jest w stanie walczyć z powodu ogarniającego ją panicznego strachu. Lir staje w jej obronie i zostaje poturbowany. Widząc to Jednorogini odważnie naciera na Byka i zagania go do morza, pozbawiając go w ten sposób mocy. Czerwony Byk tonie, a jednorożce odzyskują wolność. Chwilę później zamek Haggarda zawala się, a sam król znajduje śmierć pod jego gruzami. Lir odzyskuje przytomność i załamany obserwuje Jednorogini odchodzącą ze swoimi rodakami. Ta obiecuje, że zawsze będzie go pamiętać. Książę żegna Schmendricka i Molly, nazywając ich swoimi prawdziwymi przyjaciółmi i odjeżdża w świat na poszukiwanie przygód. Czarodziej i jego towarzyszka zaś (prawdopodobnie jako para) także wyruszają, aby szukać swego miejsca na Ziemi. Po drodze spotykają Jednorogini, która dziękuje im za okazaną pomoc.
Tak oto wygląda fabuła filmu. Z fabuły książki niewiele w niej usunięto, w sumie są to jedynie drobiazgi, które nie wnoszą nic specjalnego do fabuły jak np. scenę, w której banda kapitana Cully wymusza haracz na wieśniakach czy choćby zaloty księcia Lira do jednej dziewczyny zanim poznał Jednoroginię. No i jeszcze pominięto wizytę naszych bohaterów w przeklętej wiosce, z której pochodził Lir i wyjaśnienie, iż chłopak jest wieśniakiem podrzuconym przez swoich rodziców pod bramę zamku króla i wyjaśnienie, jakie spotkało ich za to przekleństwo. W bajce też pominięto fakt, że Schmendrick był również przeklęty, skazany na wieczne życie w poczuciu bezsilności do czasu, aż opanuje dobrze swoje zaklęcia i będzie umiał ich należycie używać, co na końcu mu się udaje. Wszystko to zostało przez twórców pominięte, ale w sumie nie brakuje nam za bardzo tego w filmie, gdyż są to tylko drobiazgi nie popychające akcji do przodu. Wszystko zaś to, co jest w powieści najważniejsze, zostało ukazane w filmie i dlatego bardzo przyjemnie nam się ją ogląda. Postacie są stworzone wyraziście i ciekawie, zgodnie z wizją autora, nie można się w sumie tutaj niczego uczepić. Także ja tego nie zamierzam robić.
Jeśli chodzi o animację, to jest ona dość specyficzna. Jedne postacie są nieco sztucznie chude, inne sztucznie grube, jak również niektóre mają bulwiaste nosy albo haczykowate itd. Jest to szczególny rodzaj animacji, typowy dla wytwórni, która stworzyła ten film. Wytwórnia ta stworzyła jeszcze takie filmy animowane jak „HOBBIT” z 1977 roku czy „POWRÓT KRÓLA” z 1980 roku. Animacja w nich jest niezwykle podobna do tej z „OSTATNIEGO JEDNOROŻCA”, ale w bajce, o której tu mowa, jest ona dużo lepsza. Dlaczego? Pewnie dlatego, że wiele tutaj dołożyli również Japończycy i wiele postaci przez nich właśnie zostało opracowanych, a zwłaszcza Jednorogini vel Lady Amaltea. Szkoda tylko, że inne postacie już w mniejszych stopniu oni je dopracowali lub w ogóle tego nie zrobili. Widać oczywiście różnice w postaciach tworzonych przez wytwórnię i w postaciach tworzonych przez Japończyków. Sama Lady Amaltea w wersji ludzkiej i zwierzęcej jest po prostu doskonała. Zwłaszcza widać to u Jednorogini, która nie jest klasycznym koniem w jednym rogiem na czole. Jest koniem, ale ma nogi bardziej jelenia niż konia i cienki ogon, nienaturalny u koni, co czyni naszą bohaterkę znacznie ciekawszą.
