poniedziałek, 26 lipca 2021

Księga Ksiąg (2011-2013)


Ostatnio rozmawialiśmy o serialu anime „SUPER KSIĘGA”, który bardzo mi się spodobał i znalazł szczególne miejsce w moim sercu, gdyż przypomniał mi moje dzieciństwo oraz wszystko pozytywne, co jest z nim związane. Przy okazji tego serialu wspomniałem o tym, że powstał remake, czy może raczej reboot (znawcy do dziś sprzeczają się, co to dokładniej jest) tego serialu, nie tak dobry jak oryginał, choć warty wzmianki. O nim dziś chciałbym zatem opowiedzieć, czyli o serialu „KSIĘGA KSIĄG”. Zasługuje on na miejsce na tym blogu, bo choć nie jest bajką mojego dzieciństwa, to jednak pomógł mi przypomnieć sobie o oryginale, o którym już prawie zapomniałem. Ponieważ to właśnie „KSIĘGA KSIĄG” jako pierwsza przypadkiem mignęła mi w telewizji parę lat temu, sprawiając, że się nią zainteresowałem i chciałem bliżej poznać. Potem z kolei przypadkiem trafiłem na „SUPER KSIĘGĘ” i dostrzegłem uderzające podobieństwa fabularne. A potem przypomniałem sobie ten drugi serial od początku i odkryłem, że znałem go w dzieciństwie, co sprawiło, że chętnie znowu go poznałem i polubiłem. Także więc, suma summarum, „KSIĘGA KSIĄG” wszystko zapoczątkowała i już za samo to zasługuje na recenzję ode mnie, choć nie jest to równie dobre dzieło, co jego wielki poprzednik, ale nie jest też godzien jedynie krytyki, choć i na nią zasługuje, o czym się zresztą zaraz dowiemy.
Na temat fabuły nie trzeba się specjalnie rozpisywać, prawda? Bo przecież znamy ją dzięki poprzedniej recenzji. W małym domku, na skraju miasta żył sobie chłopiec imieniem Chris i chodził do szkoły ze swoją najlepszą przyjaciółką i zarazem sąsiadką Joy, a potem oboje znaleźli na strychu magiczną Biblię, która co jakiś czas przenosiła ich w czasy biblijne i pomagała im je lepiej poznać, a przy okazji też wyciągnąć lekcje na przyszłość. Niestety... To jest fabuła oryginału. A remake ma znacznie inną fabułę. Znaczy o podobnym schemacie, ale już nie tak dobrym. Przede wszystkim Chris nie mieszka w małym domku, tylko w wielkim i pięknym, bogatym domu. Jego ojciec jest naukowcem, ale tutaj jest wynalazcą i sporo zarabia na swoich dziełach. Przyjaciółką Chrisa jest Joy, ale nie jest już ona uroczą i słodką blondyneczką, tylko zadziorną, nieco zarozumiałą i chwilami też dość chamską szatynką, która łatwo się denerwuje, przynajmniej w niektórych odcinkach i nie jest zakochana w Chrisie, jak w oryginale. Już coś jest nie tak, czyż nie? A to dopiero początek. Zamiast magicznej książki mamy magiczną dyskietkę, z której się zawsze wysuwa hologram Biblii, który wciąga naszych bohaterów do środka i zabiera na spotkanie z jakimiś biblijnymi postaciami. Dodatkowo, jak się pewnie już domyślacie, akcja się rozgrywa nie pod koniec XX wieku, ale gdzieś w XXI wieku i to nawet nie w naszych czasach, ale jakieś odległej przyszłości, bo bohaterowie używają nagminnie takich rzeczy jak odrzutowe wrotki, latająca deskorolka, hełmy z hologramami gier itd. W ogóle wizja świata w tym serialu jest dość futurystyczna, jeśli można to tak nazwać, a w każdym razie przypomina ona wizje XXI wieku, jakie tworzyli pisarze sf w swoich dziełach w XX wieku, gdy lata po 2000 roku były jeszcze daleko. Może to więc sugerować, że to jest chyba koniec XXI wieku lub nawet początek XXII wieku. Już się robi nieźle, co? A to dopiero początek niespodzianek i zmian w stosunku do oryginału. Zmian w większości raczej na gorsze.
Dzieci w polskim dubbingu nazywane są Krzyś i Ola i my też ich będziemy tak nazywać, ponieważ nie mają oni w żaden sposób uroku, jaki posiadali Chris i Joy z oryginału. Krzyś jest chłopcem nieco aroganckim i pewnym siebie, bardzo niechętnym do nauki, uwielbiającym zabawę i przygody, mającym słabość do filmów sf, gier komputerowych i gry na gitarze elektrycznej, a także jazdy na deskorolce czy wrotkach. A zatem jest to typowy chłopak pokolenia komputerów i XXI wieku. Ola z kolei jest dziewczynką poukładaną i dobrą, ale niestety niekiedy dość nerwową, a zwłaszcza widać to w kilku odcinkach, gdzie drze się na swoich przyjaciół z byle powodu. Do tego zwykle przestrzega zasad i lubi się tym niekiedy popisywać i wytykać Krzysiowi, że znowu łamie jakieś zasady. Na całe szczęście robi to tylko w I sezonie, w II już sama nieraz łamie zasady i jakby sobie odpuszcza. Ale w I jest po prostu nie do wytrzymania. Chodzący ideał, a w każdym razie na takiego pozuje, ponieważ ma wiele pozytywnych cech, jest dobra, pracowita, wrażliwa i chętna do pomocy, ale też nerwowa, zawzięta i uparta jak koza, dodatkowo też niekiedy wydaje się łatwo kogoś potępiać i to jeszcze zanim go lepiej pozna. Na szczęście te cechy znacznie zanikają w II sezonie i już tam jest dużo sympatyczniejsza, choć dalej ma swoje odchyły, ale cóż... Nikt nie jest przecież doskonały. W ogóle trochę mnie denerwuje to, że Ola wychodzi niekiedy w tych odcinkach z sezonu I na chodzący ideał, a Krzyś na łobuza, ale z dobrym sercem, szczerze żałującym, ale nie na tyle, aby nie złamać znowu jakiś zasad, gdy tylko ma ku temu okazję. Chyba twórcy wychodzili z założenia, że jak chłopak, to zawsze musi być łobuziak, a jak dziewczynka, to wzór cnót. Na szczęście Ola nie jest uosobieniem ideałów i do aniołka jej daleko, ale wkurza to, iż w pierwszych odcinkach na taką chwilami pozuje i bardzo rzadko przyznaje, że sama zawaliła. W sezonie II na szczęście już spuszcza nieco z tonu i da się z nią wytrzymać, a nawet ją lubić tak samo zresztą, jak i w sezonie III.
Tak właśnie rysują się postacie głównych bohaterów. No, ale gdzie jest trzeci bohater, robot Gizmo? On też tu się znalazł, ale nie jako zabawka zabierana przez moc Super Księgi do świata Biblii i w tym świecie zamieniana w robota. Nie, w tej wersji on po prostu już jest robotem i to mającym w sobie całą masę super fajnych gadżetów jak skrzydła z odrzutowym silnikiem, komputer pełen ogromnej wiedzy, tłumacz języków obcych oraz kilka innych jeszcze rzeczy. W ogóle, w tej wersji Gizmo jest czymś w rodzaju połączenia C-3PO z Inspektorem Gadżetem. Co nie zmienia faktu, że jest tu bardziej irytujący niż w oryginale, gdzie też bywał nieco irytujący i czasami zastanawiamy się, po co w ogóle on towarzyszy dzieciom w podróżach, ale mimo wszystko był też zabawny. Tutaj z kolei bywa też zabawny, lecz o wiele częściej wkurzający. Choć na plus trzeba mu dodać, że niekiedy ratuje z pomocą swoich gadżetów dzieci z opresji. Tyle dobrego. Choć więcej irytuje on swoich towarzyszy podróży, zwłaszcza wtedy, kiedy z byle powodu popisuje się wiedzą, jaką posiada. No, ale można mu to ostatecznie wybaczyć, bo mimo to jest z niego jakiś pożytek w czasie przygód.
Skoro omówiliśmy sobie te postacie, musimy wspomnieć o rodzicach. Krzyś ma oboje rodziców, Ola także. Rodzicami Krzysia jest profesor Proton, znany wynalazca, który kosi niezłe szmal na swoich dziełach. Z kolei jego żona, a mama Krzysia, pani Marta to... Po prostu mama Krzysia. Nie wiemy, gdzie pracuje i czy w ogóle pracuje, czy po prostu żyje z kaski męża, chociaż w dużej mierze też jej nie ma po całych dniach w domu, więc chyba jednak gdzieś pracuje... Albo łazi na ploty do koleżanek i na zakupy, wydając ciężko zarobiony szmal męża. Kto ją tam wie? W sumie podobnie robiła mama Chrisa w oryginale, ale wiecie... Tam mama przynajmniej była sympatyczna, ta zaś jakoś nie bardzo mi się spodobała. Była zbyt zasadnicza chwilami i zdecydowanie za surowa wobec syna, zwłaszcza w kilku odcinkach. No, a rodzice Oli? Plus dla twórców, że ich ukazali, bo jak wiemy, w oryginale nie wiemy, kim są rodzice Joy. Wiemy tylko, że są, ale nigdy ich nie widzimy na ekranie. Tutaj możemy ich obecność uświadczyć, ale cóż... Nic poza tym o nich nie wiemy, że ich widzimy kilka razy i coś tam powiedzą. A więc plus, jak też i minus w tej kwestii. Ale doceniam to, że chociaż pokazali, iż Ola ma rodziców i że oni żyją.
No, to mamy już postacie. A co z fabułą? W sumie podobna do oryginału, tylko tutaj mamy to, czego nie pokazali w pierwowzorze i czego brak dla mnie po prostu olbrzymim plusem, a czego obecność tutaj jest olbrzymim minusem. Ale po kolei. A więc Krzyś i Ola w każdym odcinku stają przed czymś, co sprawia, że się pojawia Księga Ksiąg i wbrew temu, czy oni chcą lecieć, czy nie, zabiera ich wraz z Gizmo w podróż. No i już tu mamy pierwszy minus. Super Księga miała o tyle taktu, że zawsze zabierała dzieci w podróż wtedy, gdy te miały na to czas i ochotę, Księga Ksiąg z kolei jest mniej subtelna, po prostu zabiera dzieci wtedy, gdy ma akurat na to ochotę i nikt się tu nikogo o nic nie pyta. Po prostu zabiera dzieciaki i tyle. Ale to jeszcze pół biedy. Pytanie, dlaczego ich zabiera? W oryginale dzieci z jakiegoś powodu wspomniały o czymś, a Super Księga uznała, że to jej przypomina coś związanego z Biblią, proponuje dzieciom wycieczkę, te się zgadzają i lecą. A więc podróż pełna przygód dla samej podróży. Nie chodzi o to, aby koniecznie zdobyć jakąś wiedzę, po prostu dobrze się bawić i przy okazji też się czegoś nauczyć. Nauka poprzez zabawę. To rozumiem. Księga Ksiąg z kolei obserwuje dzieciaki i nagle odkrywa, że te postępują niewłaściwie z jakiegoś powodu albo po prostu mają dylemat, jak postąpić, bo chcą postąpić właściwie, ale nie wiedzą, czy powinni, bo się boją z jakiegoś powodu. Albo kusi ich zrobienie czegoś złego, ale wiedzą, że nie powinni i muszą zrobić inaczej, lecz mają w tej kwestii wątpliwości. Albo po prostu w ogóle nie wiedzą, co zrobić, załamują ręce i... I wtedy zjawia się deus ex-machina, znaczy Księga Ksiąg i zabiera dzieci w podróż, podczas której one rozumieją, jak należy postąpić i wracają do domu. A więc mamy czysto moralizatorski przekaz. Ale można go jeszcze przeboleć. To nie jest największa wada tego serialu.
Najgorsze, co ten serial mogło spotkać, czego oszczędzono oryginałowi, to jest religijność tej produkcji. Oczywiście nie wydaje się to dziwne, prawda? Przecież to jest opowieść o podróży po świecie Biblii, więc jak nie może być religii w takiej bajce? Ale mimo wszystko oryginał jakoś nie miał tego i był naprawdę bardzo dobrą produkcją. Czy zatem remake z tą religijnością jest dobry? Tak, ale nie aż bardzo dobry. To, że zabrakło tego w oryginale było plusem, dzięki czemu każdy może obejrzeć ten serial, nawet niewierzący może w nim odnaleźć coś dla siebie. A remake z kolei jest wyraźnie chrześcijański. Co chwila podkreślają w nim rolę Boga w życiu człowieka, a choć niekiedy ma to sens, to w innych przypadkach jest po prostu żałosne i męczące. Bo w końcu, po co mieszać Boga praktycznie do wszystkiego i każdego czynnika życia na tym świecie? Twierdzić, że Bóg nas zawsze obroni, jeśli tylko reprezentujemy słuszną sprawę? Niestety, jak dobrze wiemy, tak to wcale nie działa i powtarzanie tego w bajce jest nie tylko głupie, ale i szkodliwe. Na ten przykład: w jednym odcinku Krzyś boi się pomóc chłopcu, którego gnębi szkolny łobuz. W sumie problem dobry, w końcu chce pomóc, ale też się boi, że sam oberwie, a jemu nikt nie pomoże. Ola uważa, że trzeba pomóc, Krzyś się boi samemu dostać łomot. Księga Ksiąg zabiera ich więc na spotkanie z Danielem, prorokiem, który miał być rzucony lwom na pożarcie, ponieważ żył na terenie imperium babilońskiego i wprowadzono dekret, że przez kilka dni nie wolno czcić innego boga niż sam król. Daniel się mimo wszystko modlił i... Tu się zaczyna problem. Krzyś i Ola ostrzegają go, on jednak się dalej modli. Krzyś radzi mu więc, aby zachował rozsądek i zamknął okno, Daniel jednak mówi, że nie może, bo wtedy by się okazało, iż boi się tego, co jest słuszne. Ola go popiera i się modli z nim, potem widzą ich przez okno ludzie i aresztują Daniela, dzieciaki z trudem uciekają, Daniel trafia do jaskini lwa, ale anioł Boga go ratuje i dzieci już wiedzą, co należy zrobić i stają w obronie dręczonego chłopca, a cały plac zabaw staje za nimi i do tego Gizmo daje łobuzowi nauczkę. Wszystko fajnie, tylko... Zgrzyt się pojawia tam, gdzie Krzyś radzi Danielowi, aby zachował rozum i nie popisywał się swoją wiarą. Daniel jednak sugeruje, że byłby tchórzem, gdyby tak zrobił. Nie, kochani. On byłby po prostu normalnym, rozsądnym gościem, który chce wierzyć, ale nie afiszuje się tym. A mimo to robi swoje i jeszcze Bóg go za to nagradza. Ola popierająca go wychodzi na odważną, a Krzyś, który próbuje w tym wszystkim zachować zdrowy rozsądek, wychodzi na tchórza. To jest po prostu nie fair, a dodatkowo jeszcze sugeruje dzieciom, aby zachowywali się jak idioci, byle tylko wierzyli w Boga i postępowali słusznie i zarazem bezmyślnie, bo sporo, wszak Pan Bóg nas ocali. Guzik prawda, drogie dzieci. Dobrze wiemy z historii, że tak nie jest. Pan Bóg może ocalił kilku ulubieńców z Biblii, ale innym pozwolił umrzeć jako męczennikom za słuszną sprawę. I tych, którym pozwolił umrzeć jest o wiele więcej niż tych, których ocalił. Nie znaczy to, oczywiście, aby nigdy nie walczyć o słuszną sprawę, ale może robić to z głową, a nie iść bezmyślnie na śmierć i liczyć, że Pan Bóg nas ocali? No cóż... Serial nam zdaje się sugerować coś wręcz przeciwnego.
To nie jest oczywiście koniec tego typu smaczków. W innym odcinku bowiem Krzyś przewodzi wystawie stworzonej przez swego ojca i znika z niej, podczas chwilowego wygaśnięcia prądu, jeden z wynalazków. Krzyś głowi się, co teraz zrobić i nagle Księga Ksiąg porywa jego, Olę i Gizmo na spotkanie z Salomonem, gdzie Krzyś uczy się... W sumie czego? Logicznego myślenia w obliczu tego typu sytuacji? Sztuki dedukcji? A guzik tam! Salomon go uczy, że nie można polegać na sobie, tylko na Bogu. Pomódl się o rozum, a dostaniesz go i rozwiążesz swoje wszystkie problemy, tylko módl się długo i intensywnie. No super. I o dziwo, potem Krzyś wracając do domu robi właśnie to, co mu radzi Salomon i... znajduje rozwiązanie zagadki. Super, Sherlock Holmes dla ubogich się znalazł. Tak to ja też umiem rozwiązywać zagadki. A gdzie myślenie, gdzie próba wyciągnięcia jakiś sensownych wniosków i połączenia ich w jeden fakt? Już Ojciec Mateusz, chociaż ksiądz, więcej na własnym rozumie polega niż na opiece Boga i nie czeka na jego pomoc, tylko sam coś robi. Także cóż... Głupio brzmi, co? A tego typu sytuacji jest dużo więcej, gdy mówią bohaterowi, żeby zaufał Bogu, a wszystkie jego problemy same się rozwiążą. Sorki, drogie i kochane dzieci, ale rozczaruję was... Niestety, ale... TO TAK NIE DZIAŁA!
Najbardziej irytującym mnie odcinkiem jest ten, w którym bohaterowie mają przygodę, podczas której widzą ukrzyżowanie Jezusa. W tej przygodzie Krzyś nie chce brać udział w rodzinnej kolacji, bo chce iść na koncert. Mamusia uważa wszakże, że musi być, bo na kolacji będzie wujek, który bardzo chce go zobaczyć. Kłócą się i pojawia się Księga Ksiąg, która zabiera jego, Olę, Gizmo i Martę do czasów Jezusa i bohaterowie są świadkiem jego ukrzyżowania. Krzyś i mama widzą, jak bardzo się przejmuje Maryja o swojego syna, obie matki się jakoś ze sobą dogadują i wyraźnie matka i syn poprawiają swoje relacje. Pomijam tu fakt, że Krzyś się boi o mamę i nie chce, aby ta szła na kaźń Jezusa, bo coś jej się może stać, a ta mu odpowiada: „Krzysiu, zawsze musisz myśleć tylko o sobie?”, co jest ze strony jego matki jawną niesprawiedliwością. Ale to, co się dzieje na końcu jest żałosne. Bo bohaterowie przeżyli przygodę, podczas której Marta zrozumiała, ile dla niej znaczy jej syn i vice versa, wracają do domu i co? I HUNÓW STO! Po powrocie mama o wszystkim zapomniała, Krzyś zaś przeprasza ją i obiecuje być na kolacji i spotkać głupiego wujaszka, który raz na ruski rok sobie o rodzinie przypomina i chce zobaczyć ulubionego siostrzeńca. Po prostu super. Genialne i dydaktyczne podejście do życia, przekazywane przez ten serial. Znowu Krzyś wychodzi na tego złego, a mama na tę, co zawsze wszystko lepiej wie i nigdy, ale to praktycznie nigdy się nie myli.
Kolejną wadą serialu jest to, że bohaterowie wydają się nigdy nie pamiętać osoby, którą raz już spotkali podczas swoich podróży po Biblii, a i te osoby też nigdy ich nie pamiętają, co wydaje się dość dziwne. W oryginale przecież kilka razy postacie z Biblii pamiętały, że już raz spotkały Chrisa i Joy, tutaj nie ma czegoś takiej, ale to jeszcze pół biedy. Gorzej, że sami zainteresowani też się zdają nie pamiętać postaci, które już raz spotkały. Jedyną osobą, którą zawsze pamiętają i która zawsze zdaje się ich pamiętać jest Jezus. Chociaż tyle. Plus dla twórców też za to, że w kilku odcinkach, które opowiadają historie o Starym Testamencie, zamiast anioła zwiastującego jakiemuś bohaterowi misję, zwykle pojawia się właśnie Jezus, co nam sugeruje, że Jezus był, zgodnie z niektórymi teoriami, po prostu archaniołem Michałem, który narodził się na ziemi jako człowiek. Ciekawa teoria i jak widać, serial ją potwierdza. To spory plus. Dodatkowym plusem pośród całej masy minusów jest to, że serial, choć ma chrześcijański przekaz, to jednak nie faworyzuje żadnego odłamu tej religii. Nie jest to więc bajka katolicka czy też protestancka ani inna. Po prostu chrześcijańska, a swoją nauką chyba najbardziej się zbliża do Świadków Jehowy. Moim zdaniem to plus, bo zdecydowanie nie wytrzymałbym z tą bajką, gdyby przekazywała jedynie wartości Kościoła katolickiego.
Ale tak ponarzekałem na ten serial, a tak mało go chwaliłem. Czy zatem wszystkie odcinki są kiepskie w tej produkcji? Oczywiście, że nie, inaczej nie lubiłbym tego serialu. Wiele odcinków jest naprawdę ciekawych i ma interesującą problematykę. Moim ulubionym odcinkiem jest ten, w którym Ola poznaje dziewczynkę Basię, która jeździ na wózku inwalidzkim. Ponieważ należy do pewnego klubu szkolnego i może zarekomendować do niego kolejną koleżankę, chce polecić Basię. Jednak członkinie klubu dają jej do zrozumienia, że dziewczyna na wózku przyniesie im wstyd i Ola nie powinna jej polecać, bo inaczej sama wyleci z klubu. Dla dziewczynki w jej wieku należenie do klubu to ważna sprawa, waha się więc, co zrobić, dlatego też Księga Ksiąg zabiera ją, Krzysia i Gizmo na spotkanie z królową Esterą, która zaryzykowała życie, aby uratować swój żydowski naród podporządkowany Persom i dokonała tego i wygrała. Ola zachwycona wraca z przyjaciółmi do swego świata i rekomenduje Basię, a jej piękna przemowa w tej sprawie sprawia, że koleżanki jej ulegają i zgadzają się na przynależność Basi do klubu. Ładny odcinek, uroczy oraz sympatyczny, a przede wszystkim nie ma ciągle gadania o Bogu. Podobnie jest z odcinkiem, w którym Ola widzi z Krzysiem pewną dziewczynkę, która wykrada z baru szybkiej obsługi ketchup i jest też do nich bardzo nieuprzejma. Ola jest na nią zła i nie chce się nią interesować, choć Krzysia zastanawia, czemu dziewczynka tak się zachowuje, więc Księga Ksiąg zabiera ich na spotkanie z Jezusem, który opowiada o miłosiernym Samarytaninie. Oli się robi głupio, że tak potraktowała dziewczynę, poszła z przyjaciółmi do niej i dowiedziała się, że ona, jej brat i mama żyją w biedzie i ketchup bierze z baru, bo on jest za darmo. Ola i paczka dzielą się więc z nimi pizzą i obiecują pogadać z rodzicami, aby im pomóc. Ładne, przyjemne i bez przesadnego nawijania o Bogu co pięć minut.
Jednym z innych moich ulubionych odcinków jest ten o Hiobie. Choć znowu w nim mówią o tym, jak ważna jest wiara w Boga, to jednak ten odcinek ma coś więcej w sobie. Otóż w tym odcinku Krzyś ma strasznego pecha. Najpierw ucieka mu klasowa iguana, którą miał się opiekować. Potem drzewo spadające w nocy podczas burzy wybiło szybę i złamało mu rękę, a następnie okradziono go z tych pieniędzy, które zarobił na ulotkach. A dodatkowo, jakby tego było mało, umarł jego ukochany dziadek. Krzyś nie wierzy w to, że może być już lepiej. Ola i Gizmo go pocieszają. Jest to jeden z tych odcinków, gdzie widzimy wreszcie tę wrażliwą stronę Oli, gdy zamiast się czepiać przyjaciela czy dokuczać mu, bardzo mu współczuje, pociesza go i podnosi na duchu. Księga Ksiąg przenosi ich na spotkanie z Hiobem, który jak wiemy, najwięcej od życia oberwał, jeśli mowa o postaciach z Biblii i to jeszcze z powodu zakładu Boga i Szatana o dychę xD Dobra, z tym ostatnim żartowałem, nawiązując do serii filmików „WIELKIE KONFLIKTY”. Kto kumaty, ten zrozumie. Tak czy siak, Hiob nieźle dostał w kość od losu, ale nigdy nie stracił wiary, dzięki czemu został nagrodzony przez Boga za swoje cierpienia. Krzyś odzyskuje wiarę i gdy wraca, znajduje iguanę i rozumie już, że po burzy zawsze jest tęcza, a po smutku może przyjść radość, jeśli tylko sobie damy szansę. Ładny odcinek, choć znowu było o Bogu, ale przynajmniej teraz to nie było aż tak rażące w uszy i oczy. No i wreszcie mamy to, o czym tak mało się mówi w serialu: o wrażliwej naturze Oli. Widzimy ją tak mało w tym serialu, że aż miło na nią popatrzeć. Widać ją w tym odcinku, ale również m.in. w tym odcinku, który mówi o zaparciu się Piotra. Otóż w nim Krzyś popisywał się przed kolegami ze szkoły, jak świetnie gra w kosza i chciał, aby go przyjęli do swojej paczki. Już mu się udaje, gdy zjawia się Ola mówiąc, że została szefową kółka szachowego. Chłopcy ją wyśmiewają i pytają Krzysia, czy ją zna. On zaś, bojąc się stracić w ich oczach, twierdzi podle, że nie. Ola zamiast zareagować złością i chamstwem, jakby zareagowała w sezonie I serialu, teraz po prostu się popłakała. Gdy chłopcy sobie idą, Krzyś z nią rozmawia, a Ola ma pretensje, jak mógł tak powiedzieć. Księga Ksiąg zabiera ich na proces Jezusa i widzimy, jak wierny Piotr, z obawy o swoje życie, zapiera się znajomości ze swoim mistrzem i potem dręczą go wyrzuty sumienia. Krzyś stara się go pocieszyć, ale nic to nie pomaga. Ola z kolei jest zła na Krzysia i uważa, że w przeciwieństwie do Piotra nawet nie żałuje tego, co zrobił. Gdy jednak Krzyś wpada do wody i tonie, Ola bez wahania rusza mu na ratunek i wraz z Gizmo ratuje go, aby potem... oczywiście dalej mieć focha, póki Krzyś jej nie przeprosi. Wtedy i ona go przeprasza za swoją zawziętość, wracają do swoich czasów, a nasz bohater przyznaje, że zna Olę i jest to jego przyjaciółka i idzie z nią świętować jej sukces, Gizmo zaś daje chłopakom małą nauczkę.
Jak więc widzimy, serial ten nie składa się tylko z samych wad. Ma również sporo pozytywów, a zwłaszcza sezon II, który wyraźnie poprawił jakoś odcinków pod względem fabuły. Postacie też nieco się poprawiły i w ogóle milej to wszystko się ogląda. Tak samo sezon III, który niedawno dopiero zyskał polski dubbing. Wciąż czekamy na sezon IV serialu, nadal jeszcze nie przetłumaczony na polski język. Może w końcu się doczekamy, kto wie? Sezon II i III naprawdę były dużo lepsze od sezonu I, choć nie ominęły znowu ględzenia o Bogu i tego, jak bardzo kocha On wszystkich ludzi i jakie ma plany i lepiej Mu zaufać. Jednak stopniowo to staje się mniej wkurzające, a i nauka, jaką wyciągają dzieci staje się coraz ciekawsza. Zdarzają się oczywiście, co jakiś czas znowu słabe momenty, które polegają na chwaleniu boskich planów wobec świata i zaufaniu wobec nich, ale już nie są one tak rażące. Sezon II wyraźnie się poprawił, a sezon III to kontynuował. Więcej nawet, w tym sezonie mamy uroczą ciekawostkę. Mianowicie w jednej ze scen pewnego odcinka sezonu III widzimy w pokoju Krzysia... Plakat ukazujący bohaterów „SUPER KSIĘGI” i nie jest to jakaś komputerowa przeróbka, tylko dosłownie plakat anime wklejony do obrazu. Czyżby hołd w kierunku wielkiego poprzednika? A może sugestia, że Krzyś Proton jest potomkiem Chrisa i Joy, znanych nam z pierwszego serialu? Może nawet zmarły dziadek Krzysia, którego wspominają w odcinku z Hiobem jest właśnie Chrisem z „SUPER KSIĘGI”? To by było ciekawe. Szkoda, że tego nie rozwinęli.
Podsumowując zatem, czy polecam ten serial? Tak, choć o wiele mniej niż oryginał, który polecam dużo bardziej. Ten serial warto obejrzeć choćby dla samego porównania z pierwowzorem i stwierdzić, że stara wersja jest dużo lepsza. Choć nowa ma swoje plusy i to nawet sporo, ale też sporo minusów, więc bilans się wyrównuje. Ale najlepsze w nowej wersji jest to, że jeżeli coś wychodzi w niej dobrze, to przyjemnie jest to obejrzeć i potem do tego wrócić. Co prawda Krzyś Proton i Ola Szpilka nie są bohaterami tak sympatycznymi jak Chris i Joy, gadanie o Bogu potrafi zmęczyć nawet osoby mocno wierzące, a co dopiero te słabiej lub wcale nie wierzące, ale mimo wszystko nie jest to dzieło godne potępienia. Raczej wymagające małej poprawki, ale dobre na tyle, aby je poznać. Zresztą obejrzyjcie i sami oceńcie.