Wielkim plusem animacji jest ścieżka dźwiękowa, dokonana przez zespół muzyczny America. Melodie i piosenki wykonane przez ten zespół są po prostu cudowne i doskonale oddają klimat danych scen z historii. A szczególnie zachwyca utwór „THE LAST UNICORN”. Piosenka ta leci na napisach początkowych i końcowych filmu i wprowadza nas ona w baśniowy klimat całej opowieści oraz w sposób idealny kończy całą historię. Inne piosenki wykonywane przez ten sam zespół naprawdę doskonale tworzą pozostałą część klimatu i są idealnie dobrane do danej sytuacji. Również utwory muzyczne bez żadnych słów robią swoje i są tak doskonałe, tak świetne i tak wzruszające, że nie można w żaden sposób się do nich doczepić. Nieco inaczej sprawy się mają już z dwiema pozostałymi piosenkami. Mowa tutaj o piosenkach „NOW THAT I’M A WOMAN” śpiewaną przez Mię Farrow oraz „THAT’S ALL I’VE GOT TO SAY”, którą śpiewają Jeff Bridges oraz Mia Farrow. Zdaniem wielu ludzi, a zwłaszcza krytyków, ci aktorzy niezbyt dobrze śpiewają, a zwłaszcza Mia, która chwilami dość fałszuje. Nie wiem, czy mają ci ludzie rację, ponieważ ja specjalnego fałszu w ich śpiewie nie czułem. No, może pani Farrow i owszem, leciuteńko fałszuje, ale to tylko chwilami i jakoś mi to nie przeszkadza. Śpiew pana Bridgesa także mi nie wydaje się fałszywy, a raczej miły i przyjemny. A piosenka, którą śpiewa z panią Farrow jest właściwie najładniejszym utworem w całym filmie. Bardzo mnie ona wzrusza i tworzy idealny klimat prawdziwej miłości.
Film, podobnie jak i książka, jest naprawdę świetną opowieścią pełną bardzo ciekawych przygód i interesujących postaci. Mamy również satyrę na romanse średniowieczne, dlatego też nie zabrakło tutaj czarodzieja ślamazary, który jest swego rodzaju parodią Merlina, szlachetnych bandytów, którzy tylko pozują na szlachetnych i są w rzeczywistości kiepską parodią Robin Hooda, a także mamy zakochanego księcia, który w dość dziwaczny i taki pompatyczny chwilami sposób zdobywa serce ukochanej, bo trudno chyba jest inaczej nazwać to, że Lir początkowo chce zdobyć względy lady Amaltei przywożąc jej skóry zabitych przez siebie potworów, a potem pisze wiersze o dość kiepskiej jakości. Ale za to wzrusza nas to, że zdobywa jej serce, rozmawiając z nią, spędzając z nią czas i pomagając w problemach. Tylko tyle i aż tyle. Autor jakby dawał nam do zrozumienia, że to właśnie to jest prawdziwą miłością i tak należy ją okazywać, a nie wykonując jakieś pokazowe bohaterskie czyny lub też pisząc kiepskiej jakości wiersze, jakby to nam sugerowały rycerskie opowieści. Ale ponieważ w nich zwykle zakochani zostają rozdzieleni, tutaj też mamy coś podobnego, choć nie jest to już satyryczne, a smutne. Zakochani zostają przez los rozdzieleni, ale warto przy tym zauważyć, że w książce nie ma nadziei na to, aby oni byli razem, gdyż jest jawnie ukazane, iż oboje pochodzą z dwóch różnych światów i nie mają na to szans i choć Lir rusza na końcu szukać swej ukochanej, przyjaciele jego, czyli Schmendrick i Molly dobrze wiedzą, że to bezcelowe. Z kolei zaś w filmie nie ma tego powiedzianego wprost, bo Lir rusza w świat na poszukiwanie przygód, z kolei zaś Schmendrick i Molly spotykają Jednoroginię i wyraźnie ona potwierdza, że czuje coś do Lira i nigdy go nie zapomni i powrót do jej świata jest możliwy, ale nigdy już nie będzie tak jak kiedyś właśnie z powodu tego uczucia. Film zatem daje nam pewną nadzieję na to, iż zakochani kiedyś będą razem.
Warto też zauważyć bardzo interesujące ciekawostki. Schmendrick to słowo pochodzące z języka jidisz i oznacza ono fajtłapę i ślamazarę, co oczywiście doskonale oddaje charakter naszego czarodzieja. Inną ciekawostką jest zagadką Schmendrick, którą ten zadaje pomocnikowi Mamy Fortuny: „Dlaczego kruk jest podobny do tablicy szkolnej?”. Niemalże taka sama zagadka pada w książce „PRZYGODY ALICJI W KRAINIE CZARÓW” i zadaje ją Szalony Kapelusznik Alicji. Podobieństwo nie jest przypadkowe, autor celowo do tego nawiązał i cieszy mnie, że pokazali tę zagadkę także w filmie. Magia i tajemniczość zatem jest zachowana tak w książce, jak i w filmie. Nie zabrakło tu też różnych tajemniczych istot, takich jak harpia. A skoro o niej tu mowa, to zauważmy, że jest ona chyba najlepszym dowodem na to, że to nie jest bajka dla dzieci. Harpia bowiem jest narysowana jako wielkie i ohydne ptaszysko mające kobiece piersi, które na ekranie chwilami wyraźnie widać. Oczywiście nie jest to najważniejszy powód, dla którego ta opowieść nie nadaje się dla małych dzieci, ale też z udziałem harpii jest też groźna scena śmierci Mamy Fortuny i jej pomocnika, których właśnie owo straszne ptaszysko zabija. Ale zauważmy, że samej śmierci na ekranie nie widać. Jedynie lot harpii na jej ofiary, potem czerwony ekran, przerażenie Jednoroginii oraz widać harpii stojącej do nas plecami i dziobiącą jakiś kształt, który poznajemy jako Mamę Fortunę, a potem jej pomocnika. Nie widzimy zatem hektolitrów krwi lejącej się z martwych ciał i jak harpia szarpie kawałek po kawałku ciała swoich ofiar. Zamiast tego mamy subtelne ukazanie tego wszystkiego, najgroźniejszego nie widać i bardzo dobrze, gdyż jest to w dobrym smaku, a prócz tego bardziej nas przeraża, gdy musimy zdać się na wyobraźnię w tej kwestii. Nie od dzisiaj wszak dobrze twórcy filmów wiedzą, że najbardziej przeraża to, czego nie widać na ekranie i co widzowie muszą sobie wyobrazić. Dlatego dobrze, iż groza na ekranie jest właściwie wyważone, a dotyczy to nie tylko harpii, ale również Czerwonego Byka oraz króla Haggarda. Tajemniczość też jest zachowana we właściwym tonie, podobnie jak i klimat świata fantasy, a do tego potęguje ją obecność takich istot jak mówiący szkielet czy też gadający kot z przepaską na oku i drewnianą łapką, który oczywiście nie może powiedzieć wprost tego, co ma do powiedzenia, gdyż jak mówi: „Żaden kot nikomu jeszcze nie udzielił jasnej odpowiedzi”. Dodajmy do tego jeszcze ponury zamek nad morzem i rzucane od czasu do czasu czary i mamy już cały klimat gotowy.
Warto tutaj też wspomnieć o dubbingu i to zarówno tym oryginalnym, jak i polskim, bo oba są niezwykle ciekawe. W oryginalnym dubbingu wystąpiło kilku naprawdę znanych aktorów, m.in. Mia Farrow jako Jednorogini vel Lady Amaltea, Jeff Bridges jako książę Lir, o których już wspominaliśmy. Wystąpiła też Angela Lansbery, znakomita aktorka filmowa i dubbingowa, w dubbingu najbardziej znana jako Pani Imbryk w oryginalnym dubbingu do bajki Disneya „PIĘKNA I BESTIA”. Tutaj zagrała ona Mamę Fortunę i w niczym nie przypomina uroczą Panią Imbryk z bajki Disneya. Ale i tak perełką tego filmu, jeśli mowa o dubbingu, jest Christopher Lee jako król Haggard. Tak, ten oto znakomity aktor, który zasłynął rolą wielu genialnych czarnych charakterów takich jak Saruman Biały, hrabia Dooku, hrabia de Rochefort, hrabia Dracula (coś chyba lubił grać hrabiów xD), a także jako demoniczna wersja Rasputina. Nostalgia Critic powiedział, że to jest aktor, którego głosu nie chcielibyśmy słyszeć jako głosu czytającego bajki dla dzieci. Oczywiście Lee nie grał tylko złe postacie, ale jako czarny charakter na ekranie najbardziej zasłynął i tutaj też taką postać zagrał. Ale jak on to zrobił, tego nie sposób nie wspomnieć, bo zrobił to fenomenalnie. Jego głos jest tak mroczny i groźny, że potrafi wywołać ciarki na plecach. Warto zauważyć, że Christopher Lee zaangażował się bardzo w tworzenie animacji, ponieważ przyszedł na plan wraz z książką i zaznaczył w niej osobiście fragmenty, których za nic w świecie twórcy bajki nie mogą pominąć. Dodatkowo, kiedy powstał niemiecki dubbing do tego filmu, to Christopher Lee również w nim wystąpił, oczywiście jako król Haggard. Widać polubił tę postać.