niedziela, 27 czerwca 2021

Super Księga (1981-1982)


W czasach mojego dzieciństwa istniało kilka naprawdę dobrych bajek o tematyce religijnej, które w ciekawy sposób przedstawiały wydarzenia z Biblii, nie afiszując się przy tym jednak z wiarą i religijnością twórców. Wydaje się to chyba niemożliwe, prawda? Bajki opowiadające o wydarzeniach z Biblii w taki sposób, aby nie były to bajki religijne, a jedynie ciekawe opowieści, pozwalające dzieciom poznać lepiej Pismo Święte i zawarte w nim historie? Dzisiaj, w czasach, kiedy w niektórych krajach panują konserwatyści i miłośnicy katolicyzmu, gdzie wsadzają nam do głów katolickie wartości za pomocą dość kiepskiej jakości filmów, w których postacie są płytkie i ustawione tak, aby wierzące osoby były dobre, a niewierzące lub innej wiary złe, takie stwierdzenie jak niereligijne bajki o Biblii, może się wydarzać niemożliwe. A jednak istnieją takie produkcje i kilka z nich leciało w czasach mojego dzieciństwa. Jedną z nich wyprodukowała wytwórnia Hanna Barbera, ale nie o niej dzisiaj będziemy mówić, gdyż dziś pomówimy o produkcji, która jest mało obecnie znana, choć wielu z nas zna obecnie jej remake w wersji komputerowej, który nie jest może najgorszy, ale chwilami zbyt mocno nam wszystkim dźga w oczy religijnością. O nim chcę jednak napisać osobny artykuł, gdyż to jest bajka ciekawa i całkiem niezła, ale zawiera kilka problemów, które warto skrytykować i może zmusić wreszcie twórców do myślenia. Ale jak już mówiłem, to wszystko w odpowiednim momencie. Dzisiaj co innego bierzemy na tapetę. Mianowicie oryginał tej bajki i zarazem żywy dowód na to, jak wspaniałe powstawały kiedyś animacje.
Serial animowany, o którym mowa, jest anime o naprawdę bardzo dobrej produkcji, a przynajmniej do końca I sezonu, bo II jest już dużo gorszy, ale o tym później. Zacznijmy na razie od tego pierwszego, do którego mam naprawdę wielki sentyment. Bo trudno nie lubić pierwszych odcinków „SUPER KSIĘGI”. Są one naprawdę super, z dobrą fabułą, ciekawymi postaciami, świetnymi przygodami, jak również i niezłą muzyką i interesującym przesłaniem. No i również świetnie jest tu oddany klimat lat 80 XX wieku. Muszę jednak wam się przyznać, że sam serial nie był mi znany w dzieciństwie, poza kilkoma odcinkami, które miałem kiedyś nagrany na kasecie VHS. Pamiętam, że na pewno był wśród nich pierwszy odcinek, ale nie pamiętam, ile kolejnych odcinków tam jeszcze było, jeśli w ogóle było ich więcej na kasecie. Potem zaś, przypadkiem trafiłem w telewizji na kanale TV TRWAM odcinek tego serialu, który coś mi zaczął przypominać. Sprawdziłem w Internecie i odkryłem odcinki I sezonu po polsku, w tym pierwszy odcinek. A ledwie go obejrzałem, już wiedziałem, że jest to właśnie ten odcinek tego serialu, który znam z dzieciństwa. Z miejsca więc zapoznałem się z całym I sezonem, a im więcej to robiłem, tym bardziej byłem nim zachwycony. II sezon już mi się tak nie spodobał, ale powiem później, dlaczego tak jest. Zacznijmy więc od początku.
Pierwszy sezon anime rozpoczyna się w domu małego chłopca, Christophera „Chrisa” Peepera, który pewnego dnia wraz ze swą najlepszą przyjaciółką Joyeux „Joy” Quantum czyści na strychu książki swojego ojca (nieco ekscentrycznego profesora). Podczas tej czynności, dzieci znajdują starą książkę, która świeci i ku ich wielkiemu zdumieniu, w żaden sposób nie da się jej otworzyć. Po chwili książka jednak otwiera się sama i ukryty w niej duch przemawia do Chrisa i Joy. Okazuje się, że dzieci trafiły na stare i wyjątkowe wydanie Biblii o nazwie Super Księga. Książka proponuje Chrisowi i Joy podróż do czasów biblijnych, obiecując przy tym, iż nic złego im się nie stanie podczas tej wyprawy. Pomimo obaw, dzieci zgadzają się i trafiają do Edenu, gdzie spotykają Adama i Ewę, a także są świadkami pierwszego w dziejach świata złamania Boskich praw. W podróży tej towarzyszy im Gizmo, nakręcany robot zabawka Chrisa, który za sprawą mocy Super Księgi przenosi się wraz z dziećmi w czasie i staje się prawdziwym, żywym robotem służącym im pomocą w trudnych sytuacjach. Po powrocie do domu dzieci odkrywają, że choć spędzili w Edenie dwa dni, to w ich świecie minęło zaledwie kilka minut, a Gizmo znowu jest zabawką. Od tego czasu Chris i Joy w każdym odcinku przenoszą się w czasie za sprawą Super Księgi do różnych wydarzeń biblijnych, wyciągając z nich mądre lekcje na przyszłość, a przy okazji dobrze się bawiąc. W podróżach zawsze towarzyszy im wierny Gizmo. Przygody, które przeżywa trójka bohaterów to głównie wydarzenia ze Starego Testamentu, choć w kilku odcinkach bohaterowie poznają działalność Jezusa Chrystusa, a w ostatnim spotykają Pawła z Tarsu. Chris, Joy i Gizmo podczas swoich podróży są chronieni przez ducha Super Księgi, dzięki czemu nigdy nic złego im się nie staje. Nigdy też jednak nie mogą zmienić wydarzeń, w których biorą udział, co najwyżej przyczyniają się do ich szybszego zrealizowania. Przykładowo próbują w jakiś sposób nie dopuścić do grzechu Adama i Ewy, a także śmierci Abla i Samsona, ale niestety, przeznaczenie wyznaczone przez Biblię nie można zmienić. Zamiast tego dzieci nauczyły się naprawdę wielu ważnych i mądrych rzeczy.
Tak właśnie wygląda I sezon, do którego mam ogromną sympatię. Zanim przejdziemy do omówienia postaci, muszę jeszcze wspomnieć o II sezonu, który moim zdaniem pozostawia wiele do życzenia i dowodzi tego, że zmiana twórców w trakcie produkcji serialu nie jest najlepszym pomysłem.
Drugi sezon mocno zmienia fabułę serialu. Tym razem Chris i Joy są już starsi o kilka lat, a do tego schodzą na drugi plan, zaś głównymi bohaterami historii stają się młodszy brat Chrisa, Uriah „Uri” Peeper oraz Gizmo, którzy podróżują po wydarzeniach biblijnych za sprawą tej samej książki. Wszystko zaczyna się w chwili, gdy Super Księga zostaje otwarta przed włączonym komputerem. Jej moc wnika niespodziewanie do maszyny, która niedługo potem wciąga do swojego wnętrza pieska Rufflesa, a także Uriego i Gizmo (który w tym sezonie jest już prawdziwym robotem zbudowanym przez brata profesora Peepera). Chris i Joy nie są w stanie pomóc przyjaciołom ani ruszyć za nimi. Mogą jedynie obserwować przez komputer ich poczynania, a także próbować ukryć przed dorosłymi nieobecność Uriego. Tymczasem Uri i Gizmo poszukują Rufflesa, podróżując poprzez różne wydarzenia biblijne, jednak dopiero w ostatnim odcinku udaje im się odnaleźć pieska i wrócić do domu. Przez ten czas przeżywają wiele niesamowitych przygód, biorąc udział w historiach ze Starego i Nowego Testamentu, ale podobnie jak Chris i Joy w pierwszym sezonie, tak Uri i Gizmo w drugim nie mają prawie żadnego wpływu na rozwój wydarzeń. Warte uwagi jest to, że w drugim sezonie pojawiają się kilka razy te same historie, które zostały ukazane w pierwszym, ale tym razem są one przedstawione znacznie dokładniej i bardziej szczegółowo.
Jak więc widzicie, sezon II zdecydowanie zostaje daleko w tyle za sezonem I. Oczywiście fajnie było zobaczyć Chrisa i Joy jako starszych i mających wciąż do siebie ogromną słabość, choć nie jest ona aż tak podkreślona jak wcześniej. Ale niestety, sezon II denerwuje tym, jak do kiepskich drugoplanowych postaci zostali zredukowani nasi ulubieni bohaterowie, jak również i to, że Uri nie jest wcale tak ciekawym bohaterem, jak Chris w poprzednim sezonie. Jest po prostu naiwnym i chwilami naprawdę dość irytującym dzieciakiem wiecznie pakującym się w kłopoty, z których musi go ciągle wyciągać Gizmo. Z powodu tego wszystkiego mam wyraźnie niechęć do tego sezonu. Choć może niechęć to złe słowo, po prostu go nie lubię i już.
Pomówmy teraz o bohaterach tego serialu. Christopher Peeper, zwany przez wszystkich pieszczotliwie Chris, jest bardzo uroczym i sympatycznym chłopcem o czarnych włosach i brązowych oczach. Nie lubi matematyki i obowiązków, które musi wykonywać. Bywa leniwy i lubi wymigiwać się od pomagania rodzicom, ale też jest sympatyczny i serdeczny, nie lubi się poddawać i potrafi uparcie dążyć do celu, który chce osiągnąć. Bywa niekiedy zadziorny i złośliwy, ale mimo wszystko jest przede wszystkim sympatyczny. Jego ojciec jest naukowcem, choć nie wiemy, czym dokładnie się zajmuje. Możemy się jednak domyślać, że zajmuje się naukami ścisłymi. W sumie jest on narysowany jak stereotypowy naukowiec, czyli wysoki, chudy i w okularach, roztargniony i mało zorientowany w tym, co się dzieje na świecie, głównie pogrążony w świecie swojej nauki. Mimo tego jest dobrym mężem i ojcem, rodzina go bardzo kocha i szanuje. W II sezonie poznajemy jego młodszego brata, który też zajmuje się zajmuje nauką, ale interesuje go przyszłość i komputery, które ojciec Chrisa uważa za dziwaczne, gdyż woli tradycyjną naukę z pomocą książek.
No dobrze, tyle wiemy o Chrisie i jego ojcu i stryjku, a co z mamą? Czy Chris jej nie ma? Nie, ma ją. W pierwszych odcinkach I sezonu nie pojawia się ona na ekranie, jak się później dowiadujemy, ma to miejsce dlatego, że przebywała wtedy u swojej siostry i pomagała jej, gdy ta była w ciąży. Około połowy I sezonu pojawia się nareszcie i poznajemy ją lepiej. Dowiadujemy się, że jest ona taką nieco typową gospodynią domową. Lubi gotować, piec, spędza większość czasu w domu, towarzyszy mężowi w spotkaniach służbowych, bardzo kocha syna, jest do niego nieco bardziej wyrozumiała niż ojciec, a dodatkowo bardzo lubi Joy, którą traktuje niemalże jak własną córkę, raz nawet kupuje dla niej sukienkę, gdy tylko ją zobaczyła na wystawie. Bywa niekiedy roztargniona, czasami coś zapomina zabrać z domu, a na końcu I sezonu dowiadujemy się, że jest w ciąży i potem rodzi drugiego syna, Uriego.
Poznaliśmy teraz praktycznie całą rodzinę Peeperów. A teraz opowiedzmy o Joy. Dziewczynka jest urocza, słodka, ma ciemno-blond włosy, fioletowe oczy i bardzo sympatyczny charakter. Jest delikatna, wrażliwa i dobra, ale też niekiedy bardzo zadziorna, potrafi się złościć i wyzywać Chrisa, kiedy w jakiś sposób jego zachowanie jej się nie podoba. Jej złość przybiera niekiedy postać wręcz bardzo rogatego charakteru, ponieważ potrafiła raz pogonić z rakietą do badmintona Chrisa po całym podwórku, a innym razem ze złością goniła go po całym domu z piąstkami, póki nie odwołał stwierdzenia, jakoby była za gruba na sukienkę od jego mamy. Mimo wszystko naprawdę ona i Chris są serdecznymi przyjaciółmi i prawdopodobnie chodzą do tej samej klasy. Nie jest to jednak wyjaśnione. Można w sumie powiedzieć, że o Joy nie wiemy za wiele, poza tym, że ona po prostu istnieje. I nie jest to żart, ponieważ przez cały serial nie dowiadujemy się, kim są rodzice dziewczynki i jak Joy ma na nazwisko (jedynie ze źródeł pozafilmowych odkryć możemy, że nazywa się Quantum). Ważną cechą jej osobowości jest to, że nasza mała i słodka Joy jest zakochana w Chrisie, czego bynajmniej nie ukrywa. W jednym odcinku najpierw kocha się w gwieździe kina i jest zła, że ten się ożenił, ale potem, gdy Chris okazuje jej troskliwość, wyraźnie zaczyna darzyć chłopca uczuciem i w kilku odcinkach zaznacza, że chce za niego wyjść, gdy już dorosną oboje. Chris z kolei reaguje na to zadowoleniem, ponieważ taki pomysł bardzo mu się podoba. W kilku odcinkach pokazano też, że Joy była zazdrosna o Chrisa, gdy ten np. był zachwycony urodą kilku kobiet biblijnych np. Rebeki, Estery czy też królowej Saby. A i on jest nieco o nią zazdrosny, gdy np. chwaliła zbyt mocno Józefa, męża Maryi. Oboje więc, jak widzimy, mają do siebie ogromną słabość i my, jako widzowie, bardzo im kibicujemy i życzymy im dużo szczęścia, gdy już oboje dorosną.
Akcja serialu zawsze zaczyna się w domu Chrisa, do którego zwykle wpada Joy z wizytą i spędza czas z Chrisem, swoim najlepszym przyjacielem. Gdy nagle zaczyna błyszczeć Super Księga i z jakiegoś powodu, bo np. dzieci coś mówiły lub coś zrobiły i to uruchomiło nawiązanie do znanej opowieści biblijnej, dzieci zaraz wyjmują Super Księgę z szuflady biurka, książka się otwiera, proponuje dzieciom podróż do danej historii i ruszają wraz z wiernym Gizmo, który zawsze im w tej podróży towarzyszy. Warto przy tym zauważyć, że zwykle odcinek sezonu I kończy się tym, że dzieci wracają do domu z ciekawymi wnioskami. Ale czasami dochodzi do tego, iż kończy się fabuła odcinka na jakieś ciekawej scenie, która kończy opowieść biblijną i nie wiemy już powrotu dzieci do swego świata, choć nie jest to trudne do odgadnięcia, że tak właśnie się stało. Zatem twórcy serialu nieraz nie pokazują nam powrotu Chrisa i Joy do swego świata, ponieważ doskonale wiedzą, iż widzowie sami się go domyślą i nie zawsze warto wszystko na ekranie ukazywać. To pokazuje, że twórcy uważają nas za osoby dość inteligentne, aby móc samemu odkryć ten fakt.
Warto zaznaczyć, że serial rozgrywa się w latach 80 XX wieku, czyli w tych czasach, w których powstała bajka. Twórcy zatem starali się odtworzyć klimat epoki, a zatem dzieciaki po powrocie ze szkoły spędzają czas np. wspólnie ze sobą czytając komiksy, jeżdżąc na rowerach, grając w piłkę, grając w badmintona albo tenisa, czy jeżdżąc na rolkach. Miło jest popatrzeć na to, zwłaszcza wtedy, gdy się jest dzieckiem lat 90 XX wieku, który podobnie jak lata 80 miało to do siebie, że dzieciaki tak często biegały tam po podwórku i na nim spędzały czas po szkole, od czasu do czasu oglądać coś w telewizji i bynajmniej nie śniły nawet o tym, aby używać komputerów do czegoś innego, jak tylko do pracy. Dzisiaj, w czymś, co można nazwać dobą komputerów, trudno sobie wyobrazić, że dzieciaki mogły tak prozaicznie żyć, ale taka bajka jest tego najlepszym dowodem. Rzecz jasna bajka też pokazuje pewne inne motywy z lat 80. Chris jako chłopiec zajmuje się niekiedy budowaniem czegoś z niczego, bo chłopcy lubili majsterkować. Joy nosi zawsze sukienkę i ma romantyczną naturę. Tata pracuje, mama głównie siedzi w domu i robi zakupy na obiad czy kolację. Chris też, jak to chłopiec, nieraz opiekuje się Joy i zasłania ją przed niebezpieczeństwem, gdy do niego dochodzi, a Joy bez wahania chowa się za jego plecami lub łapie go za ramię na znak, że się czegoś boi i potrzeba jej jego obrony. Zatem pewne stereotypy na temat ludzi i płci. Nie są one jednak pokazane w sposób wulgarny i odpychający, a raczej słodki i sympatyczny i niejedna feministka może się czepiać mamy Chrisa, że jest kurą domową, a małej Joy, że nie nosi dżinsów, ale prawda jest taka, że widząc, jak dobrze się bawią, gdy realizują stereotypy, same mogą im zazdrościć tak radosnego, chociaż może stereotypowego życia, jakie te urocze kobiece bohaterki wiodą.
Wspomniałem o tym, że bajka nie jest religijna. Wydaje się to niemożliwe, aby serial anime opowiadający o wydarzeniach z Biblii nie był przesiąknięty do szpiku kości religijnymi hasełkami. Jednak, co może zdziwić, tak właśnie jest. Ten serial nie jest nimi przesiąknięty. Możliwe, że to dlatego, iż jest to bajka japońska. Gdyby nakręcono ją w Europie, nie wiadomo, jakby wyglądała. Możliwe też, że duży wpływ na to miało również i to, że po prostu powstała w czasach, kiedy seriale animowane były tak tworzone, aby były dla wszystkich, nie tylko dla tych dzieci, które wierzą w Boga katolickiego czy innego. Po prostu serial miał być dla wszystkich i dlatego właśnie jako taki jest miły dla oka i ucha. Pamiętam, jak kiedyś jeden mój znajomy obejrzał za moją radą I sezon tego serial i był nim wręcz zachwycony, zwłaszcza, kiedy porównywał go do remaku „KSIĘGA KSIĄG”. Zaznaczył, iż zachwyca go szczególnie to w tej produkcji, że serial nie dźgał mu w oczy hasełkami biblijnymi. Co prawda, te padły kilka razy w produkcji, ale nie były one nachalne i nie próbowały nam wpoić jakąś konkretną teorię religijną do głowy. Dodatkowo spodobały mu się to, że postacie w tym serialu umieją się czegoś nauczyć po zakończeniu swoich przygód i nie powtarzają już starych błędów. Bo w przeciwieństwie do remaku, dzieci nie lecą do świata Biblii wtedy, kiedy coś zbroiły i muszą się czegoś nauczyć, ale dlatego, że po prostu mają czas i możliwość przeżyć jakąś przygodę, a to, co powiedziały lub zrobiły w jakiś sposób przypomniało Super Księdze o tym, co miało miejsce w Piśmie Świętym. Ważną różnicą między oryginałem a remakiem jest to, w anime nie dochodziło do sytuacji, kiedy Super Księga zmuszała dzieci do podróży. Na sam początek zawsze pytała Chrisa i Joy, czy chcą ruszyć w podróż, a gdy ci to potwierdzili, natychmiast zabierała ich w podróż. Na pozór nie jest to jakoś bardzo ważne, ale tak naprawdę również ma związek z Biblią i jej przekazem, z których jeden z nich mówi, iż człowiek ma zawsze wolną wolę i od niego zależy, jaką drogą podąży. Anime zatem pokazuje nam biblijną wartość, ukazaną jako coś jak najbardziej normalnego, jako zwykłą i świecką zasadzę, której może przestrzegać bez trudu każdy, nawet ateista.
Nie można oczywiście nie wspomnieć o polskim tłumaczeniu tego serialu. Jak dotąd, nie doczekał się on wersji z polskim dubbingiem, choć mam nadzieję i to ogromną, iż kiedyś to ulegnie zmianie. Jak na razie jednak serial ten jest dla nas dostępny jedynie w wersji z lektorem, którym jest Roman Baczyński, gdyż z takim lektorem serial był emitowany w Polsce na kanale TV TRWAM. Nie wiem, jaki lektor towarzyszył serialowi we wcześniejszych emisjach tej bajki. Wiem jednak, że polscy tłumacze nie byliby sobą, gdyby nie spolszczyli imion bohaterów. Tak więc zamiast Chrisa Peepera mamy w polskiej wersji Krzysia Patrzałka, z kolei zamiast Joy mamy Olę. O ile jeszcze przeróbka Chrisa na Krzysia ma sporo sensu, bo ostatecznie Christopher to Krzysztof, to przemiana Joy na Olę jest moim zdaniem pozbawiona jakiekolwiek logiki. Chyba twórcy wzięli sobie to imię tylko dlatego, że było ono trzyliterowe i jednosylabowe, tak jak oryginalne. Jednak to im można odpuścić, w przeciwieństwie do większej zbrodni, którą jest zmiana tego, kim dla Chrisa jest Uri. Chociaż w tym wypadku zawinili już amerykańscy tłumacze, na których bazowali polscy. W amerykańskim tłumaczeniu bajki, z powodu, który nie zostaje nam wyjaśniony, Uri zamiast bratem Chrisa staje się... jego kuzynem, synem brata profesora Peepera. Odbiera to sporo sensu serialowi, gdyż przecież mama Chrisa na końcu I sezonu mówi, że spodziewa się drugiego dziecka. Według japońskiego oryginału tym dzieckiem był właśnie Uriah zwany Uri. W amerykańskim i polskim tłumaczeniu z kolei chłopiec z jakiegoś powodu staje się kuzynem Chrisa i synem jego stryja, co oczywiście pozbawia zakończenie I sezonu jakiegokolwiek sensu. Gratuluję, amerykańscy twórcy dubbingowi. I wam, polscy tłumacze, którzy musieliście papugować ich pomysły.
Podsumowując, serial jest naprawdę świetny. Animacja może nieco lekka, a w kilku scenach wyraźnie widać, że są one kopiami innych, wcześniej użytych scen, ale są to tylko drobiazgi, która można im wybaczyć. Warto też dodać, że serial w Japonii zdobył taką popularność, że doczekał się spin-offu w postaci serialu anime „LATAJĄCY DOM”, w którym pewien chłopiec ze swoją sympatią, swoim młodszym bratem, pieskiem i robotem Gizmo trafia do tytułowego domu, który zbudował pewien profesor i z jego pomoc dzieciaki podróżują w czasie i spotykają postacie biblijne. Serial ten nie zdobył co prawda jakieś wielkiej popularności, ale jego istnienie dowodzi, że „SUPER KSIĘGA” cieszyła się kiedyś ogromnym wręcz sukcesem i w sumie nadal się cieszy, skoro powstał remake w postaci serialu o animacji komputer, która to animacja nazywa się „KSIĘGA KSIĄG”, ale o niej sobie opowiemy osobno. A na razie serdecznie zapraszam do poznawania świata naszych uroczych bohaterów, którzy nawiasem mówiąc, wyglądem niesamowicie wręcz przypominają postacie Asha i Sereny z anime „POKEMON”. W końcu tam też chłopak ma czarne włosy i brązowe włosy, a dziewczyna ciemno-blond i oboje mają do siebie ogromną słabość. Przypadek? Chyba nie.
Zatem podsumowując, czy polecam ten serial? Jak najbardziej. Uważam, że jest on produkcją dla wszystkich, zarówno wierzących, jak i niewierzących. Każdy z nas znajdzie w nim bowiem coś dla siebie i każdy, tak przynajmniej czuję, polubi te urocze dzieciaki i niejeden przeżyje z nim jeszcze super przygody.