Jeśli chodzi o polską wersję językową, to film ma dwie jej wersję. Pierwsza z nich to wersja z lektorem, którą emitowano na kanale RTL 7. Lektorem był wtedy Henryk Pijanowski, ale nie była to najlepsza wersja językowa, ponieważ wiele imion zostało dziwnie zmienionych. Molly została więc zastąpiona Martą, kapitan Cully zastąpiony kapitanem Kulką, książę Lir księciem Lirykiem, z kolei zaś król Haggard królem Nędzorem. Niezbyt fortunne tłumaczenie. Jedynym plusem tej wersji jest możliwość usłyszenia oryginalnych głosów, a zwłaszcza Christophera Lee, którego głos robi naprawdę wrażenie. Z kolei na kasetach VHS oraz płytach DVD film ten był publikowany w wersji z polskim dubbingiem. Co prawda nie dało się w żaden sposób zastąpić Christophera Lee czy Angelę Lansbury, ale mimo wszystko polski dubbing jest doskonale dobrany. A wystąpili w nim:
Iwona Rulewicz jako Jednorogini/Lady Amaltea
Aleksander Gawek jako Schmendrick i jako Motyl
Joanna Domańska jako Molly Grue
Marek Włodarczyk jako książę Lir
Jacek Kałucki jako król Haggard
Sylwester Maciejewski jako mag Mamruk, jako Rugh i jako myśliwy
Mikołaj Klimek jako kapitan Cully i drugi myśliwy
Mirosław Wieprzewski jako chłop próbujący złapać Jednoroginię, jako jeden z ludzi kapitana Cully, jako Kot i jako Czacha
Jarosław Budnik jako Lektor czytający tytuł
Jeśli mowa o polskim dubbingu, szczególnie zachwyca mnie Iwonka Rulewicz, moja ulubiona aktorka dubbingowa. Jest tu wprost idealna i nie umiem się oprzeć zachwytowi podczas słuchania jej kwestii. Warto też zauważyć, że w tej wersji wystąpiło sporo aktorów z anime „POKEMON”, gdyż Iwona Rulewicz, Marek Włodarczyk, Joanna Domańska, Mikołaj Klimek, Mirosław Wieprzewski i Jarosław Budnik zagrali w dubbingu do anime „POKEMON”. Szczególnie zabawny jest tu fakt, że Iwona Rulewicz i Marek Włodarczyk zagrali jako Misty i Brock, para przyjaciół i pierwsi towarzysze podróży Asha Ketchuma, para lubiąca się, ale też uwielbiająca się nawzajem droczyć i sobie dokuczać. Wszak Misty niejeden raz dokuczała Brockowi z powodu jego słabości do płci pięknej i nieraz ciągnęła go za ucho. Zabawnie jest więc słyszeć, jak to ona właśnie jest rzekomą Lady Amalteą, a Brock jako książę Lir się do niej zaleca.
Chciałbym jeszcze wspomnieć o czymś bardzo dla mnie ważnym. Film ten jest mi szczególnie bliski, gdyż poznałem go na nowo dzięki mojej ukochanej Joasi, która była moją dziewczyną i która zmarła na raka jelit. Gdy żyła, bardzo uwielbiała, podobnie jak i ja, stare i dobre bajki i polski dubbing do nich, a już szczególnie naszymi względami zawsze cieszyła się Iwonka Rulewicz. Dlatego Joasia przyjechała raz do mnie i przywiozła mi na DVD ten film i oboje z wielką chęcią go obejrzeliśmy. Z miejsca podbił moje serce, ale dopiero potem sobie przypomniałem, że widziałem go jako dzieciak, choć wtedy niewiele z niego jakoś zapamiętałem. Tak czy inaczej, film ten stał mi się niezwykle bliski po wspólnym seansie z Joasią. Sama Joasia nieraz porównywała nasze uczucie do uczucia Lira i Amaltei, gdyż uważała, że nas także los może rozdzielić. Wszak spodziewała się, iż jej choroba ją zabije, choć nie przypuszczała, że tak szybko. Film do dzisiaj mi ją przypomina i to, jak oboje byliśmy, choć krótko, naprawdę szczęśliwi. Miłość do tej opowieści sprawiła, że potem kupiłem sobie książkę na podstawie której ten film powstał. Powieść w nowym wydaniu zawiera nie tylko samą powieść, ale też i nowelę „DWA SERCA”, która jest oficjalną kontynuacją „OSTATNIEGO JEDNOROŻCA” i to autorstwa tego samego pisarza. Nowelka dość smutna, ale za to ciekawa i warta poznania. Choć i tak zawsze większy sentyment będę posiadał do filmu animowanego, ponieważ będzie przypominał mi on o tej wyjątkowej osobie, której już nie ma na tym świecie, ale która zawsze pozostanie w moim sercu i pamięci. Dlatego pragnę jej właśnie tę recenzję zadedykować. Ostatecznie to na jej cześć przede wszystkim ona powstała.
Podsumowując zatem, czy polecam ten film? Absolutnie tak i to każdemu z was, kto umie docenić piękno tego filmu. Tym, którzy lubią historie pełne przygód, fantastyki i miłości albo lubią Iwonkę Rulewicz i innych wyżej wspomnianych polskich aktorów dubbingowych, a także tym, co lubią jedno i drugie, opowieść ta na pewno się spodoba i na pewno niejeden raz jeszcze do niej wrócą.
poniedziałek, 1 marca 2021
Omer i Syn Gwiazdy (1992-1993)
Nie pozwolimy zginąć jej.
My ją jak jasnej gwiazdy syn
Obronimy... Obronimy...
Te słowa leciały w czołówce znanego swego czasu serialu animowanego produkcji francuskiej, który cieszył się prawdziwym powodzeniem w polskiej telewizji w latach 90 XX wieku, czyli w czasach mojego dzieciństwa. Mowa tutaj o serialu, który w Polsce nosił dwa tytuły. Jedni nazywali go „OMER”, z kolei inni „OMER I SYN GWIAZDY”. Jakkolwiek byśmy jednak nie nazywali ten serial, to można bez wahania nazwać go epitetem: genialny. Bo zasługuje na to w pełni. Warto zatem dowiedzieć się, o czym jest ta bajka. Siadajcie więc wygodnie i słuchajcie.
Serial rozgrywa się na naszej planecie, ale w świecie fantastyki, gdzie łatwo jest spotkać zarówno ludzi, jak i czarowników, różne stwory i mówiące zwierzęta. Ziemia była niegdyś bezpiecznym miejscem, ale do czasu, aż podły czarownik Morgan (Morkhan) postanowił przejąć władzę nad wszystkim, co żyje. Ponieważ mogli mu przeszkodzić tajemniczy mędrcy/czarownicy w liczbie dwunastu, prawdopodobnie będący uosobieniem dwunastu znaków zodiaku, Morgan uwięził ich wszystkich w ohydnych postaciach i rozrzucił po całym świecie. Siedmiu z nich zostało przez niego uwięzionych w ciałach różnych potworów (po jednym z każdego gatunku), czterech uwięziono w ciałach ludzi czterech kolorów (po jednym z nich w każdej rasie: białej, czarnej, żółtej i czerwonej), a ostatni, najpotężniejszy z nich, został uwięziony we wnętrzu Ziemi jako wielki wąż. Nic więc już nie stanowi przeszkody dla Morgana, aby przejął władzę na całej planecie. Jednak okazuje się, że takie zagrożenie dla niego istnieje. Jest nią Dan, syn Gwiazdy (ukazującej się zawsze jako wielki diament), młodzieniec żyjący na Ziemi pod postacią człowieka, wysokiego chłopaka o blond włosach i jasnych oczach. Dan jest wyszkolony we wschodnich sztukach walki oraz sposobach medytacji, dzięki którym potrafi się wyciszyć i wszystko lepiej zrozumieć. Jest też nieco nazbyt pewny siebie, co nieraz pcha go w kłopoty, ale też mądry i potrafi wyciągnąć wnioski z błędów przez siebie popełnionych. Musi on odnaleźć Dwunastu Czarowników i przywrócić im dawną postać. Nie jest w tej misji sam, gdyż wspierają go dwaj wierni przyjaciele. Jednym z nich jest Omer, smok, który został zamieniony w robaczka, obdarzony zdrowym rozsądkiem, mądrością oraz dużą dawką poczucia humoru. Drugim z kolei jest Mistrz, mądry, choć nieco też zarozumiały i chwilami hipochondryczny puchacz, który nieraz służy drużynie swoimi talentami kulinarnymi i magicznymi, gdyż oprócz dobrych potraw umie też wysmażyć niejeden eliksir. Cała trójka podróżuje po świecie, aby znaleźć Dwunastu Czarowników i przywrócić im dawną postać, aby mogli skutecznie pokonać Morgana. Od czasu do czasu wspiera ich tajemniczy Starzec, który jest duchem z zaświatów, szkolącym niegdyś Dana w sztukach walki i medytacji oraz wspierający go obecnie w walce z Morganem, ukazując mu się w chwilach, gdy on tego najbardziej potrzebuje. Oczywiście, jak przystało na bardzo ciekawy serial przygodowy, to naszych bohaterów prześladuje grupa siedmiu potworów, która służy pewnej złej czarodziejce, którą jest księżniczka Eranda (Veranda). Ta oto podła kreatura służy Morganowi i pomaga mu w podłych planach podboju świata. Oczywiście Morgan nie polega tylko i wyłącznie na niej oraz na jej dosyć głupkowatych potworach, które noszą imiona: Szef, Kłapciak, Spaślak, Ćmok, Tremblote, Melo i Ślepak. Stwory te nie grzeszą inteligencją, pomijając oczywiście sprytnego Szefa, dlatego Dan nie ma większych kłopotów z pokonaniem ich. O wiele trudniej mu idzie pokonać osobiste intrygi Morgana, który nie cofa się przed niczym, aby tylko wykończyć Dana i jego przyjaciół. Jego intrygi są okrutne. Pamiętam, jak w wyniku jednej z nich Dan stracił wzrok, ale zdołał uruchomić magiczne trzecie oko w swojej głowie i wydostać się z pułapki, a potem cofnąć czas, aby nigdy do tego wypadku nie doszło. Jak zatem widać, czarne charaktery w tej bajce nie cackają się i kiedy trzeba przeciwnika wykończyć, robią to w sposób po prostu bezwzględny i okrutny, nie wahając się sięgnąć nawet po najbardziej przerażające środki działania, na jakie tylko stać prawdziwego łajdaka.