poniedziałek, 21 czerwca 2021

Denver, ostatni dinozaur (1988)


Denver, ostatni dinozaur
To jest kumpel sprzed milionów lat.
Denver, morowy dinozaur.
Żyje sobie pośród nas jak ssak.

Ten nasz kopalny gad
Już kocha cały świat.
Jego lubią też, choć to jest wielki zwierz.
Denver, ostatni dinozaur.
Spróbuj zgadnąć, czy to gad, czy ssak.

Ten najprawdziwszy smok
Szokuje nas, co krok.
Ale sympatyczny dino bawi miną swą.
A najdziwniejsze jest,
Że miewa ludzki gest.
Nigdy nie bywa zły,
Nie skrzywdzi nawet pchły.

Denver, ostatni dinozaur
To jest kumpel sprzed milionów lat.
Denver, ostatni dinozaur
Zawsze dobry humor ma.
Nasz dino!

Taką właśnie piosenką zaczynał się serial, o którym chciałbym dzisiaj wam opowiedzieć. Jest to obecnie mało znana produkcja, chociaż stała się ostatnio nieco bardziej popularna z powodu remaku, którego niedawno się doczekaliśmy. Rzecz jasna, remake ten powstał w ramach rozwijania mody na tworzenie nowych wersji znanych bajek z lat 90 XX wieku, oczywiście w wersji komputerowej. Na tej bazie powstały nowe wersji „SUPER KSIĘGI”, „INSPEKTORA GADŻETA” czy też „ALVINA I WIEWIÓREK”. Niedawno zaś przeżyłem wielki szok, kiedy całkiem przypadkowo zobaczyłem na telewizji Puls 2 serial animowany, który myślałem, że będzie starą i dobrą produkcją z mojego dzieciństwa, a okazał się być remakiem i to stworzonym w beznadziejnej, komputerowej animacji. Zrozumiałem wtedy, że oto mam do czynienia z kolejną nową wersją klasyki, stworzoną po to, aby nabić sobie kabzę. Mój szok zatem był ogromny, podobnie jak zapewne szok wielu dzieciaków XXI wieku, gdy odkryją, że ten serial, o którym dzisiaj będziemy mówić, istniał również w wersji animowanej tradycyjnie i to o tej wersji chciałbym dzisiaj opowiedzieć.
Jakie zwierzęta cieszyły się największą popularnością w latach 80 i 90 XX wieku? Jakie wywoływały u dzieciakach wielką radość i podniecenie i to tak wielkie, że sobie kupowały ich figurki, albumy z naklejkami o nich, oglądały o nich bajki oraz filmy i w krótkim czasie zdobywały o nich naprawdę ogromną wiedzę, przy okazji dobrze się przy tym bawiąc? Myślicie, że kotki, pieski, a może liski czy inne takie? Nic z tych rzeczy. To były zwierzęta dawno już wymarłe. Dinozaury. To one były największym hitem w latach 90 XX wieku, jeżeli mowa o menażerii. Co było tego powodem? Zapewne film Stevena Spielberga „PARK JURAJSKI”, który zdobył ogromną popularność wśród widzów dużych i małych. Oczywiście przed filmem była też powieść i właściwie, to od niej rozpoczął się ten cały fenomen. To dzięki niej powstały pierwsze seriale animowane o dinozaurach, w tym i ta bajka, o której mówię. Jednak być może fenomen ten minąłby dosyć szybko, gdyby nie ekranizacja powieści „PARK JURAJSKI” stworzona przez gościa od efektów specjalnych, czyli Stevena Spielberga. To on sprawił, że uwierzyliśmy w to, iż dinozaury mogłyby żyć i w naszych czasach. To właśnie dzięki niemu zainteresowaliśmy się badaniami paleontologicznymi. To on sprawił, że nasza wyobraźnia na sam dźwięk słowa „dinozaur” zaczynała od razu pracować na pełnych obrotach. Fenomen, jaki wywołała powieść „PARKU JURAJSKI”, a który potem rozwinął swoim filmem Spielberg był czymś więcej niż przepustką do sławy twórcy przygód Indiany Jonesa. Był też czymś więcej niż możliwością tworzenia kolejnych produkcji o wymarłych już dawno dinusiach, takich jak „ZAGINIONY ŚWIAT: PARK JURAJSKI 2” czy „PARK JURAJSKI 3” albo też współczesne produkcje, takie jak „JURRASIC WORLD” czy animowany „PARK JURAJSKI” w wersji klocków Lego. To był również moment, gdy otwarto drzwi wielu twórcom seriali animowanych, które odtąd zaczęły niemalże maniakalnie tworzyć bajki o dinozaurach. Swego czasu powstała piękna bajka Dona Blutha „PRADAWNY LĄD”, teraz powstało jeszcze kilkanaście jego kontynuacji innych twórców i o raczej wątpliwej jakości fabularnej. A wszystko dlatego, że jeden film Spielberga wywołał taki fenomen. Ale nie tylko podpisywanie się pod Dona Blutha było efektem tego fenomenu. Również jego efektem było stworzenia kilku różnych seriali animowanych o dinozaurach. Jednym z nich był serial „DINUSIE” raczej kierowany dla młodszej widowni. Innym „NIEBEZPIECZNE DINOZAURY”, gdzie grupa inteligentnych dobrych dinozaurów, które walczą z grupą złych Raptorów o to, aby ocalić ludzkość przed zniszczeniem. To już była produkcja animowana dla nieco starszych widzów. Podobnie jak „UFOZAURY”, który to połączył ze sobą aż dwa fenomeny: modę na dinozaury oraz modę na sf. W tej animacji grupa dinozaurów z kosmosu, czyli Ufozaurów wylądowała na Ziemi i spotkała grupę miejscowych dzieciaków, dała im magiczne pierścienie i wraz z nimi walczyła z inną grupą kosmicznych dinozaurów, ale tych złych, którzy to nazywali się Tyranosy. Nie zabrakło tu oczywiście walk na statki kosmiczne, pościgów na latających skuterach i innych takich. Produkcja ciekawa, ale chyba tylko dla dzieciaków, bo obecnie mocno trąci myszką, choć i tak wypada dużo lepiej od wielu współczesnych produkcji.
Oczywiście to tylko niektóre, najsłynniejsze i najlepiej pamiętane przeze mnie produkcje dla dzieci o dinozaurach. Potem były jeszcze inne np. bajka Disneya „DINOZAUR”, ale to już temat na osobną opowieść. Były też Pokemony, które to zwykle wyglądem przypominały różne zwierzęta, także i niekiedy dinozaury. Były też Digimony, stworzone na podobnych zasadach. Pamiętam, że główny bohater tej bajki miał za swego wiernego towarzysza Digimona wyglądającego jak mały, pomarańczowy tyranozaurus rex. Nawet mam wciąż maskotkę tego stworka w swojej kolekcji zabawek z dzieciństwa. Jak zatem widać, dinozaury na przełomie XX i XXI wieku cieszyły się ogromną popularnością, a obecność takich filmów jak „JURRASIC WORLD” lub klockowa wersja „PARKU JURAJSKIEGO” jasno nam pokazuje, że ta moda obecnie powróciła do łask i nic nie wskazuje na to, aby miało się to zmienić. A wszystko rozpoczęło się od jednej książki, a było potem kontynuowane dzięki jednemu filmowi. One to właśnie rozpoczęły tę jakże ciekawą modę.
No, może nie tak do końca one, ponieważ niektóre bajki o dinozaurach powstały zanim jeszcze wydano książkę „PARK JURAJSKI”, która powstała w 1990 roku. Ale sobie powiedzmy szczerze: gdyby nie ta powieść, a potem trzy lata później ekranizacja tejże powieści, pewnie owa moda skończyłaby się na kilku bajkach, takich jak „PRADAWNY LĄD” Dona Blutha czy bajka, o której będziemy mówić. Możliwe też, że owe bajki by przeszły bez większego echa, gdyby nie pewna książka i pewien pan, który wpadł na zwariowany pomysł, aby ją zekranizować. Dzięki niej bajki, jakie powstały przed „PARKIEM JURAJSKIM”, choć wcześniej były tylko lubiane, teraz stały się częścią fenomenu. To dzięki niemu mogliśmy też obejrzeć te oto wszystkie bajki w Polsce. Gdyby nie to, to być może nie słyszelibyśmy nigdy o takich produkcjach jak „PRADAWNY LĄD”, co byłoby olbrzymią dla nas, polskich widzów stratą. Olbrzymią jak największy dinozaur tego świata.
Podsumowując zatem ten nieco przydługi wstęp, pewna moda na bajki o dinozaurach pojawiła się sama z siebie, możliwe, że z powodu wzrostu odkryć paleontologicznych. Ale moda ta przemieniła się w fenomen, który trwa do dziś dzięki „PARKOWI JURAJSKIEMU”, który nadał tej modzie zupełnie nowe dla nas znaczenie. A kiedy ta moda miała swoją pierwszą fazę, powstała ta oto bajka, o której chcę opowiedzieć. Bajka „DENVER, OSTATNI DINOZAUR”. Ten oto serial animowany powstał jeszcze zanim pan Spielberg zaczął się bawić w ożywianie dinozaurów i zanim jeszcze stały się one częścią popkultury i po prostu były lubiane przez dzieciaki. Wtedy jeszcze dzieciarnia nie wariowała aż tak na punkcie dinozaurów, ale je lubiła i chciała je lepiej poznać. Wtedy też miało miejsce stworzenie serialu o przygodach Denvera, który do Polski trafił dopiero w latach 90, a stał się popularny już po rozpoczęciu fenomenu przez pana Spielberga. Jemu to możemy podziękować, że dziś znamy i możemy na nowo poznawać tę naprawdę uroczą, zabawną i bardzo sympatyczną bajkę. Ale o czym ona jest, zapyta ktoś?
Fabuła bajki nie jest raczej specjalnie skomplikowana. Opiera się ona bowiem na tych samych schematach, co film „E.T” czy serial „ALF”. Po prostu w małej ludzkiej społeczności pojawia się pewna istota, która nie ma prawa tutaj istnieć i musi się ona ukrywać przed światem ludzkim, w czym pomagają jej zaufani ludzie o dobrych sercach i nieco zwariowanych charakterach. Schemat może nieco dla niektórych wyświechtany, ale w tej bajce sprawdził się bardzo dobrze. Serial bowiem opowiada o czterech kolegach o imionach: Jeremy, Wally, Shades i Mario. Mieszkają oni w Kalifornii i chodzą razem do tej samej klasy. Jak na dzieciaki z lat 80 XX wieku przystało, uwielbiają oni muzykę rockową, jazdę na deskorolkach i rowerach, grę w koszykówkę itp. zabawy. Pewnego dnia trafiają oni na wielkie jajo dinozaura, które były zasypane piaskiem na placu budowy, ale teraz przypadkiem zostaje odkopane. Z jajka, na oczach chłopców, wykluwa się dinozaur z gatunku korytozaur. Chłopcy nazywają go Denver, a jeden z nich ukrywa go u siebie. Cała czwórka dobrze wie, że nie mogą dopuścić do tego, aby Denver został przez ludzi odkryty, gdyż szybko stałby się celem łowców sensacji, naukowców i innych takich wariatów. Ukrywają więc skutecznie dinozaura, ucząc go ludzkiej mowy, aż Denver opanowuje ją w stopniu zadowalającym, aby móc się z nimi porozumieć. Chłopcom pomagają w tym wszystkie dwie dziewczyny. Jedną z nich jest Heather, starsza siostra Wally’ego, a drugą sympatyczna mała sąsiadka Casey. Cała szóstka dzieciaków przeżywa szereg niesamowitych przygód w towarzystwie Denvera, przy okazji starając się ukrywać jego obecność przed ludźmi. Idzie im to tym łatwiej, że ludzie widząc Denvera, biorą go zwykle za robota lub człowieka przebranego za dinozaura. Mimo to przyjaciele starają się zawsze chronić Denvera przed ciekawskimi ludźmi. Muszą też uważać na pewnego cwanego biznesmena, Mortona Fitzzbacka, który wie o tym, że Denver istnieje i kilkakrotnie przez cały serial próbuje zarobić na dinozaurze. Już w pierwszych odcinkach porywa dinusia i zmusza go do występów na scenie w zespole rockowym jako gitara prowadząca, ale mimo wszystko ludzie biorą Denvera za człowieka w stroju dinozaura i nasi bohaterowie zdołali uratować przyjaciela, ośmieszając przy okazji Mortona. Ten jednak nie odpuszcza i kilkakrotnie próbuje jeszcze wykorzystać Denvera do swoich celów, ale nigdy mu się to nie udaje i zawsze zostaje pokonany. Prócz tego drugim, poważnym przeciwnikiem naszych bohaterów jest szkolny łobuz Nick i jego kumple, którzy nieraz psują szyki przyjaciołom Denvera, choć zwykle to się obraca przeciwko nim. Serial zatem obfituje w ciekawe przygody, oddające przy okazji doskonale klimat lat 80 XX wieku i jakie były wtedy zwyczaje oraz pasje nastolatków amerykańskich z tego okresu. Można zatem śmiało powiedzieć, że to bajka, przy której nie sposób się nudzić.
Serial był w Polsce emitowany za pierwszym razem jeszcze przed premierą filmu „PARK JURAJSKI”, dlatego przeszedł bez większego echa. Dopiero rok po premierze tego filmu ponownie serial został wyemitowany w naszym kraju i od razu zyskał wielką sympatię widzów. Leciał na kilku kanałach, głównie jednak na RTL 7, tam ja widziałem ten serial. Bajka była emitowana z polskim dubbingiem, z nim również została wydana na kasetach VHS. Później była emitowana na kanale Tele 5, jednak tym razem w wersji z lektorem, którym był Henryk Pijanowski. My jednak powiedzmy sobie co nieco jeszcze o wersji z dubbingiem, o obsadzie tegoż dubbingu, a ta jest bardzo ciekawa. Wystąpili w niej bowiem tak:

Mieczysław Gajda jako Denver
Cezary Kwieciński jako Wally Adams
Krzysztof Ibisz jako Jeremy Anderson
Jerzy Mazur jako Mario
Paweł Galia jako Charlie „Shades”
Halina Chrobak jako Casey
Barbara Bursztynowicz jako Heather Adams
Włodzimierz Bednarski jako Morton Fitzzback
Krzysztof Tyniec jako Nick
Maria Homerska jako „Paskudna Berta” Bird
Ewa Kania jako Narratorka
Jolanta Wołłejko jako nauczycielka geografii
Andrzej Zieliński
Ewa Serwa
Joanna Jędryka
Iwona Rulewicz
Leopold Matuszczak
Tomasz Stockinger
Leopold Matuszczak
Andrzej Bogusz
Cezary Pazura
Jerzy Złotnicki
Małgorzata Boratyńska
Robert Rozmus
Jacek Jarosz
Andrzej Chudy
Józef Mika
Ryszard Olesiński
Mirosława Krajewska

Podsumowując zatem, czy polecam ten serial? Oczywiście, że tak. Dlaczego? Bo jest to urocza i sympatyczna bajka dla dużych i małych widzów. Mniejsi na pewno będą zachwyceni Denverem i tym, jaki on jest uroczy. Więksi wyłapią w tym serialu sporo aluzji i nawiązań do amerykańskiej popkultury. A oglądając wersję z polskim dubbingiem, wypatrzą tutaj sporo znakomitych aktorów i aktorek wciąż przez nich podziwianych, choć na pewno nie kojarzonych z tą właśnie bajką. A zatem wskakujcie na deskorolkę i poznajcie wraz z nami sympatycznego dinusia wywijającego swobodnie na gitarze i przeżywającego szereg niesamowitych wręcz przygód u boku wiernych przyjaciół. Bajka szczególnie spodoba się tzw. starym wyjadaczom, którzy lubią stare i dobre produkcje i lubią wracać do bajek z czasów swego dzieciństwa. Ale i nowe pokolenie powinno ją polubić ze względu na lekką i bardzo przystępną fabułę. Podsumowując więc, w tej bajce każdy znajdzie coś dla siebie. Musi tylko chcieć poszukać.

wtorek, 18 maja 2021

Super Pies (1964-1973)


To nie ptak, ani pies
Ani nie jest to samolot.
To wspaniały Super Pies.

Takimi słowami w czołówce wita nas serial, o którym dzisiaj chcemy sobie opowiedzieć. Jest on w sposobie realizacji niezwykle podobny do pierwszego serialu animowanego o duszku Kacperku, ale to zapewne z powodu czasów, w jakich obie te produkcje powstały, ponieważ zawsze czasy i wszystko, co się z nimi wiąże, ma bezpośredni wpływ na sztukę, która w owych czasach jest tworzona. Ale o tym aspekcie jeszcze pomówimy w naszej recenzji.
Serial „SUPER PIES” (w oryginale „THE UNDERDOG SHOW”) opowiada o losach kilku postaci, nie powiązanych w ogóle ze sobą, a których przygody praktycznie w żaden sposób się ze sobą nie przeplatają. Najważniejszą z nich jest jednak tytułowy bohater, czyli Super Pies. Kim jest Super Pies? Wyobraźcie sobie zatem Supermana w wersji psiej, który ratuje swoją psią wersję Louis Lane, przy okazji też parodiują doskonale nam wszystkim znaną postać z komiksów DC i to, co się z nią wiąże. Tym właśnie jest Super Pies, parodią Supermana, ale ukazaną w sposób naprawdę subtelny, który wyśmiewa nieco dość dziecinne podejście do tego bohatera, jakie w oryginalnych komiksach ukazywano. Bo jak nie nazwać inaczej tego, że Clark Kent jest zwykłym oraz dość nieporadnym dziennikarzem w okularach, który w obliczu zagrożenia dla miasta, w którym żyje, szybko się gdzieś wymyka, wskakuje do budki telefonicznej lub innego pomieszczenia, w którym jest sam, zdejmuje okulary, zrywa ubranie, pod którym ma słynny kostium i ratuje świat, a nikt, łącznie z jego najbliższymi, nie rozpoznają w nim Clarka Kenta, choć w żaden sposób nie maskuje on swojej osoby? Nawet nie nosi maski. Nic a nic. Po prostu ot tak zdejmuje sobie okulary i wskakuje w lateksowe wdzianko i od razu jest już po prostu super przebrany. Brzmi śmiesznie? I słusznie, bo to jest śmieszne. Rzecz jasna w niektórych produkcjach próbują jakoś to uzasadnić w sposób, który nieraz ma ręce i nogi, a innym razem jest bezsensowny. Tak czy siak, Superman to jest najsłynniejszy bodajże (obok oczywiście Batmana) superbohater na świecie, a w każdym razie z uniwersum DC. Żaden inny bohater z tego uniwersum, jak Wonder Woman, Flash czy Zielona Latarnia nie mogą się równać z Supermanem. O nich to nawet wielu nie słyszało, choć obecnie w dobie filmów o superbohaterach chyba raczej nie ma kogoś, kto by nie słyszał o wyżej wspomnianych postaciach. Ale tak czy siak, oprócz Batmana to właśnie Superman jest ikoną komiksów DC i filmów z tej serii. A w latach 60 był on niezwykle popularny i to nie tylko dzięki całej masie komiksów, ale również filmom i bajkom, jakie o nim powstawały. Czy zatem może dziwić fakt, że powstała jego parodia? Nie, dziwić raczej mogłoby nas, gdyby taka parodia nie powstała. A jak wiadomo, parodie powstają jedynie po to, aby wyśmiać lub przedstawić w krzywym zwierciadle jedynie coś, co jest dobre i to pomimo swoich wad. Bo jak mówi moja dziewczyna, nigdy nie parodiuje się czegoś, co nie jest popularne i dobre zarazem. I tak właśnie jest tym razem. Postać Supermana może być dziwna, jego sposób działania efekciarski i nastawiony tylko na to, aby akcja jak najdłużej trzymała w napięciu, a sposób ukrywania przez niego swojej tożsamości jest co najmniej dziecinnie zabawny, ale nie można zaprzeczyć temu, że pomimo tego wszystkiego zawsze historie o Supermanie były ciekawe, a mimo braku większej głębi dawały ludziom to, co wtedy i w sumie chyba nadal potrzebują: poczucia tego, że ktoś będzie walczył w ich obronie tam, gdzie sami tego nie mogą lub nie chcą zrobić. Po II wojnie światowej, gdy wciąż ludzie mieli w głowach echa walk z nazistami i Japończykami, superbohaterowie, który może  w sposób dość prosty, ale skuteczny zaprowadzają porządek w świecie, w którym ten porządek z powodu wojny zanikł, byli potrzebni. Okazało się jednak, że są oni wciąż potrzebni, choć echa II wojny światowej już dawno minęły. Bo zawsze jest nam potrzebny bohater broniący nas przed złem. Zwłaszcza, jeśli z jakiegoś powodu w naszym kraju źle się dzieje. Przykładowo w Anglii za kiepskich dosyć rządów księcia Jana (późniejszego króla Jana Bez Ziemi) potrzebny był Robin Hood. A w Ameryce, w koloniach hiszpańskich, gdzie urzędnicy często sobie pozwalali na zbyt wiele, bo praktycznie nikt ich nie kontrolował, a jeśli nawet, to nie tak, jak powinien, potrzebny był Zorro. Dla biedaków z polskich gór, których ciemiężyła szlachta oraz zaborcy, bardzo był potrzebny Janosik. Jak widać, potrzeba posiadania bohatera przez ludzi istniała praktycznie od zawsze. Na tej oto podstawie został stworzony Superman. A na potrzebie parodiowana tego, co jest popularne, powstał Super Pies.
Serial rozgrywa się w mieście nie do końca określonym, ale w USA, na co nam wskazują takie rzeczy jak amerykańska flaga powiewająca na masztach jakiś wielkich wieżowców. Bohaterem filmu jest Uroczy Pucybut, miły i bardzo serdecznie nastawiony do innych antropomorficzny pies, noszący okulary i spokojnie czyszczący buty ludziom. Nikt nie wie jednak o tym, że ma on również drugą twarz i potajemnie jako superbohater o imieniu Super Pies ratuje całe miasto przed zagrożeniem. Aby przemienić się w Super Psa, musi wskoczyć w jakąś pierwszą lepszą budkę telefoniczną, do której wchodzi jako Uroczy Pucybut, a wylatuje z niego jako Super Pies i leci na miejsce, w którym jest zagrożenie. Jako Super Pies jest niezwykle silny, potrafi podnosić ogromne ciężary, potrafi latać, potrafi strzelać laserem w oczach, a także jest kuloodporny. Kiedy jednak obrywa zbyt mocno, zostaje uwięziony przez swoich wrogów, jednak ma w pierścieniu tajemniczą pigułkę magicznego przemienienia, dzięki której odzyskuje siły i znowu staje do walki z wrogami, tym razem skutecznej, wsadza ich do więzienia i leci ku kolejnej przygodzie. Warto zauważyć, że Super Pies, gdy już przemienia się w superbohatera, to zawsze mówi wierszem i często, gdy przybywa na miejsce akcji, wypowiada słynne zdanie: „Nie roń łez. Super Pies tu jest”, co jest jego cechą dosyć charakterystyczną, podobnie jak i to, że pod koniec każdej przygody, gdy już wygrywa ze złem i rusza ku kolejnej przygodzie, to zwykle wpada na coś, jakąś wieżę, ścianę lub wielką tablicę z reklamą, na co reaguje uroczym śmiechem, nie przejmując się tym.
Świat przygód Super Psa jest całkowicie parodią świata Supermana. Dzieje się w świecie niesamowicie podobnym do typowego amerykańskiego miasta, a wszelkiego rodzaju złoczyńcy są mocno przerysowani i wyglądają nad wyraz komiksowo. Jest tam więc taki antropomorficzny wilk gangster, jest groźny wampir (narysowany wyraźnie jako parodia Draculi w wykonaniu Beli Lugosiego) czy groźna wiedźma. Najczęściej powracającym złoczyńcą jest jednak naukowiec, który najwięcej pojawia się w czołówce i który zasługuje na moją szczególną wzmiankę, o czym jednak później powiem: Szymon Okrutnik, naukowiec kurdupel o zielonej twarzy, będący swego rodzaju parodią Wiktora Frankensteina i każdego złego naukowca z komiksów. Pomaga mu w jego czynnościach jego jakże silny, ale jakże też głupi pomagier. Tacy właśnie złoczyńcy przede wszystkim byli wrogami Super Psa i jak widzicie, stanowią oni parodię typowych złoczyńców z komiksów o Supermanie. Ale czym byłaby opowieść o superbohaterze, gdyby nie miał on jakieś ładnej i pięknej dziewczyny, która byłaby typową dla tamtych czasów damą w opresji? W tej historii była nią dziewczyna, będąca prawdziwym asem dziennikarstwa, czyli panna Słodka Polly Rodowodówna, która to, podobnie jak i sam Super Pies jest antropomorficznym psem i zarazem parodią Louis Lane. Dziennikarka ta jest ukochaną Super Psa i często prowadzi jakieś programy, które dotyczą ważnych wydarzeń w mieście i to ona zwykle powiada Super Psa, że dzieje się coś nie tak. Jak to robi? Znajduje Uroczego Pucybuta i wie, że ten przyjaźni się z Super Psem dlatego prosi go o przekazanie mu informacji o tym, iż jakiś złoczyńca znowu grasuje i miasto potrzebuje Super Psa. Oczywiście nie wie, że Uroczy Pucybut oraz Super Pies to jedna i ta sama osoba. Zwykle jednak wpada w tarapaty, gdy chce pomóc swemu bohaterowi lub zostaje porwana przez łotrów jako przynęta na Super Psa, który oczywiście musi ją ratować. W jednym odcinku została porwana i uśpiona przez wiedźmę, która zagroziła, że Polly będzie spała przez tysiąc lat, jeżeli Super Pies nie wykona dla niej trzech zadań. Bohater wykonał dwa pierwsze, ale trzecie było zbyt straszne, więc odmówił i pokonał wiedźmę, łamiąc jej miotłę i w ten sposób zabijając wiedźmę, a gdy załamany nie wiedział, jak obudzić ukochaną, pocałował ją na pożegnanie i w ten sposób ją obudził ze snu. Oczywiście to tylko jeden z przykładów tarapatów, w jakie pakowała się Słodka Polly. I jeden z wielu przykładów tego, jak Super Pies musiał ją ratować. Oczywiście przygody Super Psa nie skupiały się tylko na ratowaniu Słodkiej Polly i całego miasta przed jakimś złoczyńcą. Dość często nasz bohater musiał wykonywać inne zadania np. raz ochraniał jakiś znany obraz.
Serial ten jednak niestety posiada poważną wadę. Taką samą, jaką posiadał stary animowany serial o duszku Kacperku oraz stary serial animowany o Różowej Panterze. Czyli każdy odcinek nie jest po prostu kolejną przygodą tytułowego bohatera, a zbiorem kilku historyjek o różnych postaciach, niepowiązanych jednak w żaden sposób ze sobą. Epizody z Super Psem są tylko jednym z kilku epizodów, jakie się pojawiają w każdym odcinku. Każdy więc odcinek pokazuje oprócz epizodu z Super Psem jakieś dwa epizody z innymi postaciami, a w niektórych odcinkach nawet nie ma Super Psa, tylko inne postacie. A postaci jest tu cały szereg. Jest król Leonardo, władca Bongo-Kongo, antropomorficzny lew rządzący jakimś krajem i mający sporo problemów w tej kwestii, które tworzy głównie jego podły młodszy brat. Jest antropomorficzny kot Klondike żyjący gdzieś na terenie Alaski i działający w konnej policji, walczący z podstępnym złodziejaszkiem, myszą Złotą Łapką. Jest też antropomorficzny pies Łowca, który jest parodią prywatnych detektywów z filmów z Bogartem, gdyż nosi prochowiec oraz kapelusz i rozwiązuje różne za trudne dla policji sprawy, a często jego wrogiem jest znany i podstępnym złoczyńcami Szczwany Lis, który... a jakże, jest lisem xD Mamy też antropomorficznego pingwina imieniem Tenesee i jego kumpla morsa, którzy żyją w zoo i przeżywają różne ciekawe przygody i realizują różne pomysły pingwina, w czym pomaga im pewien naukowiec, objaśniający im pewne ważne sprawy ze świata nauki. Jest także duet dwóch oficerów amerykańskiego wojska z czasów wkrótce po wojnie secesyjnej. Tymi oficerami są pułkownik Kojot i jego wierny sierżant (obaj są antropomorficznymi kojotami), którzy dążą do tego, aby pokonać dwóch Indian: wodza i jego wiernego pomocnika. Ci oczywiście radzą sobie zawsze w każdej sytuacji, ponieważ owi oficerowie są wredni, chamscy i nieprzyjemni, a do tego mają się za lepszych od Indian, którzy są raczej spokojni, ale psotni i łatwo sobie radzą z zawziętymi żołnierzami. Przygody tych wszystkich postaci są zabawne, ale uważam, że twórcy serialu powinni skupić się tylko na wątkach Super Psa i byłoby to dużo ciekawsza produkcja.
Wkurzającym problemem serialu jest również to, że każda przygoda Super Psa dzieliła się na dwa odcinki. W pierwszej zawsze mamy wprowadzenie oraz rozwój fabuły prowadzący do pułapki, w jaką zwykle wpada Super Pies, a prócz tego mamy jeszcze dwie krótkie historyjki z innymi postaciami. I abyśmy mogli się dowiedzieć, jak potoczyły się dalsze losy Super Psa, musieliśmy obejrzeć kolejny odcinek, który nam pokazuje, jak Super Pies wydostał się z pułapki i tym razem wygrał ze złoczyńcą i odebrał za to laury. Pamiętam, że jak byłem mały, bardzo mnie to wkurzało. Co nie zmienia faktu, że serial jest dobry, choć mógłby być dużo lepszy.
Epizody z Super Psem mają niemal zawsze taki sam schemat. Jakiś podły złoczyńca coś knuje i szkodzi miastu lub całemu światu. Policja jest oczywiście bezradna, naradza się ze Słodką Polly i dochodzą do wniosku, że muszą wezwać Super Psa. Wysyłają więc wezwanie lub sama Słodka Polly prosi o pomoc Uroczego Pucybuta, ten zaś oczywiście wskakuje do budki telefonicznej, rozwala ją na kawałki i zamienia się wtedy w Super Psa, rusza na ratunek, wpada do tego miejsca, gdzie dzieje się źle i woła: „Nie roń łez! Super Pies tu jest!”. Dochodzi do walki ze złoczyńcą, początkowo złoczyńca wygrywa i więzi Super Psa lub Super Pies wygrywa, ale złoczyńca ucieka i obiecuje zemstę, choć to drugie o wiele rzadziej następuje. Mamy koniec odcinka i urwanie historii, a potem w drugim odcinku widzimy, jak Super Pies przeżywa jakieś katusze, uwięziony przez tego złego i daje komuś (najczęściej Słodkiej Polly) informację, że ma w pierścieniu pigułkę magicznego przemienienia, której sam niestety nie może zażyć. Polly lub ktoś inny mu ją podaje, Super Pies odzyskuje siły i staje do walki z tym złym, tym razem go pokonując, wszystko dobrze się kończy, a Super Pies leci na niebie, ludzie się dziwią i wołają: „To ptak! To samolot! To pies!”, a Super Pies wesoło im odpowiada: „To nie ptak, ani samolot, ani nawet zwykły pies. To tylko ja... Super Pies” i wpada jednocześnie na coś, najczęściej wielki bilbord, na co reaguje śmiechem. Schemat ten jest zwykle realizowany punkt po punkcie, czasami tylko niekiedy ulegał zmianie. Ale zawsze parodiował przygody Supermana. Super Pies był poczciwym pieskiem w okularach, który w budce telefonicznej zamieniał się w superbohatera w czerwonym stroju (wyglądającym nieco jak czerwona piżama) z dużą literą U oraz niebieską peleryną. Dodatkowo był zakochany z wzajemnością w Słodkiej Polly, która była dziennikarką i oczywiście zwykle pełniła rolę damy w opresji. Oczywiście imiona bohaterów musiały być zabawne, zatem był Uroczy Pucybut i Słodka Polly Rodowodówna. Dodatkowo złoczyńcy niekiedy mieli super zabawne imiona np. Szymon Okrutnik. Pamiętam, że w dzieciństwie ja i moja kuzynka Sara bawiliśmy się w przygody Super Psa. Ja oczywiście byłem Super Psem, a Sara była Słodką Polly. Często bawiący się z nami nasz wujek Szymon grał zawsze złoczyńców, a głównie... a jakże, Szymona Okrutnika xD
Serial był emitowany na kilku kanałach w Polsce, ale głównie na RTL 7. Nie ma on do dzisiaj stworzonego polskiego dubbingu, zawsze był bowiem emitowany w wersji z lektorem, którym był Mariusz Siudziński. W necie obecnie jest dostępne tylko kilka przypadkowych odcinków tej bajki. Mam nadzieję, że kiedyś będzie ten serial emitowany w Polsce ponownie, ale może doczeka się w końcu wersji z polskim dubbingiem? Miejmy nadzieję, że tak, bo chętnie bym go obejrzał w takim właśnie wykonaniu.

niedziela, 25 kwietnia 2021

Tajemnicze Złote Miasta (1982)

Dzisiaj opowiemy sobie o nieco poważniejszej animowanej produkcji, która ma na tyle ciekawą i porywającą fabułę, że mogą ją bez wstydu oglądać zarówno dzieci, jak i dorośli, a powiedziałbym nawet, że dorośli więcej z niej zrozumieją niż dzieci. Dzieciaki będą zachwycone tym, że główni bohaterowie to są dzieci i dzieje się dużo ciekawych przygód, z kolei zaś dorośli będą zachwyceni wieloma nawiązaniami do historii. Krótko mówiąc, z pewnością każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Ja w każdym razie znalazłem i myślę, że wy też znajdziecie.
Serial rozpoczyna się w Barcelonie roku 1532. Od wielu dni pada deszcz. Mieszkańcy porywają około trzynastoletniego Estebana, zwanego Dzieckiem Słońca, ponieważ wielu wierzy, że posiada on moc sprowadzenia Słońca. Wyznaczono za niego nagrodę w złocie. Rytuał się sprawdza, choć sam zainteresowany kpi z tego. Po tym wydarzeniu zostaje uwolniony. Tymczasem ojciec Rodriges, mnich opiekujący się chłopcem, zbliża się do kresu swoich dni. Na łożu śmierci opowiada mu jego przeszłość: okazuje się, że podczas podróży Ferdynanda Magellana rozpętał się sztorm. Na horyzoncie zauważono łódź, na której był wzywający pomocy mężczyzna z niemowlęciem. Na ratunek, przywiązany liną do pasa, popłynął jeden z marynarzy. Zdołał uratować tylko dziecko. Był nim Esteban. Wziął go na ręce sam Magellan i, jakby w odpowiedzi na uśmiech Estebana, pojawiło się słońce.
Po opowiedzeniu swojej historii, ojciec Rodriges umiera, a zrozpaczony Esteban biegnie na wysoką wieżę. Tam spotyka Mendozę, nawigatora gubernatora Francisa Pizzara. To właśnie Mendoza był tym marynarzem, który uratował chłopcu życie. Teraz bierze jego złoty medalion w kształcie półksiężyca. Chłopiec posiada go, odkąd pamięta. Mendoza informuje chłopca, że medalion składa się z dwóch części łatwych do połączenia i odczepienia. Posiada jedną z nich. Łączy z fragmentem, którego zabrał mu tego dnia na morzu, lecz nie zamierza go zwrócić. Oba fragmenty medalion tworzą razem znak solarny. Mendoza podejrzewa, że pochodzi z jednego z tajemniczych Złotych Miast. Namawia chłopaka, aby popłynął z nim statkiem „Esperanza” ku Nowemu Światu. Esteban na pokładzie statku spotyka Ziyę, inkaską dziewczynkę wychowywaną przez hiszpańską księżniczkę. Ma ona taki sam medalion jak on, lecz cały. I ją sprowadził na statek Mendoza, ale już mniej subtelnie. Rozpoczyna się podróż i trwa ona pięć miesięcy, a bohaterowie odbywają ją w towarzystwie mało przyjemnych hiszpańskich oficerów, aż dopływają na Ocean Spokojny. Mendoza zyskuje sobie wrogość kapitana Gasparda, który jest dowódcą statku, a także komandora Gomeza, wysłannika samego Pizzara. Nie pozbywają się oni jednak Mendozy, ponieważ jest on uważany za jedynego, który umie przeprowadzić bezpiecznie statek przez Cieśninę Magellana. Dokonuje tego, ale statek później się rozbija. Wówczas Mendoza, Esteban, Ziya i jeszcze dwóch marynarzy (Pedro i Sancho, którzy zostają wiernymi podwładnymi Mendozy) dopływają do Wysp Galapagos. Tam spotykają Tao, afrykańskiego chłopca z zaginionego Królestwa Heva. Wspólnie odkrywają statek Solaris i zaczynają nim płynąć. Dość szybko go jednak tracą, gdyż zostają złapali przez Pizarra oraz służących mu Gasparda i Gomeza. Chce on zmusić Ziyę do odszyfrowania tzw. kipu, czyli pisma starożytnych Indian, które wskazuje miejsce ukrycia tytułowych złotych miast. Dzięki pomocy Mendozy bohaterom udaje się uciec, ale ścigani przez Gasparda i Gomeza i siły powierzone im przez Pizarra, muszą oni zniszczyć statek, przy okazji niszcząc też statek swoich wrogów, co opóźnia nieco działania wrogów. Nie zaprzestają oni jednak pościgu, aż w końcu bohaterowie z trudem docierają do pewnego momentu podróży, doprowadzając wcześniej do wielkiej powodzi, która zalewa oddział ścigających ich wrogów.
Ale nie oznacza to wcale końca kłopotów, ponieważ nasi bohaterowie, spotykają kolejnych prześladowców, którzy tym razem służą Hermanowi Cortezowi. Są to niejaka Marinche (kochanka Corteza, w bajce jest ten fakt jednak pominięty), doktor Fernando Manuelo (nazywany przez wszystkich Doktorem) oraz bardzo mocno umięśniony Indianin imieniem Tetiola. Oni również pragną odnaleźć złote miasta i nie cofną się przed niczym, aby to osiągnąć. Walka z nimi jest jeszcze groźniejsza niż z Gaspardem i Gomezem, którzy po pewnym czasie się odnajdują i chwilowo zawiązują sojusz z naszymi bohaterami przeciwko Marinche i jej pomocnikom, ale przy najbliższej okazji i tak ich zdradzają, gdy pojawiają się kolejni wrogowie, najgorsi ze wszystkich: Tajemniczy lud Olmeków, którzy okazują się być kosmitami o naprawdę wysoce zaawansowanej technologii. Olmecy zamierzają podbić żyjące w pobliżu ich ziemskiej siedziby ludy indiańskie, odnaleźć złote miasta i przy okazji odkryć w nich tajemnicę wiecznej młodości, którą, aby osiągnąć, Olmecy nie cofają się przed niczym, nawet na podłych eksperymentach na ludziach. Marinche i jej paczka zawiązują z nimi sojusz przeciwko naszym bohaterom, a ci docierają w końcu do Wioski Nowego Słońca, gdzie poznają jej wodza o imieniu Papacamayo i który jest ojcem Ziyi. Miejscowi nie są zbyt ufnie nastawieni do Mendozy i jego ludzi, ale muszą im zaufać, aby pokonać Olmeków oraz wspierających ich Marinche ze wspólnikami. Nasi bohaterowie mają jednak wsparcie w postaci Złotego Kondora, wielkiego mechanicznego ptaka, na pokładzie którego bohaterowie pokonują dużą część drogi, a także z jego pomocą staczają walki z Olmekami. Docierają też w końcu do jednego ze złotych miast, gdzie spotykają Wielkiego Kapłana, który okazuje się być ojcem Estebana. Z jego pomocą udaje się ostatecznie pokonać Olmeków, choć ceną za to jest śmierć Wielkiego Kapłana, który zalewa wodą złote miasto, niszcząc łajdackie plemię Olemków oraz topiąc Gomeza i Gasparda, którzy za bardzo byli chciwi i nie umieli uciec na czas, gdyż woleli grabić złoto wokół siebie. Marinche i jej ludzie przeżywają tę zagładę, ale nie wiemy, co ich potem spotyka. Wiadomo zaś, że Mendoza ze wspólnikami dostają nieco złota i oczywiście są zadowoleni, ale bardziej z przeżytych przygód i pokonania Olmeków zamiast zdobytych skarbów. Z kolei Esteban, Ziya i Tao odlatują na grzbiecie Złotego Kondora ku nowym przygodom.
Serial jest produkcji francusko-japońskiej i składa się z 39 odcinków pełnych naprawdę niesamowitych zdarzeń, ciekawych przygód i licznych podróży od miejsca do miejsca. Nawiązuje w ten sposób do konwencji tradycyjnej powieści przygodowo-podróżniczej, gdzie fabuła jest oparta na podróży drużyny od miejsca do miejsca i ściganiu bohaterów przez ich wrogów. A ponieważ nieraz w takich powieściach podróż nie kończy się na osiągnięciu swego celu, lecz poznaniu jakieś cywilizacji, której ktoś zagraża lub coś w ten deseń, to bohaterowie angażują się w pomoc owej cywilizacji, przy okazji też odkrywając, że przyjaźń czy nauka są ważniejszymi skarbami aniżeli złoto i klejnoty. W takiej konwencji są napisane np. książki o przygodach Allana Quatermaina i tutaj jest podobnie. Warto zauważyć, że serial powstał na podstawie powieści „The King’s Fifth” autorstwa Scotta O’Della, której jednak nie wydano dotąd po polsku. Fabuła zarówno książki, jak i serialu jest całkowicie fikcyjna, choć nawiązuje do niektórych autentycznych ludów, obrzędów (m.in. El Dorado, składanie ludzi w ofierze) i postaci historycznych (w serialu pojawia się Pizarro, a także mamy wzmiankę o Cortezie, który nie pojawia się osobiście, ale jego interesy reprezentuje Marinche, wzorowana na postaci Malinche, kochanki Corteza i jego tłumaczki języka Indian). Po zakończeniu wszystkich odcinków pokazywano krótkie filmy dokumentalne o plemionach, historii i kulturze Ameryki Południowej, choć w polskiej wersji nie były one ukazywane.
Podczas podróży po kontynencie bohaterowie odkrywają intrygujące do dziś tajemnice, m.in. Rysunki z Nazca, Machu Picchu, wynalazki napędzane energią słoneczną, czasem uruchamiane medalionami, plemiona wojowniczych kobiet; tajemnicze manuskrypty, zagadkowy, niezwykle zaawansowany technologicznie lud Olemków, opuszczone miasta Majów etc. Można zatem poznać bardzo wiele interesujących faktów na temat Ameryki Południowej, żyjących w niej plemion indiańskich oraz podbijających ich hiszpańskich konkwistadorów. Głównymi bohaterami są oczywiście Esteban i Ziya, którzy z czasem zaczynają do siebie czuć coś więcej niż tylko przyjaźń, a w trakcie podróży oboje dojrzewają emocjonalnie. Pozostałe postacie z kompanii głównych bohaterów są równie ciekawie nakreślone i mają swój czas na ekranie. I niektórzy też się zmieniają na lepsze, przykładowo Mendoza wyraźnie zaznacza przez większą część serialu, że chce przede wszystkim odnaleźć złote miasta, jednak jego zachowanie pokazuje, iż nie jest całkowicie pozbawiony skrupułów i zasad moralnych, a chęć poszukiwania złota nie przyćmiewa mu wcale rozumu, a on sam wyraźnie jest zainteresowany losem dzieci powierzonych jego opiece, choć owe dzieci czasami mają wątpliwości, co mają myśleć o Mendozie i jakie są jego cele, gdyż Mendoza czasem sprawia wrażenie dość podstępnego i równie podłego, co ścigający ich wrogowie, ale to błędna ocena i w końcu zawsze wychodzi na jaw jego dobroć. A kiedy pod koniec serialu może skorzystać z okazji, opuścić dzieci, zagarnąć złoto i z nim uciec, nie robi tego, gdyż woli pomagać Indianom w walce z Olmekami i ratować Estabana, Ziyę oraz Tao. A wiernie mu w tym wszystkim pomagają jego wierni pomocnicy, Pedro i Sancho, którzy nie są zbyt inteligentni, ale oddani Mendozie i drużynie i chętnie im pomagający w potrzebie. Swoją drogą, to Pedro i Sancho to najzabawniejsze postacie w serialu i zawsze wnoszą sporo humoru. W przeciwieństwie do podłego plemienia Olemków, którzy nawiasem mówiąc, swoim istnieniem w serialu mają nawiązywać do teorii o tym, jakoby plemiona Azteków, Majów, Inków i im podobne korzystać miały z pomocy kosmitów przy tworzeniu swojej cywilizacji. Jednak tutaj owi kosmici są ukazani jako inteligentni, ale też bezduszni w swoim dążeniu do bycia wiecznie młodymi i wiecznie żywymi. Mamy zatem nawiązanie do jednej z wielu obsesji ludzkości, życia wiecznego oraz wiecznej młodości. Dodatkowo jeszcze mamy to zgrabnie połączone ze spojrzeniem krytycznym okiem na rozwój nauki kosztem ludzkiego istnienia. Twórcy serialu chcą nam pokazać, że nauka nie jest zła, ale jeżeli będziemy ją rozwijać bezdusznie i nie licząc się przy tym z poniesionymi ofiarami, staniemy się wynaturzonymi istotami. Oczywiście też w serialu nie zabrakło krytyki konkwistadorów, ukazanych jako prawdziwe łotry pożądające jedynie złota i władzy nad ciemnymi ich zdaniem Indianami. Wizja te, co by nie mówił o Europejczykach Mel Gibson (wiecie doskonale, w jakim filmie), zgodna jest jak najbardziej z prawdą.
Warto jednak zatrzymać się nieco przy Olmekach, największych wrogach w tej bajce. Oczywiście Olmekowie istnieli naprawdę, ale nie byli zmutowanymi ludźmi ocalałymi po wielkiej wojnie (prawdopodobnie tej samej, która zniszczyła imperium Hiva), ukrywającymi się we wnętrzu wielkiej góry i podtrzymującymi życie większości członków swojego plemienia za pomocą komór hibernacyjnych. Olmekowie potrzebują dzieci, aby wszczepić uśpionym członkom swojego plemienia młode, zdrowe komórki, a następnie przywrócić ich do życia. Oprócz tego poszukują skarbu znajdującego się we wnętrzu Złotych Miast, ponieważ jedynie on dostarczy im energię pozwalającą pracować całej aparaturze znajdującej się w ich bazie. Sami Olmekowie, wyglądający jak niedobitki ludzkości po wojnie nuklearnej, to jedna z najlepszych rzeczy w całej kreskówce, a przynajmniej dla niektórych widzów.
Serial jest długi, całości towarzyszą świetne motywy muzyczne, które pamiętałbym do dzisiaj, nawet gdybym nie obejrzał wszystkich odcinków po raz kolejny. Można tu znaleźć masę dobrych pomysłów i postaci. „TAJEMNICZE ZŁOTE MIASTA”, poza paroma wyjątkami (jakby nie było, kreskówka jest skierowana przede wszystkim do dzieci), poruszają poważne tematy. Bywa zabawnie, ale pojawia się również śmierć oraz inne mniej śmieszne motywy, na całe szczęście przedstawione w taki sposób, że nie ma tu żadnej przesady, a jednocześnie nic nie jest ugrzecznione i nikt nie robi z najmłodszych widzów idiotów.
Mimo wszystko serial nie jest pozbawiony wad, które zauważyłem teraz, choć wcześniej z oczywistych powodów nie zwracałem na nie uwagi. Na przykład niemal wszyscy bohaterowie nigdy nie zmieniają ubrań, od początku do końca chodzą w tym samych strojach, choć ich podróż trwa bardzo długo. To, co noszą, jest cały czas w idealnym stanie. Nie wiem, pewnie w 1532 roku wszystko było lepsze i nie ma w tym nic niezwykłego. A tak poważnie, to akurat mała wada, raczej zabawna. Dużo większą jest wywołująca pogardliwy uśmieszek dobroć najmłodszych bohaterów. Esteban, Zia i Tao to przecież dzieciaki i to jeszcze jakie. Dzieciaki nigdy nie mające żadnych wątpliwości, zawsze postępujące słusznie, za każdym razem są gotowe do wielkich poświęceń. Nie muszę podkreślać, jakie to naiwne. Poza tym są też mądrzy, swoją mądrością i pomysłowością przewyższają wodzów plemion, kapłanów, doświadczonych przywódców armii... właściwie wszystkich. Przypominam, Esteban ma dwanaście lat, Zia jedenaście. Nie zwróciłem uwagi na wiek Tao, który jest z nich najlepszy. Radzi sobie z każdym problemem, na poczekaniu potrafi skonstruować łódź podwodną i wiele innych przydatnych rzeczy, co momentami wygląda idiotycznie. Wielka była mądrość imperium Hiva. W całym serialu wszystko kręci się wokół trojga dzieci, pod koniec inni pozwalają im nawet podejmować decyzje, od których zależą losy całego świata. Kiedy miałem siedem lat, bohaterowie byli starsi ode mnie, więc wszystko to wydawało mi się możliwe, ale teraz jest naiwne i głupie. No i ten dziwny zbieg okoliczności, który sprawił, że zgodnie z przepowiednią wszyscy mający wykonać swoje zadanie znaleźli się na miejscu w tym samym czasie. Poza tym Olmekowie potrzebują komórek dzieci. W porządku. W okolicznych wioskach Majów jest mnóstwo dzieci, ale przywódca Olmeków zachowuje się tak, jakby jego ludzi mogły uratować jedynie komórki głównych bohaterów. Niby dlaczego?
Ale to są tylko drobne wady, nie mające większego wpływu na to, że serial jest naprawdę dobry i warto go sobie powtórzyć i obejrzeć więcej niż tylko jeden raz. Ja z pewnością będę to robił, bo jest to jedna z najlepszych produkcji z czasów mego dzieciństwa i trudno mi jej nie kochać.
Serial był emitowany w Polsce na kanale TVP 2, a potem na kanale RTL 7, w obu przypadkach w wersji z lektorem. Serial nie doczekał się jeszcze wersji z polskim dubbingiem i nie wiadomo, czy kiedyś to nastąpi. Doczekał się za to sequela z 2012 roku, również zatytułowanego „TAJEMNICZE ZŁOTE MIASTA”. O dziwo, ten serialu już się doczekał wersji z polskim dubbingiem. Nie jest on jednak już tak dobry jak oryginał, do którego obejrzenia serdecznie wszystkich zachęcam i nie tylko tych, co wychowali się w latach 90, ale i tych, którzy bardzo lubią historie pełne ciekawych przygód, wartkiej akcji, interesujących postaci itd. Dlatego nie traćcie czasu, wskakujcie na grzbiet Złotego Kondora i lećcie wraz z bohaterami odnaleźć tajemnicze złote miasta.