Oczywiście, czym byłby taki serial bez dobrego wątku miłosnego i taki też tutaj mamy i to podwójny. Dan bowiem jest zakochany z wzajemnością w pięknej Syrenie, której ojciec, mędrzec Aum, został uwięziony przez Morgana, gdyż mógł wesprzeć Dana w jego misji, a przy okazji jego moc, połączona z mocą Dwunastu Czarowników, jest w stanie pokonać Morgana. Dan i Syrena kochają się i bardzo się wspierają we wspólnej walce z tyranem. Omer z kolei ma ukochaną, którą jest Stella, rozgwiazda i najlepsza przyjaciółka Syreny. Miłości więc tutaj nie brakuje. Nie na niej jednak skupia się fabuła serialu, a na poszukiwaniach Czarowników i zdjęciu z nich czaru. W trakcie przygód jednak pewnego dnia dochodzi do tragedii. Gwiazda broni Dana przed Morganem i zostaje przez niego pochwycona i uwięziona w jego ponurej twierdzy. Dan traci więc jej wsparcie, ale dostaje w zamian magiczny kamień wskazujący mu i pomagający zdjąć czar z Czarowników i uratować ich. Kamień zawiera w sobie moc Gwiazdy, ta zaś jest w niewoli u Morgana, który wie, jak już wykorzystać ją przeciwko głównym bohaterom. Dan bowiem i Gwiazda są na swój sposób połączeni. Morgan wykorzystuje to, gdyż ma w swoim ręku potężną broń. Jest nią Kometa Takai, która kiedyś galopowała sobie dzika i wolna po nieboskłonie, aż do czasu, gdy porwał ją Morgan i zamienił w konia: dzikiego i czarnego ogiera o ognistej grzywie, który jest dziką bestią posłuszną tylko swemu panu. Morgan zamienia swego konia w wielkiego pająka i ten kapie jadem z kłów na Gwiazdę, przez co Dan traci życie po kolejnej dobrze wykonanej misji. Dan jednak ma jeszcze trzy życia, jednak traci je jedno po drugim, kiedy wykonuje kolejne trzy misje: za każdym razem Morgan w taki sam sposób, co poprzednio, odbiera mu jego życia. Gdy wydaje się, że Dan umrze, to następuje nieoczekiwany zwrot akcji w postaci dodatkowego życia, które bohater otrzymuje od gwiazd i którego Morgan nie jest w stanie mu odebrać. Morgan wie więc, że sytuacja robi się coraz bardziej dla niego niebezpieczna, prawie wszyscy Czarownicy zostali uwolnieni, a on nie może zapobiec misji Dana za pomocą ataków na Gwiazdę, dlatego tworzy kopię Dana i daje jej swego konia, aby owa kopia namieszała w życiu głównego bohatera. Nawet to jednak nie może zapobiec ostatecznej walce, w której Morgan zostaje ostatecznie pokonany dzięki mocy uwolnionych przez Dana Czarowników. Po tej misji zaś, Dan zamienia się w gwiazdę i odchodzi na nieboskłon, a przynajmniej tak to wyglądało w pamięci innych widzów, gdyż niestety sam nie widziałem nigdy ostatniego odcinka serialu i nie wiem, jak się to zakończyło, ale z opowieści innych widzów, które są zawarte w serialu, można dowiedzieć się, jak to wyglądało.
Jak widzimy po fabule, serial ten nie jest bynajmniej bajeczką dla małych dzieci, na co mogłaby sugerować czołówka bajki. W końcu w niej padają słowa o tym, że jesteśmy wszyscy dziećmi Ziemi i nie możemy pozwolić jej zniszczyć. To brzmi jak hasełko ekologów. Dodatkowo pojawia się też w czołówce Omer, który mówi nam następujące słowa:
Witajcie, nazywam się Omer.
I choć jestem tylko małym stworzeniem,
Przynoszę światu nadzieję.
Nasza planeta to kwitnący ogród.
Nie pozwólmy jej zniszczyć!
Dalej, dzieci!
Razem uratujemy Ziemię,
Zanim będzie za późno.
Słowa te zdecydowanie przypominają bardziej czołówkę do bajki z serii „MY LITTLE PONY” aniżeli do poważnej produkcji fantasy przypominającą bardzo powieści Tolkiena. Może zatem czołówka być bardzo myląca, gdyż sam serial jest naprawdę niezwykle ciekawy i zarazem groźny i zdecydowanie bardziej nadaje się dla widzów starszych aniżeli młodszych, którzy mogą być nieźle przerażeni. Ja pamiętam, jak sam bałem się bardzo jako dzieciak Morgana, który przecież nawet narysowany jest w sposób groźny: wysoki, ponury, w ciemnych szatach, mający zamiast oczu dwa czerwone promienie i jeden ogromny promień zamiast ust, który to promień porusza się wtedy, gdy mówi. Dodajmy do tego jeszcze rewelacyjny głos nieżyjącego już niestety króla polskiego dubbingu, czyli pana Włodzimierza Bednarskiego, który jak wiemy, podkładał często głos czarnym charakterom. Rzecz jasna nie tylko im, ale jakoś w pamięci dzieci najbardziej zapadł jako głos tych złych postaci, które prześladowały te dobre. Tutaj jest tak samo, chociaż należy zauważyć, że takie postacie jak Igthorn czy Dick Wredniak to małe miki w porównaniu z Morganem, który przeraża już samym wyglądem, a co dopiero swoim mrocznym głosem. Nic dziwnego więc, że dla wielu dzieci głos genialnego pana Bednarskiego był prawdziwym koszmarem dzieciństwa i wywoływał zawsze ciarki na plecach. Oczywiście teraz, jako dorośli, bardziej doceniają oni wszyscy talent aktorski pana Włodzimierza i to, jak wiele emocji wniósł on w nasze życie podczas swoich kreacji, z których jedne bawiły do łez, inne wzruszały do łez, a jeszcze inne przerażały nas niesamowicie. Myślę, że ten serial jest swego rodzaju hołdem dla tego genialnego aktora, gdyż bardziej groźnej postaci przez całe swoje życie nie zagrał. W każdym razie ja o takiej nie wiem.
Sam serial jest genialnie wyprodukowany, muzyka prawie cały czas leci w tle akcji i zawsze jest to muzyka doskonale nam pokazująca, czego się możemy spodziewać, czy poważnej akcji, czy raczej czegoś lekkiego, przy czym i tak mamy przewagę tego pierwszego. Plenery przypominają bardzo powieść Tolkiena, a zwłaszcza „WŁADCĘ PIERŚCIENI”, gdyż pełno tam lasów, gór, bagien i pól, które mogą tylko pozornie wydawać się niegroźne, a w rzeczywistości nieraz czai się tam prawdziwe zło. Twórcy też niejeden raz czerpali z nauk religijnych i filozoficznych Wschodu, na co wskazuje nie tylko sposób, w jaki walczy Dan oraz to, jakie ćwiczenia wykonuje, ale również nauki, jakie pobiera od Starca. Prócz tego mamy nawiązanie do innych mitologii, o czym świadczy chociażby Syrena i jej otoczenie. Nie zabrakło też tutaj magii, która w dużej mierze nawiązuje do mitologii kosmicznej, związanej z gwiazdami, planetami, kometami itp. Również Dwunastu Czarnoksiężników stanowi wyraźne nawiązanie do dwunastu znaków Zodiaku, a ich moc jest w jakiś sposób powiązana z mitami na temat owych słynnych gwiazdozbiorów.
Co do fabuły, jest ona ciekawa, choć chwilami naprawdę groźna. Można się niekiedy naprawdę porządnie przestraszyć, zwłaszcza wtedy, gdy Morgan zamienił swego konia w olbrzymiego pająka, który kapał jadem ze swych kłów na Gwiazdę, co odbierało kolejno życia Danowi. Przy okazji utraty życia przed Dana, raz to nastąpiło w bardziej niepokojący dla młodego widza sposób. Dan wił się wówczas z bólu, po czym dosłownie zwymiotował czarną maź, która zamieniła się w smoka, który porwał jedno z jego żyć i odleciał. Dość groźne, zwłaszcza kiedy oglądasz to, mając zaledwie dziesięć lat lub nawet mniej. Dodajmy do tego jeszcze muzykę, która rzadko kiedy jest spokojna i łagodna, zwykle jest na tyle groźna i poważna, aby utrzymać nas w stanie wiecznego niepokoju o losy głównych bohaterów. No i nie zapominajmy o ciekawie poprowadzonej fabule, która sprawia, że koniecznie musimy po każdym odcinku obejrzeć kolejny, aby dowiedzieć się, co było dalej. Takie bajki w naszym dzieciństwie pomagały nam szybciej dojrzeć, szybciej pojąć, czym jest zło i że należy z nim walczyć, bo inaczej ono zapanuje nad światem i nic go już nie powstrzyma. Prócz tego, choć takich bajek nieraz się baliśmy, to też strasznie się wciągaliśmy w ich fabułę i niesamowicie przeżywaliśmy losy każdego z bohaterów tychże bajek. I nie mogliśmy się doczekać dalszych odcinków i byliśmy smutni, gdy serial się kończył, bo dla nas mógłby trwać w nieskończoność, byleby tylko ci dobrzy zawsze wygrywali. Sam tak miałem i to nie tylko w kwestii tego serialu, ale pamiętam, że ten właśnie był jednym z tych, które tak niesamowicie mnie zachwycały i wciągały.