niedziela, 18 kwietnia 2021

Kacper (1996)

Tego duszka chyba nie musimy nikomu przedstawiać. Wszyscy go dobrze znają i to nie tylko dlatego, że ostatnio rozmawialiśmy o jego przygodach. Myślę, że również dlatego, iż jest on jedną z tych postaci popkultury, którą każdy z nas choć raz w życiu widział i choć raz w życiu słyszał. Jak to zwykle z takimi postaciami bywa, on również nie poprzestał tylko na jednym serialu animowanym, gdyż doczekał się o wiele więcej produkcji, w tym trzech filmów aktorskich. Pierwszy z nich stał się inspiracją dla twórców animacji i dlatego już rok po jego produkcji, powstał serial animowany, który był kontynuacją wyżej wspomnianego filmu. Filmem tym był „KACPER” z 1995 roku. To od niego musimy rozpocząć naszą opowieść, aby wszystko było jasne.
W filmie tym historia zaczyna się od momentu, w którym pewien starszy pan umiera i zostawia swojej jedynej krewnej w spadku jedynie... stary i rozpadający się już dom. Cały bowiem majątek zapisuje na ratowanie zwierząt. Kobieta i jej agent są wściekli, ale potem przypadkiem dowiadują się, że w domu rzekomo znajduje się bezcenny skarb. Postanawia to sprawdzić, ale w domu są duchy, czyli Kacper i jego trzej wujkowie. O ile wujkowie to złośliwe typki uwielbiające straszyć ludzi, Kacperek dąży do znalezienia przyjaciół, jednak ludzie boją się go równie mocno, co jego opiekunów. Spadkobierczyni postanawia pozbyć się duchów, ale wszelkie próby w tym celu podjęte zawodzą. Wynajmuje więc doktora Harveya, który wraz z córką Kat zajmuje się zjawiskami paranormalnymi, na co ma w pewnym sensie ma lekką obsesję odkąd zmarła jego żona, a matka jego córki. Liczy, że odnajdzie w ten sposób kontakt z nią. Doktor i Kat zamieszkują w nawiedzonym domu i próbują znaleźć wspólny język z duchami. Kat udaje się zaprzyjaźnić z Kacprem, z kolei jej ojciec próbuje porozumieć się z jego wujkami, co jest utrudnione tym, że wszyscy trzej są nieźle stuknięci. Tymczasem zleceniodawczyni doktora, nie widząc wciąż efektów swojej pracy, próbuje na inne sposoby zdobyć skarb, w efekcie czego ginie i jako duch dostaje się do zamku i choć znajduje skarb, to i tak trafia w zaświaty, więc nic jej z tego nie przychodzi. Skarbem zaś okazuje się być rękawica do baseballa i piłka do tej samej gry, jaką ojciec Kacperka kupił dla swego syna i bawiąc się z nim udawał, że jest to piracki skarb. Sam Kacper zaś znajduje z pomocą Kat prawdziwy skarb, tzw. Maszynę Łazarza, która może go wskrzesić. Potrzeba do niej specjalnego eliksiru, a tego jest tylko jedna buteleczka. Kacper już chce wrócić do życia, ale okazuje się, że doktor Harvey, pijąc na umór w barze z wujkami Kacpra, spadł niechcący z dużej wysokości i umarł, zostając duchem. Załamany Kacper oddaje mu swój eliksir i dzięki niemu doktor wraca do życia. Wieczorem odbywa się bal, na którym Kacper, za wstawiennictwem ducha matki Kat, pojawia się żywy, tańczy z przyjaciółką i czule ją całuje. Nieco później doktor spotyka ducha swojej żony, którą sprowadzili wujkowie Kacpra i odbywa z nią pożegnalną i bardzo czułą rozmowę, w której mówią o wychowaniu swojej córki i o tym, jak bardzo się kochają i że kiedyś będą wszyscy razem, ale to w odpowiednim czasie. Potem bal się powoli kończy, Kacper na oczach wszystkich gości znowu wraca do bycia duchem, co przeraża wszystkich gości i uciekają oni z balu, ale nie przerywa to zabawy, gdyż doktor Harvey wraz z wujkami Kacpra rozkręca imprezę w ich małym, ale za to przyjaznym gronie.
Film był naprawdę bardzo dobry, pamiętam, że w dzieciństwie bardzo go lubiłem. Przy okazji jako pierwszy podjął temat, dlaczego Kacper jest duchem. Z tego filmu wychodzi na jaw, że Kacper za życia był synem słynnego naukowca i pewnego dnia podczas zabawy na sankach zaziębił się, złapał zapalenie płuc i umarł. Jego ojciec nigdy się z tym nie pogodził i podjął próby wskrzeszenia syna, ale zmarł, nim zdołał ukończyć pracę. W filmie, jak już wiemy, Kacper zdołał wraz z Kat dokończyć jego dzieło i prawie odzyskał ludzką postać, lecz widząc śmierć doktora Harveya, oddał swoją szansę jemu i pozostał już duchem. Mimo to był szczęśliwy, że zyskał wiernych przyjaciół w osobie Kat i jej ojca, a także naprawił swoje relacje z wujkami, którzy wcześniej byli do niego dosyć wredni. Film ma ciekawą fabułę, choć chwilami dosyć niezwykłą, a sam świat ukazany tam nie zawsze wydaje się takim realnym światem jak ten, w którym żyjemy. Niekiedy fabuła sprawia wrażenie dość naiwnej, a innym razem dosyć absurdalnej, ale jest to film kierowany przede wszystkim dla dzieciaków i dlatego nie można go oceniać kategoriami dorosłych. W USA jednak zrobił swego rodzaju furorę, czego może dowodzić fakt, że doczekał się animowanego serialu, w którym kontynuowane są wątki znane z filmu. W serialu więc ponownie pojawiają się postacie znane nam z aktorskiej produkcji, czyli dobry duszek Kacper, jego trzej wujkowie Fatso, Stinky i Stretch (w wersji z lektorem nazywani Wygibas, Śmierdziel i Grubas). Mają oni takie same charaktery, co w filmie, a dodatkowo postacie są narysowane w taki sposób, aby przypominać postacie z filmu. Moim zdaniem wyszło im to naprawdę dobrze, zwłaszcza dotyczy to doktora Harveya i Kat. Oboje wyglądają bardzo podobnie jak w filmie, gdzie notabene zagrali ich Bill Pulman i Christina Ricci.
Serial pokazuje nam, że doktor Harvey i Kat dalej mieszkają sobie w starym domu, w którym mieszkają też Kacper z wujkami. Nie wiemy za bardzo, z czego żyją, choć wiele razy jest pokazywane, że doktor nad czymś pracuje, ale nad czym, tego nie wiemy. Wiemy za to, że dalej jest roztargniony i nieco zakręcony, lecz też na naprawdę sympatyczny. Do tego przyjaźni się z duchami mieszkającymi w tym domu, ich przyjaźń jest na tyle duża, że wujkowie Kacpra traktują go jak swego. Kat z kolei to typowa nastolatka z lat 90 XX wieku. Chodzi ubrana w różową bluzkę i niebieskie dżinsy, czyli strój typowy dla nastolatek z tamtych czasów w USA. Lubi też typowe ulubione rzeczy nastolatek z tego okresu, czyli pop i rock, ploteczki z koleżankami, zakupy, chodzenie do barów na owocowe koktajle lub inne zimne napoje jak np. lemoniada czy cola, a przy okazji też lubi, podobnie jak tata, duchy i zjawiska paranormalne, co jednak, biorąc pod uwagę fakt, że mieszka w domu zamieszkałym przez duchy, nikogo raczej nie dziwi. Ale jeśli chodzi o duchy, to zdecydowanie jej ulubieńcem jest Kacper, który jest jej najlepszym przyjacielem, choć czasami mają względem siebie uczucia nie tylko przyjacielskie. Z kolei wujkowie Kacperka działają na nią raczej negatywnie, gdyż denerwują ją zazwyczaj swoim zwariowanym i nieokrzesanym charakterem. Za to jej tata bardzo ich lubi, całkiem nieźle się z nimi dogaduje i nieraz spędza z nimi tzw. męskie wieczorki.
Ponieważ wspomnieliśmy o głównych ludzkich postaciach, warto wspomnieć też o postaciach duchów, które też są całkiem interesujące. Kacperka już znamy i chyba nie trzeba mówić o nim zbyt wiele. Ostatecznie to dobroduszny duszek, który zamiast straszyć ludzi, chce się z nimi przyjaźnić i nie szuka z nimi żadnego konfliktu, jednak paradoksalnie fakt, że jest duchem i to, że nie da się tego ukryć, z miejsca sprawia, iż wszyscy ludzie na jego widok krzyczą: „DDDDDDDDUCH!” i uciekają przerażeni jak najdalej od niego. Jednak w tym serialu, w przeciwieństwie do oryginału, nie jest to już tak przykre, ponieważ ma on stałych przyjaciół w postaci Kat i jej ojca, z którymi utrzymuje stały kontakt i często spędza z nimi czas. Mimo wszystko dokucza mu to, że nie może chodzić z Kat do baru czy lodziarni i uczestniczyć w jej zabawach, a jego smutek potęguje fakt, że wyraźnie widać, iż jest w niej zakochany. W jednym odcinku Kacperek załamany smaruje się kremową pomadą i dobiera sobie ubranie, dzięki któremu udaje mu się udawać ludzkiego chłopca, ale z powodu braku pieniędzy nie jest w stanie kupić sobie lodów, z powodu wieku nie może iść do kina na film dla starszych widzów, do tego nie może jeść i pić, bo wszystko przez niego przelatuje. Gdy potem niechcący przejeżdża przez niego fortepian i zostają po nim ubrania, wszyscy myślą, że nie żyje, ale zaraz potem widzą Kacperka jako ducha, który zmywa z siebie kremową pomadę i przerażeni uciekają przed nim. Dość zabawna historyjka, ale chyba też jednocześnie zmusza do myślenia i posiada nieco gorzki smak. Inaczej już się ma odcinek o tym, w którym Kat wybiera się na spotkanie z chłopakiem, a Kacperek jej proponuje wycieczkę w Alpy i gdy ta odmawia z powodu spotkania z kolegą, Kacper z miejsca jej sugeruje, że to randka. Kat zaprzecza, ale duszek co jakiś czas pojawia się na jej spotkaniu i złośliwie sugeruje, iż to na pewno randka. Dziewczyna oczywiście temu zaprzecza, z trudem nie ujawniając obecności duszka. Dodatkowo nawet raz atakuje marionetkę w teatrzyku marionetek, gdy myśli, że to Kacperek się z niej nabija. Na końcu odcinka zaś Kat dowiaduje się, iż chłopak towarzyszący jej cały dzień jednak odebrał ich spotkanie jako randkę i Kat ze złością daje mu do zrozumienia, że się nie myli i nie daje się pocałować, po czym goni Kacperka po całym zamku, gdy ten zaśmiewa się do rozpuku i woła, że jednak miał rację. Widać tu wyraźnie, że nasz słodki duszek zakochał się w dziewczynce i bardzo przeżywa to, że nie może z nią chodzić na randki i być znowu żywym chłopcem, ale mimo to potrafi doskonale się z nią dogadać oraz spędzić z nią wesoło czas, choć kiedy ona spędza czas z jakimś chłopcem, prędzej czy później okazuje o nią zazdrość.
Ważnymi dla całej historii postaciami są trzej przybrani wujkowie Kacpra. Nie są oni tak naprawdę z nim spokrewnieni, ale są jego opiekunami i roztaczają nad nim opiekę, o ile oczywiście można to tak nazwać, gdyż w dużej mierze owa „opieka” polega na dokuczaniu Kacprowi, nakazywaniu mu niejeden raz, aby im szykował posiłki, a także, żeby po nich sprzątał. Wujkowie na pierwszy rzut oka nie sprawiają pozytywnego wrażenia, gdyż są wredni i często dokuczliwi, a do tego niejeden raz wysługują się Kacprem, a innym razem spędzają męskie i dosyć dzikie wieczorki z ojcem Kat. Należy przy tym zauważyć, że mają najróżniejsze, choć podobne do siebie charaktery, ale też cechy szczególne, które ich od siebie nawzajem wyróżniają. Fatso (Wygibas) umie zmieniać kształty i niejeden raz się w taki właśnie sposób wygłupia i jest najczęściej prowodyrem do dokuczania innym lub wszczynania kłótni z innymi osobami, a także z pozostałą dwójką. Stinky (Śmierdziel) jest fizycznie do niego podobny, gdyż też jest przesadnie chudy i ma podobną twarz, ale dla odróżnienia od twarzy poprzednika, jego facjatę zdobi wielki nos, za który nieraz pozostali go łapią, chcąc mu dokuczyć. Cechą charakterystyczną tego ducha jest to, że Stinky jest na bakier z higieną osobistą i zawsze mu śmierdzi z paszczy, więc przebywanie z nim bywa uciążliwe i to bardziej niż z pozostałymi członkami zwariowanego trio. Ostatnim członkiem tej stukniętej paczki jest Stretch (Grubas), który w przeciwieństwie do swoich dwóch kumpli jest gruby i leniwy, a zarazem też najbardziej sympatyczny z całej paczki i to praktycznie jemu najwięcej dokucza Fatso, niejeden raz w duecie ze Stinkym. Stretch jest najmniej inteligentny z całej trójki i często ma romantyczne usposobienie i podstawowe potrzeby, lubi jeść, choć jako duch i tak nie ma żołądka i głodu nie czuje, ale w jakiś sposób wciąż czuje smak jedzonych przez siebie potraw. W kilku odcinkach próbuje schudnąć, ale oczywiście duchy nie mogą chudnąć, więc na nic mu się to nie zdaje. To on najmniej dokucza Kacprowi i to jemu najwięcej się obrywa od Fatso, gdy powie coś głupiego, czyli dosyć często.
Tak oto wyglądają postacie z serialu, które wcześniej pojawiły się w filmie. Ale nie brak w tej produkcji całkiem nowych postaci, które ubarwiają ten dosyć ciekawy szereg postaci. Jedną z nich jest Duch Chrzestny, wielki i gruby, zielony duch, będący kimś w rodzaju szefa wszystkich szefów w świecie duchów. To dość groźna postać, lubi się rządzić i lubi kierować innymi, nawet wbrew ich woli. Nieraz też wystawia na próbę Kacpra i jego wujków, grożąc im zesłaniem do jakiegoś ponurego miejsca, jeśli nie wypełnią wyznaczonego im zadania. Można powiedzieć, że to jedyna osoba, której nasze walnięte trio duchów się obawia i przed kim czują respekt.
Nowymi postaciami są też szkolni kumple Kacpra ze szkoły. Tak, w tej bajce Kacper od czasu do czasu bierze udział w lekcjach szkoły dla duchów, w której uczą się duchy innych zmarłych jako dzieci osób. Szczególnie wyróżniają się tutaj dwie osoby. Jedną z nich jest Spooky, a drugą Pola. Spooky to duszek podobny do Kacperka, ale mający piegi na twarzy, duży i czarny nos oraz melonik na głowie, co go nieco upodabnia do podrzędnego gangstera i tak też duszek chciałby być traktowany. Spooky bowiem jest sympatyczny, choć lubi zgrywać twardziela i nie zawsze umie okazywać emocji, gdyż uważa to za dowód słabości. Niejeden raz dokucza Kacprowi, ale w gruncie rzeczy go lubi. Jego niemalże stałą towarzyszką zabaw jest Pola, urocza duszek dziewczynka o blond włosach i z różową kokardą na głowie. Pola jest wyraźnie zakochana w Spookym, choć w kilku odcinkach zdaje się przejawiać wyraźne zainteresowanie Kacprem, którego bardzo lubi i któremu nigdy nie dokucza, próbując czasami wywrzeć na Spooky’ego dobry wpływ i przekonać go, aby mniej zgrywał twardziela, a więcej okazywał uczuć, a już zwłaszcza jej.
Tak oto wygląda w skrócie opis postaci serialu. Fabuły jego streścić raczej nie sposób, bo każdy odcinek to dwie historyjki o zwariowanych przygodach Kacpra i jego przyjaciół, zarówno tych znanych nam z filmu, jak i tych wymyślonych na poczet serialu. Bajka jest naprawdę ciekawa i zabawna, stanowi moim zdaniem doskonałe odświeżenie klasyka z lat 50 o przygodach Kacperka, ale bardziej już skupiającego się na nim i więcej mówiącego o świecie duchów oraz rządzących w nim prawach. Serial był emitowany na kilku kanałach, głównie na RTL 7, na TVP 2 oraz na Polsacie. Pierwsze dwa kanały emitowały go w wersji z polskim dubbingiem, ostatni w wersji z lektorem. Osobiście bardziej wolałem wersję z dubbingiem, zwłaszcza podobała mi się Kat w polskiej wersji językowej. Warto więc wspomnieć o obsadzie polskiego dubbingu, gdyż jest ona bardzo ciekawa. A zatem w polskiej wersji językowej serialu wystąpili:

Krzysztof Szczerbiński jako Kacper
Artur Kaczmarski jako doktor Harvey
Jolanta Wilk jako Kat Harvey
Jacek Czyż jako Fatso
Jacek Jarosz jako Stinky
Tomasz Grochoczyński jako Stinky (część odcinków)
Michał Konarski jako Stretch
Marcin Hycnar jako Spooky
Anna Apostolakis jako Pola
Marek Frąckowiak jako Duch Chrzestny
Joanna Orzeszkowska jako Pani Banshee (nauczycielka Kat)
Włodzimierz Bednarski
Stefan Knothe
Paweł Szczesny
Iwona Rulewicz
Hanna Kinder-Kiss
Wojciech Paszkowski
Agnieszka Kunikowska
Marek Barbasiewicz
Janusz Wituch
Józef Mika
Grzegorz Wons
Wojciech Machnicki
Włodzimierz Press
Mieczysław Morański
Robert Tondera
Ryszard Olesiński
Monika Wierzbicka
Marcin Przybylski
Jarosław Domin

Podsumowując zatem, serial jest naprawdę dobrą i sympatyczną produkcją zarówno dla dzieci, jak i nieco starszych widzów i warto ją obejrzeć, choćby po to, aby poznać nieco nowsze przygody najsłynniejszego ducha wszechczasów. Czy zatem polecam ten serial? Zdecydowanie tak. Polecam wam serdecznie, gdyż na tej bajce możecie się nieźle pośmiać, a czasami i wzruszyć, a najmocniej się chyba ubawicie jako starsi widzowie, gdy w tym serialu dostrzeżecie aluzje do różnych znanych klasyków, których to aluzji nie brak w tej produkcji. Obejrzyjcie zatem i pokażcie, że nie boicie się duchów.

poniedziałek, 5 kwietnia 2021

Kacper i przyjaciele (1952-1957)


Dzisiaj pora opowiedzieć o bajce, którą chyba wszyscy z nas znają, choćby tylko ze słyszenia. Opowieść o najsympatyczniejszym duchu na całym świecie, który zamiast straszyć, szuka przyjaciół i jest przyjaźnie nastawiony do wszystkich, za co spotykają go złośliwości ze strony innych duchów. Nie jest to oczywiście jedyna bajka ani też jedyna produkcja o tym bohaterze, bo powstało jeszcze kilka innych animacji o przygodach sympatycznego, przyjaznego duszka, a także trzy filmy aktorskie i gry komputerowe. Dzisiaj jednak skupimy się na tej pierwszej produkcji, od której wszystko się to zaczęło. Warto ją poznać.
Bajka posiada podobny sposób układania fabuły, co wiele animowanych seriali z dawnych lat, czyli nie ma jednolitej historii skupiającej się na jednej konkretnej postaci, czyli duszku Kacprze. Sam tytuł wskazuje nam na to, że będzie to opowieść o owym bohaterze i jego przyjaciołach, ale jest to dość umowne, gdyż większość postaci występujących w serialu nie zna się ze sobą i nawet się nie spotyka. O co zatem chodzi? Chodzi mianowicie o to, że każdy odcinek serialu składa się z przynajmniej czterech krótkich, kilkuminutowych kreskówek, które nam opowiadają losy jakieś postaci, ukazanej w czołówce. Zawsze jedna z tych historyjek dotyczy duszka Kacperka, czasami nawet aż dwie, czyli ta ukazana na początku i na końcu. Te w środku opowiadają o innych postaciach. Każda z tych opowiastek ma pewien schemat i warto sobie o nich opowiedzieć. Aby to lepiej zrobić, przedstawmy sobie głównych bohaterów serialu:

Kacper (przyjazny duszek) - główny bohater kreskówki, uwielbiany przez wszystkie dzieci w każdym wieku. Najbardziej boją się go dorośli, a nawet zwierzęta. Ma trzech wujków: Fatsa, Stinkiego i Stretcha, którzy nie bardzo cenią jego charakter. Schemat odcinków o Kacperku prawie zawsze jest taki sam. Kacper gdzieś chodzi, ludzie się go boją, niekiedy też zwierzęta, ale za to dzieci i to te zarówno ludzkie, jak i zwierzęce, uważają go za sympatycznego i przeżywają z nim naprawdę ciekawe przygody. Czasami Kacper ratuje miasto lub pojedynczych dorosłych ludzi przed niebezpieczeństwem i potem zostaje bohaterem całej okolicy i nikt się go nie boi, a przynajmniej tam, gdzie właśnie miała miejsce jego przygoda.
Fatso, Stinkie i Stretch - wujkowie małego Kacperka. Czasami uwielbiają go denerwować. A niekiedy w kilku odcinkach próbują go „nawrócić” na właściwą drogę. W jednym odcinku podali mu siłą pigułki zła, przez co duszek zamienił się w małego diabełka i zaczął im dokuczać tak okrutnie (m.in. chciał ich przyjechać kosiarką), że uciekli, a na końcu Kacperek zamienia się w siebie i wyznaje, że wcale nie połknął pigułek zła.
Herman - brązowy gryzoń, ubrany w zielone spodnie i czerwony krawat. Musi się zmagać ze złym Makarym, ma także przyjaciół: szare myszki, które pomagają w walce z wrogiem. Herman wygląda podobnie do Jerry’ego z kreskówki „Tom i Jerry”.
Makary - brązowo-żółty kot, jest największym rywalem Hermana i próbuje za wszelką cenę złapać i pożreć go, co nie zawsze mu się udaje. Makary wygląda podobnie do Toma z kreskówki „Tom i Jerry”, a fabuła epizodów z Makarym i Hermanem bardzo przypomina fabułę wyżej wspomnianego serialu, możliwe też, że były nimi inspirowane.
Buzzy - wrona z kapelusikiem na głowie. Występuje w kilku epizodach z Makarym. Brzmi jak stereotypowy włosko-amerykański gangster. W epizodach ze sobą to jemu dla odmiany psoci się Makary, za co oczywiście nieźle obrywa, gdyż wrona nie wchodzi kotu w drogę, ale gdy ten wredny sierściuch się jej narazi, bez wahania i bez litości daje mu popalić.
Mały Hyzio - duże, żółte kaczątko ubrane w niebieską koszulę i białą pieluchę, nosi też czepek. Mieszka razem z rodzicami. Wykazuje się niesamowitym brakiem inteligencji, jednakże często udaje mu się przechytrzyć Lisa. Słynie z nieśmiertelności (Lis niejednokrotnie zniszczył na nim obiekty jak kowadło czy siekiera, przeżył również kilkakrotnie eksplozje). Mały Hyzio w kilku odcinkach ma kuzynostwo, dużo mniejsze i bardziej inteligentne od niego, które mu dokucza, ale gdy Lis je porywa, to właśnie Hyzio je ratuje i kuzynostwo zaczyna go traktować jak bohatera.
Wendy, mała dobra czarownica - to blondwłosa dziewczynka w czerwonym stroju. Lata na miotle i umie czarować. W kilku epizodach przyjaźnie się z Kacprem i przeżywa wraz z nim przygody. Podobnie jak on, stara się znaleźć sobie przyjaciół.
Mały Diabełek - jest to diabełek-dziecko w całym czerwonym ciele.
Spooky - duch w kapeluszu, uwielbia płatać innym psikusy, wyjątkiem jest tu Kacper, którego bardzo lubi (choć nie zawsze z wzajemnością) i czasami pomaga mu w starciu z wujami, a czasami dla odmiany psoci się przyjaciołom dobrego duszka, którzy potem myślą, że to on i są na niego źli, gdyż Spooky i Kacper są do siebie podobni. Mówi brooklyńskim akcentem.
Richie Rich - jego pełne imię brzmi Richard Milioner. Chłopak, który przeżywa fantastyczne przygody i chce być bogaty jak inni. Doczekał się własnego filmu aktorskiego, w którym zagrał go Kevin sam w domu. Warto zauważyć, że fani wysnuli teorię, według której Kacper to właśnie Richie, który popełnił kiedyś samobójstwo z powodu braku miłości rodziców, jednak teoria ta jest naprawdę dość mocno naciągana.
Mała Audrey - dziewczynka ubrana w niebieską (czerwoną w przerywniku) spódniczkę do kolan i wstążki na głowie. Często wpada w kłopoty z policją bądź jest bohaterką swoich marzeń. Odcinki z nią zawsze ukazują ją w jakieś sytuacji, podczas której niechcący pakuje się w jakieś tarapaty z powodu swojego jakże dobrego, ale i naiwnego charakteru.
Żółw Tommy - żółw, jest zielonego koloru, a skorupę ma jasnozieloną, rywal Zająca Moego.
Zając Moe - zając, ma na sobie całe beżowe futerko, rywal Żółwia Tommy’ego. Przypomina nieco Królika Bugsa.

Serial jest lekką i przyjemną animacją, bardzo w stylu „ZWARIOWANYCH MELODII”, a częściowo również innych bajek powstających w tamtym okresie. Jest raczej lekka i przyjemna, a chwilami również zwariowana. Postacie są bardzo ciekawe i barwne, można łatwo odkryć, które z nich lubisz, a które nie. Humor jest też całkiem świetny, raczej w starym stylu i oparty w dużej mierze na slapsticku, w dużej mierze epizody są do siebie podobne, bo trzymają się zwykle utartych schematów, ale nie przeszkadza nam to, gdyż fabuła jest naprawdę dobra. Ja jednak osobiście uważam, że cały serial powinien być raczej o Kacperku, bo pozostałe postacie nie są na tyle ciekawe, aby tworzyć o nich osobne epizody. Ale nie jest ostatecznie źle, bajkę warto obejrzeć, a już zwłaszcza wtedy, jeśli się jest fanem starych i dobrych animacji, tak jak ja. I pośmiać się ponownie z tego, jak ludzie wariują ze strachu na widok małego i uroczo wyglądającego dusza, wrzeszcząc przy tym „Ddddddddddddd... DUUUUUUUCH!” i potem uciekają, gdzie pieprz rośnie. I potem wzruszyć tym, jak słodki Kacperek zdobywa mimo wszystko zawsze jakiegoś przyjaciela i pocieszyć się, że nawet jeśli jest się samotnym i nie ma się przyjaciół, nie warto tracić nadziei, bo skoro Kacperkowi się udało, nam również może się udać.
Bajka leciała na kilku kanałach, na TVP 1, TVP 1, na RTL 7, na TV4, na PULS, na PULS 2 i na TV6. We wszystkich tych stacjach leciała w wersji z polskim lektorem, którym za każdym razem był ktoś inny. Część odcinków została wydana na kasetach VHS. Warto też wspomnieć o tym, że powstała też seria komiksów na podstawie serialu i z jego bohaterami, trzymająca doskonale klimat tej uroczej produkcji, którą serdecznie polecam każdemu, kto chce obejrzeć stare i dobre bajki z dawnych lat.

Dogtanian i muszkieterowie (1981-1982)

Muszkieterów dzielnych trzech Świat wspaniały dziś poznamy. Jeden tu za wszystkich, A wszyscy za jednego. Oddać życie każdy z nich Gotów jes...