Żałuję więc bardzo tego, że serial ten nie jest obecnie dostępny po polsku. Ze wszystkich dwudziestu sześciu odcinków tylko jeden z nich jest obecny w necie z polskim dubbingiem. Trochę szkoda, choć zawsze lepsze to niż nic. Ale liczę na to, iż kiedyś ulegnie to zmianie na lepsze i ktoś wrzuci do netu wszystkie odcinki po polsku lub ewentualnie zmontują polski dubbing jeszcze raz. Serial bowiem jest tego wart. Pamiętam, że w dzieciństwie najpierw widziałem kilka odcinków na tzw. Telewizji Regionalnej, a konkretnie tej poznańskiej, czyli na kanale PTV. Potem chyba leciał na Canal +, a potem na pewno na kanale TVN w ramach tzw. Bajkowego Kina. Za każdym razem leciał w wersji z polskim dubbingiem, który był naprawdę doskonale dobrany. Prezentuję tutaj obsadę, oczywiście niestety nie w całości, bo nie mamy dostępu do wszystkich odcinków po polsku, więc trudno stwierdzić tak na pewno, kto jeszcze tam głosu postaciom głosu użyczył. W serialu więc wystąpili:
Tomasz Kozłowicz jako Dan
Beata Wyrąbkiewicz jako Omer
Tomasz Grochoczyński jako Mistrz
Włodzimierz Bednarski jako Morgan
Jolanta Wołłejko jako Eranda
Andrzej Gawroński jako Starzec
Ryszard Olesiński jako Szef
Mieczysław Morański
Jarosław Domin
Jerzy Dominik
Jacek Bursztynowicz
Wojciech Machnicki
Tomasz Marzecki
Prócz tego Jerzy Dominik był lektorem czytającym napisy końcowe oraz tytuły odcinków. Piosenkę do czołówki napisał Marek Robaczewski, a zaśpiewali ją Jacek Bończyk i Olga Bończyk (wtedy jeszcze małżeństwo). Piosenka ta do dzisiaj wywołuje wielki przypływ nostalgii u wiernych widzów tej naprawdę rewelacyjnej bajki, którą wciąż uwielbiam i której mi bardzo brak.
Chciałbym tę recenzję szczególnie zadedykować mojej zmarłej przyjaciółce i pierwszej poważnej miłości Joasi Kordus, która zmarła w wieku dwudziestu dziewięciu lat na raka jelit. Kiedy jednak żyła, dzieliła ze mną miłość do wielu bajek z lat 90, które oboje oglądaliśmy. „OMER I SYN GWIAZDY” był jednym z jej ulubionych seriali, a Dan był jedną z jej dziecięcych miłości, tuż obok Żabonka z „PRZYGÓD BOSCO” oraz Piotrusia Pana z serialu „PIOTRUŚ PAN I PIRACI”. Chciałbym móc kiedyś obejrzeć ten serial w całości i nie tylko dla siebie, ale i dla Joasi, aby uczcić w ten sposób jej pamięć. Tak jak robię to, oglądając inne bajki, które oboje kochaliśmy i które na szczęście są dostępne po polsku, o których także opowiem na tym blogu.
Zachęcam zatem do odkopania różnych starych kaset video i innych takich źródeł, aby próbować znaleźć pozostałe odcinki tego genialnego serialu i potem spróbować je wrzucić do Internetu. Być może z waszą pomocą zdołamy zebrać więcej odcinków, a nawet wszystkie odcinki i udostępnić go młodemu pokoleniu widzów, które zasługuje na to, aby poznać ów serial. I kto wie? Może dzięki temu pokochają go równie mocno, jak pokolenie ludzi, którzy wyrośli w latach 90?
Dogtanian i muszkieterowie (1981-1982)
Muszkieterów dzielnych trzech Świat wspaniały dziś poznamy. Jeden tu za wszystkich, A wszyscy za jednego. Oddać życie każdy z nich Gotów jes...
-
Skoro poznaliśmy już razem doskonałe produkcje animowane o przygodach Batmana, warto teraz poznać osobną produkcję o pewnej postaci niezwykl...
-
Muszkieterów dzielnych trzech Świat wspaniały dziś poznamy. Jeden tu za wszystkich, A wszyscy za jednego. Oddać życie każdy z nich Gotów jes...
-
Dzisiaj opowiem o pewnym jakże wyjątkowym i zarazem też uroczym filmie animowanym, który widziałem w dzieciństwie, ale nie zapamiętałem go n...







